Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Międzymorze / 21.09.2025
Mateusz Gibała
Misie ośmieszyły Łukaszenkę. Pluszowe "bombardowanie" Białorusi
4 lipca 2012 roku szwedzki samolot zrzucił nad Białorusią setki pluszowych misiów z hasłami o wolności. Akcja szwedzkiej agencji Studio Total ośmieszyła białoruskie służby, wywołała kryzys dyplomatyczny i stała się symbolem oporu. Od aresztowań po zamrożenie relacji – jak pluszowe zabawki wstrząsnęły „ostatnią dyktaturą Europy”?
Zdjęcie z filmiku opublikowanego przez Pera Cromwella
W 2012 roku Białoruś, rządzona żelazną ręką przez Aleksandra Łukaszenkę, nazywanego „ostatnim dyktatorem Europy”, pozostawała krajem, w którym wolność słowa i prawa człowieka były systematycznie tłumione. Reżim, sprawujący władzę od 1994 roku, dławił wszelkie przejawy opozycji. W 2011 roku, według raportów Human Rights Watch, aresztowano ponad 700 aktywistów, a niezależne media zmuszono do działania w podziemiu lub na emigracji. Demonstracje uliczne kończyły się brutalnymi interwencjami milicji, a opozycjoniści znikali w więzieniach KGB. Szwedzka akcja z pluszowymi misiami stała się jednym z najbardziej kreatywnych, a zarazem upokarzających ciosów wymierzonych w reżim Łukaszenki, wywołując globalny rozgłos, kryzys dyplomatyczny i falę inspiracji dla oporu.
Pomysł na zrzucenie misiów zrodził się w głowach kuzynów Pera Cromwella i Tomasa Mazettiego, założycieli małej szwedzkiej agencji reklamowej Studio Total z Malmö. Agencja zainspirowała się białoruskimi aktywistami, którzy w 2011 roku używali pluszowych zabawek z hasłami wolnościowymi, by obejść zakazy protestów. Misie stały się symbolem oporu, bo reżim nie mógł ich otwarcie zdelegalizować, nie ryzykując kompromitacji. Szwedzi postanowili pójść o krok dalej, organizując akcję „pluszowy desant”. Jej celem było nie tylko wsparcie białoruskiej opozycji, ale też zwrócenie uwagi świata na represje Łukaszenki za pomocą absurdalnego kontrastu: pluszowe zabawki kontra brutalny reżim.
Akcja była finansowana ze źródeł prywatnych, a jej koszt wyniósł 150 tys. euro. Większość budżetu pochłonął wynajem małego samolotu Jodel (20 tys. euro) oraz produkcja 800–900 pluszowych misiów, każdy wyposażony w miniaturową parasolkę i karteczkę z hasłami w języku rosyjskim i angielskim, takimi jak „Wolność dla Białorusi”, „Szanuj prawa człowieka” czy „Wolność słowa”. Jeden z misiów, w akcie symbolicznej prowokacji, miał szwedzką flagę i dedykację: „Prezydentowi Łukaszence”.
Operacja na krawędzi
4 lipca 2012 roku, w Dzień Niepodległości Białorusi, czteroosobowa ekipa Studio Total rozpoczęła swoją misję. Z litewskiego Wilna wystartował mały samolot Jodel, który nielegalnie wkroczył w przestrzeń powietrzną Białorusi, lecąc na wysokości 50 metrów, by uniknąć wykrycia przez radary.
Plan zakładał zrzucenie misiów nad kluczowymi budynkami rządowymi w Mińsku, ale po kontakcie z białoruską kontrolą lotów i obawach o zapas paliwa, zabawki zostały zrzucone nad Iwieńcem (ponad 60 km od stolicy) oraz przedmieściami Mińska. Operacja trwała zaledwie 52 minuty, a samolot wrócił na Litwę bez pościgu, choć Szwedzi obawiali się zestrzelenia.
Mieszkańcy Iwieńca i Mińska, znajdując pluszowe misie na ulicach, polach i dachach, zaczęli robić zdjęcia i nagrywać filmy. Materiały szybko trafiły do internetu, stając się viralem – w ciągu tygodnia osiągnęły 10 mln wyświetleń. Per Cromwell, który nadzorował akcję z ziemi, zorganizował błyskawiczną ewakuację pilotów samochodem, minimalizując ryzyko wpadki. Nagrania i zdjęcia misiów z hasłami wolnościowymi obiegły świat, trafiając do relacji BBC, agencji Reuters i „New York Timesa” – łącznie dotarły do 50 milionów odbiorców.
Reakcja reżimu
Reżim Łukaszenki przez trzy tygodnie utrzymywał, że incydent się nie wydarzył, nazywając nagrania „zachodnią fałszywką” i „propagandą”. 26 lipca prezydent w końcu przyznał, że zrzut się odbył, ale przedstawił go jako „prowokację szwedzkich szpiegów”.
Wściekłość Łukaszenki była ogromna – akcja obnażyła niekompetencję białoruskiej obrony powietrznej, która nie wykryła małego samolotu. W rezultacie zwolniono szefa obrony powietrznej Dmitrija Pachmiełkina i komendanta straży granicznej Igora Raczkouskiego, a białoruskie KGB rozpoczęło polowanie na rzekomych „wspólników” akcji.
Pierwszą ofiarą represji stał się Anton Surjapin, 20-letni student dziennikarstwa, który opublikował zdjęcia misiów na swoim blogu. Został aresztowany i skazany na rok więzienia za „szerzenie nielegalnych treści”.
Siarhiej Baszarimau, agent nieruchomości, został oskarżony o „współpracę z obcymi” za rzekome wynajęcie mieszkania pilotom, choć dowody były znikome. Kilkunastu innych aktywistów i dziennikarzy zatrzymano za samo posiadanie pluszowych misiów, a KGB przeszukiwało domy w poszukiwaniu zabawek. Studio Total otrzymało wezwanie na przesłuchanie w Mińsku, na co Szwedzi odpowiedzieli zuchwałym listem otwartym, zapraszając Łukaszenkę do Szwecji „na kawę i rozmowę o demokracji”. Ten gest tylko podsycił wściekłość reżimu.
Kryzys dyplomatyczny
Akcja misiów wywołała burzę na arenie międzynarodowej. 3 sierpnia 2012 roku Białoruś wydaliła szwedzkiego ambasadora Stefana Erikssona, zarzucając mu „zbyt bliskie kontakty z opozycją”. Szwecja odpowiedziała symetrycznie, wydalając dwóch białoruskich dyplomatów i blokując wjazd nowemu ambasadorowi Białorusi.
8 sierpnia Mińsk poszedł dalej, wycofując całą swoją ambasadę ze Sztokholmu i dając Szwedom czas do 30 sierpnia na opuszczenie Mińska. Szwedzki minister spraw zagranicznych Carl Bildt skomentował to na Twitterze (obecnie X): „Łukaszenka boi się praw człowieka bardziej niż czegokolwiek innego”. Relacje dyplomatyczne między krajami zostały zamrożone – ambasady funkcjonowały na minimalnym poziomie aż do 2015 roku, kiedy stopniowo zaczęto odbudowywać kontakty.
Symbol oporu
Choć akcja z misiami nie obaliła Łukaszenki, stała się potężnym symbolem oporu. Pluszowe zabawki obnażyły słabości reżimu: niezdolność do ochrony przestrzeni powietrznej, panikę władz i absurdalność ich reakcji. W 2012 roku Białoruś odczuwała skutki sankcji UE i USA, które kosztowały ją około 2 mld dolarów rocznie. Zwolnienie kluczowych generałów osłabiło struktury wojskowe, a aresztowania aktywistów podsyciły społeczne niezadowolenie. Według sondaży z 2012 roku, 60% Białorusinów popierało reformy demokratyczne, choć tylko 20% odważyło się otwarcie krytykować Łukaszenkę z obawy przed represjami.
Mateusz Gibała - współpracuje z portalem Liberté! oraz z Instytutem Prawa Wschodniego im. Gabriela Szerszeniewicza w Warszawie. Jego zainteresowania koncentrują się na polityce wewnętrznej i zagranicznej krajów nordyckich.
Akcja zainspirowała kolejne formy protestu. W 2013 roku opozycjoniści wypuścili balony z hasłami wolnościowymi, a w 2014 roku organizowano happeningi z rysunkami misiów na ulicach Mińska.
Studio Total, wydając około 150 tys. euro, osiągnęło efekt warty milionów – globalna uwaga skupiła się na Białorusi, zwiększając międzynarodową presję na reżim. Pluszowe misie stały się symbolem walki o wolność, przypominając, że nawet w najciemniejszych czasach kreatywność i odwaga mogą rzucić wyzwanie dyktaturze.