Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Rosja / 15.04.2022
Dmytro Rybakow, Kijów

Sankcje bolą z opóźnieniem. Rosja już je odczuwa, a będzie znacznie gorzej

Skutki sankcji nałożonych na Rosję będą narastać i kumulować się. Pewnego dnia pieniądze drukowane przez Bank Centralny na opłacenie wojska zamienią się w drogi papier toaletowy, dokładnie tak jak działo się to na początku niesławnych lat 90. ubiegłego wieku.
Foto tytułowe
(Shutterstock)

Walka świata demokracji z reżimem Putina trwa obecnie na czterech frontach wojny w Ukrainie.

Przede wszystkim są to działania militarne prowadzone przez armię ukraińską (i ochotników obrony terytorialnej), która od ponad dwóch tygodni skutecznie kontratakuje, czego skutkiem było wycofanie się Rosjan z północy kraju. Od ponad miesiąca trwa także obrona Mariupola na południu, który stał się ukraińskim Stalingradem z czasów II wojny światowej. Według szacunków Pentagonu prawie połowa wszystkich gotowych do walki jednostek armii rosyjskiej została już zaangażowana w Ukrainie, a ciągu miesiąca walk Kreml stracił około 70% czołgów i wozów opancerzonych zgromadzonych do wtargnięcia na Ukrainę.

Drugim co do ważności frontem walki jest pomoc humanitarna i techniczna udzielana przez kraje demokratyczne. Zapewnia ona tymczasowe schronienie milionom ukraińskich cywilów zmuszonych do ucieczki przed terrorem, którego dowodem są pokazywane na całym świecie obrazy z „ukraińskiej Srebrenicy”, zbrodni dokonanych w podkijowskich miasteczkach: Irpieniu, Buczy, Borodiance czy Worzlu. Do tego należy dodać tragedie Mariupola, Czernihowa i Charkowa, gdzie armia rosyjska przeprowadza bombardowanie całych osiedli mieszkaniowych, jakich Europa nie widziała od 8 maja 1945 roku.

Dzięki temu frontowi i ofiarnemu poparciu zwykłych obywateli Unii Europejskiej do Ukrainy trafia niezbędna żywność i pomoc medyczna, rodziny ukraińskich obrońców są bezpieczne, a armia otrzymuje amunicję i nowoczesną broń pozwalającą zniwelować ilościową przewagę Rosjan w sprzęcie i uzbrojeniu dalekiego zasięgu. Trzecim, nie mniej ważnym frontem walki z neoimperializmem Putina są globalne sankcje, osobiste bądź sektorowe. Ten front jest kluczowy zarówno dla osiągnięcia punktu zwrotnego w wojnie, czyli zwycięstwa Ukrainy na polu bitwy, ale także dla doprowadzenia do politycznego upadku reżimu, co otworzy drogę do dalszej deimperializacji Rosji.

Według Christo Grozeva, głównego dziennikarza śledczego zajmującego się Rosją w kolektywie Bellingcat, najbardziej prawdopodobnym zarzewiem narodowego buntu w Moskwie mogą być protesty uliczne, jak to miało niedawno miejsce w Kazachstanie lub Kirgistanie. Jednak w społeczeństwie przesiąkniętym militaryzmem na pewno nie będą to wystąpienia antywojenne. Według różnych sondaży, wojnę w Ukrainie i potencjalną agresję na jej europejskich sojuszników, popiera 50–80% obywateli Rosji.
(Shutterstock)

Zmianę mogą przynieść jedynie „zamieszki głodowe”, czyli masowe protesty w dużych miastach wywołane najprostszym instynktem samozachowawczym mas, którym brakuje nie tylko dostępu do Apple’a czy McDonaldsa, ale artykułów pierwszej potrzeby, tak jak na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Wtedy nikt nie rzucił się do obrony zbankrutowanego reżimu sowieckiego. Odwróciły się od niego nawet gorliwe psy z KGB i innych organów ścigania.

Co musi się wydarzyć, żeby Rosjanie przeżyli déjà vu z czasów rozpadu ZSRR?

Jak Rosja dekarbonizuje Europę

Podstawą rosyjskiej gospodarki surowcowej jest eksport ropy i gazy. Razem z podatkami, akcyzą i inwestycjami w działalność usługową i geologiczną na początku 2022 roku generowały one około 65% PKB Rosji. Lwia część eksportu rosyjskiego gazu przypada na Unię Europejską – ponad 70%. Ze wszystkich konsumentów w UE najbardziej od Rosji uzależnione są obecnie Węgry, które prawie 40% swoich potrzeb na gaz pokrywają importem z Rosji, co w dużym stopniu wyjaśnia postępowanie premiera Viktora Orbána. Łotwa, Słowacja, Włochy i Niemcy są o połowę mniej uzależnione, co jest wynikiem szukania przez nich alternatywnych źródeł energii.

Uzależnienie od rosyjskiego gazu ma duży wpływ na stanowiska poszczególnych rządów wobec sankcji. Przed wojną udział rosyjskiego gazu na rynku brytyjskim nie przekraczał 5%, a Stany Zjednoczone i Kanada w ogóle go nie używały. Przemysł polski polega na rosyjskim gazie w niespełna 9%, a Warszawa ma powody, aby idąc za przykładem państw bałtyckich, jak najszybciej porzucić to obciążenie, nie czekając na wygaśnięcie umowy z końcem bieżącego roku.

Sprzedaż gazu to potężny kanał finansowania represyjnej i militarnej machiny Putina, prawie 40 miliardów dolarów zysku w 2021 roku. Według szacunków międzynarodowej agencji Statista jest to wartość rynkowa ok. 10 tysięcy nowoczesnych rosyjskich czołgów T-90 albo 11,5 tysięcy pocisków balistycznych Iskander lub 52,5 tysięcy pocisków manewrujących Kalibr.

Najważniejszy dla rosyjskiego eksportu gazu miał być rurociąg Nord Stream 2, który już w 2024 roku miał całkowicie zastąpić gazociąg ukraińsko-polski, a wraz z biegnącym przez Turcję gazociągiem South Stream, ostatecznie wykluczyć z przesyłu gazu kraje Europy Środkowo-Wschodniej.

Jednak przed wojną polscy dyplomaci zdołali znacznie ograniczyć wpływ NS2, a atakując Ukrainę 24 lutego sam Putin przypieczętował los projektu. Niemiecki regulator rynku gazu odmówił certyfikacji gazociągu, a po tygodniu wojny na Ukrainie kompania realizująca NS2 ogłosiła upadłość.

Berlin, który przez lata wykazywał się krótkowzrocznością, źle oceniając cele rozwoju gospodarki rosyjskiej i korzystając z jej tanich surowców, dziś deklaruje całkowite porzucenie rosyjskiej energetyki od 2024 roku ze względu na wysoką moralną cenę tej współpracy. Taką samą decyzję podjął prezydent Francji Macron, zapowiadając w telewizji France Inter odejście od węgla i ropy z Rosji.

Wcześniej międzynarodowi eksperci twierdzili, że biorąc pod uwagę proces dekarbonizacji w UE, udział węglowodorów w PKB Rosji spadnie dwukrotnie dopiero na początku lat 30., jednak obecne wydarzenia mogą spowodować, że wpływy Rosji ze sprzedaży gazu na Zachód w ciągu roku lub dwóch spadną niemal do zera. Oczywiście barter węglowodorów w zamian za żywność może jeszcze trwać, tak jak w ostatnich latach Związku Radzieckiego.

Kroplówka z ropą

Do pewnego stopnia rosyjską gospodarkę wciąż ratują wpływy ze sprzedaży ropy, które w tym roku wyniosły prawie 321 miliardów dolarów – o jedną trzecią więcej niż w ubiegłym, jak podaje Bloomberg Economics. Jednak kalkulacja może się zmienić w przypadku całkowitego embarga na sprzedaż rosyjskiej ropy na rynkach międzynarodowych, co już ogłosiły USA, Wielka Brytania, Dania oraz kraje bałtyckie.

Już dziś niektóre firmy, nie czekając na decyzje rządów, rezygnują z obsługi logistycznej transakcji związanych z rosyjską ropą, obawiając się utraty reputacji na skutek prowadzenia biznesu splamionego krwią. W celu ograniczenia strat związanych z magazynowaniem ropy, rosyjskie władze już sprzedają surowiec z 35–40% upustu, de facto poniżej wartości, a Kreml nie przejmuje się wynikającymi z tego stratami budżetowymi.

Nie wszystkie kraje postępują w ten sposób. Według BlackSeaNews 70% ropy, którą Rosja wyeksportowałą w ciągu ostatnich kilku tygodni z portu Noworosyjsk o wartości 5 miliardów dolarów, zostało obsłużone przez armatorów greckich. Jednak dwie trzecie z tego eksportu nadal jest przechowywane w portach tureckich, ponieważ śródziemnomorskie huby na Malcie, Hiszpanii i w Gibraltarze ogłosiły własne embargo i odmawiają przyjmowania dostaw rosyjskich produktów naftowych.



Przypomnę, że ropa naftowa i gaz stanowią około 45% dochodów walutowych Rosji i około 65% dochodów budżetu federalnego brutto w 2021 roku. To koło ratunkowe dla rosyjskiej gospodarki, które pomaga łagodzić skutki ostrych sankcji i zapobiegać kryzysowi bilansu płatniczego. Dlatego zdolność Rosji do sprzedaży ropy i gazu za granicą może być decydującym czynnikiem chroniącym reżim Putina przed ostatecznym finansowym załamaniem.

Rosyjscy urzędnicy grożą europejskim sojusznikom Ukrainy odcięciem dostaw gazu. Rzekomo mogą zamkną kran i skierować eksport do zaprzyjaźnionych Chin. Takie myślenie pokazuje, że ich rozumienie makroekonomii i zasad rynku energii pozostaje na poziomie bazaru, bądź ich decyzje nie mają nic wspólnego z regułami gospodarczymi.

Po pierwsze technicznie niemożliwe jest rozwijanie gazociągów na odległości dziesiątków tysięcy kilometrów na wzór węża do podlewania ogrodu. To tak nie działa. Dodatkowo Chiny ustami rzecznika MSZ Wanga Wenbina zapowiedziały, że mimo partnerstwa z Kremlem nie zrobią nic, aby ominąć sankcje USA i UE wobec rosyjskich przedsiębiorstw państwowych.

W tej sytuacji Gazpromowi pozostaje już tylko podłożyć ogień pod pola gazowe, zwłaszcza że dalsza eksploatacja złóż jest w dużej mierze uzależniona od firm usługowych z tzw. wielkiej czwórki: Schlumberger, Weatherford, Halliburton i Baker Hughes. Firmy te zamrożą dalsze inwestycje w wydobycie ropy i gazu w Rosji w ramach czwartego pakietu sankcji przyjętego 14 marca 2022 roku.

Do Rosji nie polecisz

Kolejnym, potężnym ciosem dla rosyjskiego neoimperializmu jest izolacja logistyczna, czyli całkowite zamknięcie przestrzeni powietrznej niemal wszystkich demokracji świata dla rosyjskich linii lotniczych. Dodatkowo bolesne byłoby sankcje za przekraczanie rosyjskiej przestrzeni powietrznej przez zagraniczne linie lotnicze.

27 lutego rosyjskie samoloty pasażerskie otrzymały zakaz wlatywania w przestrzeń powietrzną UE. Dotyczy to też prywatnych odrzutowców rosyjskich oligarchów. A choć niektóre kraje, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Turcja czy Kazachstan utrzymały połączenia z lotniskami rosyjskimi, sankcje zwielokrotniły koszty tych lotów. Nawet koszt lotu z Kaliningradu do Moskwy nad międzynarodową przestrzenią powietrzną nad Bałtykiem wzrósł tak bardzo, że rosyjskim liniom lotniczym po prostu nie opłaca się takich połączeń obsługiwać.

W ramach odwetu Rosjanie znacjonalizowali ponad pięćset zaparkowanych na lotniskach w Rosji samolotów międzynarodowych linii lotniczych, które przystąpiły do sankcji. Mało prawdopodobne, żeby maszyny te zostały wykorzystane nawet w lotach krajowych, ponieważ ich producenci, Boeing, Airbus i Embraer, zablokowali obsługę techniczną rosyjskiej floty i import części zamiennych. Ponadto samoloty odłączono od systemów nawigacyjnych, co oznacza, że w przypadku próby nieautoryzowanego użycia byłyby niemal „ślepe”.

Rosyjskie samoloty pasażerskie praktycznie się nie liczą z powodu fiaska polityki substytucji importu, którą chwalili się propagandyści w rosyjskich mediach. To wszystko oznacza praktyczną śmierć rosyjskich linii pasażerskich, nawet na rynku krajowym.

Pod koniec marca ukraiński producent samolotów transportowych Antonow – twórca największego na świecie samolotu An-225„Mrija”, zniszczonego w Hostomelu na początku wojny, sądownie zajął maszynę An-124 „Rusłan” należącą do rosyjskiego przedsiębiorstwa państwowego Wołga–Dniepr. Kilka innych samolotów rosyjskich zostało aresztowanych w Niemczech, jeden w Kanadzie. Obecnie zajęto w ten sposób 12 maszyn.

Sytuacja jest nielepsza w przypadku rosyjskiego lotnictwa wojskowego. Rosjanie mają nowoczesne śmigłowce wielozadaniowe, ale ich niezawodność, jak pokazał ostatni miesiąc działań wojennych, jest bardzo wątpliwa. Potrzeby wojsk lotniczych są jednym z głównych powodów, dla których rosyjskiemu sztabowi generalnemu tak bardzo zależy na zajęciu centralnej części Ukrainy. Na Zaporożu znajduje się bowiem jedna z największych na świecie fabryk silników śmigłowcowych Motor Sicz (która już w 2014 roku zaprzestała obsługi rosyjskich śmigłowców Mi-8 i Mi-24), a nad Dnieprem – 80 kilometrów na północ – zakład projektowy Piwdenne, producent silników odrzutowych do wielozadaniowych systemów rakietowych.

To właśnie w tym zakładzie z taśmy produkcyjnej zjechały prawie wszystkie pociski balistyczne produkcji sowieckiej, które nadal pełnią służbę bojową armii rosyjskiej. W szczególności Toczka-U, które, pomimo wieku, zostały pobrane z magazynów i przywrócone do użytku z powodu wyczerpywania się zapasów nowoczesnej broni na skutek przedłużającej się wojny. Niemniej stan techniczny nawet nowoczesnej broni rosyjskiej budzi wątpliwości: Pentagon szacuje, że zawodzi około 60% wystrzeliwanych przez Rosjan pocisków manewrujących.

O krok przed masowym bankructwem

Kolejnym bolesnym ciosem wymierzonym Moskwie w ramach sankcji nałożonych przez Zachód jest zamrożenie rezerw rosyjskiego banku centralnego, które znajdowały się w bankach państw G7, a także w Szwajcarii. Łącznie jest to ponad 415 miliardów dolarów, które w przypadku odpowiedniego orzeczenia sądu mogą w przyszłości zostać przekazane Ukrainie w ramach reparacji wojennych.

Do tego należy dodać gotowych do przekazania na konto Ministerstwa Finansów Ukrainy blisko 300 miliardów dolarów w zamrożonych w UE aktywach należących do rosyjskich oligarchów i urzędników bliskich Putinowi.

Sankcje sektorowe objęły około dwudziestu rosyjskich instytucji finansowych. W związku z tym Bank Centralny Federacji Rosyjskiej 28 lutego został zmuszony do podwojenia przeceny do niespotykanego poziomu 20%. Bezpośrednim skutkiem było zniszczenie programów hipotecznych banków komercyjnych i podniesienie oprocentowania depozytów do poziomu, który zwykle poprzedza masowe bankructwo instytucji finansowych.

Mimo tego, że w lutym 2022 roku rezerwy walutowe Rosji wyniosły rekordowe 643 miliardy dolarów, Bank Centralny może z nich korzystać w bardzo ograniczonym zakresie, co uniemożliwia krytyczne prowadzenie interwencji walutowych w celu ustabilizowania waluty.

Gwoździem do trumny kremlowsko-oligarchicznego systemu mogą być nałożone przez USA i UE ograniczenia importu produktów zaawansowanych technologicznie przez największe rosyjskie przedsiębiorstwa państwowe. Biorąc pod uwagę, że import części zamiennych i zachodnich technologii w rosyjskim przemyśle motoryzacyjnym, w tym wojskowym, pokrywa ponad 80% zapotrzebowania, restrykcje te sparaliżują przemysł po opróżnieniu magazynów części zamiennych, a w obliczu katastrofalnych strat wozów opancerzonych w Ukrainie wydaje się, że może to nastąpić już w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Uralwagonozawod – jedyny zakład, w którym są montowane i naprawiane rosyjskie ciężkie pojazdy opancerzone, w tym czołgi T-80, już zapowiedział redukcję personelu o 40% i opóźnienia w cyklu produkcyjnym. Bezpośrednią tego przyczyną jest brak łożysk o dużej nośności produkowanych wyłącznie w USA i Szwecji.

Ten sam głód technologiczny zablokował działalność produkcyjną innych firm zbrojeniowych, takich jak centrum rakietowe i kosmiczne Progress, które wykorzystuje prawie wyłącznie elektronikę z importu.

W kolejce po cukier

Inflacja i wzrost cen żywności na skutek sankcji mówią same za siebie. Ze względu na wzrost kosztów życia z Rosji zaczęli wyjeżdżać pracownicy z Azji centralnej. Gazeta „Moskiewski Komsomolec” donosi, że Tadżycy i Kirgizi, którzy tradycyjnie w największych rosyjskich miastach wykonywali prace wymagające najmniejszych kwalifikacji, opuszczają Rosję, bowiem przy obecnym kursie rubla praca tam im się nie opłaca.

Problemy finansowe rosyjskiego budżetu mogą też uniemożliwiść spełnienia obietnic Kremla i wypłacenia rekompensat rodzinom poległych żołnierzy. Przed wojną, którą stratedzy moskiewscy oszacowali na 72 godziny, każdej rodzinie poległego żołnierza obiecano po 7,4 miliona rubli i 3 milionów rubli dla każdego rannego. Według szacunków Conflict Intelligence Team opierających się na liczbie zabitych i rannych, którą publikuje ukraiński sztab generalny, dług rosyjskiego Ministerstwa Obrony wobec bliskich zabitych i rannych może dziś wynieść około 4 miliardów dolarów.

Według rosyjskiej „Nezawisimoj Gaziety” pięciodniowa wojna przeciwko Gruzji w 2008 roku kosztowała Rosję tylko 520 milionów dolarów, czyli 104 miliony dolarów dziennie. Tymczasem wojna w Ukrainie trwa już półtora miesiąca, a jej skala jest wielokrotnie większa od napaści Gruzję. Według Bloomberga w ciągu pierwszych dwóch tygodni wojny w Ukrainie PKB Rosji skurczył się o 30 miliardów dolarów, czyli o 9%, co jest największą porażką gospodarczą od czasu światowego kryzysu z 2008 roku.

Trudno się spodziewać, aby konsekwencje tego kryzysu w dotkliwy sposób uderzyły w kremlowski establishment, nie mówiąc już o samym Putinie ukrywającym się prawdopodobnie w dobrze chronionym bunkrze. Niemniej dla większości jego elektoratu, zwłaszcza w Moskwie i Petersburgu, kryzys gospodarczy będzie bolesny. Obecnie widzimy tylko kolejki do bankomatów i walkę o resztki zapasów cukru w sklepach spożywczych, ale w ciągu najbliższych 3–5 miesięcy kryzys przekroczy punkt, z którego nie ma powrotu, ponieważ rosyjskie zasoby będą się wyczerpywały.
Dr Dmytro Rybakow, mieszka w Kijowie. Jest dziennikarzem ekonomicznym. Współpracuje z Mind.ua. Absolwent Instytutu historii Uniwersytetu Jagiellońskiego i oraz Kyiv School of Economics.

Inne artykuły Dmytro Rybakowa

Skutki sankcji będą narastać i kumulować się. Pewnego dnia pieniądze drukowane przez Bank Centralny na opłacenie Rosgwardii i wojska zamienią się w drogi papier toaletowy, dokładnie tak jak działo się to na początku niesławnych lat 90. ubiegłego wieku. Putinowi obecnie nie pozostaje nic innego, jak bacznie obserwować nastroje społeczne i wyglądać zwiastunów narastającego oburzenia.