Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Kaukaz / 14.02.2024
Bartłomiej Krzysztan

Pułapki totalnej pamięci. Armenia tkwi w przeszłości, pielęgnując traumę sprzed 106 lat

Prezydent USA Joe Biden uznał zorganizowaną rzeź Ormian w 1915 roku za ludobójstwo. Ormianie postrzegają jego gest nie tylko jako hołd dla ofiar, ale także długo wyczekiwaną moralną konieczność. Jednak przywiązanie do traumy z historii blokuje myślenie o przyszłości państwa.
Foto tytułowe
(Shutterstock)


Posłuchaj słowa wstępnego drugiego wydania magazynu online!


23 kwietnia o godz. 23:00 Narodowa Orkiestra Symfoniczna Armenii na erywańskim wzgórzu Cicernakaberd – miejscu pamięci ludobójstwa Ormian – zagrała Requiem Giuseppe Verdiego, rozpoczynając uroczystości rocznicowe.

24 kwietnia 1915 roku, po starannym przygotowaniu i ostatecznej decyzji administracyjnej rządzącego wówczas w Imperium Osmańskim triumwiratu paszów wywodzących się z partii Komitet Jedności i Postępu – Enwera, Talaata i Dżemala, rozpoczęły się aresztowania ormiańskich intelektualistów, przede wszystkim w Stambule i większych ośrodkach wybrzeża egejskiego i Anatolii. Data ta stała się symbolicznym początkiem deportacji, a w konsekwencji kampanii zorganizowanych rzezi i masakr Ormian, dziś powszechnie uznawanych przez większość badaczy za pierwsze nowoczesne w formie ludobójstwo.

Upamiętnienie 24 kwietnia jako symbolicznego początku ludobójstwa miało miejsce już w 1916 roku w obozach dla uchodźców w Eczmiadzynie, na terenie rosyjskiej Armenii. Skomplikowana polityka bolszewików wobec kemalistowskiej Republiki Tureckiej spowodowała tabuizację tematu w pierwszych dziesięcioleciach istnienia Armeńskiej SRR. Pamięć zachowała się na poziomie indywidualnym i rodzinnym. Dopiero w 1965 r., po serii gwałtownych protestów w 50. rocznicę początku deportacji, władze zgodziły się na ustanowienie na wzgórzu Cicernakaberd w Erywaniu miejsca pamięci. Mimo to, aż do 1988 r. uroczystości komemoracyjne nadal miały charakter półoficjalny.

Dopiero gdy ZSRR chylił się ku upadkowi, a w Armenii prężnie działał dysydencki Ruch Karabachski, gdy kraj został doświadczony trzęsieniem ziemi, a w Górskim Karabachu i w Azerbejdżanie miały miejsce pierwsze pogromy będące skutkiem azerbejdżańsko-ormiańskiego konfliktu, obchody zostały usankcjonowane jako święto państwowe.


W niepodległej Armenii 24 kwietnia to dzień wyjątkowy. Tysiące osób przez cały dzień maszeruje z kwiatami do wiecznego ognia palącego się na wzgórzu Cicernakaberd, aby złożyć hołd ofiarom. Dominują białe goździki (symbol niewinności ofiar) i czerwone róże (symbol krwi). 106. rocznica początku ludobójstwa w 2021 r. zapisze się jednak w ormiańskiej historii jak żadna inna przed nią.


Totalność pamięci i tożsamości historycznej traumy


Aby w pełni zrozumieć, jakie znaczenie dla Ormian ma decyzja prezydenta USA Joego Bidena o uznaniu ludobójstwa, konieczne jest zarysowanie, jak istotnym elementem współczesnej ormiańskiej tożsamości jest pamięć o ludobójstwie. W jego efekcie według najbardziej wiarygodnych szacunków badaczy zginęło 1,2 mln Ormian, a także Asyryjczyków, Jazydów i Greków. Tysiące ocalonych pozostało na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim w Libanie i Syrii, kolejne tysiące uciekły do Rumunii, a dalej do Francji i Stanów Zjednoczonych, tworząc rozsianą po świecie diasporę.

Ormianie to jedyny naród prócz Żydów, którego więcej przedstawicieli żyje poza granicami swego państwa. To dzięki diasporze zakazana w ZSRR pamięć o tragedii ludobójstwa mogła przetrwać, to tam były utrwalane wspomnienia i tam również, od połowy lat 70. XX w., zaczęto prowadzić badania naukowe na temat wydarzeń z czasów I wojny światowej. Potomkowie ocalonych, tacy jak historyk ludobójstwa i Pierwszej Republiki Armenii (1918–1920) Richard Hovannisian w USA czy autor monumentalnego dzieła Ludobójstwo Ormian. Historia kompletna Raymond Kevorkian we Francji, zaczęli przypominać światu o wypartej tragedii. Oczywiście, aby opowiadać o ofiarach, trzeba wpisać je w kontekst sprawców. I tu pojawił się problem.

Ludobójstwo przeprowadzono, kiedy istniało jeszcze Imperium Osmańskie, na czele którego stał triumwirat paszów z Komitetu Jedności i Postępu, który doprowadził do likwidacji sułtanatu. Republika Turecka, ostatecznie skonsolidowana w 1923 r. przez Mustafę Kemala, stała się bezpośrednim spadkobiercą państwa Osmanów, a jej trzon ideologiczny, a więc turecki nacjonalizm, swoje korzenie miał w myśli młodotureckiej. Ideologiczny nacjonalizm młodotureckich decydentów dążących do utworzenia monoetnicznego państwa był z kolei jedną z głównych przyczyn decyzji o przeprowadzeniu ludobójstwa.

Turcja od lat 70. XX w. prowadzi intensywną politykę negacji. Sprowadza się ona do aktywnej działalności naukowej tureckich badaczy publikujących po angielsku skomplikowane narracje mające potwierdzać niesłuszność ormiańskich pretensji, aktywności lobbystycznej tureckich organizacji na całym świecie i dyplomatycznych reakcji na wszelkie akty poparcia dla uznania ludobójstwa. Czasem przybiera to formę prób ingerencji w wewnętrzną politykę innych państw, jak w przypadku szantażu Erdoğana wobec Angeli Merkel przy wykorzystaniu Turków mieszkających w Niemczech w 2016 roku.


Posłuchaj podcastu:



W latach 70. rozpoczęła też działalność organizacja ASALA, założona przez potomków ocalałych Ormian osiadłych na Bliskim Wschodzie. Jej członkowie przeprowadzili szereg zamachów terrorystycznych na tureckich dyplomatów zaangażowanych w prowadzenie polityki negacjonistycznej. Przyniosło to skutek odwrotny od zamierzonego – zamiast zwrócenia uwagi świata na konieczność uznania ludobójstwa, dało Turkom argument o ormiańskim terroryzmie. Po powstaniu niepodległej Armenii w wyniku rozpadu ZSRR kwestia upamiętnienia i międzynarodowego uznania ludobójstwa Ormian stała się najważniejszym elementem polityki pamięci, skierowanej nie tylko do wewnątrz, ale stanowiąc podstawę polityki zagranicznej. Ormiańscy dyplomaci przy pomocy diaspory budują skrupulatnie sieci politycznych powiązań, przekonując świat o moralnej odpowiedzialności związanej z uznaniem ludobójstwa. Innymi słowy totalność pamięci wpłynęła na konstrukcję tożsamości opartą przede wszystkim na doświadczeniu historycznej traumy.

Z perspektywy ormiańskiej odpowiedzialność Turcji nie pozostawia wątpliwości, a cała polityka pamięci, jedna z podstaw międzynarodowej tożsamości niepodległej Armenii, opiera się na domaganiu się uznania ludobójstwa. Z obu stron postawa wobec ludobójstwa jest bezkompromisowa. Totalność ormiańskiej pamięci nie sprowadza się tylko do polityki. Nie ma chyba ormiańskiej rodziny, która nie miałaby krewnych, bliższych lub dalszych, którzy zginęli, idąc w karawanach śmierci przez syryjską pustynię Dair ez-Zor.

Uznanie ludobójstwa przez prezydenta Joe Bidena to dla Ormian długo wyczekiwany moment dziejowej sprawiedliwości. Wsród ormiańskich polityków, ale również opinii publicznej, nikt nie bierze pod uwagę geopolitycznych uwarunkowań i zmiany polityki amerykańskiej wobec Turcji. A ta zmieniła się istotnie po prezydenturze Donalda Trumpa, który stawiał na relacje ekonomiczne i militarne, w zestawieniu z aktualnym zwrotem ku wartościom, regularnie podkreślanym przez Bidena. Decyzja ma swoje podstawy również na poziomie prawnym. Termin „ludobójstwo” został stworzony przez polsko-żydowskiego prawnika Rafała Lemkina, który opracowując definicję, przyjętą w 1948 r. w konwencji ONZ, korzystał z historii rzezi na Ormianach, czego wyraźne dowody można odnaleźć w dostępnych w wirtualnej wersji Biblioteki Kongresu USA jego osobistych dokumentach i notatkach. To jednak dla Ormian jedynie tło. Użycie przez Bidena terminu „ludobójstwo” jest postrzegane jako hołd dla ofiar, ale także długo wyczekiwana moralna konieczność.
Ormianki ocalałe z ludobójstwa (Shutterstock)



Pamiętam i żądam, czy tylko pamiętam?


Mimo zrozumiałej radości, bo euforią nastrojów w ormiańskiej stolicy po amerykańskim uznaniu ludobójstwa nazwać nie można, gest amerykańskiej administracji jest tylko kolejnym krokiem wiodącym do ostatecznego celu: pełnego oddania hołdu ofiarom. By to uczynić, ludobójstwo musiałaby uznać Republika Turecka, a na to się, ujmując to delikatnie, nie zanosi. Ten brak uznania, wojna pamięci między Turcją i Armenią, przekłada się na wymierne konsekwencje dla ormiańskiej pozycji na arenie międzynarodowej.



Tożsamość ormiańska, mocno oparta na historycznej traumie, skupia się na pamięci i przeszłości, przez co tkwi w pułapce uniemożliwiającej budowanie nowoczesnego państwa, którego polityka skierowana byłaby na przyszłość. Wymiernym efektem jest zamknięta granica z Turcją, brak relacji dyplomatycznych i nikła wymiana handlowa, która dla państwa nieposiadającego praktycznie żadnych zasobów naturalnych skutkuje niezmiennie trudną sytuacją ekonomiczną. Oparcie się na przeszłości jest wobec tego przeszkodą w rozwoju gospodarczym, a w połączeniu z konfliktem o Górski Karabach skazuje Armenię na wymuszony sojusz z Rosją oraz nie pozwala zbudować demokratycznych instytucji ze względu na regularnie podkreślany priorytet narodowego bezpieczeństwa, wynikającego z turecko-azerbejdżańskiego sojuszu. Sojusz ten wpływa również na relacje z Gruzją, która jest uzależniona od niego ekonomicznie, co nie spotyka się z uznaniem w Armenii, przekonanej o „zaprzedaniu się ” Gruzji Turcji i Azerbejdżanowi. Negatywnie na sytuację wpływa również mniej aktywna w ostatnich latach polityka Iranu na Kaukazie Południowym, ze względu na to, że Teheran zawsze stał po stronie Armenii, obawiając się panturkijskich projektów Ankary.

Pamięć i domaganie się uznania jest więc politycznym przekleństwem i pułapką, z której trudno się wydostać, nie zmieniając znacząco tożsamości państwa. Redefinicja paradygmatu tożsamości, a w konsekwencji zmiana mentalna, jest trudna i długotrwała, jednak dzięki uznaniu ludobójstwa przez wiodące światowe mocarstwo pojawia się potencjał do przekształcenia dyskursu politycznego. Oczywiście wiele zależy od postawy Turcji, jednak również w Armenii niezbędna jest zmiana.

W polityce historycznej pierwsze sygnały o potencjale złagodzenia narracji pojawiły się wraz ze zmianą dyrektora Muzeum-Instytutu Ludobójstwa Ormian w 2018 r. Za czasów Hajka Demojana, uznanego również na Zachodzie badacza ludobójstwa, symbolicznym hasłem państwowym było „Pamiętam i żądam” (I Remember, I Demand), które podkreślało element nacisku na Turcję i społeczność międzynarodową. Harutjun Marutjan, nowy dyrektor muzeum zaproponował pozostawienie jedynie pierwszą połowę motta, wskazując na konieczność zmiany polityki. W założeniu „Pamiętam” miało się odnosić do każdej indywidualnej ofiary, miało wskazać, że mówiąc o ludobójstwie, wspomina się pojedynczych ludzi, członków rodziny, a nie abstrakcyjny termin prawny, który stanowi tak ważną część dyskursu politycznego. Przez część ormiańskich środowisk politycznych Marutjan został przez to oskarżony od turkofilię.

Również władza z Nikolem Paszinjanem na czele zmieniła postawę wobec kwestii ludobójstwa. Paszinjan wielokrotnie podkreślał, że pamięć zbiorową i politykę pamięci trzeba oddzielić od polityki zagranicznej i ekonomicznej, która powinna zostać oparta na pragmatyzmie i realizmie. Uznanie ludobójstwa przez amerykańską administrację daje mu silną kartę przetargową w ewentualnych negocjacjach z Turcją. Umacnia jego pozycję, wyraźnie osłabioną w konsekwencji dramatycznej porażki w drugiej wojnie karabachskiej. Nie bez powodu podał się do dymisji dzień po obchodach. Pozwoli mu to na przeprowadzenie przedterminowych wyborów w czerwcu, dzięki czemu rozwiąże kryzys polityczny wynikły z przegranej wojny z 2020 r. Uznanie ludobójstwa przez USA, choć nie jest w żadnym stopniu zasługą Paszinjana, z pewnością zostanie wykorzystane w kampanii wyborczej i zapewne będzie działać na jego korzyść. Jeśli urzędujący premier wygra przedterminowe wybory, uzyskując znaczącą przewagę, polityka oddzielania pamięci od ekonomii i bieżącej dyplomacji będzie najpewniej kontynuowana i przedstawiana jako legitymizowana przez wolę obywateli wyrażoną w wyborach.

Oczywiście równie dużo będzie zależeć od tego, w jaki sposób amerykańskie uznanie wpłynie na postawę Turcji. Długotrwałe milczenie prezydenta Recepa Erdoğana było wymowne i w praktyce może skutkować zaskakującymi decyzjami oficjalnego dyskursu w Turcji. Gdy w końcu po kilku dniach zabrał głos, nie odniósł się nawet do samej Armenii, ale potępił decyzję Bidena, grożąc, że uznanie ludobójstwa będzie miało negatywne konsekwencje dla bilateralnych relacji Turcji z USA.


Kształtowanie historycznej kontynuacji i analogii


Jest jeszcze jedna kwestia, która sprawia, że tegoroczne obchody były wyjątkowe. To pierwsza rocznica po spektakularnej porażce Armenii w drugiej wojnie o Górski Karabach. Bardzo szybko po wystąpieniu Bidena krytyczne głosy pojawiły się ze strony Azerbejdżanu. Okazji do przemówienia nie zmarnował prezydent Ilham Alijew. Według oficjalnej linii azerbejdżańskiej polityki pamięci ludobójstwo jest propagandowym mitem stworzonym przez Ormian, aby ukryć własne akty genocydalne i przez kłamstwo przedstawić światu odwróconą relację sprawca-ofiara.

Cierpienie w tej narracji to doświadczenie muzułmanów, mordowanych przez kolaborujące z Rosją w czasie I wojny światowej ormiańskie oddziały fedainów. Jako przykłady ludobójczej polityki Ormian Azerbejdżan przedstawia też masakrę w Chodżałach w 1992 r. w czasie pierwszej wojny karabachskiej oraz Dni Marcowe w Baku w 1918 r., kiedy to bolszewicy i ormiańscy dasznacy (Armeńska Federacja Rewolucyjna) w czasie krótkotrwałego sojuszu sprowokowali rzezie bakijskich muzułmanów w celu zniwelowania politycznego wpływu muzułmańskich socjalistów z partii Musawat.

Szybka reakcja Azerbejdżanu podkreśla znaczenie jeszcze jednej pułapki, w której tkwi Armenia – konflikt o Górski Karabach i kwestia uznania ludobójstwa to pozornie oddzielne tematy. Od kilku lat coraz wyraźniej zaznacza się interpretacja, w myśl której są ze sobą nierozerwalnie splątane. Jeszcze w latach 90., za prezydentury Sulejmana Demirela, łączenie obu kwestii pojawiło się w polityce Turcji. Po czasie, już za prezydentury Ilhama Alijewa, podchwycił ją Azerbejdżan. Dziś, co jest szczególnie zaskakujące, została ona przeniesiona do samej Armenii, powoli stając się istotną perspektywą.

W tej koncepcji, za którą w dużej mierze odpowiadają ormiańscy historycy i intelektualiści (ich wpływ na politykę Armenii jest niezwykle silny), interpretacja historii sprowadza się do idei kontynuacji i analogii. Mechanizm kontynuacji zakłada, że jedną z przyczyn ludobójstwa Ormian był panturecki nacjonalizm. Następnie wpłynął istotnie na tzw. Dni Wrześniowe w 1918 r., kiedy po zajęciu Baku przez Armię Islamu dowodzoną przez Nuriego paszę, młodszego brata Enwera podobnie jak on zafascynowanego panturkizmem, miejscowe oddziały azerbejdżańskie z pomocą Turków zmasakrowały miejscowych Ormian. W ten sam mechanizm wpisana jest wojna armeńsko-turecka oraz rzeź Ormian z 1920 r. w mieście Szusza/Szuszi w Górskim Karabachu.
W 2010 r. Armenia i Turcja znalazły się w tej samej grupie eliminacyjnej do mistrzostw świata w RPA. Meczom w Erywaniu i Ankarze towarzyszyły próby budowania relacji dyplomatycznych, jednak powiązanie kwestii uznania ludobójstwa z konfliktem w Górskim Karabachu spowodowało wycofanie się Ankary z inicjatywy.


Po okresie spokoju uzyskanego w czasach sowieckich przez zamrożenie konfliktu ideologiczny mechanizm odnowił się w czasie pogromów Ormian w latach 1988–1990 w sowieckim Azerbejdżanie w Sumgaicie, Baku i Kirowabadzie. Genocydalne azerbejdżańskie tendencje, czerpiące z młodotureckich wzorców, miały się następnie ujawnić w czasie wojen o Górski Karabach – pierwszej w latach 1992–1994, kwietniowej w 2016, oraz ostatniej w 2020 r.

Nawet jeśli ktoś zgodziłby się co do historycznej słuszności takich analogii, są one całkowicie zgubne na poziomie politycznym. Turcja i Azerbejdżan są przez znaczącą część ormiańskich historyków i polityków, dominujących w wyznaczaniu trendów w polityce pamięci, zgodnie uznawane za „państwa ludobójcze”, w których ideą wiodącą jest ostateczna eksterminacja Ormian. Nie jest to narracja, która dopuszcza kompromis. Polityka pamięci łącząca obie kwestie była prowadzona z różną intensywnością od 1991 r. Nieśmiałe próby jej ograniczenia podejmował pierwszy prezydent niepodległej Armenii Lewon Ter-Petrosjan oraz (dość krótko) Serż Sargsjan, w 2008 i 2009 r. (tzw. dyplomacja futbolowa). Wówczas ormiańskie inicjatywy zostały storpedowane przez Ankarę, która oficjalnie stwierdziła, że uznanie ludobójstwa Ormian jest uzależnione od rozwiązania kwestii karabachskiej.

Pomnik ludobójstwa Ormian. Wieczny ogień (Shutterstock)
Wydaje się, że po porażce w ostatniej wojnie, w kontekście aktywnego zaangażowania w nią Turcji, narracja analogii i mechanizmu kontynuacji może się stać wiodąca. Odpowiedzialność za jej konsolidowanie ponosi sam Paszinjan, którego wypowiedzi, mimo opisanej próby oddzielania pamięci od bieżącej polityki, są niekonsekwentne. W trakcie trwania konfliktu Paszinjan był aktywny w mediach społecznościowych, wskazując na niehumanitarne akty popełniane przez armię azerbejdżańską. Wielokrotnie opierał się na narracji opartej na analogii, w której oskarżał stronę azerbejdżańską o ludobójcze intencje wobec Ormian, tożsame z działaniami młodoturków w czasie I wojny światowej. Łączenie obu kwestii z dwóch politycznych pułapek tworzy jedną, która ogranicza, jeśli nie uniemożliwia, kształtowanie w Armenii przestrzeni kompromisu.

Niewiele jest głosów wskazujących, że dwie kwestie, jeśli zostają połączone, stanowią egzystencjalne zagrożenie dla przyszłości małego państwa.



Kwiaty przy wiecznym ogniu


Kiedy wieczorem 24 kwietnia słońce schowało się już za Araratem, wybrałem się po raz drugi na Cicernakaberd. Ararat, święta góra, wizualnie bliska, a jednocześnie tak daleka, bo w Turcji, skryła się w mroku. W ciągu dnia widać ją było wyraźnie, choć nie jest to zawsze możliwe z Erywania. Tak jakby chciała być obecna w tym symbolicznym dniu. Zgromadzony tłum przesuwał się powoli. Kiedy dotarłem na miejsce, mur z kwiatów wokół wiecznego ognia miał już ponad dwa metry wysokości. Położyłem bukiet i sprawdziłem, co w świecie pisze się o ormiańskich obchodach. Wówczas pojawiła się informacja, że mówiąc o wydarzeniach sprzed 106 lat, Joe Biden dwukrotnie użył słowa „ludobójstwo”.

Może informacja do Cicernakaberdu wówczas jeszcze nie dotarła, ale gwałtownego wybuchu radości nie było. Nie było go również później, gdy wracałem do centrum miasta. Pewien etap został zamknięty, ale wrażenie, że to niewiele znaczy, pozostało. W rozmowach prowadzonych w kolejnych dniach przy tygielkach drobno zmielonej kawy powtarzało się to samo – cel może zostać osiągnięty tylko wówczas, kiedy Turcja uzna swoją odpowiedzialność, tylko wówczas, kiedy Azerbejdżanie pozwolą na pokojowe rozwiązanie konfliktu o Górski Karabach. Kiedy zniknie egzystencjalne zagrożenie.
Bartłomiej Krzysztan jest adiunktem w Instytucie Studiów Politycznych PAN i niezależnym analitykiem. Zajmuje się antropologią polityczną, pamięcią zbiorową i konfliktami na Kaukazie.

Dopóki to nie nastąpi, dopóty Ormianie będą tkwić w przeszłości, pielęgnując swoje cierpienie.

Artykuł został wznowiony.
Data pierwszej publikacji: 20.05.2021