Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Transatlantyk / 04.03.2024
Aleksandra Pyka

Działania Fico budzą kontrowersję. Dwulicowy polityk zatruwa Słowację

Pomimo wczesnego poparcia dla deklaracji potępiającej agresję Rosji na Ukrainę, Fico szybko zmienił kurs, ograniczając pomoc do wsparcia humanitarnego i krytykując współpracę obronną z USA. Ta dwoistość postaw, w połączeniu z kontynuacją współpracy gospodarczej z Ukrainą, ukazuje skomplikowany obraz słowackiej polityki pod jego przywództwem.
Foto tytułowe
Robert Fico (Shutterstock)


Posłuchaj słowa wstępnego drugiego wydania magazynu online!


Wyborcza wygrana Roberta Ficy sprawiła, że w oczach światowych mediów Słowacja trafiła na czarną listę. Premier Słowacji znalazł się w „elitarnym gronie” tuż obok Putina i Orbána. Wszystko przez jego kontrowersyjne wypowiedzi i jawną niechęć do Ukrainy.


Na początku wojny w Ukrainie słowacka partia Smer, w tym także Fico, zagłosowała za deklaracją potępiającą niesprowokowaną i nieuzasadnioną agresję Rosji. Nie zapowiadało się więc źle, ale potem było już tylko gorzej, bo Fico z każdą swoją wypowiedzią podsycał antyukraińskie, antyamerykańskie i antynatowskie nastroje w społeczeństwie, wykorzystując do tego kremlowską propagandę.


Fico w kraju


„Jeśli Smer znajdzie się w następnym rządzie, a wojna będzie trwała, będziemy wspierać tylko pomoc humanitarną i nie wyślemy ani jednego naboju więcej” – oświadczył przewodniczący Smeru Robert Fico w listopadzie ubiegłego roku na kongresie swojej partii, który odbył się tuż przed upadkiem rządu Eduarda Hegera i ogłoszeniem przedterminowych wyborów.

Wtedy też dodał, że należy anulować umowę obronną z USA. Gdy ją uchwalono, to właśnie Fico i wiceprzewodniczący Smeru Ľuboš Blaha wykrzykiwali, że to będzie oznaczać amerykańską okupację Słowacji. Działo się to w czasie, gdy wojska rosyjskie gromadziły się przy ukraińskiej granicy. Mimo to Fico uparcie twierdził, że przecież żaden naród słowiański nie będzie toczył wojny z innym krajem. Kilka dni później Rosja zaatakowała Ukrainę.

We wrześniu 2023 roku Smer wygrał wybory, a Fico objął stanowisko premiera. I zgodnie z rosyjską narracją zaczął usprawiedliwiać atak na Ukrainę. „Wojna w Ukrainie nie rozpoczęła się rok temu, tylko w 2014 roku, kiedy ukraińscy naziści i faszyści zaczęli zabijać rosyjskich obywateli w Donbasie i Ługańsku” – powtarzał swoje słowa z kampanii wyborczej. Według niego, a może raczej według Kremla, nie ma militarnego rozwiązania tego konfliktu. Podczas wywiadu w słowackim radiu dawał jasno do zrozumienia, że najlepiej będzie, jeśli Ukraina pozostanie w rosyjskiej strefie wpływów. Wtedy też zasugerował, że powinna oddać część swojego terytorium. „Musi dojść do jakiegoś kompromisu, który będzie bardzo bolesny dla obu stron” – powiedział. Stwierdził, że Ukraina nie jest suwerenna i niezależna, bo „od 2014 roku znajduje się pod wpływem i kontrolą USA”.


Pod koniec stycznia Fico miał spotkać się z premierem Ukrainy Denysem Szmyhalem. Jednak, zamiast pojechać do Kijowa, jak reszta europejskich liderów, spotkał się z nim w Użhorodzie, tuż za słowacką granicą. Gdy z ust dziennikarzy padło pytanie, czy to ze względu na naloty w Kijowie, Fico odpowiedział ze wściekłością: „Wy naprawdę myślicie, że w Kijowie jest wojna? Mam nadzieję, że sobie teraz żartujecie. Tam jest absolutnie normalne życie”. Po czym podał przykład funkcjonowania ligi piłki nożnej jako dowód na to „normalne życie”.


Fico na arenie międzynarodowej


Wszystkie te skandaliczne wypowiedzi słowackiego premiera były i są adresowane przede wszystkim do wyborców Smeru i partii koalicyjnych. Obecnie słowacki rząd tworzy w polityce wewnętrznej alternatywny polityczny świat i neguje wszystko, co związane z Ukrainą, kreując narracje pełne nienawiści. Natomiast w polityce zewnętrznej robi coś zupełnie odwrotnego.

„Mimo pewnych różnic zdań zamierzamy rozwijać wraz ze słowackim rządem politykę «nowego pragmatyzmu», która przyniesie korzyści obu krajom. Jestem pewien, że dzisiejsze spotkanie ze słowackim premierem otworzy nową kartę w naszych relacjach” – powiedział Szmyhal po spotkaniu z Ficą. Na spotkaniu została podpisana wspólna deklaracja zakładająca wzmocnienie stosunków bilateralnych, opartych na wzajemnym zaufaniu i szacunku. Premierzy Ukrainy i Słowacji potwierdzili tym samym dalszą współpracę na rzecz poszanowania integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy w jej międzynarodowo uznanych granicach.

Od wyborów zmieniło się niewiele. Słowacja dalej produkuje amunicję, która ostatecznie trafia do Ukrainy. Fico rzeczywiście wstrzymał pomoc wojskową, ale tylko tę płynącą z magazynów słowackiej armii, które i tak miały już niewiele więcej do zaoferowania Ukraińcom. Lecz Słowacja dalej przekazuje Ukrainie systemy rozminowywania Božena, które według Ficy są „urządzeniami pokojowymi”. Jego przedwyborcze hasło „ani jednego naboju więcej dla Ukrainy” po wyborach zmieniło się w „komercyjnie niech sobie na broni zarabia kto chce i ile chce”.

Ta nagła zmiana zdania premiera wynika z tego, że słowackie firmy zbrojeniowe przeżywają obecnie renesans i znajdują się w regionach, w których Smer ma najwięcej wyborców. Więc premier może sobie pozwolić na zerwanie kontraktów słowackich zbrojeniówek. Na Słowacji również nie przerwano napraw ukraińskiego sprzętu wojskowego, który po serwisie ponownie trafia na front. „Słowacja jest zainteresowana współpracą z Ukrainą, ponieważ jest ona częścią jej sukcesu gospodarczego. A Fico ma być w oczach ludzi tym, który zapewnił ten sukces” – mówi ukraiński komentator Witalij Portnikow.

Ta słowacka dwulicowość dotyczy nie tylko Ukrainy. Ostatnimi czasy na Słowacji używa się coraz bardziej agresywnej retoryki również względem USA. A w tym samym czasie słowacki minister obrony prowadzi rozmowy o zniżkach i kupnie amerykańskiego systemu obrony powietrznej i przeciwrakietowej Patriot.

Wydawać by się mogło, że Fico będzie chciał, jak Orbán, dyktować swoją narrację i stawiać warunki UE. Jednak tu także okazuje się, że mimo ostrych słów pod adresem Kijowa słowacki premier nawet nie próbował blokować pakietu unijnej pomocy dla Ukrainy, nie wstrzymywał też zatwierdzenia kolejnych sankcji wobec Rosji. Nawet mimo to, że według niego rosyjska gospodarka i waluta nie załamały się, a antyrosyjskie sankcje zwiększają tylko wewnętrzną samowystarczalność Rosji. Fico kieruje się pragmatyzmem, ponieważ w jego interesie nie leży ściąganie na siebie uwagi Brukseli. I bez tego UE oskarża go o niedemokratyczne działanie w legislatywie.





Dwie twarze Ficy


Robert Fico ma dwie twarze, jedna jest populistyczna, druga pragmatyczna. Dlatego składa obietnice tym, którzy chcą pomagać Ukrainie, a jednocześnie próbuje przypodobać się ludziom będącym pod wpływem mediów dezinformacyjnych i rosyjskiej propagandy. Oczywiście to wszystko wzajemnie się wyklucza, więc ostatecznie ktoś na pewno poczuje się oszukany.

Jednak na razie udaje mu się grać na dwie strony. Na jego korzyść działa to, że spora część jego wyborców informacje czerpie z mediów społecznościowych czy dezinfoportali, uznając jednocześnie mainstreamowe media za manipulowane przez USA lub Sorosa.

Obecna koalicja rządząca w polityce wewnętrznej kreuje obraz alternatywnej rzeczywistości, w której nie ma zagrożenia dla słowackiej wolności, demokracji i bezpieczeństwa. A trochę zabijania, destrukcji i kilka bomb spadających „tu i ówdzie” [słowa Petera Pellegriniego, marszałka parlamentu i kandydata na prezydenta] jest czymś zupełnie normalnym.

Wypowiedzi koalicjantów są wysoce nieodpowiedzialne, a Fico przyjął taką narrację tylko dlatego, że jest populistą i cynikiem. Chodzi mu wyłącznie o wyborców, którzy ślepo wierzą w każde jego słowo. Ale zdecydowanie większym problemem niż to, co mówi słowacki premier, jest to, że na Słowacji są ludzie, którzy chcą to usłyszeć.


Słowacja prorosyjska


Słowacja, podobnie jak Polska, doświadczyła wielu cierpień i krzywd pod rządami reżimu narzuconego przez „wyzwolicielski” Związek Radziecki. Można by się spodziewać, że po upadku komunizmu, po integracji z UE, NATO oraz wprowadzeniu euro w kraju, wpływy Rosji na Słowacji będą stopniowo zanikać. Jednak rzeczywistość jest zupełnie inna.

Pozycję Słowacji jako środkowoeuropejskiego lidera pod względem prorosyjskich postaw potwierdza raport organizacji Globsec, która przeprowadziła badania w ośmiu krajach Europy Środkowej (Bułgaria, Czechy, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja i Węgry).

W badaniu zapytano respondentów o to, kto jest odpowiedzialny za wojnę w Ukrainie. Aż 85 procent zapytanych Polaków stwierdziło, że Rosja, która zaatakowała Ukrainę. W przypadku Słowaków to już nie jest takie jednoznaczne, bo taką odpowiedź podało jedynie 40 procent badanych, 34 procent respondentów twierdziło zaś, że winny jest Zachód, który prowokuje Rosję, a 17 procent winę za wojnę zrzuciło na Ukrainę, która represjonowała rosyjskojęzyczną część obywateli.

Siewcy proputinowskiej propagandy muszą być zadowoleni ze swojej pracy na Słowacji. Udało im się już przekonać ponad połowę Słowaków, że podbój i systematyczne niszczenie ukraińskiego terytorium przez Rosję jest winą Zachodu lub Ukrainy.

Następne pytanie z tego samego badania, przedstawionego w raporcie Globsecu, pokazuje, że aż 93 procent zapytanych Polaków zgadza się z twierdzeniem, że dostarczając Ukrainie sprzęt wojskowy i broń, Polska pomaga jej bronić się przed Rosją. Natomiast 69 procent słowackich respondentów twierdzi, że Słowacja, dostarczając Ukrainie sprzęt wojskowy, prowokuje Rosję.

Inne pytania pokazują, że Słowacy uważają na przykład, że pomoc ukraińskim uchodźcom odbywa się kosztem pomocy dla własnych obywateli, a Słowacy podziwiają Orbána bardziej niż sami Węgrzy.





Skąd takie różnice?


Tym, co odróżnia Słowację od Polski, jest fakt, że propaganda, którą Kreml latami wlewał Słowakom do głów, została przejęta przez polityków, powtarzających ją jak zdarte płyty. Na Słowacji politycy odnoszący największe sukcesy na Facebooku to ci, którzy szerzą prokremlowską propagandę: Robert Fico (premier), Milan Uhrík i Milan Mazurek (liderzy faszyzującej Republiki, obecnie poza parlamentem), Andrej Danko (koalicjant, lider Słowackiej Partii Narodowej).

Taka postawa sprzyja również popularności wszelkich portali i kanałów dezinformacyjnych. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę rząd niemal w trybie ekspresowym uchwalił ustawę umożliwiającą blokowanie stron szerzących dezinformacje. Zamknięte zostały strony prorosyjskich portali Hlavné správy i Hlavný denník. Okazało się wtedy, że Hlavné správy były opłacane przez rosyjską ambasadę, co wywołało aferę szpiegowską i skutkowało wydaleniem rosyjskich dyplomatów ze Słowacji.

Dziś blokady dezinfomediów już nie ma. Za to premier Słowacji po objęciu stanowiska oficjalnie przerwał komunikację z czterema największymi redakcjami: „Denník Sme”, „Denník N”, TV Markíza i Aktuality.sk. W tej ostatniej pracował zamordowany w 2018 dziennikarz Ján Kuciak. Fico oskarżył te media o wrogość i przekazywanie nieprawdziwych informacji, a poseł Smeru Erik Kaliňák nazwał je „dezinfomediami”. To zemsta za to, że redakcje te informowały o wszystkich aferach związanych ze Smerem.

Członkowie rządu ostatnio chętnie goszczą w prawdziwych dezinfomediach, gdzie dziękują im za „kawał dobrej, dziennikarskiej roboty”. Co gorsza, ministerka kultury Martina Šimkovičová stała się gwiazdą dezinformacyjnej telewizji Slovan. Dlatego też nikogo nie zdziwiło, gdy na początku tego roku odnowiła współpracę kulturalną z Białorusią i Rosją. Jej zdaniem poprzednia ministerka, podejmując decyzję o zawieszeniu dialogu z tymi krajami, działała pod wpływem ideologii.

Trzeba też wspomnieć o chaotycznych rządach poprzedników. Doprowadziły do przedterminowych wyborów, w których wygrał Smer. Słowacka opinia publiczna przestała ufać rządowi, co także przełożyło się na podkopanie zaufania do wszystkich instytucji państwowych. Wykorzystując powstały chaos, Fico wmówił Słowakom, że za jego skorumpowanych rządów było przynajmniej spokojniej.


Fico zatruwa Słowację


Zdaje się, że Fico na Słowacji żyje w alternatywnej rzeczywistości, gdzie – tak jak na Facebooku –największą wartość mają agresja i negatywne emocje: podłość, nienawiść, mściwość czy frustracja, które stały się ważniejsze niż wiedza, moralność czy empatia. Premier Słowacji codziennie przesuwa granice tego, co jest tolerowane, bo według niego werbalnie można pozwolić sobie na wszystko.

Jego pełne nienawiści słowa jak toksyna wsiąkają w społeczeństwo i je zatruwają, coraz bardziej dzieląc. Widać to chociażby we wzroście agresji wobec osób, które pomagają Ukrainie i Ukraińcom przebywającym na Słowacji. W atmosferze, w której władze kwestionują powody pomocy, bagatelizują cierpienie ludzi i przypisują im negatywne cechy, słowa wypowiadane przez polityków są odbierane przez wyborców jako przyzwolenie na agresję. Według raportu organizacji Neon, wolontariusze coraz częściej od obcych, rodziny i znajomych słyszą, że „pomagają faszystom”, nie brakuje też gróźb czy mikroagresji.

Aleksandra Pyka – ekspertka ds. Słowacji, tłumaczka języka słowackiego, autorka bloga slowacystka.pl.
Fico równocześnie fałszuje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość Słowacji. Tworzy system, w którym manipulacja i kłamstwo stanowią podstawę życia, a jego największym zagrożeniem jest prawda. Mimo że na razie nie uderza to bezpośrednio w Ukrainę, to Fico sieje ziarna nienawiści, które kiedyś wydadzą plon. A to wcale nie musi się skończyć dla Słowacji dobrze.