Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Transatlantyk / 23.12.2025
David J. Simo, przekład Aleksander Palikot
Trump obiecuje pokój. Plan narzuca Ukrainie kapitulację
Trumpowski „plan pokoju” dla Ukrainy przedstawiany jest jako wielki dyplomatyczny przełom, w rzeczywistości jednak okazuje się polityczną farsą o poważnych konsekwencjach. Autor pokazuje, że propozycje byłego prezydenta USA nie tylko ignorują fundamentalne zasady prawa międzynarodowego, lecz także prowadzą do legitymizowania rosyjskiej agresji, naruszeń praw człowieka i potencjalnego pobłażania zbrodniom wojennym. To krytyczna analiza pokoju, który w istocie oznacza kapitulację ofiary i nagrodę dla agresora.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!
Jedną z najbardziej fantastycznych idei prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa jest przekonanie, że jest kimś w rodzaju rozjemcy. Działania samozwańczego „Prezydenta Pokoju” z ostatnich kilku dni wyglądają bardziej na farsę niż na zachowanie poważnego męża stanu. Oto kilka przykładów:
W środę nazwał pewien budynek w Waszyngtonie „Donald Trump Institute of Peace”. To dawna siedziba powołanego przez rząd, ale prowadzonego niezależnie think tanku znanego jako United States Institute of Peace. W marcu administracja Trumpa wyrzuciła stamtąd prawdziwych ekspertów od polityki zagranicznej (i pokoju), którzy tam pracowali. („Gratulacje dla całego świata” – powiedziała w tym tygodniu jego rzeczniczka, jakby ten groteskowy akt samouwielbienia dało się sprzedać jako przysługę wyświadczoną globalnej społeczności).
W czwartek Trump wykorzystał to miejsce, by zainscenizować ceremonię podpisania porozumienia między Demokratyczną Republiką Konga a Rwandą, które rzekomo kończy konflikt wybuchający z przerwami we wschodniej części DRK od 1999 roku. Nie wiadomo czy zauważyły to bojówki, które w praktyce prowadzą wojnę w samym Kongj: wyglądają na zbyt zajęte [link_w_nowym-oknie https://www.trtafrika.com/english/article/96e3b46a5136 walką w Kiwu Południowym].
Wreszcie w piątek prezydent FIFA Gianni Infantino wręczył panu Trumpowi świeżo ustanowioną „Pokojową Nagrodę FIFA” – nagrodę pocieszenia dla prezydenta USA, który podobno był oszołomiony, gdy pewnego piątkowego poranka w październiku tego roku obudził się i odkrył, że jednak nie dostał Pokojowej Nagrody Nobla.
Jak w każdej dobrej farsie, elementy komiczne maskują jednak głębszą tragedię. Nie chodzi tylko o to, że wszystko to działo się w chwili, gdy toczyła się dyskusja, na kim spoczywa (karna) odpowiedzialność za wydanie rozkazu zabicia – zarejestrowanego przez kamery – dwóch wenezuelskich marynarzy, których łódź została zniszczona przez amerykański myśliwiec: czy na admirale marynarki dowodzącym misją, czy na sekretarzu „wojny” Peterze Hegsecie, czy na samym prezydencie. Ani o to, że podczas wtorkowego posiedzenia gabinetu wygłosił tyradę przeciwko Somalijczykom (i Somalijczykom-Amerykanom), która według niemal każdej definicji podpada pod mowę nienawiści.
Tragedia trumpowskich „pokojowych” póz polega na tym, że zwykle mają niewiele wspólnego z pokojem. Jak zauważyliśmy wraz z Kathryn Hemmer w czasie kampanii Trumpa na rzecz Nobla, jego „deale” mają w gruncie rzeczy charakter czysto transakcyjny i często krążą wokół obietnic inwestycyjnych, uzależnionych od preferencyjnego dostępu dla amerykańskich firm. Jak ujęli to szwajcarscy analitycy, Sara Hellmüller i Bilal Salaymeh, podejście to „koncentruje się na krótkoterminowych umowach zamiast na długoterminowych rezultatach”. Systemowo pomija ono dążenie do rozliczalności za naruszenia międzynarodowego prawa praw człowieka, nie mówiąc już o źródłowych przyczynach konfliktów.
Wszystko to widać jak na dłoni – w najgorszym wydaniu – w trumpowskim „28-punktowym Planie Pokoju” zakończenia rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie. W swoim rdzeniu plan ten w praktyce narzuca Ukrainie kapitulację na rosyjskich warunkach: oddaje pod rosyjską kontrolę nawet części kraju, na które Rosja pretenduje, choć ich nie okupuje – co oznacza odrzucenie zasad suwerenności i nieagresji, stanowiących fundament ładu po II wojnie światowej. Jednocześnie dokument stwarza podstawy pod podział wojennych łupów – a także “łupów pokoju” w postaci kontraktów na odbudowę – między inwestorów amerykańskich, rosyjskich i być może niektórych ukraińskich.
Ogólnie rzecz biorąc, plan jest rozwlekły (choć mglisty) w kwestiach bezpieczeństwa i finansowania odbudowy, a zarazem krótki, jednostronny i wyraźnie niezrównoważony w kwestiach praw człowieka.
Plan Trumpa ledwie wspomina o tysiącach ukraińskich dzieci uprowadzonych z terenów kontrolowanych przez Rosję w Ukrainie i wywiezionych na terytorium samej Rosji. Yale’owskie Humanitarian Research Lab szacuje, że pod rosyjską kontrolą może znajdować się nawet 36 tysięcy ukraińskich dzieci. Prace Reckoning Project pokazują w porażających szczegółach, jak Rosja brała – a czasem torturowała – jeńców wojennych w Ukrainie, jednocześnie wysyłając ich dzieci do obozów „reedukacyjnych” w Rosji.
Plan milczy też o prawach mniejszości na obszarach, których aneksję przez Rosję de facto dopuszcza, podczas gdy równocześnie narzuca szczegółowe zasady i ochronę mniejszości – najpewniej chodzi o Rosjan – na terenach mających pozostać pod kontrolą Ukrainy. Ta asymetria jest oburzająca, szczególnie biorąc pod uwagę uporczywe kwestionowanie przez Rosję prawa Ukraińców do własnej tożsamości we własnym państwie: w przeddzień pełnoskalowej inwazji w 2022 roku prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że „nie ma historycznych podstaw” dla „idei narodu ukraińskiego jako odrębnego od Rosjan”. Z kolei pod koniec ubiegłego miesiąca Putin podpisał dekret nakazujący „wzmacnianie ogólnorosyjskiej tożsamości obywatelskiej” w okupowanej przez Rosję Ukrainie poprzez szereg polityk dotyczących języka, edukacji i kultury.
Trumpowski plan postuluje „pełną amnestię” dla „wszystkich stron zaangażowanych w ten konflikt”. Wojna zaczęła się od rażącego naruszenia – ze strony Rosji, w stosunku do Ukrainy – globalnej normy nieagresji. Toczy się na terytorium Ukrainy, a ukraińscy obywatele są poddawani masowej destrukcji: domów, infrastruktury społecznej i fizycznej oraz środowiska. Przez całą tę wojnę – której Ukraińcy nie wybrali – rosyjska doktryna wojskowa naraża Ukraińców na niezliczone naruszenia prawa międzynarodowego, w tym zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości.
Międzynarodowy Trybunał Karny uznał to w istotnym stopniu, wydając nakazy aresztowania Putina oraz rosyjskiej komisarz ds. praw dziecka Marii Lwowej-Biełowej za ich rolę w deportacji i transferze ukraińskich dzieci. Nie powinno umknąć uwadze, że czyny, o które są oskarżani, mogą być uznane także za naruszenie Konwencji ONZ w sprawie ludobójstwa. Artykuł 2(e) Konwencji stanowi, że aktem ludobójstwa jest „przymusowe przekazywanie dzieci z grupy chronionej do innej grupy”, jeżeli jest to podejmowane z zamiarem zniszczenia grupy chronionej „w całości lub w części, jako takiej”. W zestawieniu z deklarowanymi rosyjskimi wysiłkami na rzecz wymazania ukraińskiej tożsamości, transfery dzieci można postrzegać nie tylko jako okrutne, lecz jako wprost ludobójcze.
W tym świetle klauzula „pełnej amnestii” w planie Trumpa oznacza w praktyce pobłażanie ludobójstwu. Żadne państwo nie powinno popierać planu, który temu służy. Dla jasności: pokój w Ukrainie jest pożądanym celem.
David J. Simo – Dyrektor Programu Studiów nad Ludobójstwem oraz zastępca dziekana Jackson School of Global Affairs, Uniwersytet Yale, Przewodniczący rady The Reckoning Project
Negocjatorzy powinni wszelkimi sposobami dążyć do jego osiągnięcia. Nie może się to jednak odbyć kosztem nagradzania tych, którzy w sposób jawny pogwałcili prawo międzynarodowe i podstawowe normy. Nie może to być kolejna „pokojowa” zagrywka, farsa gdzie trąbi się o propozycjach inwestycyjnych i jednostronnych układach bezpieczeństwa, a prawa człowieka wyrzuca do kosza.
5 grudnia 2025, New Haven, Connecticut, USA
Przekład z języka angielskiego: Aleksander Palikot