Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Jedwabny Szlak / 11.06.2026
Patryk Kulpok
Saudyjski sen o sportowej potędze traci rozpęd. Mundial wciąż napędza ambicje
Saudyjski projekt sportowy miał wyglądać jak demonstracja nieograniczonej siły pieniędzy: mundial 2034, LIV Golf, liga z Ronaldo, boks, Formuła 1, e-sport i wrestling. Dziś coraz częściej przypomina jednak kosztowny test wytrzymałości. Wojna USA i Izraela z Iranem podniosła ryzyko bezpieczeństwa w regionie, a spadek dochodów z ropy i presja na rentowność zmuszają Rijad do selekcji ambicji. Bańka nie pęka z hukiem – raczej powoli uchodzi z niej powietrze.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!
Jeszcze niedawno Arabia Saudyjska sprawiała wrażenie państwa, które w światowym sporcie może kupić niemal wszystko: uwagę, prestiż, kalendarz wielkich imprez, największe nazwiska i strategiczne miejsce przy stole najważniejszych federacji. Pieniądze z Public Investment Fund (PIF) – państwowego funduszu majątkowego, na którego czele stoi następna tronu Muhammad ibn Salman – płynęły szerokim strumieniem do piłki nożnej, golfa, boksu, Formuły 1, e-sportu, wrestlingu i tenisa. Rijad budował obraz kraju, który nie tylko chce organizować wielkie wydarzenia, ale też stać się jednym z centrów globalnej gospodarki sportowej.
Dziś ten obraz jest mniej jednoznaczny. Nie dlatego, że Saudyjczycy porzucili sportowe ambicje. Mundial w 2034 roku pozostaje projektem politycznym najwyższej rangi, a sport nadal jest wpisany w Vision 2030 – plan dywersyfikacji gospodarki i uniezależniania kraju od ropy. Problem polega na tym, że model oparty na niemal nieograniczonym wydawaniu pieniędzy zaczyna napotykać ograniczenia: finansowe, polityczne, reputacyjne i bezpieczeństwa. Wojna USA i Izraela z Iranem oraz jej konsekwencje na Bliskim Wschodzie tylko przyspieszyły już wcześniej widoczny proces.
Najbardziej spektakularna była pierwsza faza tej ofensywy. Cristiano Ronaldo w Al-Nassr, Neymar i Karim Benzema w Saudi Pro League, przejęcie Newcastle United, LIV Golf jako wyzwanie rzucone PGA Tour, wielkie gale bokserskie, wyścig F1 w Dżuddzie, plany organizacji Zimowych Igrzysk Azjatyckich na pustyni i wreszcie mundial 2034. W krótkim czasie Arabia Saudyjska przestała być peryferyjnym graczem. Stała się państwem, którego obecności w sporcie nie dało się ignorować. Według analizy brytyjskiego „The Guardian” od początku 2021 roku Saudyjczycy wydali co najmniej 6,3 mld dolarów na umowy sportowe, choć rzeczywista kwota może być wyższa, bo wiele kontraktów pozostaje niejawnych.
Ten rozmach miał kilka celów jednocześnie. Na zewnątrz chodziło o odbudowę wizerunku po zabójstwie dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego w saudyjskim konsulacie w Stambule, normalizację relacji z Zachodem i pokazanie Arabii Saudyjskiej jako kraju nowoczesnego, otwierającego się na świat. Na tym tle szczególnie często przypominano, że jeszcze w 2018 roku królestwo jako ostatnie państwo na świecie zezwoliło kobietom na samodzielne prowadzenie samochodu. Wewnątrz sport miał stworzyć nową ofertę rozrywkową dla młodego społeczeństwa, wesprzeć turystykę i pomóc w budowie sektorów gospodarki niezależnych od ropy. Był idealnym narzędziem: dawał emocje, globalną widoczność i natychmiastowy dostęp do elit biznesowych oraz politycznych.
Tyle że sportowa gospodarka prestiżu rządzi się inną logiką niż zwykłe inwestycje. Można kupić prawa do organizacji wydarzenia, można przepłacić za gwiazdy, można przejąć klub albo stworzyć nową ligę. Znacznie trudniej kupić trwałe zainteresowanie kibiców, autentyczną kulturę sportową i rentowny model komercyjny. To właśnie tu zaczęły pojawiać się pęknięcia.
Liga za miliardy, której świat nie pokochał
Saudi Pro League miała stać się jedną z najgłośniejszych lig świata. Po transferze Ronaldo wyglądało, że za jego śladem pójdzie lawina. I rzeczywiście – przez chwilę rynek transferowy został wywrócony do góry nogami. Saudyjskie kluby oferowały pensje i opłaty transferowe, o których większość europejskich drużyn mogła tylko pomarzyć.
Globalne zainteresowanie nie nadążyło jednak za skalą wydatków. Zachodnia widownia telewizyjna okazała się ograniczona, frekwencja na stadionach nie odpowiadała ambicjom projektu, a sama liga pozostała dla wielu kibiców ciekawostką: miejscem, gdzie gwiazdy grają za gigantyczne pieniądze, ale niekoniecznie sceną sportowej rywalizacji na najwyższym poziomie. „The Guardian” wskazywał, że średnia frekwencja w Saudi Pro League była bardzo niska jak na projekt tej skali, a liga nie przebiła się do globalnej świadomości poza narracją o pieniądzach.
Według koreańskiej gazety „Chosun” wydatki transferowe w Saudi Pro League spadły z 957 mln do 464,5 mln dolarów, czyli do mniej niż połowy wcześniejszego poziomu. Liga zaczęła też wprowadzać ostrzejsze regulacje finansowe: kluby mają ograniczać wydatki do określonego odsetka przychodów. To wyraźny sygnał zmiany priorytetów. Zamiast bezwarunkowego dopalania rynku pieniędzmi państwa pojawia się język stabilności, rentowności i kontroli kosztów.
LIV Golf: wielki wstrząs bez stabilnego modelu
Podobny problem dotknął LIV Golf. Nazwa „LIV” pochodzi od rzymskiego zapisu liczby 54 – liczby dołków rozgrywanych pierwotnie w turniejach tej serii. Projekt miał złamać dominację PGA Tour, najpotężniejszego komercyjnie cyklu męskiego golfa zawodowego, przyciągnąć największe nazwiska i stworzyć bardziej widowiskowy format tej dyscypliny.
Udało się wywołać wstrząs, ale nie udało się zbudować stabilnego modelu biznesowego. LIV kosztował Public Investment Fund – państwowy fundusz majątkowy Arabii Saudyjskiej, kierowany przez następcę tronu Muhammada ibn Salmana – ponad 5 mld dolarów. Miał problemy z frekwencją, oglądalnością i sportową legitymizacją. Jego zawodnicy przez długi czas cierpieli też z powodu ograniczonego dostępu do punktów rankingowych, potrzebnych do kwalifikacji do turniejów wielkoszlemowych.
Według „Australian Financial Review” Saudyjczycy zaczęli rozważać ograniczenie finansowania LIV, a w całym portfelu sportowym PIF coraz ważniejszy stał się zwrot z inwestycji, a nie tylko wpływ kulturowy.
To istotna zmiana. Pierwsza fala saudyjskich inwestycji była w dużej mierze polityczna: chodziło o wejście do globalnych sieci, uzyskanie dostępu, poprawę wizerunku i pokazanie, że po latach izolacji Rijad znów jest partnerem Zachodu. Druga faza wygląda inaczej. Skoro mundial w 2034 roku już przyznano Arabii Saudyjskiej, a podstawowy efekt reputacyjny został osiągnięty, fundusz może bardziej selektywnie traktować projekty, które nie dowożą wyników. Nie wszystko trzeba zamknąć. Ale można coraz mniej rzeczy finansować bezwarunkowo.
E-sport i gry: sportswashing w nowych przestrzeniach
Podobną funkcję w saudyjskiej strategii zaczęły pełnić e-sport i szerzej rozumiana branża gier. Rijad nie ogranicza się do organizowania turniejów z rekordowymi pulami nagród, ale przejmuje elementy infrastruktury rynku: inwestuje w wydawców, organizatorów rozgrywek i najbardziej rozpoznawalne marki.
Qiddiya Gaming, wspierana przez PIF, przejęła RTS, stając się drugim największym udziałowcem Evo – największego turnieju bijatyk na świecie, obejmującego m.in. Street Fightera i Tekkena. To szczególnie wrażliwy obszar, bo społeczność bijatyk od lat buduje swoją tożsamość wokół oddolności, inkluzywności i lokalnych scen, a nie państwowych projektów wizerunkowych. Dlatego saudyjskie wejście w Evo natychmiast wywołało pytania o sportswashing, prawa osób LGBT+ i granice kompromisu między pieniędzmi a wartościami społeczności.
WWE i problem bezpieczeństwa
Sportowe ryzyko Arabii Saudyjskiej widać także poza futbolem i golfem. Największa na świecie federacja wrestlingu, łącząca sportową rywalizację, teatr, telewizyjne show i globalny biznes rozrywkowy – World Wrestling Entertainment (WWE) – zapowiedziała, że WrestleMania 43 w 2027 roku ma się odbyć w Rijadzie. Byłby to pierwszy taki przypadek w historii, bo najważniejsze show federacji prawie nigdy wcześniej nie opuściło USA (z dwoma wyjątkami w kanadyjskim Toronto w 1990 i 2002 roku).
Jednak wojna USA i Izraela z Iranem oraz odwołania wydarzeń sportowych w regionie sprawiły, że według doniesień zza kulis WWE zaczęła analizować plany awaryjne, m.in. przeniesienie imprezy do Indianapolis lub Nowego Orleanu. To ważny sygnał: nawet najdroższe i najbardziej prestiżowe kontrakty z Arabią Saudyjską nie znoszą podstawowego pytania o bezpieczeństwo. Rijad może kupować wielkie marki – od WWE po turnieje e-sportowe – ale nie może nabyć pełnej przewidywalności geopolitycznej.
Wojna USA i Izraela z Iranem uderzyła w saudyjski projekt właśnie z tej strony. Według tekstu Karima Zidana Grand Prix Arabii Saudyjskiej w Dżuddzie zostało odwołane z powodu obaw o bezpieczeństwo po atakach dronowych z Iranu, a podobne zakłócenia dotknęły Katar i Bahrajn. Przełożono również mecze AFC Champions League. W regionie, który chce sprzedawać się jako bezpieczna arena wielkich wydarzeń, taka seria odwołań działa jak ostrzeżenie dla federacji, sponsorów, ubezpieczycieli i telewizji.
Arabia Saudyjska może wydawać miliardy na stadiony, kontrakty i prawa medialne, ale nie może całkowicie kontrolować geopolityki. A sport najwyższego poziomu wymaga przewidywalności. Kalendarze są planowane z wieloletnim wyprzedzeniem, umowy sponsorsko-telewizyjne opierają się na gwarancjach, a federacje nie lubią ryzyka, które może przerodzić się w kryzys logistyczny albo wizerunkowy. Gdy napięcie regionalne rośnie, zwiększają się też koszty organizacji wydarzeń: bezpieczeństwa, ubezpieczeń, transportu, gotowości kryzysowej i potencjalnych rekompensat.
Trojena, NEOM i granice fantazji
Najbardziej symboliczne są jednak projekty, które miały dowodzić, że dla Arabii Saudyjskiej nie ma rzeczy niemożliwych. Zimowe Igrzyska Azjatyckie 2029 w Trojenie, części futurystycznego megaprojektu NEOM, od początku budziły pytania. Pustynne państwo chciało zbudować narciarski resort oparty na sztucznym śniegu, sztucznym jeziorze i gigantycznej infrastrukturze wodnej. Z czasem wizja zaczęła jednak przegrywać z kosztami i logistyką.
Według „Wall Street Journal” wewnętrzny przegląd projektu z 2023 roku wykazał, że koszty Trojeny wzrosły o ponad 10 mld dolarów, co obniżyło zakładaną wewnętrzną stopę zwrotu poniżej celu projektu. Audyt miał też wskazywać na zawyżanie prognoz przychodów, by ukryć skalę problemu. W 2026 roku gospodarzem igrzysk zamiast Trojeny została Ałmaty w Kazachstanie, a Saudyjczycy anulowali kluczowe kontrakty budowlane, m.in. na zaporę i dostawy stali konstrukcyjnej. To symboliczny odwrót od najbardziej fantastycznej części saudyjskiej narracji: przekonania, że wystarczy kapitał, by unieważnić geografię, klimat i rachunek ekonomiczny.
NEOM miał być wizytówką nowej Arabii Saudyjskiej: miasta przyszłości, turystyki premium i technologicznej modernizacji. Coraz częściej pojawiają się jednak informacje o ograniczaniu lub etapowaniu najbardziej spektakularnych elementów tego projektu. Gdy równocześnie maleje apetyt na finansowanie nierentownych przedsięwzięć sportowych, widać wspólny mianownik: Rijad nie rezygnuje z ambicji, ale zaczyna je hierarchizować. Na szczycie zostaje mundial 2034. Niżej są projekty, które można przesunąć, zmniejszyć, sprzedać albo poddać twardszej dyscyplinie finansowej.
Mundial 2034: nagroda, ryzyko i test wiarygodności
Mundial pozostaje kluczowy, bo jest czymś więcej niż turniejem piłkarskim. To polityczny certyfikat wejścia Arabii Saudyjskiej do centrum globalnego sportu. FIFA przyznała jej organizację mistrzostw świata w 2034 roku po procesie, w którym nie było realnej konkurencji. Wywołało to krytykę organizacji praw człowieka. Amnesty International określiła ocenę saudyjskiej kandydatury przez FIFA jako „whitewash”, czyli wybielanie, wskazując na brak znaczących gwarancji dotyczących pracowników, eksmisji i represji wobec aktywistów.
Do tego dochodzi spór o to, na ile Arabia Saudyjska będzie gotowa dostosować turniej do oczekiwań globalnej publiczności. W lutym 2025 roku książę Chalid ibn Bandar Al Saud, ambasador Arabii Saudyjskiej w Wielkiej Brytanii, zapowiedział, że podczas mundialu alkohol nie będzie sprzedawany nigdzie – nawet w hotelach. Tłumaczył, że kibice mogą bawić się bez alkoholu, a kraj nie zamierza zmieniać swoich norm kulturowych na potrzeby imprezy.
Późniejsze doniesienia o możliwym częściowym poluzowaniu zakazu – m.in. w hotelach, strefach turystycznych czy strefach kibica – pokazały, jak wrażliwy politycznie jest ten temat. Saudyjskie władze zaprzeczały takim planom, ale sama debata odsłoniła zasadniczy problem: mundial ma być globalnym widowiskiem komercyjnym, organizowanym jednak w państwie, które chce kontrolować jego społeczne i obyczajowe ramy na własnych zasadach.
Osobnym problemem są koncerny piwowarskie, od dekad należące do najważniejszych sponsorów mundialu. Przypadek Kataru pokazał, jak kosztowny może być konflikt między lokalnymi normami a globalnym modelem komercyjnym turnieju. W 2022 roku decyzja o zakazie sprzedaży piwa przy stadionach zapadła tuż przed startem imprezy i uderzyła bezpośrednio w Budweisera, jednego z kluczowych partnerów FIFA. Według doniesień firma miała domagać się rekompensaty lub obniżki wartości kolejnego kontraktu sponsorskiego po tym, jak odebrano jej ekspozycję i prawa sprzedażowe, za które zapłaciła. Dla FIFA oznacza to kłopot strukturalny: turniej ma być globalnym produktem reklamowym, ale jeden z jego najbardziej tradycyjnych segmentów sponsorskich może zostać praktycznie wyłączony z konsumpcyjnej części imprezy.
Dla Rijadu mundial jest jednak projektem zbyt ważnym, by pozwolić mu upaść. Można ograniczyć wydatki na LIV Golf, można renegocjować ambicje w tenisie, można przesunąć igrzyska azjatyckie albo skorygować plany NEOM. Mundial ma inną wagę. To kulminacja narracji, w której Arabia Saudyjska nie jest już tylko eksporterem ropy i konserwatywną monarchią, ale państwem goszczącym największą imprezę sportową świata. Dlatego nawet jeśli sportowa bańka traci powietrze, nie oznacza to rezygnacji z najważniejszego celu – raczej koncentrację zasobów wokół tego, co politycznie najcenniejsze.
Prawa człowieka wracają na pierwszy plan
Taka koncentracja może jednak jeszcze mocniej obnażyć słabości systemu. Mundial wymaga infrastruktury, pracowników, hoteli, transportu, stadionów i logistyki na ogromną skalę. W Katarze krytyka dotycząca warunków pracy migrantów była jednym z głównych tematów przed turniejem w 2022 roku. W przypadku Arabii Saudyjskiej podobne zarzuty mogą wrócić ze zdwojoną siłą, zwłaszcza że organizacje praw człowieka już teraz ostrzegają przed ryzykiem eksploatacji pracowników, przymusowych wysiedleń i represji.
Dochodzi do tego jeszcze cięższy katalog oskarżeń. Human Rights Watch (HRW) zarzuciła saudyjskim pogranicznikom masowe zabijanie etiopskich migrantów i osób ubiegających się o azyl, próbujących przedostać się z Jemenu do Arabii Saudyjskiej. Według raportu organizacji między marcem 2022 a czerwcem 2023 roku zginąć miały co najmniej setki osób, w tym kobiety i dzieci. HRW pisała także o użyciu broni wybuchowej, w tym granatów oraz strzelaniu do ludzi z bliskiej odległości. Organizacja oceniła, że jeśli był to element polityki państwa, czyny te mogą stanowić zbrodnie przeciwko ludzkości. Saudyjskie władze odrzucały te oskarżenia jako bezpodstawne, ale sprawa pozostaje jednym z najpoważniejszych zarzutów wobec państwa, które za kilka lat chce gościć największy turniej piłkarski świata.
Wizerunkowo Rijad jest więc w pułapce. Im więcej inwestuje w sport, tym bardziej przyciąga uwagę mediów i organizacji pozarządowych. Sport miał odwracać uwagę od praw człowieka, ale często działa odwrotnie: daje krytykom nowe okazje do zadawania pytań. Transfer Ronaldo, przejęcie Newcastle, LIV Golf, WrestleMania w Arabii Saudyjskiej czy mundial 2034 nie zamykają debaty o sportswashingu. One ją odnawiają.
Bańka nie pęka. Przestaje rosnąć
Nie oznacza to, że saudyjska strategia poniosła porażkę. Przeciwnie – w wielu wymiarach była skuteczna. Arabia Saudyjska weszła do światowego sportu szybciej niż jakikolwiek inny nowy gracz w ostatnich dekadach. Zmusiła federacje, ligi i zawodników do reakcji. Stała się gospodarzem lub potencjalnym gospodarzem wydarzeń, o których wcześniej mogła tylko marzyć. Zbudowała relacje z klubami, promotorami, organizacjami i gwiazdami. Uzyskała to, czego potrzebowała najbardziej: widoczność i wpływ.
Ale skuteczność polityczna nie jest tym samym co trwałość ekonomiczna. Jeżeli projekty nie przyciągają kibiców, nie generują przychodów, nie budują lokalnego ekosystemu i wymagają stałych dopłat, zaczynają przypominać kosztowną scenografię. W momencie, gdy spadają dochody z ropy, rosną koszty megaprojektów, a region wchodzi w fazę podwyższonego ryzyka militarnego, taka scenografia staje się trudniejsza do utrzymania.
Dlatego najtrafniejszym obrazem obecnej sytuacji nie jest spektakularny krach, ale korekta. Saudyjska bańka sportowa nie pęka jak giełdowa panika. Raczej traci powietrze: mniej ekstrawaganckich transferów, większa presja na rentowność, odwołane lub przesunięte imprezy, twardsza selekcja projektów i większa ostrożność PIF. Z zewnątrz nadal widać wielkie ambicje. W środku coraz częściej widać księgowych.
Rijad prawdopodobnie pozostanie jednym z najważniejszych graczy w sporcie. Ma pieniądze, polityczną determinację i mundial 2034 jako cel nadrzędny. Kończy się jednak okres, w którym samo słowo „Saudyjczycy” wystarczało, by rynek zakładał nieograniczone finansowanie. Od teraz sportowe projekty Arabii Saudyjskiej będą oceniane nie tylko przez pryzmat prestiżu, ale też ryzyka, kosztów i zwrotu. To fundamentalna zmiana.
Patryk Kulpok – Historyk i dziennikarz zajmujący się Beneluksem, polityką europejską, migracją i pamięcią. Były korespondent z Holandii i Belgii, autor tekstów dla PAP i new.org.pl, członek Fundacji O.Zachodzie, twórca podcastu Polderownia.
Właśnie dlatego wojna z Iranem, problemy LIV Golf, chłodniejsze podejście do Saudi Pro League, kłopoty NEOM i odebranie Trojenie organizacji Zimowych Igrzysk Azjatyckich są elementami tej samej historii. Saudyjski sen o sportowej potędze nie znika. Staje się po prostu droższy, trudniejszy i mniej odporny na rzeczywistość niż zakładano w latach największej gorączki. Bańka nie musi eksplodować, by przestać być bańką. Wystarczy, że przestanie rosnąć.