Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 29.09.2021
Piotr Andrusieczko, Kijów

Ukraina nie jest ani zmarginalizowana ani rozczarowana

Czy można mówić o międzynarodowej marginalizacji Kijowa po wizycie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w USA i jego spotkaniu z prezydentem Joe Bidenem?
Foto tytułowe
Prezydenci Joe Biden i Wołodymyr Zełenski w Białym Domu 1 września 2021 (Wikicommons)

Taka teza została postawiona przez Filipa Rudnika w artykule dla „Nowej Europy Wschodniej” pod tytułem Kijów zmarginalizowany. Zachód pertraktuje z Rosją ponad głowami Ukraińców. Artykuł zaczyna się od przytoczenia opinii Zełenskiego na temat opublikowanego tekstu prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina o „historycznej jedności” Ukraińców i Rosjan. Temat nienowy, ale teraz rozwinięty – i to przez przywódcę Rosji.

„Mogę tylko pozazdrościć tego, że prezydent tak dużego państwa może sobie pozwolić na marnowanie czasu nad tak szczegółową pracą”, odwinął się Wołodymyr Zełenski, zapytany o niedawny artykuł swojego rosyjskiego „kolegi”. Rudnik dodaje jednak: „Prezydent Zełenski nie omieszkał złagodzić swoją krytykę, wyrażając szacunek dla «ogromu pracy» nad artykułem”.

Wystarczy trochę znać publiczne wystąpienia Zełenskiego, żeby zrozumieć, że nie chodziło o żadne „złagodzenie”, czy też „szacunek”. Ukraiński prezydent po prostu pozwolił sobie na lekki trolling Putina. „Zdecydowanie nie jesteśmy jednym narodem. Gdybyśmy byli, to w Moskwie najprawdopodobniej płacono by hrywną, a nad Dumą Państwową powiewałaby żółto-niebieska flaga” – skomentował 1 lipca wypowiedź Putina o „jednym narodzie”.

W artykule dla „NEW” autor pisze dalej, że Zełenski „Nie miał jednak czasu – a być może i chęci, chociaż to nie było zasygnalizowane – na oddanie się przyjemności lektury. Jak sam powiedział, są przecież «ważne sprawy, ważne spotkania». Problem w tym, że spraw może być i masa, ale spotkań – takich poważnych, w cztery oczy z liderami innych państw – jest już coraz mniej. Stąd zresztą podkreślona chęć Zełenskiego, że jeżeliby mógł, chętnie przedyskutowałby z Putinem artykuł podczas mityngu tête-à-tête”.

Po pierwsze, Zełenski powiedział, że „nie miał czasu przeczytać cały artykuł”. Po drugie, „ważne spotkania” prezydenta niemałego kraju z wciąż toczącą się wojną i wieloma innymi problemami to nie tylko rozmowy z zagranicznymi liderami. I po trzecie, „podkreślana chęć Zełenskiego” do spotkania z Putinem nie wynika z braku poważnych spotkań z liderami innych państw, a związana jest z działaniami Rosji po 2014 roku – aneksją Krymu i wojną na Donbasie.

Marginalizacja Zełenskiego?

Czy rzeczywiście mamy do czynienia z międzynarodową marginalizacją ukraińskiego prezydenta, o której pisze Rudnik? Na początku września przebywał z kilkudniową oficjalną wizytą w USA jako ósmy z kolei zagraniczny lider przyjęty w Białym Domu po zaprzysiężeniu Bidena. Z europejskich przywódców przed nim z Bidenem zobaczyła się jedynie Angela Merkel.

Kanclerz Niemiec spotkała się z Zełenskim w Kijowie 22 sierpnia. Wcześniej faktycznie była w Moskwie, a także nie została na szczycie Krymskiej Platformy. W Kijowie można było odczuć rozczarowanie, ale na pewno nie zaskoczenie. Nie jest tajemnicą, że gospodarcze (i nie tylko) relacje z Moskwą są priorytetowe dla Berlina. Ale warto też zauważyć, że Merkel odwiedziła Ukrainę przed wizytą w Polsce. Zełenski w lipcu przebywał też z dwudniową oficjalną wizytą w Berlinie.

Zresztą, pandemia koronawirusa znacznie ograniczyła osobiste spotkania liderów państw. Ukraiński prezydent mimo to odbył kilkanaście oficjalnych zagranicznych wizyt. Niektóre z nich miały marginalne znaczenie, ale wśród nich była na przykład istotna wizyta w październiku 2020 r. w Wielkiej Brytanii, podczas której podpisano ważną umowę o współpracy politycznej i strategicznym partnerstwie. Rezultatem jest współpraca w zakresie bezpieczeństwa, w ramach której Londyn pomoże w modernizacji ukraińskiej floty wojennej.

Można też przypomnieć czerwcowy rajd brytyjskiego niszczyciela w pobliżu Krymu, na co Rosjanie zareagowali nerwowo – otwierając ogień ostrzegawczy. Władze brytyjskie odpowiedziały, że okręt płynął zgodnie z prawem międzynarodowym przez ukraińskie wody terytorialne. Współpraca z Wielka Brytanią jest dla Ukrainy szczególnie ważna, bo kraj ten jest najważniejszym sojusznikiem USA w Europie i Londyn zdecydowanie stara się przeciwstawiać Rosji.

W kwietniu Zełenski przebywał z roboczą wizytą w Paryżu – tematem rozmów były kwestie bezpieczeństwa: koncentracja rosyjskich wojsk wzdłuż granic Ukrainy i sytuacja na Donbasie. Po Paryżu, prezydent udał z wizytą do Turcji. To ważny dla Ukrainy regionalny partner, który oczywiście kieruje się przede wszystkim swoimi interesami. Ignorując sprzeciw Moskwy, Ankara sprzedała Ukrainie już dwie partie dronów bojowych typu Bayraktar TB2 i rozpoczęła budowę pierwszej z kilku zamówionych przez Kijów korwet, a przede wszystkim utrzymuje niezmienne stanowisko w sprawie nielegalności przyłączenia Krymu do Rosji. 20 września MSZ Turcji ogłosiło, że nie uznaje rosyjskich wyborów parlamentarnych na Krymie.

Można więc dyskutować o miejscu Ukrainy w priorytetach polityki poszczególnych państw, ale nie o jej marginalizacji.

23 sierpnia w Kijowie odbył się szczyt Platformy Krymskiej – nowej ukraińskiej inicjatywy dyplomatycznej dotyczącej zaanektowanego przez Rosję półwyspu. Do stolicy Ukrainy przybyło 46 delegacji, w tym 16 prezydentów i premierów, 2 szefów parlamentów i 17 ministrów. Można się spierać, czy reprezentacja USA i Niemiec na poziomie ministrów energetyki była niskiego szczebla. Natomiast wnioskowanie z tego, że odzwierciedla to „zmęczenie kwestią ukraińską na Zachodzie” wydaje się już zdecydowanie naciągane. Kanadę, która jest uznawana za ważnego sojusznika Ukrainy, na szczycie początkowo miał reprezentować premier Justin Trudeau, ale nie mógł przyjechać w związku z przedterminowymi wyborami parlamentarnymi. Do tego pamiętajmy, jakie emocje wywoływały w tym czasie wydarzenia w Afganistanie. I jak w takim razie w kontekście „zmęczenia kwestią ukraińską” oceniać wizytę Zełenskiego w USA.

Paradoks Merkel

W Kijowie Merkel podkreśliła, że stanowisko Niemiec w sprawie Krymu nie uległo zmianie i aneksja półwyspu jest naruszeniem prawa międzynarodowego. – Do ostatniego dnia na swoim stanowisku będę aktywnie bronić integralności terytorialnej Ukrainy – powiedziała dzień wcześniej w Moskwie, w obecności Putina. Ale z Merkel, a raczej z oceną jej dorobku, Ukraina ma problem. Z jednej strony, jak wskazuje szefowa Centrum Nowa Europa Aliona Hetmanczuk, spośród wszystkich zachodnich liderów kanclerz poświęcała Ukrainie najwięcej uwagi.

Ale Ukraińcy mogą ją zapamiętać przede wszystkim ze względu na dwa niekorzystne dla Ukrainy wydarzenia. W 2008 roku na szczycie NATO w Bukareszcie, pod naciskiem Rosji, Niemcy wraz z Francją zablokowały nadanie Gruzji i Ukrainie MAP (Planu Działań na rzecz Członkostwa w NATO), co nie zapobiegło wybuchowi wojny między Rosją i Gruzją kilka miesięcy później.

Ukrainy przez wiele lat nie było wśród priorytetów niemieckiej polityki zagranicznej. Dopiero rosyjska aneksja Krymu wywołała szok, a wojna na Donbasie zmusiła niemiecką dyplomację do zaangażowania się w negocjacje na rzecz powstrzymania dalszych działań Moskwy. Berlin stał się jednym z gwarantów unijnych sankcji na Rosję. Niemcy wraz z Francją włączyły się do negocjacji dotyczących uregulowania konfliktu na wschodzie Ukrainy, jednak działania dyplomatyczne nie przyniosły skutku. Wojna trwa nadal, a Berlinowi nie udało się namówić Moskwy do ustępstw, nawet mimo „gazowego kontraktu stulecia” w postaci Nord Stream 2.

Czy odchodząca kanclerz odczuwa wyrzuty sumienia wobec Ukrainy? Możliwe, ponieważ zapewniała, że do końca swojej kadencji będzie się starała doprowadzić do spotkania liderów czwórki normandzkiej (Francja, Niemcy, Rosja, Ukraina), która zajmuje się uregulowaniem konfliktu na Donbasie. Na razie takie spotkanie jest wciąż pod znakiem zapytania. Merkel zapewniła w Kijowie, że niemiecka polityka wobec Ukrainy po wyborach się nie zmieni.

Czyli nadal będzie niejednoznaczna.

Ukraina to nie Afganistan

„Z toczącej się na naszych oczach tragedii w Afganistanie Ukraińcy mogą wyciągnąć pewne dość oczywiste wnioski – amerykańskie wsparcie nie jest bezwarunkowe i mogą się wycofać w każdej chwili” – pisze Filip Rudnik.

Jakiekolwiek porównanie z Afganistanem jest z założenia błędne. To dwie całkowicie różne rzeczywistości. Ukraińcom nie trzeba przypominać, że przede wszystkim muszą liczyć na samych siebie. Tak było podczas Rewolucji Godności, kiedy Zachód nie wiedział, jak reagować. A zaraz potem w trakcie aneksji Krymu, gdy okazało się, że Memorandum Budapesztańskie z 1994 roku jest funta kłaków warte.

Kiedy w 2014 roku na wschodzie wojny wybuchła wojna, nikt z zachodnich partnerów nie pomógł Ukrainie dostawami broni, nie walczyli tam natowscy żołnierze. Ukraińską suwerenność obronili sami Ukraińcy.

Niemniej pomoc Zachodu, zwłaszcza amerykańska, w zakresie dostarczania tzw. broni nieletalnej odegrała ważną rolę. Przekonałem się o tym sam niedaleko od donieckiego lotniska w styczniu 2015 roku. Na masową skalę używano wtedy artylerii. Byliśmy pod ciągłym ostrzałem, ale wtedy na linii frontu znajdowały się już amerykańskie radary rozpoznania artyleryjskiego, które z niewielkim wyprzedzeniem ostrzegały o zagrożeniu. „Nora! Nora! Nora!” – to był najczęstszy komunikat wydobywający się ze stale włączonych krótkofalówek. Oznaczał, że w naszym kierunku lecą pociski i mamy kilka sekund, by się skryć – najczęściej położyć się lub przykucnąć.

Całkowita pomoc amerykańska dla Ukrainy od 2014 roku wyniosła ok 3,7 mld dolarów, z czego wojskowa – około 2,5 mld. Co istotne, z roku na rok pomoc wojskowa rośnie, chociaż oczywiście suma ta w porównaniu z Afganistanem nie robi wrażenia.

W praktyce oznacza to na przykład przekazanie już ponad 300 opancerzonych samochodów terenowych HMMWV. Przede wszystkim jednak zapoczątkowane jeszcze za prezydentury Donalda Trumpa dostawy wyrzutni przeciwpancernych Javelin. USA wzmacniają również ukraińskie siły morskie – przekazano dwa okręty obrony wybrzeża klasy Island, kolejne trzy są przygotowywane do wysłania. Ukraina otrzyma również 16 kutrów patrolowych Mark VI. Ostatnio pojawiła się też informacja o możliwym wzmocnieniu ukraińskiej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.

Podczas wizyty Zełenskiego w USA, chociaż nie doszło do widocznego przełomu (ale też nikt go nie oczekiwał), Waszyngton pokazał, że jest zainteresowany dalszym wzmacnianiem bezpieczeństwa Ukrainy: uzgodniono aktywizację strategicznej współpracy i zwiększono pomoc wojskową w tym roku o 60 mln dolarów, do łącznej kwoty 460 mln.

Amerykańska pomoc nie jest, rzecz jasna, bezwarunkowa, ale nie ma tutaj mowy o afgańskim scenariuszu, bo amerykańskich żołnierzy w Ukrainie po prostu niema. Natomiast Biden i jego administracja od początku wskazują na to, od czego jest uzależnione zwiększanie pomocy. Chodzi przede wszystkim o walkę z korupcją i dalsze reformy, zwłaszcza wymiaru sprawiedliwości. Piłka jest po stronie władz w Kijowie, ale nie tylko. Europejski Trybunał Obrachunkowy w swoim niedawnym raporcie stwierdził, że korupcja i oligarchowie nadal zagrażają rozwojowi Ukrainy. Unijni audytorzy wskazali, że Ukraina potrzebuje skutecznej strategii walki z oligarchami, a UE może w tej kwestii odegrać znacznie większą rolę niż było to do tej pory.

Ponad głowami Ukraińców, czyli jak wykorzystać sytuację

Na zakończenie Filip Rudnik pisze o „rosnącym rozczarowaniu kijowskich decydentów unijnymi i natowskimi partnerami”. O tym samym napisał poseł na Sejm RP i politolog Paweł Kowal w artykule Ukraina zaczyna być rozczarowana Zachodem. Chodzi nie tylko o Nord Stream 2 opublikowanym w Onecie pod koniec sierpnia.

Owszem, tak można było interpretować pewne wypowiedzi ukraińskiego prezydenta. Na początku roku w wywiadzie dla HBO Zełenski zapytany, jakie postawiłby pierwsze pytanie na spotkaniu Bidenowi odpowiedział: „Panie prezydencie, dlaczego do tej pory nie jesteśmy w NATO?”. Swojego rozczarowania stanowiskiem Zachodu ukraiński prezydent nie skrywał też w wywiadach udzielonym w czerwcu „Allgemeine Zeitung”. Kilka dni później w rozmowie dla amerykańskiego portalu Axios powiedział, że jest nieprzyjemnie zdziwiony decyzją Bidena w sprawie Nord Stream 2.

Ale w Kijowie szybko zrozumieli, że Ukraina nie może sobie pozwolić na obrażanie się i musi szukać rozwiązań wzmacniających jej bezpieczeństwo, a to jest możliwe wyłącznie w partnerstwie z Zachodem, a zwłaszcza z USA. (Rozumie jednak, że nie może polegać tylko na zewnętrznym wsparciu. Trwa rozwój ukraińskich systemów rakietowych: od przeciwpancernych do taktycznych pocisków manewrujących).

Owszem, nie wiadomo, czy amerykańsko-niemieckie gwarancje dotyczące zapewnienia tranzytu rosyjskiego gazu po wygaśnięciu obecnej umowy po 2024 roku okażą się skuteczne. Są one jednak ważne, ponieważ dają ukraińskim dyplomatom pole do dalszych rozmów z zachodnimi partnerami o kwestiach bezpieczeństwa.



O takich możliwościach niemało w ostatnim czasie mówi doradczyni ministra energetyki i była wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy Ołena Zerkał. Jej zdaniem trzeba założyć, że Putin podjął już decyzję o zakończeniu tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę. Dlatego Ukraina powinna aktywnie współpracować i przekonywać zachodnich partnerów do konkretnych działań. Na przykład do tego, by Nord Stream 2 odpowiadał wszystkim wymogom trzeciego pakietu energetycznego UE, co uderza w monopol Gazpromu. Pomóc w tym mogą przede wszystkim amerykańscy partnerzy, którzy zdaniem byłej wiceminister zyskali możliwość takiego wpływu dzięki amerykańsko-niemieckiej umowie. – Oni dopiero teraz zrozumieli, że bez ukraińskiego tranzytu cała Europa Środkowa będzie miała problemy z gazem – powiedziała Zerkał w jednym z telewizyjnych programów.

W sierpniu Kijów zademonstrował, że dla swoich zachodnich sojuszników może być godnym zaufania partnerem. Ukraińscy żołnierze sił specjalnych pomagali Amerykanom w ewakuacji na kabulskim lotnisku. Ale jeszcze większy rezonans wywołała ich operacja w Kabulu. Jak napisały później kanadyjskie media, ukraińscy żołnierze zrobili to, czego nie podjęli się żadni inni – wyszli pieszo w miasto i ewakuowali na lotnisko afgańskich współpracowników kanadyjskiej armii i mediów.

Ukraińcy nie rozczarowani, ale Zachód powinien aktywniej wspierać Ukrainę

Paweł Kowal wskazuje, że większość społeczeństwa ukraińskiego zachowała swoje prozachodnie nastawienie, chociaż „wielu Ukraińców uważa, że wojna na Donbasie toczy się w imieniu Zachodu, i jest coraz bardziej rozczarowanych niespełnionymi nadziejami na zacieśnienie więzów”. Ale badania opinii publicznej opublikowane w czerwcu przez Centrum Razumkowa nie potwierdzają rosnącego rozczarowania. Integrację z UE popiera 62% Ukraińców, a członkostwo w NATO – 54%. Dla porównania, w grudniu 2020 r. zwolennicy integracji z Sojuszem Północnoatlantyckim stanowili niemal 48 proc.
Piotr Andrusieczko – dziennikarz, publicysta specjalizujący się w tematyce ukraińskiej. Współpracuje na stałe z Gazetą Wyborczą, serwisem Outriders i Radio Tok Fm. W konkursie Grand Press w 2014 r. został wybrany Dziennikarzem Roku.

Natomiast Kowal ma bez wątpienia rację, kiedy pisze, że Zachód powinien zwrócić większą uwagę na Ukrainę i zapewnić jej większe wsparcie. 30 lat po ogłoszeniu niepodległości Ukraina boryka się z licznymi problemami, ale jest państwem z demokratycznymi instytucjami i swobodą słowa, co wyróżnią ją zwłaszcza na tle sytuacji w sąsiedniej Białorusi i Rosji.