Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 19.04.2026
Agnieszka Łada

Europa stoi przed nowymi zagrożeniami wojennymi. Niemieckia ekspertka ds. bezpieczeństwa wie jak Europa powinna na nie odpowiedzieć

Jest lato 2029 roku. Od marcowych wyborów do Bundestagu, w których najlepszy wynik osiągnęła AfD, w Niemczech jedynie przejściowo władzę sprawuje sojusz CDU/CSU-SPD, bo dotychczasowe próby stworzenia nowej koalicji spełzły na niczym. W Urzędzie Kanclerskim obok szefa rządu siedzą najważniejsze osoby w państwie odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Przed nimi leży mapa z zaznaczonymi ruchami rosyjskiej armii, która tym razem skierowała na Białoruś wyjątkowo liczne oddziały w ramach corocznych manewrów Zapad. Wojskowi ostrzegają, że sytuacja jest bardzo podobna do tej z 2021 roku, tuż przed rozpoczęciem przez Rosję pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Mówią wprost o możliwym ataku Rosji na kraje NATO. Niemcy stoją przed koniecznością podjęcia konkretnych działań.
Foto tytułowe
(Wiki Commons)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Tym wprowadzeniem Jana Puglierin, kierująca berlińskim oddziałem Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych, jedna z najlepszych niemieckich ekspertek ds. bezpieczeństwa, zaczyna swoją książkę Wer verteidigt Europa? Die neuen Kriegsgefahren und was wir tun müssen, um uns zu schützen (Kto broni Europy? Nowe zagrożenia wojenne i co musimy zrobić, aby się chronić). Zarysowana na pierwszych stronach publikacji wizja, teoretycznie abstrakcyjna, nie jest w Polsce szczególnie zaskakująca. Także fakt, że rząd (czy szerzej – władze) jest dziś stawiany przed koniecznością dramatycznych decyzji, takich jak odpowiedź na ewentualny rosyjski atak, nie wydaje się w Polsce niczym nietypowym. Nie oznacza to jednak, że nie wywołuje niepokoju.

Książka Puglierin skierowana jest do czytelnika niemieckiego, nieprzywykłego do sytuacji, a nawet do samej myśli, że jego kraj może być zmuszony do czynnego zaangażowania się w działania wojenne. Już pierwsze strony oddają zamysł całego tekstu – krytyczną analizę niemieckiego (i szerzej – zachodnioeuropejskiego) podejścia do polityki bezpieczeństwa oraz do Rosji przed 2022 rokiem. Autorka rozprawia się z argumentami Russlandversteher [z niem. „rozumiejący Rosję”; termin odnoszący się do przedstawicieli niemieckiej debaty publicznej usprawiedliwiających politykę Moskwy – przyp. red.] i formułuje jednoznaczny apel o wzmocnienie europejskiej obronności. Książka stanowi więc – i z polskiego, i z niemieckiego punktu widzenia – bardzo pożądany głos z niemieckich kręgów opiniotwórczych, dotyczący sytuacji sprzed i po sformułowanej przez kanclerza Olafa Scholza Zeitenwende [z niem. „zmiana czasów”; głęboki zwrot w polityce Niemiec – od bezpieczeństwa po energetykę – w reakcji na wojnę w Ukrainie]. Stąd mimo faktu, że autorka zwraca się do odbiorcy niemieckiego, warto prześledzić treść książki także z polskiej perspektywy.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Oprócz samej treści kluczowe są dwie kwestie. Po pierwsze, Jana Puglierin przez lata reprezentowała stanowiska bardzo bliskie polskiej perspektywie – ostrzegała przed rosyjskim zagrożeniem, wskazywała na dość naiwne niemieckie myślenie dotyczące polityki bezpieczeństwa, apelowała o ściślejszą współpracę europejską, w tym polsko-niemiecką, w dziedzinie bezpieczeństwa i uwzględnienie w Niemczech polskich analiz w tym obszarze. Nie należy więc do grupy niemieckich ekspertów, którzy po lutym 2022 roku musieli uderzyć się w pierś i przyznać się do błędnej oceny Rosji i niedoceniania polskich czy bałtyckich ostrzeżeń. To oczywiście stawia ją, jako autorkę, w wygodnej pozycji, z której może krytykować złudne myślenie znacznej części niemieckich elit dominujące do 2022 roku. Puglierin nie wpada jednak w pułapkę moralizowania czy pouczania tych, którzy myśleli (lub nadal myślą) inaczej niż ona. Wręcz odwrotnie, z wielkim zaangażowaniem przywołuje kolejne hasła głoszone przez zwolenników „rozumienia” Rosji oraz niedoceniania jej potencjału, po czym punkt po punkcie formułuje kontrargumenty. Zamiast Schadenfreude wybrzmiewa głębokie zaniepokojenie obecną sytuacją oraz możliwymi scenariuszami rozwoju wydarzeń.

Po drugie, Puglierin jasno wskazuje, z jakimi tezami się nie zgadza, a jakie stanowisko sama reprezentuje. Nie wpada więc w kolejną pułapkę – pisania ogólnikami, że „byłoby dobrze”, „wydaje się to myśleniem błędnym” itp., lecz wprost pokazuje, co sądzi i jakie wnioski wyciąga z przywołanych faktów. Dzięki tym dwóm strategiom narracyjnym książka stanowi wyjątkowo wartościowy głos w niemieckiej debacie publicznej wokół szeroko rozumianej Zeitenwende i opartą na pogłębionych analizach wskazówkę, jak Europa powinna wzmocnić własne bezpieczeństwo.

Wreszcie należy zaznaczyć, że książka została ukończona pod koniec 2025 roku, a więc przed zmianami w debacie o polityce bezpieczeństwa wywołanymi zaatakowaniem Iranu przez Stany Zjednoczone i Izrael.


„Rosja i powrót wojny” – fakty, z którymi się (nie) dyskutuje


„Polska i Niemcy przez lata różniły się w podejściu do Rosji i polityki bezpieczeństwa”. Takie generalizujące, a więc nieoddające złożonej sytuacji stwierdzenie często można przeczytać w wielu opracowaniach i usłyszeć w debacie publicznej. W swojej książce Jana Puglierin nie sprowadza niemieckich opinii do wspólnego mianownika, nie nazywa też konkretnych grup w Niemczech, które reprezentowały dane stanowisko. Po kolei przedstawia natomiast różne opinie, wskazując zarówno sposób myślenia ich autorów, jak i oparte na faktach kontrargumenty. Wiele z nich może się wydać polskiemu czytelnikowi oczywistych, inne zaś stanowią wartościowe potwierdzenie panujących przekonań.

Jedną z powracających tez Puglierin jest to, że wielu europejskich decydentów myliło się w swoich ocenach Putina i Rosji zarówno przed aneksją Krymu, jak i przed inwazją w 2022 roku. Sądzili, że Rosji nie opłaca się zaatakować Ukrainy, a sygnały wskazujące na takie plany, są jedynie rodzajem „straszaków”. Autorka ostrzega, że Europa nie może popełnić takiego błędu po raz trzeci, oceniając, że atak na NATO jest niemożliwy. Takie myślenie byłoby naiwne i świadczyłoby o niezrozumieniu rosyjskiej logiki działań.

Za równie błędne ekspertka uważa uznawanie chęci zapobieżenia przystąpieniu Ukrainy do NATO za główny motyw działań Rosji. Zwolennicy tego myślenia wyciągają z tego wniosek, że Moskwa nie ma interesu w tym, by zaatakować NATO. Puglierin przeciwstawia temu rozumowaniu trzy cele, które przyświecają Rosji: dążenia imperialne, zakładające utrzymanie rosyjskiej strefy wpływów przy jednoczesnym założeniu bezczynności Zachodu; chęć rewizji europejskiego porządku bezpieczeństwa, powstałego po zakończeniu zimnej wojny, oraz umocnienie multipolarnego porządku światowego, w którym decyduje koncert mocarstw (Rosja takim mocarstwem jest wtedy, gdy kontroluje swoją postsowiecką strefę wpływów). Zdaniem Puglierin cele te nie były przez wielu w Europie doceniane. Wręcz przeciwnie, Rosji udawało się przekonać Zachód, że to NATO zagrażało jej, więc zmuszona była się bronić, a kraje NATO są współwinne agresji na Ukrainę.

Wątek ten prowadzi autorkę do zarysowania scenariuszy na przyszłość. Uznanie, że brak szybkich efektów w Ukrainie powstrzyma Rosję od ataku na państwa NATO, gdyż nie ma, jak by się mogło wydawać, wystarczających możliwości bojowych, uważa za błędne. Celem Moskwy jest bowiem burzenie europejskiej jedności, wzmożenie fermentu, podważanie wzajemnego zaufania Europejczyków. Dokonać tego może przy użyciu stosunkowo prostych metod. Wystarczy głosić, że NATO łamie ustalenia sprzed lat, militaryzuje się, co może stanowić pretekst do punktowego, prewencyjnego użycia przez Rosję sił – nawet niekoniecznie w rosyjskim umundurowaniu, jak było w przypadku „zielonych ludzików” na Krymie w 2014 roku. Albo wykorzystać rosyjskojęzyczne środowiska w innych krajach, aby w obliczu rzekomej rusofobii zwróciły się do Rosji z prośbą o ochronę. Brak jasnej, szybkiej i jednolitej reakcji NATO skompromitowałby Sojusz, znacznie go osłabiając.

Jednocześnie, jak opisuje Puglierin, Europa mimo swojej siły, nie jest wystarczająco mocna, aby skutecznie stawiać opór Rosji. Wprawdzie dysponuje znacznymi zasobami sprzętu wojskowego, ale jego rozdrobnienie i zróżnicowanie znacznie osłabiają potencjał rażenia. Ponadto typy tej broni nie zawsze odpowiadają charakterowi zagrożenia (asymetria między rosyjskimi metodami ataku a zachodnimi środkami obrony) – co było widoczne, gdy samoloty F-16 i F-35 zostały poderwane do przechwycenia rosyjskich dronów, które wleciały w polską przestrzeń powietrzną jesienią 2025 roku. Rosyjska armia wciąż zdobywa nowe doświadczenia na froncie, dopasowując działania i technologię do potrzeb, co wzmacnia jej skuteczność. Siły Zachodu takich możliwości nie mają. Wreszcie Rosja znacznie zwiększyła swoją produkcję i efektywność przemysłu obronnego, a jej autorytarny system pozwala na utrzymanie tego wysiłku w dłuższej perspektywie, czego nie można powiedzieć o państwach Europy.

W ocenie autorki wniosek jest jasny – Europejczycy powinni dążyć do takiego pokoju w Ukrainie, który pozwoli jej wyjść z wojny jako suwerennemu, niezależnemu i demokratycznemu państwu, zdolnemu w przyszłości do obrony przed rosyjskimi atakami. Do tego potrzebuje długofalowego militarnego, gospodarczego i humanitarnego wsparcia.


Europa w erze postamerykańskiej


Puglierin nie pozostawia złudzeń – od momentu ponownego przejęcia władzy przez Donalda Trumpa pewność, że Stany Zjednoczone w przypadku zagrożenia przyjdą Europie z pomocą, należy do przeszłości. Mimo to autorka apeluje, że Europa musi zrobić wszystko, aby zatrzymać militarną obecność USA na kontynencie – niezależnie od różnic ideologicznych i geopolitycznych. Nagłe wycofanie się USA z NATO doprowadziłoby do kryzysu politycznego i poważnych kłopotów Europejczyków. Jednocześnie nie mogą oni dłużej zwlekać – muszą konsekwentnie wzmacniać swoje bezpieczeństwo i być przygotowani na sytuację, w której w pewnym momencie będą musieli polegać jedynie na sobie.

Autorka zauważa jednocześnie, że w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce, panowało dotychczas przekonanie, że na Amerykanów można liczyć – czego nie zawsze można było powiedzieć o Bundeswehrze. Stąd wynikały niechętne reakcje na propozycje strategicznej autonomii Europy, wysuwane przez niektóre kraje Europy Zachodniej. Tym bardziej że w części krajów UE przeważało narodowe myślenie o obronności, w tym dbanie o własny przemysł obronny. To jeszcze bardziej zwiększało zależność krajów europejskich od Stanów Zjednoczonych – nie tyle z powodów finansowych czy politycznych, ile jako efekt braku europejskich ustaleń. Jak kwituje Puglierin: „bo Europa nie była w stanie przewodzić sama sobie”. Jednocześnie relacje między europejską samodzielnością a amerykańskim przewodzeniem w kwestiach bezpieczeństwa są jednym z najbardziej delikatnych obszarów dla obu stron.

Pełnoskalowy atak Rosji na Ukrainę zmobilizował, czy wręcz zmusił Sojusz Północnoatlantycki do jedności i wzmocnienia współpracy. Także sposób myślenia w europejskich stolicach stał się bardziej spójny, a wydatki na zbrojenia wzrosły. Jednak kolejne miesiące pokazały, że to Stany Zjednoczone pozostają kluczowe dla działań NATO, podczas gdy Europejczykom brakuje koordynacji oraz odpowiedniej ilości działającego, gotowego do użycia sprzętu.

Poza aspektami militarnymi kluczowa, jak zauważa Puglierin, pozostaje infrastruktura, która umożliwi ewentualne przemieszczanie się wojsk. Również w tym aspekcie NATO i Unia Europejska się uzupełniają. Rozbudowa dróg i mostów w Europie leży w gestii samych Europejczyków, natomiast Sojusz odpowiada za dostarczanie uzbrojenia. Autorka zauważa jednak, że przez lata plany w zakresie infrastruktury nie uwzględniały aspektu wojskowego.


Konkretne rekomendacje


Na końcowych stronach książki Jana Puglierin ponownie apeluje, aby zasada zakładająca, że obronność, budżety wojskowe i armia pozostają przede wszystkim sprawą państw narodowych, została zastąpiona myśleniem o wspólnych interesach i koordynacji działań. W innym wypadku, jak ostrzega, Europejczycy staną się obiektem geopolitycznej walki o władzę mocarstw. Autorka rekomenduje rozwinięcie komplementarnej struktury przywództwa przez największe państwa europejskie, a konkretnie kontynuowanie formatu, który powstał na początku drugiej prezydentury Trumpa – E5: Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Polska i Włochy. Celem tego rozwiązania miałoby być przejmowanie większej odpowiedzialności w NATO, przy zachowaniu ważnej, ale już nie dominującej roli USA. Unia Europejska, kontynuuje autorka, powinna jednocześnie rozwijać te zdolności, które są potrzebne Sojuszowi. Zwraca uwagę głównie na kwestie finansowania i inwestowania w przemysł zbrojeniowy. Takie inicjatywy UE powinny przy tym pozostawać otwarte na udział krajów spoza Wspólnoty, jak Wielka Brytania czy Ukraina – która posiada najnowocześniejsze technologie.

Przechodząc do roli Niemiec w opisanych procesach, Puglierin nie pozostawia złudzeń, że poza zwiększonymi wydatkami na zbrojenia i Bundeswehrę, aby pełnić rolę europejskiego lidera, jak określił te ambicje kanclerz Friedrich Merz, niezbędna jest gotowość ponoszenia wyższych kosztów oraz podejmowania niewygodnych, a nawet ryzykownych decyzji. Potrzebna jest także wola uwzględniania interesów europejskich partnerów, szukania kompromisów, podejmowania kooperatywnych działań i budowy zaufania. Choć Puglierin nie formułuje tego wprost, sugeruje, że wciąż brakuje takiej zmiany w niemieckim nastawieniu.

Tymczasem oczekiwania wobec Niemiec pozostają wysokie – Europa potrzebuje Niemiec, a Niemcy Europy. Jednocześnie, jeśli Niemcy będą jasno wskazywać, że zasady, jakimi się kierują, instytucje, procesy decyzyjne i armia są mocno osadzone w strukturach NATO, nie będą postrzegane jako zagrożenie dla swoich sąsiadów. Historia pokazuje, że Niemcy nie mogą podążać własną, odrębną drogą militarną. Silniejszą rolę w sferze militarnej Berlin może przejąć tylko wtedy, gdy Niemcy będą umocowane w strukturach NATO i UE. Spełnienie tych wszystkich warunków, jak konkluduje Puglierin, jest kluczowe, aby scenariusz zarysowany na pierwszych stronach książki nigdy się nie ziścił.


Podsumowanie


W tekście przytoczono jedynie część – subiektywnie wybranych – postulatów Jany Puglierin, które autorka zazwyczaj rozwija na kilku stronach, odsyłając do opracowań potwierdzających jej tezy. Patrząc na całą publikację z polskiej perspektywy, można wysnuć wniosek, że dominują w niej dwie główne myśli.

Po pierwsze, wiele tez i argumentów autorki nie jest dla polskiego czytelnika, śledzącego dyskusje o bezpieczeństwie i rosyjskim pełnoskalowym ataku na Ukrainę, zaskakujących czy nowych. Wręcz przeciwnie, odbiorca może znaleźć w nich potwierdzenie wielokrotnie formułowanych w Polsce ocen. Jest to jednak tym bardziej cenne, że wychodzą one spod pióra reprezentantki niemieckich kręgów analitycznych, choć, jak podkreśliłam na wstępie, od lat postrzegającej kwestie bezpieczeństwa w sposób zbliżony do wielu polskich ekspertów. Jednocześnie należy przyznać, że w ostatnich miesiącach polska debata wokół bezpieczeństwa uległa silnej polaryzacji, a to, co jeszcze niedawno wydawało się konsensusem lub jednolitym stanowiskiem (poza drobnymi wyjątkami z marginesu politycznego mainstreamu), dziś staje się przedmiotem sporu. Warto więc doprecyzować, że sądy Puglierin są szczególnie spójne z logiką polskich kręgów wojskowych, a politycznie – z podejściem obecnej koalicji rządzącej.

Po drugie, można by wyrazić pewien niedosyt, że Polska jako państwo, sąsiad Niemiec, ale także Rosji i Ukrainy, ważny kraj tranzytowy dla wsparcia Ukrainy oraz dysponujący znaczącą armią w Europie, nie została wyróżniona na tle innych państw. Takie spojrzenie byłoby jednak bardzo polonocentryczne. Należy autorce oddać, że jako ważny sojusznik, ale i kraj, który ma konkretne, uwarunkowane doświadczeniem i położeniem geograficznym stanowisko w sprawie bezpieczeństwa i polityki wschodniej (które, dodajmy, Puglierin odpowiednio tłumaczy), pojawia się w książce wielokrotnie, nie rzadziej niż inne kraje. Odniesienia do bilateralnej rekomendowanej współpracy wykraczają zaś poza ramy omawianej publikacji.
Agnieszka Łada to doktor politologii i niemcoznawczyni, urodzona w 1981 roku. Jest absolwentką Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego i Hertie School of Governance w Berlinie. Ukończyła również podyplomowe studia w zakresie psychologii organizacji w Dortmundzie. Reprezentuje Instytut Spraw Polskich w Darmstadt.

Była przewodnicząca Rady Dyrektorów Policy Associations for an Open Society (PASOS). Należy m.in. do Grupy Kopernika, Rady Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży oraz Rady Nadzorczej Fundacji Krzyżowa dla Porozumienia Europejskiego.

Książka kończy się słowami podziękowań – na pierwszy rzut oka bardzo nietypowymi, bo skierowanymi do dziadków autorki. Dopiero zrozumienie ich sensu pokazuje, jak znakomitą klamrę publikacji one stanowią. Babcia Jany Puglierin, Polka z Łodzi, uratowała przed śmiercią głodową w polskiej niewoli niemieckiego żołnierza Wehrmachtu. Pobrali się w 1948 roku i jak pisze ich wnuczka: „oboje mi pokazali, że nawet w obliczu wojny, winy i cierpienia ludzie nie muszą przestać postrzegać siebie nawzajem jako ludzi. I że pojednanie jest czymś głęboko ludzkim”. W kontekście zarysowanych scenariuszy oraz wezwań do działania w sferze bezpieczeństwa i zbrojeń zdanie to wybrzmiewa szczególnie mocno.