Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Rosja / 23.09.2021
Maria Domańska

Parlamentarne nie-wybory w Rosji: festiwal brudnych trików

Przebieg tegorocznych wyborów parlamentarnych udowodnił, że Kreml ostatecznie porzucił grę pozorów. W najbliższych latach należy się spodziewać dalszego zaostrzania kursu autorytarnego. Może to jednak doprowadzić do radykalizacji nastrojów w społeczeństwie.
Foto tytułowe
Minister obrony Rosji gen. Siergiej Szojgu w czasie głosowania (mil.ru)

Władze Rosji długo szykowały się do tych wyborów. Duma Państwowa jest organem w pełni służebnym wobec Kremla, jednak wyborczy teatr to za każdym razem powód do najwyższej mobilizacji całego aparatu biurokratycznego.

Spektakl ten służył trzem kluczowym celom. Po pierwsze, miał zapewnić partii władzy samodzielną kontrolę nad działalnością ustawodawczą, bez konieczności negocjowania z koncesjonowaną opozycją. Po drugie, miał tworzyć iluzję, że władzę popiera przeważająca większość społeczeństwa, co ma demobilizować aktywną, prodemokratyczną mniejszość w jej walce o zmiany w Rosji. Mniejszość ta, jako „obcy agenci”, jest de facto wykluczana ze wspólnoty narodowej. Po trzecie – elita rządząca dostała mocny sygnał: mimo pogarszających się nastrojów społecznych i perspektyw trwałej stagnacji gospodarczej ośrodek prezydencki sprawuje stuprocentową kontrolę nad sytuacją w kraju.

Wybory parlamentarne, które odbyły się 17–19 września, były próbą generalną, mającą ujawnić mocne i słabe punkty systemu na potrzeby przygotowań do wyborów prezydenckich, zaplanowanych na 2024 rok. Najpewniej też w ciągu bieżącej dekady zostaną podjęte decyzje dotyczące sukcesji władzy po Władimirze Putinie. W tej układance demonstracja siły Kremla ma skłonić elity do pełnej lojalności i powstrzymania się od walk frakcyjnych, które mogłyby naruszyć stabilność reżimu.
(foto. Roman Kubanskiy CC)

Prewencja, prewencja i jeszcze raz prewencja

Choć reżimowi putinowskiemu nic istotnie nie zagraża, Kreml postanowił dmuchać na zimne i zabetonować rosyjską politykę na długo przed wyborami. Dzwonkiem alarmowym stały się ubiegłoroczne masowe protesty na Białorusi, uważanej dotąd za bastion stabilnego autorytaryzmu. Jednak już wcześniej w samej Rosji też można było usłyszeć ciche dzwonienie.


Władze zdają sobie sprawę ze stopniowo pogarszających się nastrojów społecznych w związku z ubożeniem ludności, brakiem perspektyw rozwoju, rosnącą świadomością łamania praw obywatelskich i niezaspokojoną potrzebą zmian systemowych. Wydarzenie pozornie tak bezpieczne jak wybory parlamentarne mogło zagrozić realizacji scenariuszy Kremla na kolejne lata.

Prewencyjna ofensywa Kremla była wymierzona przede wszystkim we współpracowników i zwolenników Aleksieja Nawalnego. Stworzone przez niego ogólnorosyjskie struktury (sztaby regionalne, Fundacja Walki z Korupcją) były pierwszą od wielu lat realną szansą na pojawienie się w autorytarnej Rosji prawdziwej polityki. Dobrze też sobie radziły mimo uwięzienia lidera i nasilających się szykan ze strony władz, udowadniając, jak wielki potencjał tkwi w oddolnych sieciach współpracy. Nawalniści od 2018 r. realizowali projekt „inteligentnego głosowania”: zachęcali Rosjan do głosowania w wyborach różnych szczebli na najsilniejszych konkurentów Kremla, zazwyczaj przedstawicieli koncesjonowanej opozycji. Ich strategicznym celem była likwidacja monopolu Jednej Rosji na władzę i tym samym przekonanie współobywateli o możliwości zmian.
Jedna Rosja traci popularność. W 2018 roku w czterech regionach kandydaci Kremla przegrali wybory gubernatorskie – wyborcy ukarali w ten sposób władze za niepopularną reformę emerytalną. W związku z nią teflonowy wcześniej rating Władimira Putina obniżył się o około 20 p.p. i od tamtej pory oscyluje nieco powyżej 60%, lecz zaufanie do niego jest dwukrotnie niższe. W 2019 roku konkurenci Kremla zdobyli prawie połowę mandatów w moskiewskiej radzie miejskiej, i to mimo niedopuszczenia do kandydowania najpopularniejszych opozycjonistów. W ostatnich latach rosła też rozpoznawalność i popularność Aleksieja Nawalnego. Po uwięzieniu opozycjonisty w styczniu br. protesty społeczne w jego obronie zebrały sto kilkadziesiąt tysięcy uczestników – były to największe niesankcjonowane (formalnie „nielegalne”, a zatem związane z wysokim ryzykiem represji) protesty w poradzieckiej Rosji. Poparcie dla partii władzy, Jednej Rosji, spadło w 2021 roku poniżej 30% i jest najniższe od 13 lat.

Struktury Nawalnego zostały wiosną 2021 r. zdelegalizowane jako „ekstremistyczne”, a jego najbliżsi współpracownicy musieli wyemigrować. Zwolennicy opozycjonisty byli pozbawiani prawa startu w wyborach na mocy niekonstytucyjnej ustawy z mocą wsteczną (jako „osoby biorące udział w działalności organizacji ekstremistycznej”).

Opozycja była odsuwana od elekcji również na mocy innej ustawy, znacznie poszerzającej katalog przestępstw, których popełnienie pozbawia biernego prawa wyborczego. Należy do nich m.in. „wielokrotne naruszanie przepisów o zgromadzeniach publicznych” – wygodny instrument walki ze wszystkimi, którzy korzystają z konstytucyjnej wolności zgromadzeń. Popularny kandydat partii komunistycznej (KPRF) Paweł Grudinin nie został zarejestrowany z powodu najpewniej fałszywych oskarżeń o ukrywanie udziałów w zagranicznych firmach. Częstym procederem było też podważanie prawdziwości podpisów poparcia zebranych przez opozycjonistów. Kreatywność władz w zasadzie nie miała granic. Byłą szefową sztabu Nawalnego w Murmańsku, Wiolettę Grudinę, przymusowo i bezpodstawnie zamknięto na szpitalnym oddziale covidowym, byle tylko uniemożliwić jej rejestrację na wybory.

W rezultacie jedynie niewielka grupa stosunkowo silnych, realnych oponentów Kremla została dopuszczona do wyborów, lecz na wszelkie sposoby utrudniano im agitację. Wśród nich znalazł się m.in. Borys Wiszniewski, deputowany parlamentu petersburskiego startujący z listy demokratycznego „Jabłoka”. Władze, by zdezorientować wyborców, wystawiły w jego okręgu dwóch spoilerów, którzy nie tylko zmienili przed wyborami nazwiska na „Borys Wiszniewski”, ale nawet upodobnili się do opozycjonisty na zdjęciach.

Kreml wziął też na celownik niezależne media i rozpoczął zmasowany atak na internet, dążąc do odcięcia społeczeństwa od obiektywnej informacji (Marzenie późnego putinizmu: wielki rosyjski firewall). Przede wszystkim dotyczyło to blokowania informacji o „inteligentnym głosowaniu”. Tegorocznej kampanii wyborczej towarzyszyła też bezprecedensowa, agresywna propaganda antyzachodnia: oskarżenia Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej o zamiar ingerencji w rosyjskie wybory i destabilizację państwa. Władze różnych szczebli starały się a priori zdezawuować doniesienia o łamaniu prawa w lokalach wyborczych. Jednocześnie do internetu wyciekały nagrania, na których instruowano członków komisji wyborczych, jakie wyniki mają znaleźć się w protokołach i w jaki sposób to osiągnąć.

Farsa przy urnach

Podczas głosowania uruchomiono cały arsenał brudnych technik wyborczych, częściowo przetestowanych podczas ubiegłorocznego, sfałszowanego na masową skalę głosowania ws. reformy konstytucyjnej.

Głosowanie trwało trzy dni (od piątku do niedzieli). Pierwszego dnia lokale wyborcze w całej Rosji były oblegane przez tłumy pracowników sektora budżetowego, zmuszanych przez pracodawców i lokalne władze do oddania głosu właśnie w tym dniu. Wypełnione przez nich karty do głosowania leżały następnie przez kolejne dwie doby w komisjach wyborczych. Zagadką pozostaje, jak wiele z nich uległo w tym czasie magicznym przemianom na korzyść władz, ale odnotowywano liczne nieprawidłowości w ich przechowywaniu lub jednoznaczne fałszerstwa. Nieprzypadkowo opozycja nawoływała do głosowania w niedzielę – właśnie po to, by utrudnić manipulacje.

Zastosowano przepisy poszerzające możliwość głosowania poza lokalami wyborczymi (w tym w domach): w takich przypadkach niezależna obserwacja jest praktycznie niemożliwa, a przenośne urny wracają do komisji wypchane kartami wyborczymi. W niektórych regionach przybrało to skalę masową.

W siedmiu regionach Rosji wprowadzono możliwość głosowania online. Jednym z nich była Moskwa, zamieszkana przez około 10% mieszkańców kraju, gdzie według niezależnych szacunków poparcie dla Jednej Rosji nie przekracza kilkunastu procent. Procedura ta jest krytykowana przez niezależnych ekspertów z uwagi na brak możliwości weryfikacji jej przejrzystości i uczciwości, w tym ochrony danych osobowych. Dotychczasowe, eksperymentalne doświadczenia z wyborami online ujawniały liczne nieprawidłowości. Rosjanie byli jednak na wszelkie sposoby zachęcani bądź przymuszani do rejestracji na głosowanie internetowe. Do „miękkich” zachęt można zaliczyć możliwość wygrania mieszkania czy samochodu na okolicznościowej loterii. Do twardych – szantaże ze strony pracodawców. W Moskwie liczba głosujących przez internet sięgnęła prawie dwóch milionów. Już po kilku godzinach okazało się, że liczba oddanych głosów pięciokrotnie przekracza liczbę wydanych wirtualnych kart wyborczych.

Ponadto odnotowano liczne „tradycyjne” naruszenia: manipulacje spisami wyborców, dorzucanie głosów do urn, w niektórych regionach karuzele wyborcze (wielokrotne głosowanie przez te same osoby), a nawet przekupywanie głosujących. W porównaniu z poprzednimi wyborami do parlamentu w 2016 r. pogorszyła się też sytuacja niezależnych obserwatorów. Ich praca była często utrudniana lub uniemożliwiana, odnotowywano przypadki zatrzymania osób zgłaszających łamanie procedur wyborczych przez komisje, a nawet stosowania wobec obserwatorów przemocy fizycznej. Znacznie ograniczono też możliwość śledzenia w internecie streamingu z lokali wyborczych – w ostatnich latach aktywni internauci, ujawniający w ten sposób machinacje, stali się prawdziwym utrapieniem władz.

W trakcie wyborów władzom udało się też wymusić na Google’u i Apple’u usunięcie aplikacji „Nawalny!”, informującej o kandydatach „inteligentnego głosowania”. Miejscowym pracownikom obu korporacji zagrożono sprawami karnymi za „rozpowszechnianie nielegalnych treści” i „ingerowanie w przebieg rosyjskich wyborów”. W ten sposób władze de facto kryminalizowały oddolną polityczną koordynację obywateli. Informacje dotyczące „inteligentnego głosowania” zaczęły być też blokowane przez YouTube, a nawet Telegram, którego twórca, Paweł Durow, przez kilka lat sam prowadził kampanię przeciwko kremlowskiej cenzurze.

Oficjalne wyniki

Jak wskazywały sondaże przedwyborcze, kremlowska partia Jedna Rosja byłaby w stanie stosunkowo uczciwie (jeśli nie liczyć manipulacji przedwyborczych) zdobyć zwykłą większość w Dumie Państwowej. Jednak według ogłoszonych oficjalnie wyników osiągnęła 49,8% w głosowaniu proporcjonalnym na listę partyjną i zdobyła 198 z 225 okręgów jednomandatowych przy frekwencji na poziomie 51,7%. Uzyska tym samym 72% mandatów w parlamencie (324 w porównaniu z 343 w poprzedniej kadencji). Tymczasem według niezależnych analityków badających anomalie w rozkładzie głosów, Jedna Rosja w głosowaniu proporcjonalnym mogła otrzymać niewiele ponad 30% poparcia (przy rzeczywistej frekwencji nie przekraczającej 40%), a na jej korzyść mogło zostać dosypanych około 14 mln głosów (połowa wszystkich głosów oddanych na tę partię).

Na drugim miejscu znalazła się Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej Giennadija Ziuganowa (18,9%), która poprawiła wynik w porównaniu z 2016 rokiem (zdobędzie 57 mandatów zamiast dotychczasowych 42). Najwięcej głosów uzyskała na Syberii i Dalekim Wschodzie. Przedwyborcze sondaże dawały KPRF ok. 25% poparcia. Zastanawia, że z każdą kolejną godziną liczenia wyników (a oznaczało to również ruch w przestrzeni – ze wschodu na zachód, zgodnie ze strefami czasowymi) kosztem KPRF stopniowo rósł wynik Jednej Rosji. Tempa tego przyrostu nie da się uzasadnić mniejszą popularnością KPRF na zachodzie kraju.

Z kolei nacjonalistyczna LDPR Władimira Żyrinowskiego poniosła jednoznaczną porażkę. Oficjalnie osiągnęła 7,6% (niemal dwukrotnie mniej niż w 2016 roku). Sprawiedliwa Rosja (połączona w 2021 roku z nacjonalistyczną partią Za Prawdę Zachara Prilepina) osiągnęła wynik porównywalny do poprzednich wyborów. Po raz pierwszy od wielu lat wzrośnie liczba partii w Dumie.



Piątą partią parlamentarną staje się ugrupowanie Nowi Ludzie (wynik 5,3%), utworzone w 2020 roku. To projekt kremlowski, którego celem jest odciągnięcie od opozycji części elektoratu, przede wszytkim wielkomiejskiego. Partia łączy lojalność wobec systemu z postulatami reform i modernizacji. Ani jednemu spośród kandydatów popieranych przez „inteligentne głosowanie” nie pozwolono wygrać w okręgach jednomandatowych w Moskwie, choć niemal do końca prowadzili oni w większości z nich. O ich rzekomej przegranej zdecydowały na ostatnim etapie liczenia głosów oficjalne rezultaty głosowania online (zostały one opublikowane dopiero 20 września, z dużym opóźnieniem). Ogółem „inteligentne głosowanie” wywalczyło jedynie kilkanaście mandatów w całej Rosji.

Pyrrusowe zwycięstwo?

Ostentacyjne dorysowanie Jednej Rosji „eleganckiego” wyniku wyborczego to kolejny przykład demontażu bezpieczników, jakie do niedawna chroniły rosyjski system przed masowym niezadowoleniem społecznym. Zrezygnowano z pozorów legalizmu, porzucono pseudodemokratyczną fasadę, a także faktycznie zlikwidowano pokojowe kanały dialogu społeczeństwa z władzą. Niesankcjonowane przez władze zgromadzenia publiczne są traktowane jak przestępstwa, niezarejestrowane ruchy polityczne – jako nielegalne, umiarkowani krytycy reżimu zostali w dużej mierze usunięci z okołokremlowskich ciał doradczych, a głos wyborców przy urnach jest otwarcie lekceważony. W dłuższej perspektywie oderwanie władzy od obywateli grozi radykalizacją nastrojów protestu, również wśród dotychczas lojalnego bądź biernego politycznie elektoratu. Zjawiska te mogą się ujawnić ze zdwojoną siłą wtedy, gdy Kreml będzie sobie tego najmniej życzył: w latach 2023–2024. Biorąc pod uwagę wspomniane wyżej trendy w nastrojach społecznych i coraz bardziej archaiczny model polityczno-ekonomiczny, wątpliwe jest, by władzom długo udało się hamować wzrost niezadowolenia okazjonalnymi transferami socjalnymi, jak wypłaty dla emerytów czy rodzin z dziećmi ogłoszone tuż przed tegorocznymi wyborami.

Intrygującą niewiadomą jest przyszłość Partii Komunistycznej, która przyciąga wyborców agendą socjalną, w tym hasłami sprawiedliwości społecznej, i dysponuje silnymi strukturami w terenie. Stała się ona główną beneficjentką głosowania protestacyjnego, którego rola, jako nieobciążonego ryzykiem represji, wzrosła po faktycznej delegalizacji demonstracji ulicznych. Choć kierownictwo partii jest w pełni lojalne wobec Kremla, młody aktyw partyjny i działacze regionalni – podbudowani wynikami wrześniowego głosowania – mogą mieć inny pomysł na politykę.

Częściowo do sukcesu komunistów mógł się przyczynić fakt, że stanowili większość wśród kandydatów popieranych przez „inteligentne głosowanie” Nawalnego. Dokonana w 2021 roku faktyczna delegalizacja antysystemowej opozycji w naturalny sposób przyciągnie do KPRF ludzi aktywnych, niezadowolonych z kursu Kremla. Ten ostatni jak ognia boi się współpracy między opozycją koncesjonowaną i radykalnymi krytykami reżimu. Można się zatem spodziewać szykan i represji wobec wybranych działaczy KPRF – by wybić im z głowy marzenia, że o wyniku wyborczym może decydować wola głosujących, a nie dyrektywy administracji prezydenta. Zresztą bezpardonowe ataki na kandydatów KPRF miały już miejsce w kampanii wyborczej.

Co na to wszystko Zachód? Unia Europejska i Stany Zjednoczone skrytykowały przebieg wyborów i – tradycyjnie – wyraziły głębokie zaniepokojenie. Czy jednak zachodni przywódcy poważnie potraktują rezolucję Parlamentu Europejskiego z września 2021 roku, sugerującą nieuznawanie nowego rosyjskiego parlamentu? Oznaczałoby to poważne zaostrzenie relacji z Moskwą, dlatego też nikt się na to najpewniej nie zdecyduje. Bierność Zachodu jedynie zachęci putinowski reżim do dalszych represji i umacniania coraz bardziej autorytarnego kursu.

Musimy się zatem przygotować na kolejne fale emigracji politycznej z Rosji, wzrost liczby więźniów politycznych, powolne odcinanie rosyjskich internautów od niezależnych źródeł informacji, walkę z „nieprawomyślnością” w nauce i edukacji, totalitarne w duchu ustawy, których celem będzie kontrolowanie wszystkiego i wszystkich.
Dr Maria Domańska jest analityczką Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia w Warszawie. Zajmuje się badaniem polityki wewnętrznej Rosji.
Agresywne działania Kremla wobec Zachodu również będą się nasilać – bo taka konfrontacja to nie wypadek przy pracy, ale istota systemu, w którym rządzą byli kagebiści. Wyrazy zaniepokojenia zdecydowanie tu nie wystarczą.