Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 07.10.2021
Ihar Melnikau

Jeńcy niezapowiedzianej wojny

Na początku II wojny światowej w szeregach Wojska Polskiego znajdowało się około 70 tys. Białorusinów, z których większość dzielnie walczyła przeciwko Niemcom. Wielu z nich znalazło się później w niewoli radzieckiej.
Foto tytułowe
Sowiecki komisarz Borowieński i niemieccy żołnierze w tle w Brześciu Litewskim. Wrzesień 1939 roku (fot. Wikicommons)

Po 17 września 1939 r., gdy Armia Czerwona przekroczyła granicę z Polską, dowództwo Wojska Polskiego wydało rozkaz o ewakuacji jednostek na Węgry, Rumunię i na Litwę. Związek Radziecki nie wypowiedział wojny Polsce, nie przeszkodziło to jednak czerwonoarmistom zabijać polskich żołnierzy i policjantów, brać ich do niewoli i przetrzymywać w obozach. Jeden z tragicznych przypadków miał miejsce w miejscowości Gródek pod Mołodecznem. Historię tę znamy z relacji żołnierza Włodzimierza Manida, który urodził się w 1912 roku. W czasie powszechnej mobilizacji ogłoszonej w sierpniu 1939 r., podobnie jak wielu innych mieszkańców województwa Wileńskiego, został zmobilizowany do Wojska Polskiego. Miał już 27 lat i odbytą służbę wojskową.
Radzieckie wojska pod Mołodecznem we wrześniu 1939 (fot. Wikicommons)
Rezerwistów zgromadzono w Łebiedziewie, a następnie skierowano do garnizonu wojskowego w Helenowie (obecnie teren Mołodeczna). W tym czasie 86. pułk piechoty Wojska Polskiego, który przed wojną tam stacjonował, został już przerzucony na Zachód i walczył przeciwko Niemcom w ramach 19. Dywizji Piechoty wchodzącej w skład Armii „Prusy”. W garnizonie mołodeczańskim działał ośrodek mobilizacyjny, gdzie z rezerwistów formowano nowe jednostki wojskowe.
W pobliżu znajdowała się granica ze Związkiem Radzieckim, a polskie dowództwo rozważało możliwość, że Sowieci wykorzystają moment, by uderzyć na Polskę. Rezerwistów WP pośpiesznie przygotowywano do działań bojowych.
Według wspomnień Włodzimierza Manida żołnierze byli prawie codziennie przewożeni na poligon, gdzie szkolili się intensywnie. „Nie szczędzili amunicji. Dostałem karabin maszynowy produkcji angielskiej. Dowódcą był podporucznik Zając” – wspominał. 14 września 1939 r. polskich żołnierzy w Helenowie szybko skierowano w rejon miasteczka Gródek, gdzie piechurzy mieli wzmocnić pododdziały Korpusu Ochrony Pogranicza. Włodzimierz Manid wspominał, że wśród żołnierzy było wielu miejscowych Białorusinów pochodzących ze wsi Konowicze, Zaskowicze, Gotkowicze i innych. Wśród nich krążyły pogłoski, że Armia Czerwona przygotowuje się do przybycia „z pomocą Polsce w wojnie z Niemcami”. „Nie będziemy strzelać do braci z BSRR. Ale rozkaz jest i trzeba go wykonać, więc idziemy na granicę” – mówili między sobą białoruscy żołnierzy Wojska Polskiego.

Niewola

Rankiem 17 września 1939 r., podczas marszu polskiej kolumny wojskowej w kierunku strażnic KOP-u na szosie prowadzącej z Mińska na Radoszkowicze, polscy żołnierze zobaczyli kawalerzystów w budionówkach. Ci ostatni także spostrzegli polskich piechurów i ruszyli do ataku. Polscy żołnierze nie zamierzali jednak strzelać. Nie rozumieli, co się dzieje. Pod lufami bolszewickich karabinów złożyli broń. Sowieci zaczęli rozdawać Polakom ulotki, w których opowiadano o „białopolakach”, „polskich panach” i „ucisku pańskim”. Wkrótce wśród polskich żołnierzy pojawił się bolszewicki politruk, który zaczął wyjaśniać jeńcom, dlaczego Armia Czerwona przekroczyła granicę: „Towarzysze! Przez 20 lat byliście pod uciskiem pana Piłsudskiego, ale teraz Armia Czerwona pod mądrym przywództwem Stalina przyszła uwolnić was i całą Zachodnią Białoruś”.
Granica polsko radziecka w Radoszkowiczach we wrześniu 1939. Na zdjęciu żołnierze radzieccy (fot. Wikicommons)

Wkrótce jeńcom rozkazano ustawić się w kolumnie i pod konwojem czerwonoarmistów i sowieckich pograniczników z psami skierowano ich do Mołodeczna. Wieczorem tego samego dnia jeńców osadzono w więzieniu, gdzie przebywali już policjanci i księża. Po około tygodniu pobytu w Mołodecznie jeńców z Wojska Polskiego poprowadzono na dworzec, gdzie czekał na nich pociąg, który składał się z bydlęcych wagonów. Konwojenci nie byli już tak uprzejmi jak komisarz, który rozmawiał z jeńcami 17 września. „Będziemy strzelać, więc idźcie i nie próbujcie uciekać” – krzyczeli żołnierze w budionówkach. Kiedy byłych już wojskowych załadowano do wagonów, jeden z nich zapytał czerwonoarmistę, dokąd icj wiozą. Usłyszał w odpowiedzi: „Do nieba”.

Obóz na Wileńszczyźnie

Włodziamierz Manid wspominał, że mając złe przeczucia, jeńcy zaczęli wkładać notatki do łusek i wyrzucać je na stacjach przez okna wagonów. „Może ktoś znajdzie i poinformuje krewnych” – myśleli. Pociąg jechał w kierunku Wilna. Podczas jazdy zdarzały się „ekscesy”: na stacji Zalesie „pasażerowie” wagonu, w którym jechał Manid, usłyszeli strzelanie. Okazało się, że kilku jeńców próbowało uciec. Czerwonoarmiści strzelali najpierw do tych, którzy uciekli, a następnie wyprowadzili z ich wagonu pozostałych i rozstrzelali ich z karabinów maszynowych. Nikt nie wie, ilu ludzi wtedy zginęło.

Ostatecznie polscy żołnierze spod Mołodeczna przybyli do Miedników pod Wilnem. Tam, według relacji Włodzimierza Manida, przebywała już duża liczba polskich jeńców wojennych i cywilów.
Wkrótce bolszewicy zaczęli przesłuchiwać więźniów, pytali ich, jakie stanowisko zajmowali w wojsku czy w życiu cywilnym. Oficerów przeniesiono do innej części obozu. Sowieci szczególnie byli zainteresowani ludźmi „wykształconymi”, tymi, którzy mieli ukończone 7–8 klas lub wyższe wykształcenie. Po przesłuchaniach ludzie ci nie wracali już do baraków.
Część więźniów kierowano do obozu w Ostaszkowie i innych. Jak wiadomo, Stalin „podarował” w październiku 1940 r. Wileńszczyznę Litwie, a Medniki znalazły się w składzie BSRR. Mniej więcej w tym czasie Włodzimierz Manid znalazł się na wolności. Jak wielu szeregowych, wypuszczono go z obozu i zezwolono na wyjazd do miejsca zamieszkania.

Rok po zajęciu wschodnich terenów II RP gazeta „Czerwona Gwiazda” podawała, że w wyniku „pochodu wyzwoleńczego” do niewoli radzieckiej dostało się 10 generałów, 52 pułkowników, 72 podpułkowników, 5131 oficerów, 4096 podoficerów i 181 233 szeregowców.
Ihar Melnikau - doktor historii. Zajmuje się okresem międzywojennym na terenie województw północno-wschodnich II RP, przedwojennej granicy polsko-radzieckiej na Białorusi, oraz służby Białorusinów w przedwojennym Wojsku Polskim. Autor 15 monografii historycznych. Laureat nagrody im. L. Sapehy w 2020 za zachowanie historycznej spuścizny Białorusi.
Jednak według polskich badaczy łącznie w rękach bolszewików znalazło się wówczas około 230 tys. żołnierzy (od generałów po szeregowych). Kilkadziesiąt tysięcy oficerów Wojska Polskiego oraz funkcjonarjuszy polskiej Policji Państwowej zostało wymordowanych w Katyniu, Miednoje, Bykowni, Pięciochatkach i więzieniach w Mińsku (najbardziej znane miejsce, gdzie mogą być pochowani obywatele II RP, zabici przez NKWD na terenie Białorusi, to Kuropaty). Duża liczba podoficerów znalazła się w obozach Gułagu.