Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Rosja / 02.02.2023
Vygantas Vareikis, przełożył Nikodem Szczygłowski

Kaliningrad za murem? Czy to gwarancja dobrego sąsiedztwa?

Działania Rosjan mieszkających w obwodzie kaliningradzkim są trudne do zrozumienia i przewidzenia. To niewygodne sąsiedztwo rodzi pytanie dla całej Europy: czym jest Rosja? I jak bardzo może być niebezpieczna? Taki sąsiad jednego dnia proponuje wspólnie się napić, a następnego dnia chwyta za topór. Ale może kiedyś wszystko się zmieni?
Foto tytułowe
Przejście graniczne z rosyjskim Kaliningradem w Nidzie na Litwie w maju 2022 roku. W tle znaki zakazu wjazdu tuż po ogłoszeniu sankcji Unii Europejskiej (fot. Shutterstock)

Dwaj sąsiedzi – bohaterowie wiersza Roberta Frosta Naprawianie muru z 1914 roku – po zimie przystępują do naprawy kamiennego muru, który został uszkodzony przez mróz, zwierzęta i łowców polujących z psami na lisy, a także drewnianego ogrodzenia oddzielającego pastwiska:

Daję znać sąsiadowi, co mieszka za wzgórzem,
Aby z nim naszych gruntów granicę wytyczyć,
I znów sami wznosimy mur pomiędzy nami.
I mur trwa między nami, gdy idziemy razem.
Każdy głazy podnosi, spadłe po swej stronie,
Otoczaki podłużne, regularne kule,
By się razem trzymały, guseł trzeba użyć:
„Póki stąd nie odejdę, tkwij, gdziem cię położył!”
Nasze palce grabieją od noszenia głazów.
To jak rodzaj zabawy na wolnym powietrzu –
Po przeciwnych stać stronach. A wynika z tego,
Że mur zbędny jest zgoła, tam gdzie stoi teraz:
On cały jest sosną, a ja sadem jabłoni,
Moje jabłonie – mówię – muru nie przekroczą
I nie wyjedzą szyszek spod pni jego sosen.
On zaś: „Mur to gwarancja dobrego sąsiedztwa”.


[przełożył Leszek Elektorowicz]

Gdzie są solidne ogrodzenia, tam też dobrzy sąsiedzi. Jak pokazały doświadczenia ostatnich lat, solidne ogrodzenia oraz ich porządna ochrona stały się nieodłącznym elementem polityki bezpieczeństwa narodowego.

Latem 2021 roku, kiedy na Litwę przybyła duża liczba migrantów, wydawało się, że nasz kraj odkrył narodową ideę – budowę wielkiego muru obronnego, aby odgrodzić się nim od sąsiedniej Białorusi – która to idea, przynajmniej na krótko, zjednoczyła zarówno polityków, jak i reprezentowane przez nich społeczeństwo.

Podobnie jak 30 lat temu granice części sąsiednich krajów Europy Wschodniej wyznaczane są obecnie przez lufy czołgów. Niektórzy litewscy politycy ostatnio zaczęli wręcz przemawiać o konstrukcjach wojennych typu Linii Mannerheima na naszej granicy, jakbyśmy żyli na początku XX wieku, kiedy jeszcze można było powstrzymywać ogień artyleryjski za pomocą kamiennych fortyfikacji.

Rok cudów

Kiedy w listopadzie 1989 roku upadł mur berliński, w całej Europie Środkowo-Wschodniej zaczęły gwałtownie znikać fizyczne bariery między sąsiadami. To był rok cudów, annus mirabilis. Żelazna kurtyna od Bałtyku do Triestu, która od końca II wojny światowej oddzielała sąsiadujące ze sobą narody, zaczęła się kruszyć. Wydawało się wtedy, że wraz ze zniknięciem Niemieckiej Republiki Demokratycznej z mapy Europy zniknął też ostatni poważny problem.

Bariera z drutu kolczastego na granicy polsko-litewskiej została zdemontowana, a na granicy polsko-białoruskiej, pozostawiona sama sobie, rdzewiała i niszczała. W czasie postkomunistycznego kryzysu gospodarczego sąsiedzi jeździli do sąsiadów, głównie po to, by zaopatrzyć się w artykuły pierwszej potrzeby i robić swoje przyziemne interesy. Wraz z upadkiem gospodarki radzieckiej dziesiątki tysięcy ludzi straciło źródło utrzymania, a na granicy polsko-litewskiej tygodniami stały autokary pełne „turystów” z papierosami i wszelkiego rodzaju towarami na sprzedaż. Zamknięta wcześniej strefa wojskowa Kaliningradu otworzyła się, wpuszczając do siebie bez wiz Litwinów i Polaków. Zjawili się też wyposażeni w marki niemieccy „turyści nostalgiczni”, chętni do zwiedzania terenów dawnych Prus Wschodnich.
Stacja w mieście Kaliningrad przed wojną w Ukrainie. Napis głosi "Udanej podróży" (fot. Shutterstock)
W okolicach 2000 roku, wraz z poprawą sytuacji gospodarczej, nastąpił też wzrost niekomercyjnych wyjazdów turystycznych do naszych sąsiadów – do polskiego województwa warmińsko-mazurskiego, aby zobaczyć zamki krzyżackie i odpocząć w kompleksach uzdrowiskowych czy też zwiedzić dawne litewskie ziemie należące do obwodu kaliningradzkiego (tzw. Mała Litwa), no i oczywiście przy okazji zatankować tańszą benzynę czy kupić tańsze papierosy. O ile różnice mentalne między sąsiadującymi ze sobą narodami pozostały, o tyle bariery ideologiczne i kulturowe rozpłynęły się.

Mimo wszystkich swoich wzlotów i upadków, historia Europy to historia ciągłości. Fizyczne i kulturowe granice Europy, które mogą się pokrywać lub nie, ulegały ciągłym zmianom, tak że ani w przeszłości, ani dziś nie było i nie ma w pełni zjednoczonej Europy.

„Granica” jest złożonym pojęciem. Odnosi się do przestrzennego połączenia terytorium państwa z terytorium sąsiednim. Jednocześnie odnosi się do kontaktu z nim (frontier). W tym sensie pojęcie granicy oznaczałoby terytorium graniczne, na terenie którego można aktywnie działać i na które można na różne sposoby wpływać. Dokąd zmierzały te fizyczne i kulturowe granice między sąsiadami w regionie, w którym żyjemy? Którzy z naszych sąsiadów są lub byli na wschodzie, a którzy na zachodzie? Przed II wojną światową Niemcy były niewątpliwie gospodarczo i mentalnie częścią Zachodu, natomiast dziś obwód kaliningradzki, który jest położony dalej na zachód niż Litwa, pozostaje we wschodniej przestrzeni cywilizacyjnej.

Znikające sąsiedztwo

Począwszy od XVI wieku rozwój kapitalizmu w Europie Zachodniej doprowadził do narzucenia dominacji tej części Europy („centrum” według amerykańskiego socjologa i historyka Immanuela Wallersteina) nad „peryferiami” w Europie Wschodniej, gdzie powstawała „druga pańszczyzna”, a główną funkcją gospodarczą stał się eksport i reeksport zboża i surowców do krajów Europy Zachodniej. W 1788 roku Amerykanin John Ledyard, wracając z Rosji, nie czuł, że wkroczył do Europy, dopóki nie dotarł do granicy pruskiej, którą określił jako „wielką barierę między azjatyckimi i europejskimi obyczajami”.

W opinii zachodnioeuropejskich dygnitarzy za pruską granicą znajdowało się terytorium o odmiennej kulturze, a niewielki potok płynący przez miejscowość Wierzbołowo, który w XX wieku oddzielał Litwę od Niemiec, stał się granicą między dwoma światami. We wnioskach Komisji Specjalnej ds. Kraju Kłajpedy Konferencji Ambasadorów z 1923 roku znajdujemy ocenę, że „wschodnia granica Kraju Kłajpedy, która była granicą rosyjsko-niemiecką, wskazuje w rzeczywistości, nagle, bez żadnych niuansów przejściowych, granicę między dwiema różnymi cywilizacjami. Jedno od drugiego oddziela co najmniej stulecie. Jest to prawdziwa granica między Zachodem a Wschodem, między Europą a Azją”.

W latach 30. XX wieku nacjonalistyczna ideologia niemiecka zaczęła wykorzystywać do celów propagandowych twierdzenie, że „wschodnia granica Kłajpedy to granica między Azją a Europą”. W listopadzie 1931 roku w Kłajpedzie odbywał się proces sądowy Katrė Vaitelaitė z powiatu Kretyngi, która była oskarżona o zabójstwo swojego noworodka. Adwokat Hans Borchert jako argumentu, który miał złagodzić jej winę, użył stwierdzenia, że „oskarżona pochodzi z dawnego zaboru rosyjskiego” [do którego – na odmianę od Kraju Kłajpedy – należał do 1918 sąsiedni powiat Kretyngi – przyp. tłum.]. Czyli pochodziła z kraju, który chociaż zgodnie z mapą należy do Europy, w rzeczywistości jest częścią Azji i gdzie panują azjatyckie zwyczaje. A tam życie ludzkie nie ma prawie żadnej wartości.

Brzmi to niepoprawnie politycznie, ale dziś pytanie o to, ile warte jest życie naszych sąsiadów, których świadkami brutalnych doświadczeń jesteśmy obecnie w Ukrainie, nie jest wyłącznie pytaniem retorycznym. Gwałtownie zmienia się pogląd na nasze relacje z sąsiadami, nie tylko polityczne czy kulturowe, ale także codzienne. Jeszcze nie tak dawno temu dyskusje w korytarzach Brukseli toczyły się na temat ruchu bezwizowego między Litwą a Rosją (a przynajmniej między Litwą a sąsiednim obwodem kaliningradzkim), a idea jednolitego Europejskiego Obszaru Gospodarczego od Lizbony do Władywostoku nie wydawała się wcale aż tak fantastyczna. Unia Europejska stworzyła i hojnie finansowała rozmaite programy współpracy obejmujące gminy przygraniczne na Litwie, w Polsce, Kaliningradzie i na Białorusi. Po obu stronach granicy powstawały szlaki turystyczne i centra informacyjne, przystanie jachtowe i miejsca widokowe.

Ale zaczęła się wojna na Ukrainie i pojęcie sąsiedztwa zmieniło się tak radykalnie, że nawet trudno to sobie wyobrazić. Termin „partnerstwo strategiczne” nabrał bardzo wyraźnej konotacji militarno-geopolitycznej, a samo pojęcie „sąsiedztwo” znikło z dyskursu politycznego i kulturowego. Historia pokazuje, że jest ono mało odpowiednim terminem dla relacji między państwami i narodami. Ciągłe konflikty i wojny są bardziej charakterystyczne dla rozwoju historycznego niż okresy pokoju. Wizje Europy bez granic, opartej na sąsiedztwie i współpracy, nigdy nie trwały długo. Agresja Rosji na Ukrainę przywróciła nas do hobbesowskiej rzeczywistości, w której króluje Machtpolitik – polityka siły, a na niektórych z naszych sąsiadów spoglądamy przez granicę przy pomocy celownika karabinu maszynowego lub przynajmniej noktowizora. Dziś, jak powiedział wiele lat temu gruziński filozof Merab Mamardaszwili, „problem, przed którym stoi Rosja, można mimo wszystko nazwać problemem europejskim, i problem ten mianowicie brzmi tak: cywilizacja czy barbarzyństwo – co zwycięży?”.
Druk z XVIII wieku wykonany w Królewcu (fot. Wikicommons)

Stulecia wzajemnych relacji

Dziś dość dziwnie jest sobie uświadomić, że przed II wojną światową naszymi sąsiadami byli Niemcy, Rosjanie zaś byli gdzieś daleko na wschodzie, w wyobraźni wielu osób wręcz gdzieś w okolicach Uralu lub Moskwy. Przez kilka wieków Litwini mieszkający nad Niemnem utrzymywali z Niemcami stosunki sąsiedzkie. Na początku XIX i na początku XX wieku granica między Prusami a Wielką Litwą była najbardziej rozległym obszarem ich wzajemnych kontaktów.

Do czasu okupacji sowieckiej w 1940 roku granica litewsko-niemiecka miała długość 245 kilometrów, a między Litwą a Niemcami codziennie kursowały pociągi (Kłajpeda–Tylża i Kowno–Berlin, przez Wierzbołów i Eitkūnai). Litewski prawnik Mykolas Römeris [w polskiej historiografii znany jako Michał Römer – przyp. tłum.] regularnie jeździł do Królewca na kuracje lecznicze. Wieczorem wsiadał do pociągu w Kownie, rano był już na miejscu.

Między Kłajpedą a Królewcem odbywały się regularne połączenia lotnicze – na tej trasie latał niewielki, dziewięciomiejscowy samolot.

Wieczorne gazety z Berlina docierały do Kowna już następnego dnia rano. Kontakty pocztowe były niesamowicie szybkie. W 1921 roku list wysłany przez niemieckiego językoznawcę Reinholda Trautmanna z Królewca dotarł do litewskiego językoznawcy Kazimierasa Būgi już po dwóch dniach. Ciekawe, kiedy list wysłany z Nidy do Zelenogradska lub Kaliningradu, albo odwrotnie, dotarłby do adresata dziś?

W niepodległej Litwie, zwłaszcza w pierwszej dekadzie XX wieku, język niemiecki, którego obszar użytkowania został jeszcze wzmocniony na Litwie wskutek I wojny światowej, był łącznikiem litewskich intelektualistów z Europą Zachodnią. Był wówczas głównym językiem nauki na Litwie. Litewscy naukowcy pisali rozprawy po niemiecku, studiowali na niemieckojęzycznych uczelniach (często we Fryburgu w Szwajcarii, w której to uczelni po wojnie dość łatwo można było uzyskać dyplom), odbywali staże w niemieckich szkołach wyższych i kończyli tam różne kursy dokształtające i kwalifikacyjne. Część artykułów w „Athenaeum”, czasopiśmie Wydziału Teologiczno-Filozoficznego Uniwersytetu Kowieńskiego, była pisana po niemiecku, a niemieccy autorzy należeli do najczęściej cytowanych w litewskiej literaturze naukowej. Mimo że po dojściu do władzy Hitlera we wzajemnych stosunkach pojawiły się napięcia związane z regionem Kłajpedy, język niemiecki pozostał lingua franca nie tylko na Litwie, ale i w całym regionie Ostsee aż do końca II wojny światowej.

Na terenach Małej Litwy (Kraju Kłajpedy) Niemcy i Litwini żyli obok siebie kilka stuleci i zgromadzili szeroki wachlarz doświadczeń w codziennych stosunkach sąsiedzkich. Gdy w 1923 roku Kłajpeda została przyłączona do Litwy, jej bezpośrednie peryferia przesunęły się do granicy na rzece Niemen. Cały region Kraju Kłajpedy, zajmujący zaledwie 2657 kilometrów kwadratowych i zamieszkały przez mniej więcej równą liczbę osób mówiących po litewsku i niemiecku, był swego rodzaju państwem pogranicza.

Mała Litwa

Stosunek zarówno Niemców, jak i Litwinów mieszkających w Małej Litwie [tzw. Lietuwininków – przyp. tłum.] do swoich sąsiadów – Litwinów z sąsiedniej Żmudzi i Wielkiej Litwy, „Litwy rosyjskiej” można określić jako spojrzenie z góry na ludzi o niższej kulturze. W Małej Litwie zagrody i drogi były obsadzone drzewami, które tworzyły długie aleje, wszystkie pola były zadbane i uprawiane, drogi przy majątkach i wsiach utrzymane w dobrym stanie, regularnie naprawiane, a wzdłuż tych dróg biegły oznaki cywilizacji: linie telefoniczne i telegraficzne. Co kilka kilometrów znajdowały się sklepy kolonialne, poczty, gmachy szkół z czerwonej cegły. Po stronie żmudzkiej natomiast gospodarstwa były ubogie, budynki nierzadko miały dziurawe dachy, a pola często były jałowe. Różnice między gospodarstwami Małej Litwy i Żmudzi były mniej więcej takie same jak dziś między Litwą a obwodem Kaliningradzkim.

W samej Małej Litwie stosunki sąsiedzkie między autochtonicznymi Litwinami i Niemcami rozwijały się w sposób naturalny. Miejscowi Litwini mówili mieszaniną niemieckiego i litewskiego, a język niemiecki, podobnie jak niemieckie wartości kulturowe, były dla nich bliskie. Stosunek Niemców do miejscowych Litwinów, zwłaszcza z regionów wiejskich, dobrze oddany w licznych utworach literackich, na ogół był dobrodusznie paternalistyczny.

Pochodzący z tego regionu pisarz Hermann Sudermann opisywał w swoich utworach miejscowych Litwinów jako wiejski lud żyjący w biedzie i nędzy, mający swoje proste radości i kłopoty. Ansas Balčius, bohater opowiadania Podróż do Tylży (1917), „jest już prawie panem, mówi do Niemców po niemiecku jak prawdziwy Niemiec, pijąc grog, słodzi go jak prawdziwy Niemiec”. „Prawdziwy pan” w opowiadaniu Sudermanna w oczach Litwina kojarzy się z Niemcem, to znaczy z postacią wyżej postawioną w sensie społecznym i kulturowym. Litwinka Indrė bardzo chce pójść na koncert wojskowy w parku miejskim w Tylży, ale „ma wątpliwości, czy Litwini – zwłaszcza ubrani po wiejsku – mogą brać udział w takiej rozrywce, która ewidentnie przeznaczona jest dla Niemców”.
"Nie wolno przekraczać". Granica nad Niemnem w Sowietsku w Kaliningradzie. Most imienia Pruskiej Królowej Luizy. Po ro rosyjsku Сове́тск, po prusku Tilsit, po litewsku Tilžė, po polsku Tylża. Założony w XIII wiku, leży nad Niemnem (fot. Shutterstock)

W 1898 roku ukazała się książka Alberta Zwecka o etnografii i geografii Litwy Mniejszej, Litauen. Eine Landes- und Volkskunde, w której pruscy Litwini zostali przedstawieni jako solidnie zbudowani i zdolni do ciężkiej pracy, mówiący w sposób pokrętny i przebiegły, skłonni do oszustw, alkoholu i „żądz cielesnych”, choć mimo tego jako „sympatyczni i potrafiący okazywać szacunek” oraz „nie sprawiający wrażenia – jak Polacy – niewolniczo uległych”. Książka kończyła się cywilizacyjnym podsumowaniem, że w przeciwieństwie do Niemców, pruscy Litwini „żyją szczęśliwie, ciesząc się pięknem przyrody” i nie odczuwają potrzeby „wspinania się na jakieś mgliste wyżyny”.

W 1925 roku podpisano litewsko-niemiecki Mały Traktat Graniczny, który zapewniał specjalne przywileje dla mieszkańców pogranicza. Umowa pozwalała miejscowym litewskim rolnikom na sprowadzanie na pogranicze niemieckie określonej ilości produktów rolnych z Kraju Kłajpedy, z kolei mieszkańcom Prus Wschodnich na sprowadzanie z Kraju Kłajpedy określonej ilości produktów rolnych bez opłat celnych i podatkowych (z wyjątkiem wędlin). Przedwojenny handel na granicy wart jest zacytowania Alfonsasa Nevardauskasa, byłego funkcjonariusza litewskiej straży granicznej: „Rzeźnicy, po ustawieniu rzędami przy rzece swoich jatek i przykryciu ich białymi obrusami, ładowali na to przywiezione przez siebie przysmaki i po rozgrzaniu kotła na kiełbasę czekali na przyjście klientów. Za rzeźnikami podążali piekarze. […] Mieszkańcy wsi Skirvytė, czując zapach Litauische Wurst (litewskiej kiełbasy), rzucili wszystko, popędzili czym prędzej do swojego urzędu celnego, a po otrzymaniu pieczątki przekroczenia granicy na karcie wyjazdowej, przeprawili się łodziami przez rzekę Skirvytė i pospieszyli do Schlaraffenlandu (krainy obfitości). W dni wolne od pracy na targ udawały się już nie tylko pojedyncze osoby, lecz całe rodziny. Wabiła je zapowiedź obfitego posiłku. Mając usta pełne gorących kiełbasek i pachnących jałowcem szynek – przybysze mówili: Schmeckt gans gut [niem. smakuje całkiem dobrze – przyp. red.]”.

Tak było kiedyś. Gdy w czerwcu 1940 roku Związek Radziecki okupował Litwę, doszło do zerwania oficjalnych stosunków między Niemcami i Litwą. Była ambasada niemiecka w Kownie zaczęła się troszczyć o wysiedlanie ludności niemieckiej do Rzeszy. Wysiedlenie Niemców z Litwy oraz Litwinów z Suwalszczyzny i Kraju Kłajpedy zadowalało obydwie strony: Sowieci widzieli w Niemcach, którzy pozostali na Litwie, potencjalnych szpiegów, natomiast władze niemieckie pragnęły w ten sposób pozbyć się osób o niegermańskim pochodzeniu (fremdvölkische Personen) i rasowo oczyścić nowo zdobyte tereny. Po II wojnie światowej nie pozostał już ani jeden metr dawnej granicy Litwy z Niemcami, z kolei niemiecka grupa etniczna niemal całkowicie zniknęła z demograficznej mapy sowieckiej Litwy. Pod koniec wojny niemieccy koloniści wycofali się wraz z Wehrmachtem na terytorium Rzeszy. Na przełomie 1944 i 1945 roku wszyscy niemieccy mieszkańcy opuścili Kłajpedę i w mieście osiedlili się już wyłącznie Litwini i Rosjanie. W Kraju Kłajpedy wciąż pozostała niewielka grupa ludności niemieckiej, która w latach 60. po zawarciu traktatów między Związkiem Radzieckim a Niemcami repatriowała się do Niemiec. Dawni sąsiedzi wyjechali na dobre.

Nowi sąsiedzi

Po 1945 roku na wschodnim wybrzeżu Bałtyku zapanował sowiecki ład. II wojna światowa, która wpłynęła na podział polityczny Europy, na nowo wytyczyła granice geograficzne między Wschodem a Zachodem. Miasto Kłajpeda, w którym do niedawna brzmiał język niemiecki i dominowała niemiecka kultura, zostało zasiedlone przez „rosyjskich Litwinów” [z terenów litewskich, które do I wojny światowej należały do carskiej Rosji – przyp. tłum.] i przybyszów z dalekich rosyjskich przestrzeni. Nowi sąsiedzi, przesiedleńcy, nie doceniali dziedzictwa i kultury regionu. Przecież w latach powojennych nie liczyła się kultura. Obszar zasiedlony przez Niemców przesunął się geograficznie na zachód, a rozpoczęty wówczas podział polityczny Europy Wschodniej i Zachodniej pozostał w formie mentalnej do dziś.

Najbardziej radykalne zmiany miały nastąpić na terytoriach, które bezpośrednio trafiły w ręce Rosjan. To, czego alianci nie zniszczyli podczas bombardowań Królewca, zostało kontynuowane po wojnie – dzieła zniszczenia dokonali przesiedleńcy, przywiezieni w miejsce wypędzonych Niemców rosyjscy i białoruscy kołchoźnicy, ich dzieci i wnukowie.

Wychowany w Rydze pisarz Piotr Vailis pisał o nich: „Przybywali do obcej krainy, zawieszali swoje dywaniki z łabędziami nad cudzymi niskimi łóżkami, uczyli się szyć na obcych maszynach Singera, a z wysokiego kredensu podczas uroczystości wyciągali niezłomny stary różowy fajans. W pustych przestrzeniach budowali swój własny beton. Czasem w tym celu zwalniały przestrzeń już zajętą, jak w 1967 roku, kiedy wysadzono w powietrze Zamek Królewski i zbudowano w jego miejscu betonowy Pałac Sowietów. Z jakiegoś powodu Kant, genius loci Królewca, który stał się Kaliningradem, wzmacnia poczucie tragedii wojennej, które w ciągu wieku nigdzie nie zniknęło, pozostawiając poczucie dramatu powojennego. Cudem uniknąwszy bomb i pocisków, stylowy pruski Gerdauen szokuje nową nazwą: Żeleznodorożnyj. Kurhaus w Swietłogorsku (dawnym Rauschen) wygląda tak samo obco jak w Rauschen (przyszłym Swietłogorsku) wyglądałby курзал. Co dziwne, historyczne poczucie dyskomfortu życia na obcej ziemi, nawet jeśli została ona zajęta przez atawistyczną potęgę z mocy prawa, nie zniknęło przez dziesiątki lat”.

Materialne pozostałości dawnych Prus Wschodnich były i są nadal niszczone, z przestrzeni wymazano nazwy bałtyckie i niemieckie, a w wymazanym miejscu napisano je na nowo: Zelenogradsk, Swietłogorsk, Sowieck, Oziorsk, Sławsk, Prawdinsk…

Dziś działania sąsiadów Litwy mieszkających w obwodzie kaliningradzkim, który jest częścią Federacji Rosyjskiej, stają się trudne do zrozumienia i przewidzenia. To niewygodne sąsiedztwo rodzi pytanie dla całej Europy: czym jest Rosja? I jak bardzo może być niebezpieczna?

Taki sąsiad jednego dnia proponuje wspólnie się napić, a następnego dnia chwyta za topór. Ale może kiedyś wszystko się zmieni? Może przyjdzie taki czas, kiedy po obu stronach granicy zostaną zburzone ogrodzenia, powstaną nowe drogi i przystanie w oczekiwaniu na przybycie sąsiadów?

Zapragnąłem myśl nową zaszczepić mu w głowie:
„Dlaczego mur sąsiedztwa miałby być gwarancją?
To krów raczej dotyczy, lecz krów tutaj nie ma.
Zanim mur wybuduję, powinienem wiedzieć,
Od czego się odgradzam, co zamurowuję
I komu czynię afront przez stawianie muru.
Istnieje siła murom granicznym przeciwna,
Która pragnie je zburzyć”.
– Krasnoludki może – Trzeba było mi dodać.
Tu nie krasnoludki
Winne; od niego to usłyszeć chciałem. Widzę,
Jak stawia na wierzchołku głaz, w mocnym uchwycie
Rąk obu, jak wojownik z epoki kamiennej.
W ciemności się porusza, która mi się zdaje
Nie tylko mrokiem cieni ale drzew gęstwiny.
Nie wyrośnie już nigdy nad ojca przysłowie,
Które jak najwyższą pielęgnuje mądrość,
Mówiąc: „Mur to gwarancja dobrego sąsiedztwa”.

[przełożył Leszek Elektorowicz]

Vygantas Vareikis – historyk, publicysta, entuzjasta i badacz dziejów Kraju Kłajpedy i Małej Litwy, autor licznych publikacji poświęconych temu zagadnieniu.







Tekst stanowił odczyt autora na XXVI Międzynarodowym Festiwalu Tomasza Manna „Krajobrazy kulturowe: Sąsiedztwo”, 9–16 lipca, Nida, Centrum Kultury im. Tomasza Manna.