Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Transatlantyk / 12.09.2023
Dominik Héjj

USA "nie wciągną" Węgier do wojny w Ukrainie. Orban liczy na Trumpa

Amerykanie stanowią dla Węgrów zło konieczne, które trzeba tolerować. Rząd Viktora Orbána nie znosi administracji Joego Bidena i czeka powrotu Donalda Trumpa jak kania dżdżu.
Foto tytułowe
Tucker Carlson i Viktor Orbán (Twitter)


Jest 1 sierpnia 2023 roku. Ambasador USA w Budapeszcie ogłasza zmiany w amerykańskim programie ruchu bezwizowego. W ich konsekwencji zezwolenie na podróż za Atlantyk będzie ważne dla Węgrów przez rok (zamiast dwóch lat), a także trzeba będzie o nie każdorazowo występować. Decyzję Amerykanie tłumaczą nieprawidłowościami w wydawaniu węgierskich paszportów węgierskiej diasporze w latach 2011–2020, głównie w Ukrainie i Serbii. Według strony amerykańskiej ich posiadacze stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa USA. To najnowsza odsłona trwającego od lat systematycznego pogarszania się relacji. W obecnej narracji węgierskich władz ekipa Joego Bidena każe Węgry za brak poparcia amerykańskiego podejścia do wojny w Ukrainie, a więc – dążenia nie do pokoju, a eskalacji. Jak to możliwie, że w czasie, w którym Waszyngton stanowi dla Europy Środkowej i Wschodniej gwarant bezpieczeństwa, a Europejczycy z satysfakcją przyjmują słowa Bidena dotyczące obrony „każdego cala” terytorium NATO, w Budapeszcie postrzeganie USA stale się pogarsza?


Tyś winien losu mego


Tamás Magyarics, badacz relacji amerykańsko-węgierskich na uniwersytecie ELTE, zwrócił uwagę na łamach portalu gospodarczego G7.hu, że „Stany Zjednoczone zawsze były dla Węgier drugo- bądź trzeciorzędnym partnerem”. Jak wskazuje, „relacje między dwoma krajami zostały zdeterminowane przez ich stosunki ze strategicznymi przeciwnikami Waszyngtonu w XX i XXI wieku”. Sięgnijmy zatem do historii, bowiem to w niej można upatrywać jednego z kluczy do zrozumienia podejścia Węgier do USA.

Prezydent Thomas Woodrow Wilson w styczniu 1918 roku wygłosił słynne czternaście punktów. Dla Polaków fundamentalny był punkt 13, w którym wezwał on utworzenia niepodległego państwa polskiego. Węgrów dotyczyły punkty 10 i 11, które przypieczętowały koniec austro-węgierskiej hegemonii. Wilson wezwał bowiem do stworzenia „możliwości autonomicznego rozwoju narodom Austro-Węgier”, a zatem wsparł dążenia narodowowyzwoleńcze żyjących w ramach Wielkich Węgier Słowaków i Rumunów. W kolejnym punkcie wezwał do odzyskania przez Rumunię, Serbię i Czarnogórę utraconych w czasie wojny terytoriów.

Już dwa lata później, 4 czerwca 1920 roku, Amerykanie byli stroną traktatu z Trianon, w wyniku którego Węgry zostały okrojone o 1/3 terytorium i podobny odsetek ludności. Ale to nie koniec. Amerykanie z Węgrami w obu wojnach światowych stali po przeciwnych stronach. W 1947 roku w traktacie paryskim (zwanym „małym Trianonem”) potwierdzono ustalenia pokojowe pomiędzy Węgrami a Aliantami, na mocy których Węgry okrojono z ziem, które zostały do nich przyłączone w wyniku kolaboracji z Hitlerem. Ponadto do dzisiaj na Węgrzech jest żywy żal o to, że w 1956 roku, w czasie węgierskiego powstania, Zachód (a zatem także Waszyngton) nie pomógł. Premier Orbán w lipcowym przemówieniu w czasie letniego uniwersytetu w Rumunii, w miejscowości Băile Tușnad (węg. Tusnádfürdő), mówił o tym, że w ciągu powojennych 80 lat pierwszych 45 lat przypadało na okres, w którym „Anglosasi oddali nas sowieckim komunistom”.

Bliższe nawiązanie stosunków politycznych nastąpiło dopiero w dniach 11–13 lipca 1989 roku, kiedy z wizytą na Węgrzech przebywał prezydent USA George Bush. W czasie swoich przemówień wskazywał, że już niebawem nastąpi koniec podziału Europy, a demokratyczna transformacja jest możliwa. Wizyta Busha nastąpiła prawie miesiąc po pogrzebie bohaterów 1956 roku, wydarzenia, które przyjęło się uważać za początek obecności Viktora Orbána w wielkiej polityce.

Punktem przełomowym wzajemnych relacji było udostępnienie przez Węgrów lotniska Amerykanom na potrzeby operacji „Joint Endeavour” na Bałkanach. W Taszár utworzono bazę logistyczną sił IFOR. Stacjonowało w niej 1,5 tysiąca amerykańskich żołnierzy, a 13 stycznia 1996 roku odwiedził ją Bill Clinton. Relacje węgiersko-amerykańskie za jego prezydentury były zresztą najlepsze. W 1998 i 1999 roku wizyty w Białym Domu złożyli prezydent Árpád Göncz i premier Viktor Orbán. Ten ostatni na ponowne pojawienie się w Waszyngtonie w ramach dwustronnych oficjalnych rozmów czekać musiał aż do maja 2019 roku, kiedy został zaproszony przez Donalda Trumpa. Prezydent Węgier nie został podjęty w Białym Domu od 1999 roku.


Nie wciągniecie nas do wojny!


Kto w narracji węgierskich władz eskaluje konflikt w Ukrainie? O tym, że robi to Rosja, która ostrzeliwuje codziennie Ukrainę, słyszy się niewiele. Cała odpowiedzialność spoczywa bowiem na Ameryce i jej sojusznikach. „USA są naszymi przyjaciółmi, a także naszym ważnym sojusznikiem, ale nie pozwolimy na to, by wciągnęły Węgry do wojny”, powiedział 14 kwietnia 2023 roku Viktor Orbán w wywiadzie dla państwowego radia Kossuth. Ten wątek wciągania w wojnę przewija się zresztą w debacie publicznej od samego początku pełnoskalowej inwazji Rosji w lutym 2022 roku. „Tak naprawdę liczy się to, co chcą zrobić Amerykanie. (…) Jeśli zdecydują, że chcą pokoju, to będzie pokój” – słowa te, wypowiedziane po raz pierwszy w głośnym wywiadzie dla niemieckiego „Bilda”, przewijały się w czasie letniego uniwersytetu w Rumunii w lipcu 2023 roku. O tym, że USA mogłyby zakończyć wojnę, kiedy chcą, Orbán mówił także w niedawnym wywiadzie udzielonym byłemu dziennikarzowi Fox News Tuckerowi Carlsonowi (Tucker on X). Do 8 września program wyświetlono ponad 127 milionów razy.

W mediach sympatyzujących z rządem w Budapeszcie można przeczytać, że Waszyngton na tej wojnie się bogaci na kontraktach zbrojeniowych czy energetycznych z Europą Środkową i Wschodnią, włączając w to zyski generowane na handlu droższym od rosyjskiego gazem LNG. Politycy Fideszu uważają, że Stany Zjednoczone prowadzą na świecie wojny zastępcze, próbując tłumaczyć je koniecznością chronienia demokracji. Co dzieje się później, mieliśmy zobaczyć w Afganistanie. Orbán w Rumunii mówił o tym, że Amerykanie używają „wartości” w celu walki z państwami, które ich nie podzielają – a zatem także Węgrami.

Badanie GLOBSEC Trends 2023 pokazuje, że 33% Węgrów zgadza się z twierdzeniem, że „USA wciągają mój kraj w wojnę z Rosją, ponieważ czerpią z niej zyski”. Z sondaży wynika także, że chociaż Węgrzy wojny nie popierają i nie chcą pomagać Ukrainie w dostawach broni, to jednak nie są tak prorosyjscy, jak można byłoby sądzić po działaniach ich władz. Zbieżność między jego podejściem do Waszyngtonu a nastawieniem społeczeństwa do „Wielkiego Brata” widać w sondażach Pew Research Center, których wyniki zostały opublikowane pod koniec czerwca. Najbardziej proamerykańskim narodem są Polacy (93% respondentów zadeklarowało pozytywny stosunek do USA), podczas gdy na drugim końcu skali lokują się Węgry (44%). Rozbieżność jest jeszcze większa, jeżeli zapytać o zaufanie wobec prezydenta Joe Bidena. W Polsce ufa mu 83%, a na Węgrzech 19%. Co więcej, gdyby badanie udało się ograniczyć wyłącznie do grupy wyborców rządzącej koalicji Fidesz-KDNP, dane byłyby z pewnością jeszcze gorsze.

Zaledwie 15% Węgrów (wobec 67% Polaków) uważa, że USA w swojej polityce kierują się dobrem także innych państw, a zaledwie co trzeci respondent z Węgier sądzi, że Amerykanie uczestniczą w zapewnieniu pokoju i stabilności na świecie. W Polsce odsetek ten wynosi 85%. Prorządowy instytut Nézőpont przeprowadził w kwietniu badanie, z którego wynikało, że 40% Węgrów jest zwolennikami zacieśnienia relacji Węgry–USA. Przeciwnego zdania jest 16%, a 26% uważa, że nie trzeba ich zmieniać. Jak to tłumaczyć? W dużej mierze propagandą, która sączy się ze sprzyjających władzy mediów – te stanowią nawet 80% rynku. Kreowanie rzeczywistości władzom wychodzi nad wyraz sprawnie.


Nielubiany ambasador


Symbolem tego, co w Ameryce najgorsze z perspektywy Budapesztu, jest David Pressman, który od lata 2022 roku pozostaje ambasadorem USA na Węgrzech. O ile ataki na prezydenta Bidena wrażenia na nikim nie robią (pozostają zresztą bez odpowiedzi strony amerykańskiej), o tyle autentyczne kłótnie z Pressmanem wpisały się w krajobraz węgiersko-amerykańskich relacji. Pomimo krótkiego czasu sprawowania urzędu dorobił się już niejednej nagonki na siebie w sympatyzujących z rządem mediach. Sam premier mówi o nim per „Présember”, co jest grą słów złożonych z nazwiska ambasadora; literalnie określa go „człowiekiem mediów”. Ambasador jest aktywny w mediach społecznościowych, ostro recenzując głównie antyamerykańską i antyzachodnią propagandę. Sam na Węgry przyjechał z dziećmi i mężem, w naturalny sposób angażuje się zatem w ochronę praw osób LGBT+. Zorganizowany przez niego w połowie lipca Family Pride Picnic spotkał się ze stanowczą krytyką władz Węgier.

W ubiegłym roku Pressman postanowił nie tylko wspierać tęczowe środowiska, ale także walczyć z antyamerykańską i prorosyjską propagandą. W kwietniu na ulicach Budapesztu pojawiły się hasła „Ruskie do domu”, które nawiązywały do węgierskiego, antysowieckiego powstania 1956 roku. Pressman z problemami dotyczącymi Węgier udał się dotychczas dwukrotnie do Brukseli, a także na konsultacje do Waszyngtonu. Spotkał się tam m.in. z Sekretarzem Stanu Antonym Blinkenem. Na entuzjazm węgierskich decydentów na sukcesy sondażowe Trumpa David Pressman zareagował, polecając nieangażowanie się w wybory w innym państwie, skoro Węgrzy nie chcą takich działań nad Dunajem.

Kolejnym elementem antypressmanowej nagonki były słowa Tuckera Carlsona, który w trakcie swojego programu stwierdził, że administracja Bidena wydaje pieniądze amerykańskich podatników na nękanie Węgier. Carlson był również gościem festiwalu jednej z węgierskiej uczelni (Kolegium Macieja Korwina); w trakcie swojego przemówienia przeprosił za amerykańskiego ambasadora, określając jego zachowanie „obrzydliwym i niewybaczalnym”. Stwierdził także, że ambasador „niczego nie wie o Węgrzech, bowiem nie zna węgierskiego – odejdź!”. Krytyczne słowa dziennikarza pod adresem ambasadora USA na Węgrzech były cytowane wielokrotnie w prorządowej prasie.


Interes polityce się nie kłania


Chociaż polityczny wymiar relacji amerykańsko-węgierskich jest fatalny, to ten gospodarczy rozwija się jak najlepiej. Wspominany Tamás Magyarics uważa, że we wzajemnych amerykańsko-węgierskich relacjach „interesy zawsze miały (i mają) pierwszeństwo przed oficjalną retoryką USA”. Co to oznacza? Ano to, że bez względu na doraźnie spory, relacje gospodarcze pomiędzy państwami są co najmniej poprawne. Widać to było z ustaleń dziennikarzy portalu śledczego Direkt36. Przed kilkoma laty ujawnił on treść depeszy ambasadora Węgier w Waszyngtonie (László Szabó) wysłanych do centrali Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Handlu w Budapeszcie. Dotyczyły ono rozmowy, jaka w 2018 roku odbyła się między wiceszefem węgierskiej dyplomacji Levente Magyarem a Wessem Mitchellem, w latach 2017–2019 zastępcą sekretarza stanu ds. Europy i Euroazji.

Z relacji Szabó wynikało, że strona amerykańska zrewidowała obszary, w których krytykowała Budapeszt. A było to już, co warte podkreślenia, za przychylnej Orbánowi administracji Donalda Trumpa. Mniej liczyły się kwestie związane z uderzeniem w wolność mediów czy nauki (procedowano wówczas m.in. ustawę likwidującą funkcjonowanie na Węgrzech amerykańskiego Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego). Ambasador Szabó twierdził, że priorytetami Amerykanów są dwa elementy współpracy: wojskowa i energetyczna. Z obydwu paradoksalnie niewiele wychodzi. W ramach programu modernizacji sił zbrojnych Węgrzy nie wybrali się na zakupy za ocean, a do Niemiec. Nie nabędą także systemu HIMARS, bowiem jego sprzedaż została zablokowana na etapie komisji w amerykańskim Senacie. Węgierskie ministerstwo obrony narodowej informowało w związku z tą sprawą, że wcale ich kupić nie zamierzało.

Szeroko rozumiany biznes na Węgrzech miewa się jednak nad wyraz dobrze. Według informacji przekazanych na ostatnim forum Węgiersko-Amerykańskiej Izby Handlowej USA pozostają drugim największym inwestorem na Węgrzech (pierwszym pozostają Niemcy). Ponad 1,7 tysiąca amerykańskich firm zatrudnia około 107 tysięcy pracowników. W ostatnich ośmiu latach rząd Węgier wsparł 103 amerykańskie inwestycje kwotą 2 miliardów dolarów. W 2022 roku obroty handlowe między państwami osiągnęły rekordową wartość, wzrastając o 16%. Z przytoczonego badania Pew Research Center wynika, że w latach 2019–2023 odsetek Węgrów uważających, że USA mają dominującą rolę ekonomiczną na świecie, wzrósł do 52% (w Polsce sięga 55%).

Dbając o swoje interesy, Amerykanie nie tolerują na Węgrzech dwóch rzeczy – uzależnienia od Rosji i prochińskiej orientacji władz. Już w kwietniu Amerykanie nałożyli sankcje na funkcjonujący w Budapeszcie rosyjski Międzynarodowy Bank Inwestycyjny. Dopiero sankcje doprowadziły do wycofania się z tej instytucji przez Węgry. Wcześniej zrobiły to Rumunia, Bułgaria, Czechy i Słowacja. Jednak bankowość nie lubi próżni, wypełnia ją China Construction Bank. W lipcu 2023 roku minister spraw zagranicznych i handlu Péter Szijjártó oraz minister rozwoju gospodarczego Márton Nagy złożyli niezależnie od siebie wizyty w Chinach, w czasie których odbyli szereg spotkań. Ich konsekwencją ma być nie tylko pogłębienie współpracy z Huawei, ale także przyciągnięcie na Węgry jeszcze więcej chińskiego kapitału. Obecnie najwięcej Pekin inwestuje na Węgrzech w produkcję ogniw do baterii stosowanych w samochodach elektrycznych. Nowym zagłębiem tego typu działalności są okolice drugiego największego miasta na Węgrzech – Debreczyna.


Perspektywy


Kształt przyszłych amerykańsko-węgierskich relacji rozstrzygnie się w kolejnych miesiącach, po wyborach prezydenckich w USA. Jeżeli ponownie wygra Biden, Budapeszt zostanie zmuszony albo do dalszej obstrukcji, albo do porozumienia się z Waszyngtonem. Jeśli zaś wygra Trump, nad Dunajem wystrzelą korki szampana. Jest to zresztą absurdalne, bo poza wizytą w Waszyngtonie i rozmowami telefonicznymi Trump Węgrom niczego nie dał. Jedyną wymierną korzyścią dla Orbána było to, że kiedy ustępujący ze stanowiska Barack Obama przyznał wsparcie niezależnym węgierskim mediom w wartości kilkuset tysięcy dolarów, to Donald Trump ten fundusz zlikwidował.
Dr Dominik Héjj, politolog, starszy analityk w Instytucie Europy Środkowej, twórca portalu kropka.hu poświęconego polityce węgierskiej.

Inne artykuły Dominika Héjja

Obecnie polityczna pozycja Węgier została poważnie nadszarpnięta nie tylko w konsekwencji podejścia Budapesztu do wojny, ale także demonstracyjnego wydłużania głosowania ustawy umożliwiającej przystąpienie najpierw Finlandii, a następnie Szwecji do NATO. W strukturach Sojuszu czy w Waszyngtonie nikt Węgier podmiotowo w tej sprawie nie traktuje. Głośnym echem odbił się gest, który miał miejsce w czasie szczytu NATO w Wilnie. Viktor Orbán był jedynym politykiem, któremu prezydent Biden podał dłoń w czasie przygotowań do wspólnego zdjęcia. Szef biura politycznego premiera Balázs Orbán (niespokrewniony z szefem rządu) stwierdził, że Biden rozpoznał go, bowiem premier Węgier jest obecny na wielu okładkach amerykańskich periodyków.