Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 26.09.2023
Jarosław Kociszewski

Game changer. Wojna w Ukrainie zmienia nie tylko kraje walczące

Wojna w Ukrainie stała się dużym sprawdzianem dla sprzętu, dla gotowości Paktu Północnoatlantyckiego do fizycznego skonfrontowania Rosji. O tym, co trwająca już ponad półtora roku wojna mówi o gotowości NATO mówi pułkownikiem rezerwy Maciej Matysiak, ekspertem fundacji Stratpoints, były zastępca szefa kontrwywiadu wojskowego.
Foto tytułowe
(Shutterstock)





Wszyscy wiemy o wojnie w Ukrainie, słyszymy na co dzień z mediów z różnym natężeniem, widzimy, że uzbrojenie, pomoc krajów koalicji wspierającej Ukrainę, w tym szczególnie Stanów Zjednoczonych, ale z istotnym miejscem Polski, jest niezwykle ważna dla Ukrainy. Bez tego Ukraina nie byłaby w stanie sobie poradzić z inwazją rosyjską, dać odporu Rosji i obronić swoją niepodległość.


Ta pomoc jest ważna, natomiast co ten sprawdzian sprzętu zachodniego mówi o gotowości NATO do stawienia czoła Rosji? Przecież widzimy, że NATO, czy państwa członkowskie NATO nie przekazują Ukrainie najnowocześniejszego sprzętu. Na front trafiają w dużej mierze czołgi starsze, na przykład Leopard 1, a liczba czołgów Leopard 2 czy Abrams jest znacznie mniejsza. To samo dotyczy pocisków manewrujących. Czy to wystarcza do zatrzymania Rosjan i co mówi o stanie uzbrojenia państw natowskich?


Inwazja Rosji na Ukrainę sama w sobie jest takim politycznym, globalnym game changerem, jeżeli chodzi o układ sił. To jest moja opinia, ale nie tylko, bo wiemy, że NATO do czasu pierwszej, a nawet drugiej inwazji na Ukrainę zachowywało się w sposób trochę zachowawczy z punktu widzenia Polski czy flanki wschodniej. Dziś inwazja na Ukrainie jest po pierwsze testem wydolności krajów natowskich, co do wydajności i systemu militarnego, ale także systemu gospodarczego. Po drugie, jest poligonem sprawdzającym sprawność tego sprzętu, czyli konfrontacji rosyjskiej techniki, technologii i wojskowości z ideami, rozwiązaniami technicznymi, sprzętem i ogólnie, sposobem prowadzenia wojny nazywanym zachodnim.

I dziś widzimy bardzo duży postęp, dlatego że armia ukraińska bazowała do tej pory na sprzęcie rosyjskim. W związku z tym w dużej części krajów dawnego bloku wschodniego, do którego zaliczana jest także Polska, w pierwszym rzędzie przekazywały sprzęt, który Ukraina mogła natychmiast wykorzystać, czyli ten sprzęt, który znała, porosyjski. Szczególnie dotyczyło to amunicji, której bardzo potrzebowała, bo takiej używała.

Następnie widzimy niesamowity przeskok technologiczny Ukrainy, która dostosowała się w sposób błyskawiczny do nowych rozwiązań zachodnich. I po pierwsze zaczęła od sprzętu bardzo podstawowego, czyli systemów przeciwlotniczych, przeciwpancernych, ręcznych, czyli granatników przeciwpancernych i wyrzutni przeciwlotniczych, tak zwanych MANPAD-ów, które w pierwszym etapie inwazji praktycznie zatrzymały siły pancerne rosyjskie i spowodowały zatrzymanie inwazji.

Następnym elementem było zaimplementowanie artylerii nowoczesnej, w tym samobieżnej. Jedną z kluczowych ról odegrały polskie armato-haubice samobieżne Krab. To zupełny przeskok od rozwiązań pamiętających czasy drugiej wojny światowej do następnej epoki, bo pojawił się nie tylko precyzyjny system trafiania w cel, ale także precyzyjny system dowodzenia, kierowania, zobrazowania pola walki i skupiający na swoim pokładzie wiele efektorów i wiele czynników.

Następnymi elementami była artyleria rakietowa, której liderem jest oczywiście wyrzutnia i pojazd HIMARS. Teraz stoimy przed ostatnim etapem udostępniania HIMARSów, czyli udostępnienia przez Stany Zjednoczone pocisków ATACAMS do tej wyrzutni, czyli pocisków mogących radzić cele na odległość do 300 kilometrów, co jest kolejnym, niesamowitym przeskokiem.

Pojawiły się też nowoczesne systemy przeciwlotnicze z wiodącym systemem Patriot, który skutecznie chroni niebo nad Ukrainą i praktycznie spowodował wyłączenie porażenia systemu ukraińskiego przez rakiety balistyczne, drony rosyjskie. I wreszcie następnym etapem jest niesamowity postęp, także autonomiczny ukraiński, jeśli chodzi o systemy bezzałogowe. Mam tu na myśli bezzałogowe latające, czyli drony latające, ale także bezzałogowce morskie, gdzie widzieliśmy bardzo dużo ich zastosowań takich jak ataki na Most Krymski. Pojawiły się też bardzo różne typy dronów latających, od bardzo małych, mikro właściwie i mini dronów, które zrzucają ładunki wybuchowe, granaty, bomby o wagomiarze od pół kilograma do pięciu kilogramów, do większych, zdolnych pokonywać wielkie odległości i atakować cele nawet w Moskwie.

Dlatego uważam, że ta wojna jest i poligonem, a jednocześnie także sprawdzianem woli i przywództwa, o którym nie można zapominać w naszej historii.


Skoro mówimy o sprawdzianie, który trwa ponad półtora roku, jak sprawdza się ogólnie rozumiana, zachodnia koncepcja prowadzenia wojny w konfrontacji z Rosją?


Sprawdza się znakomicie, chociażby z tego powodu, że nawet strona rosyjska zaczyna ewoluować w kierunku stosowania podobnych rozwiązań. Dobrym przykładem jest tutaj artyleria, która pokazuje, że nie masa i ilość wystrzelonych pocisków, a precyzja ich rażenia ma znaczenie. Do tej pory Rosjanie wystrzeliwali około 10 razy więcej pocisków artyleryjskich niż Ukraina. W tej chwili, z wielu powodów, zaczynają implementować systemy precyzyjniejszego rażenia, a nie pokrywania całych pól, kilometrów kwadratowych ogniem artylerii, a trafiania bezpośrednio w cel, czyli realizowania zamierzenia koszt-efekt.

Musimy pamiętać, że wojna jest przedsięwzięciem bardzo drogim, wymaga wielkich nakładów finansowych i na dłuższą metę wygra ten, kto ma po prostu więcej pieniędzy, zasobów i zdolności przemysłowych. Dlatego tak ważna jest precyzja.

Następnym elementem są systemy rozpoznawcze, które dzięki stosowaniu już sztucznej inteligencji są w stanie zdecydowanie lepiej rozpoznawać obiekty do ataku. Lepiej niż oko ludzkie. Mówimy o rozpoznawaniu na bazie już pikseli, a nie ułomnego oka ludzkiego, które można okłamać, oszukać.

Następnym i kluczowym elementem jest łączność, co pokazało chociażby użytkowanie systemu przekazywania informacji, rozpoznania na bazie systemu Starlink, który dzisiaj właściwie odpowiada za możliwości oddziaływania Armii Ukraińskiej na cele po stronie rosyjskiej.





Starlink okazuje się też być problemem. Okazało się, że Elon Musk, właściciel, uniemożliwił na przykład przeprowadzenie dużego ataku na flotę czarnomorską, co jest w ogóle nowym wymiarem, ponieważ mamy gracza niepaństwowego, który wpływa na prowadzenie działań zbrojnych przez państwa.


Tak i ta wojna również w tym obszarze wywraca naszą rzeczywistość do góry nogami, bo dokonuje rewolucji nie tylko technologicznej, czyli masowej implementacji dronów, systemów bezzałogowych, ale również schematów wojny informacyjnej, wojny społecznej, wojny w cyberprzestrzeni, oddziaływania na wielu frontach. Ta wojna uruchomiła wiele również takich zjawisk, które były zapoczątkowane wcześniej, ale nie w takiej skali. Dziś widzimy właściwie wojnę informacyjną, informatyczną, która ma na celu zbudowanie przewagi w obszarze nie tylko militarnym, ale także społecznym, poparcia, wsparcia i zapewnienia sobie lepszego oddziaływania celem uzyskania efektu.


Wspominał Pan też o gotowości, czy sprawdzanie gotowości przemysłu zachodniego. Tutaj pojawiło się bardzo wiele wątpliwości, zwłaszcza w kontekście dostaw amunicji artyleryjskiej, której potrzeba jest bardzo dużo i wygląda na to, że przynajmniej dotychczas Zachód nie był w stanie na bieżąco wystarczająco dużo produkować.


Praktycznie Zachód miałby takie możliwości, gdyby nie koncepcje sojuszu i oceny rzeczywistości, iż wojna klasyczna, terytorialna, szczególnie w Europie bądź w naszym kręgu cywilizacyjnym, nie jest już możliwa. To spowodowało przestawienie się paktu NATO na tak zwane działania ekspedycyjne, które nie wymagały takiego nakładu siły i środków w postaci wielkich ilości amunicji, a raczej mobilności przemieszczania się.

Dziś widzimy, z powodu agresywnej Rosji, ale także innych państw, które wykorzystują sferę militarną, agresywną politykę z udziałem sił zbrojnych, jako element istotny na arenie międzynarodowej, iż te plany i oceny NATO musi zweryfikować. Dotyczy to zarówno planów obronnych, o których było ostatnio głośno, ale także potencjału państw członkowskich.

Przecież ta wojna zaczęła się praktycznie od wojny energetycznej, czyli uzależnienia w dużym stopniu przez Rosję państw natowskich od swoich zasobów energetycznych i to też była dźwignia, lewar wywierania presji. Ta wojna obnażyła wszystkie te słabości, czynniki zmienne, które dzisiaj są znane i są brane pod uwagę, a wiele państw ze Stanami Zjednoczonymi na czele, Unią Europejską, zaczyna uruchamiać produkcję amunicji. To stawianie na zabijanie, działania śmiercionośne, może wydawać się idiotyzmem, ale jesteśmy do tego zmuszeni, bo po drugiej stronie mamy państwo, które absolutnie nie hołduje wartościom demokratycznym i jest po prostu dla nas niebezpieczne.

Skoro Zachód się przestawia, czyli znowu zwiększamy produkcję amunicji, zwiększamy produkcję przemysłową, wróćmy do nowych technologii wojskowych, czy sądzi Pan, że w miarę trwania wojny Zachód zacznie również dostarczać Ukrainie broń z najnowszej pułki, niekoniecznie tę sprzed 20 lat?

Uważam, że tak. Wojna jest też elementem politycznym. W związku z tym to politycy decydują o tym, czy wybuchnie, tak jak zdecydował prezydent Putin, oraz jaki będzie miała charakter. Widzimy, że to politycy musieli także dojrzeć do tego, aby podjąć decyzję przekazywania Ukrainie coraz nowszych typów broni.

O ile na początku przekazywano tak zwaną broń nieśmiercionośną, co jest samo w sobie oksymoronem, ale nikomu nie śniło się, aby przekazać najnowocześniejsze czołgi, które już dzisiaj w Ukrainie walczą i absolutnie nie było brane pod uwagę, żeby przekazać technologię na przykład w postaci nowoczesnych samolotów odrzutowych. Tymczasem dziś już wiemy, że je przekażemy, tylko jeszcze nie wiemy na pewno kiedy. Będą to chociażby samoloty F-16, nawet jeśli nie będą to maszyny w wersjach najnowszych.

Artyleria rakietowa jest kolejnym przykładem, bo system HIMARS, szczególnie rakiety ATAKAMS, należą do technologii najnowszych. Są też systemy rozpoznawcze, które dzisiaj hulają na Ukrainie i Ukraina z nich korzysta. Mowa też o rozwiązaniach w obszarze dowodzenia, prowadzenia operacji. Mam na myśli przekazywany know-how, bo sama broń nie wystarczy, trzeba jeszcze umieć jej użyć.

Tutaj znakomitym przykładem są czołgi Leopard, które używane w taktyce przygotowanej dla czołgów T-72 czy T-55 absolutnie nie różniłyby się niczym w taktyce wykorzystania od maszyn sowieckich czy rosyjskich i ponosiłyby i poniosły straty na Ukrainie. Przede wszystkim trzeba umieć je umiejętnie wykorzystać, czyli skorzystać z systemów, które posiadają, ze schematu dowodzenia. Wyzwaniem dla armii ukraińskiej i państwa ukraińskiego jest przestawienie się na tory myślenia, rozwiązania, które Zachód, NATO, my już użytkujemy i z których korzystamy.


Czy to znaczy, że armia ukraińska jeszcze nie walczy w systemie zachodnim?


W części tak, natomiast w dużej części nie, dlatego że to jest też ewolucja. Trzeba pamiętać, że Ukraina praktycznie od 2014 roku, od pierwszej inwazji Rosji na Ukrainę, zaczęła zmieniać swoje siły zbrojne, ale przyspieszenie nastąpiło praktycznie dwa lata przed ostatnią inwazją. Ma myśli mam przestawienie się na system szkoleniowy zachodni. Szczególnie chodzi tu o wojska specjalne, które były takim prekursorem, forpocztą działań, natomiast absolutnie nie przestawiły się technologicznie, w związku z powyższym nie były w stanie pewnych rozwiązań taktycznych zaimplementować, bo nie miały jak i na czym ćwiczyć.

W rezultacie ten przeskok taktyki jest dzisiaj wprowadzany w życie, właściwie na polu walki, a trzeba też pamiętać, że kadrę zawodową szkolimy w czasie pokoju. Armia cały czas się szkoli. Dziś na wojnie w Ukrainie walczą rezerwiści, to są ludzie wszelkich zawodów, to są nauczyciele, aktorzy, muzycy, ślusarze, murarze, profesorowie, lekarze, którzy nie mają we krwi prowadzenia działań wojennych. Zostają nawet dowódcami poszczególnych szczebli i to oni muszą być na bieżąco szkoleni. Muszą się nauczyć korzystać z pewnych wzorców, ale także pokazują nam, jakie rozwiązania generuje pole walki, bo to ono weryfikuje, które ze sposobów dowodzenia, prowadzenia działań sprawdzają się w wojnie tego typu, a które nie.


W takim razie jak pan ocenia proces uczenia się w NATO w oparciu o wojnę w Ukrainie?


Dziś sztaby sojuszu i poszczególnych armii praktycznie na bieżąco obserwują rozwój sytuacji na frontach w Ukrainie i mam nadzieję, że także Wojsko Polskie korzysta z tych doświadczeń, widząc co się dzieje przy zastosowaniu konkretnych rozwiązań, konkretnych typów broni, konkretnych operacji i wyciąga z tego wnioski. To jest tak zwane lesson learn, gdzie my w sytuacji bojowej nie ponosimy strat. Korzystamy z krwi, potu i doświadczeń Ukrainy. My to widzimy.

Wiemy, że Ukraina nie posiada bardzo rozwiniętych systemów rozpoznawczych i w tym obszarze bazuje na wsparciu NATO, czyli na rozpoznaniu satelitarnym, areostatowym czy systemów latających. Wiemy o tym, bo zdarzały się incydenty chociażby z brytyjskim samolotem rozpoznawczym nad Morzem Czarnym, który został agresywnie przechwycony przez Rosjan, czy strąceniu amerykańskiego dronu rozpoznawczego Reaper nad Morzem Czarnym przez samoloty rosyjskie. Mamy też informację zwrotną od dowódców wojskowych ze strony ukraińskiej.

To jest niesamowite kompendium wiedzy, ale musimy też zdawać sobie sprawę, że takie kompendium wiedzy gromadzi strona rosyjska i nie tylko strona rosyjska, bo inwazja na Ukrainę dokonana przez Rosję powoduje zamieszanie na skalę globalną. Równowaga sił się zmienia i zmieniają się poszczególni gracze. Podział jeszcze do niedawna funkcjonujący na system demokratyczny, gdzie liderem były Stany Zjednoczone, i świat niedemokratyczny, gdzie liderem była Rosja odchodzi w siną dal. Rosja schodzi z podium. Może będzie graczem drugiej, może trzeciej ligi. Tego nie wiemy, ale na bazie tych doświadczeń wyrastają inne kraje, które Rosja mobilizuje, bądź które chcą Rosję wykorzystać. Spójrzmy na Chiny, które korzystają z tej sytuacji, próbując budować swoją pozycję jako tego drugiego przeciwstawnego bieguna sił światowych.


Skoro mówimy o doświadczeniach i lekcjach drugiej strony, jak duże znaczenie dla przyszłości, relacji, równowagi sił ma fakt, że Rosjanom udaje się zdobyć nowoczesny sprzęt NATO-wski?


Rosjanie na pewno go analizują. Możliwe, że ta informacja pójdzie też dalej. Ta wojna pokazuje, że podstawowym elementem bezpieczeństwa jest posiadanie sojuszy i sojuszników. Bez wsparcia sojuszniczego Ukraina nie przetrwałaby. Upadłaby i dziś Rosja kontrolowałaby większość terytorium Ukraina, a na pewno siły polityczne sterowane z Moskwy zarządzałyby Ukrainą. Więc potrzeba posiadania sojuszy jest jednym z wniosków, który wyciągnęła Rosja i dlatego szuka sojuszu w Chinach, w innych państwach, w państwach BRICS-u. To też musi być nauką nas. Bądźmy w sojuszach, twórzmy te sojusze, bądźmy silnym elementem, ale sojuszu, bo tylko wspólnota potrafi przeciwstawić się silnemu przeciwnikowi agresywnemu. Jeśli chodzi o technologię, dziś te sojusze pokazują, że nałożenie embarga nie jest w pełni skuteczne, bo przy globalizacji, przy pracy wywiadów, przy powiązaniach gospodarczych, biznesowych, nawet strony przeciwne z sobą handlują.

Jarosław Kociszewski - publicysta, komentator, przez wiele lat był korespondentem polskich mediów na Bliskim Wschodzie. Z wykształcenia jest politologiem, absolwentem Uniwersytetu w Tel Awiwie i Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Obecnie jest ekspertem Fundacji "Stratpoints" i redaktorem naczelnym portalu Nowa Europa Wschodnia.

Inne materiały Jarosława Kociszewskiego

Na przykład Rosja jest wspierana przez Iran, który buduje fabryki dronów szached na terenie Rosji. Technologicznie Rosja zawsze korzystała z rozwiązań zachodnich i korzysta nadal, natomiast nie posiada tak dużego potencjału naukowo-technicznego, żeby samodzielnie wytworzyć pewne technologię i musi w dużym zakresie korzystać, przynajmniej na razie, z komponentów, podzespołów, myśli technicznej innej niż swoja. Stąd widzimy próby zakupów podzespołów, części, optoelektroniki, czipów, procesorów potrzebnych do montowania sprzętu wojskowego.

My sami wiele potrafimy i mamy linie technologiczne, w związku z powyższym, dla bezpieczeństwa, powinniśmy myśleć i stawiać na technologie. Chiny o tym wiedzą, czego przykładem jest chociażby ostatni test działa elektromagnetycznego, które Chiny zamierzają instalować na swoich lotniskowcach. Wydaje się, że wyścig technologiczny z czasów zimnej wojny i Gwiezdnych Wojen, gdy Ameryka Regana konkurowała ze Związkiem Radzieckim, przerodził się w wyścig technologiczny krajów demokratycznych i krajów mniej demokratycznych. To pokazuje, jak wielkie znaczenie wojna w Ukrainie ma dla świata. Ono znaczenie wykracza poza pola bitewne w samej Ukrainie.

Podcast z cyklu "NATO Explained'23" został zrealizowany ze wsparciem Departamentu Dyplomacji Publicznej NATO.