Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Transatlantyk / 29.12.2025
Michał Hunicz

O tej wojnie nie mówi prawie nikt. Sudan stał się piekłem na ziemi

Trwająca od 2023 roku wojna w Sudanie nie przebija się do powszechnej świadomości, ustępując wydarzeniom w Ukrainie czy Gazie. Tymczasem wywołała ona największe przesiedlenia i kryzys humanitarny ze wszystkich obecnie trwających konfliktów, a ludobójstwo stało się jej nierozerwalną częścią. Mimo wielu prób negocjacji na rzecz pokoju obecnie nic nie zapowiada końca konfliktu, w czym nie pomagają bezkompromisowi watażkowie i napędzający rzeź „egzotyczni” sponsorzy.
Foto tytułowe
Płonący bazar w Omdurmanie, drugim mieście Sudanu (@Shutterstock)

Rankiem 15 kwietnia 2023 roku mieszkańców Chartumu i innych miast Sudanu zbudził huk wystrzałów. Bojownicy wcześniej prorządowych, a teraz zbuntowanych Sił Szybkiego Wsparcia (RSF) uderzyli na gmachy rządowe i instalacje wojskowe w całym kraju. Odpowiedź rządu na rebelię była stanowcza – sudańska armia nie pozwoliła na sukces puczu. To był kolejny w dziejach Sudanu wojskowy zamach stanu, który tym razem przerodził się w trzecią już wojnę domową.

Historia Sudanu i cierpień jego mieszkańców jest długa i zawiła, a jej współczesna historia zaczyna się wraz z podbojem tego obszaru w XIX wieku przez władców Egiptu. Rosnące uzależnienie Egiptu od mocarstw kolonialnych doprowadziło jednak do objęcia kraju faraonów „ochroną” przez Brytyjczyków, co z kolei stało się zarzewiem znanego czytelnikom W pustyni i w puszczy powstania Mahdiego (między innymi dlatego, że zniesienie niewolnictwa było dla arabskich Sudańczyków niedopuszczalne). W następstwie jego stłumienia Sudan znalazł się pod faktycznym panowaniem brytyjskim, choć Albion nigdy szczególnie nie interesował się tym nabytkiem i sprawy wewnętrzne pozostawił miejscowym elitom arabskim, co jest kluczem do zrozumienia, kto stanowi po dziś dzień elitę panującą w tym państwie i dlaczego.
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite

Postkolonialną historię Sudanu można streścić jako „pasmo przewrotów wojskowych i wojen domowych”, jak twierdzi pochodzący z tego kraju polityk, analityk i pisarz Adil Abdel Aati. Po uzyskaniu niepodległości w 1956 roku kraj został zdominowany przez arabskich wojskowych. Spośród nich najdłużej rządził Umar al-Baszir, który przez trzydzieści lat – od 1989 do 2019 roku – żelazną ręką trzymał władzę.

Bogactwa biednego kraju

Historycznie jednym z najbardziej lukratywnych procederów było do niedawna niewolnictwo (zarówno służące uzyskaniu siły roboczej, jak i seksualne), którego rasistowskie motywacje odcisnęły bolesne piętno i do dziś napędzają zbrodnie na czarnoskórych mieszkańcach Sudanu. Obecnie kołem zamachowym sudańskiej gospodarki jest wydobycie surowców, ropy naftowej i gazu ziemnego (co przyciąga inwestorów z Chin i Indii) oraz złota mającego kluczowe znaczenie w obecnej wojnie domowej. Bogactwa naturalne powodują, że rządzący Sudanem podtrzymują pozbawiony skrupułów model oparty na rabunkowej eksploatacji zasobów, z którego czerpią korzyści.

Niemal od chwili wybicia się na niepodległość Sudan trawiły powstania mniejszości sprzeciwiającej się dominacji arabskiej i muzułmańskiej. Największe takie zrywy miały miejsce w chrześcijańskiej, zamieszkałej przez ludy nilotyckie południowej części kraju, gdzie wieloletnie zmagania zostały zwieńczone w 2011 r. ogłoszeniem niepodległości przez Sudan Południowy. Kolejnym punktem zapalnym kraju jest pogrążony w nieustającym kryzysie Darfur – oddalony od życiodajnego Nilu region na zachodzie państwa, zamieszkały przez wielokulturową mieszankę ludów: zarówno Arabów, jak i miejscowych Furów oraz Masalitów. Chartum chętnie wykorzystywał animozje etniczne i religijne, dając arabskim milicjom, zwanym dżandżawidami, wolną rękę do krwawych prześladowań, czystek etnicznych i ludobójstwa, tak aby skolonizować region lojalistami i pozbyć się buntowniczych, niechcianych mieszkańców.

Upadek dyktatora

Reżim Baszira zakończył się zamachem stanu w 2019 roku, poprzedzonym falą obywatelskich protestów. Wówczas na scenę wkroczyło dwóch głównych „bohaterów” obecnego konfliktu. Pierwszym jest Abd al-Fattah al-Burhan – generał, który w wyniku puczu uzyskał tymczasowe przywództwo nad krajem jako szef rządu tymczasowego. Nowy lider zapowiedział trzyletni okres przejściowy, a następnie przeprowadzenie wolnych wyborów. Szumne obietnice zakończyły się jednak po dwóch latach kolejnym puczem przeprowadzonym przez… niego samego. W ten sposób Burhan umocnił swoją władzę jako dyktator, w praktyce wchodząc w buty swojego poprzednika.

Drugim liderem jest Muhammad Hamdan Dagalo Musa, znany pod pseudonimem Hemedti. On również jest generałem pochodzenia arabskiego, lecz w odróżnieniu od Burhana wywodzi się z lokalnej elity rządzącej Darfurem. To właśnie Hemedti dowodził dżandżawidami, którzy w 2013 roku zostali zreorganizowani pod szyldem Sił Szybkiego Wsparcia. Bojówkarze RSF stali się nieformalnym korpusem ekspedycyjnym na podorędziu Baszira, który wysyłał kontyngenty ludzi Hemedtiego w roli najemników na wojny w Libii i Jemenie, toczone przez jego arabskich sponsorów – Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie. W ten sposób zrodziła się współpraca pomiędzy RSF a Libijską Armią Narodową marszałka Chalify Haftara, która wkrótce nabrała znaczenia także w wojnie o panowanie nad Sudanem.

Obaj wojskowi, Burhan i Dagalo, byli w przeszłości protegowanymi Baszira, zawdzięczając mu wpływy i stanowiska. Mimo to poparli zamach stanu, zapewne widząc w upadającym prezydencie politycznego bankruta i dostrzegając okazję do dalszego wspinania się po szczeblach kariery. Ambicja obu wojskowych miała niebawem doprowadzić do napięć między nimi. Burhan dążył do konsolidacji swojej władzy centralnej kosztem samodzielności peryferii, co wymagało likwidacji autonomii i ograniczenia RSF, zaczął też naciskać na Dagalo, aby przeforsować plan włączenia bojowników RSF pod dowództwo armii. Decydując się na zbrojne rozwiązanie impasu, Hemedti najwyraźniej uznał, że ma realną szansę nie tylko na zachowanie dotychczasowej pozycji, lecz także na przejęcie władzy nad całym krajem jako jego nowy przywódca.

Wojna zaczęła się chaotycznie i dość niepomyślnie dla rządu, który pomimo utrzymania części Chartumu stracił kontrolę nad głównym lotniskiem międzynarodowym i pałacem prezydenckim. Burhan został nawet odcięty od reszty kraju w centrum Chartumu, gdzie wytrwał wśród swoich żołnierzy przez cztery miesiące oblężenia, aż udało mu się ewakuować do Port Sudan, które na rok stało się tymczasową stolicą kraju. RSF nacierały na wielu kierunkach, jednak nie udało im się pokonać sudańskiego rządu. Chartum nigdy nie upadł w całości, rebelianci nie zdołali zagrozić Port Sudan, a wiele miast Darfuru i Kordofanu wytrwało w okrążeniu.

Bieda i śmierć

Po niezwykle trudnym pierwszym roku wojny dla sił wiernych Burhanowi sudańskie wojska rządowe przystąpiły do kontrataku, likwidując obecność RSF na wschód od Nilu i całkowicie odbijając stolicę państwa, a także spychając siły generała Dagalo do zachodniej części kraju. Znaczny wkład w sukces kontrofensywy miały dostarczone siłom Burhana przez Iran drony Szahed. Konflikt rozlał się także na Sudan Południowy. Skrajnie ubogie i pogrążone w konfliktach plemiennych państwo bez dostępu do morza, a więc uzależnione pod względem eksportu od Sudanu lub państw Afryki Wschodniej, stało się areną walk, w których rząd w Dżubie, wspierany przez Ugandę, jest sprzymierzeńcem RSF, co powoduje, że w odwecie Burhan wspiera antyrządową rebelię.

Wydawało się, że wraz z kolejnymi klęskami RSF na wszystkich frontach wojna powoli zmierza ku końcowi. W pewnym momencie Hemedti, okazując desperację, zaczął nawet grać kartą secesji, sugerując, że skoro powstał Sudan Południowy, to od Sudanu ze stolicą w Chartumie powinien się również odłączyć Darfur (rzecz jasna, pod jego rządami). Co ciekawe, propozycja spotkała się z poparciem części państw afrykańskich, a w Nairobi powstał nawet rząd alternatywnego Sudanu na uchodźstwie. Jednocześnie te same rządy przymykały oczy na ludobójstwo w Darfurze.

Skala śmierci i okrucieństwa sięgnęła szczytu wraz z upadkiem Al-Faszir – ostatniego bastionu sił rządowych lojalistów w Darfurze. Miasto było oblegane przez wojska Hemedtiego przez półtora roku. W tym czasie bojownicy RSF sięgali po rozwiązania rodem z minionych epok, na przykład wznosząc wał z piasku, blokujący wypady cywilów po zaopatrzenie. Wraz ze zdobyciem miasta RSF rozpętały orgię mordów, grabieży i gwałtów, porównywalną do ludobójstwa w Rwandzie 1994 roku czy masakry dokonanej przez Japończyków na Chińczykach w Nankinie w 1937 roku. W ciągu kilku dni zabito co najmniej 60 tysięcy cywilów. Rzeź miała takie rozmiary, że na zdjęciach satelitarnych można było dojrzeć plamy krwi i zwały trupów. Hemedti przyznał co prawda, że doszło do „ekscesów”, ale zaprzeczył skali zbrodni. Nakazał także pokazowe aresztowanie jednego z dowódców RSF, Abu Lulu, który chwalił się mordowaniem jeńców na wypuszczonym do sieci drastycznym nagraniu, mówiąc przy tym, że „naszym zadaniem jest zabić ich wszystkich”.

Niedługo później upadło kolejne oblężone miasto, Babanusa, w centralnie położonej prowincji Kordofan, która stała się głównym polem bitwy sudańskiej armii z RSF. Jest ona bowiem buforem oddzielającym Darfur od Nilu, a co za tym idzie – Chartumu i innych największych miast Sudanu. Mohamed Refaat, szef misji Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji w Sudanie, niedawno stwierdził że RSF jest „o krok lub dwa” od Al-Ubajid – stolicy regionu.

Gracze międzynarodowi w wojnie lokalnej

Odwrócenie losów wojny na korzyść Hemedtiego nie jest przypadkiem. Ważną rolę odgrywają tu Zjednoczone Emiraty Arabskie, które dostarczają RSF hojną pomoc wojskową w zamian za sudańskie złoto wydobywane na kontrolowanym przez rebeliantów obszarze. Emiraccy szejkowie nie poprzestają jednak na wysyłaniu Siłom Szybkiego Wsparcia broni i amunicji. Pomagają również przerzucać do Sudanu bardzo licznych najemników z… Kolumbii, którzy akceptują niższe stawki, mają doświadczenie bojowe wyniesione z walk z kartelami narkotykowymi, a brudne praktyki wojenne nie są dla nich nowością. To wszystko powoduje, że chętnie zawierają kontrakty na służbę w Sudanie.

Inną kwestią jest rozłam wśród państw afrykańskich, a więc także Unii Afrykańskiej, która ponosi na tym polu zupełną klęskę, gdyż nie potrafi wypracować spójnego stanowiska politycznego. Generał Dagalo ma wielu sprzymierzeńców, zwłaszcza wśród państw znajdujących się właśnie w otoczeniu Sudanu. Należą do nich – obok wspomnianego Sudanu Południowego – takie kraje, jak Uganda, Czad, Republika Środkowej Afryki, Kenia i Etiopia, a także władający wschodem Libii i kontrolujący tamtejszy parlament marszałek Chalifa Haftar. Ta ostatnia przyjaźń sprawiła, że RSF mogły uderzyć z zaskoczenia na sudańskie siły rządowe z terytorium Libii, zabezpieczając nowe pustynne szlaki zaopatrzeniowe. Rząd Burhana wspierają natomiast rywale Etiopii, Egipt i Erytrea.

W wojnę próbowali się „wkręcić”... Ukraińcy, którzy zaatakowali swoimi siłami specjalnymi rosyjską Grupę Wagnera w Sudanie. Był to jednak pojedynczy pokaz zdolności, a nie poważne partnerstwo. Kijów zdecydował się na atak zapewne z powodu powiązań generała Dagalo z Grupą Wagnera jeszcze sprzed buntu Prigożyna w 2023 roku.

Najważniejszymi partnerami sudańskiego rządu są jednak Iran i Turcja, a także Rosja, dostarczając wojskom Burhana między innymi drony. Każdy z tych krajów kieruje się własnymi motywacjami. Rosja, zainteresowana nowym przyczółkiem w regionie, stara się porozumieć z Chartumem w sprawie umiejscowienia stałej bazy morskiej w zamian za dostawy samolotów bojowych. Iran i Turcja wspierają Burhana, gdyż jako rywala regionalnego traktują ZEA i starają się podważać wpływy emiratów wszędzie, gdzie mogą, a więc także w Afryce. Zachód jest w tej wojnie praktycznie niezauważalny i na ogół dystansuje się od wydarzeń w Sudanie, nie licząc słów zaniepokojenia i życzeniowych nawoływań do pokoju. Ani Stany Zjednoczone, ani Francja nie zdecydowały się na interwencję. Co prawda administracja Donalda Trumpa stara się być aktywna w ramach formuły negocjacji w saudyjskiej Dżuddzie, lecz bez powodzenia.

Pokoju oficjalnie pragną wszystkie stronnictwa i państwa uwikłane w konflikt w Sudanie, jednak każda z walczących stron, gdy tylko zdobywa przewagę na polu bitwy, odrzuca jakiekolwiek rozwiązanie inne niż bezwarunkowa kapitulacja strony przeciwnej, a wprowadzane rozejmy są chwilowe i traktowane jako szansa na taktyczne przegrupowanie sił przed wznowieniem walk. To podejście, patrząc na liczbę ofiar i skalę zniszczeń, nie napawa optymizmem.

Katastrofa

Straty wśród ludzi i zniszczenia materialne są przytłaczające. Wojna pochłonęła życie setek tysięcy cywilów. Dokładna liczba nie jest znana, a szacunki wahają się od 150 do 400 tysięcy. Ponad 10 milionów ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia domów, a około 25 milionów jest zagrożonych głodem. W szczególnie zbrodniczy sposób postępują RSF, które po wybuchu wojny ponownie dopuszczają się ludobójstwa na niearabskich mieszkańcach Sudanu w Darfurze i innych częściach kraju. Litości wobec cywilów nie ma jednak żadna ze stron konfliktu. Atakowane są szpitale i szkoły, a pracownicy humanitarni i pacjenci na wrogim terytorium są traktowani jako cel. Niesienie pomocy potrzebującym jest wyzwaniem nawet w stolicy Sudanu, gdzie brakuje najbardziej podstawowych produktów, a Światowy Program Żywnościowy ogłosił zawieszenie działalności setek prowadzonych przez siebie stołówek w Chartumie w sytuacji, gdy 97 proc. mieszkańców Chartumu zagrożonych jest niedożywieniem.

Ogromną liczbę uchodźców, prawdopodobnie przekraczającą 800 tysięcy, uciekających przed perspektywą śmierci z rąk RSF, przyjął Czad. Większość, bez środków na opłacenie przemytników przerzucających ludzi przez Libię do Europy, nie ma innego wyboru niż pozostać w skrajnie zatłoczonych obozach dla uchodźców. Jednocześnie, choć Czad zaprzecza wspieraniu jakiejkolwiek strony wojny, to właśnie na lotniskach tego kraju mają lądować samoloty z ZEA, których zawartość następnie trafia do kontrolowanego przez RSF Darfuru. Chartum zagroził nawet zbombardowaniem lotnisk w Czadzie, jeżeli rząd w Ndżamenie nie zakończy udostępniania lotnisk samolotom dostarczającym broń dla RSF. Do tej pory do tego nie doszło, niemniej sudańskie lotnictwo bombarduje przejścia graniczne z Czadem.

Po ponad dwóch latach przerwy, 22 października 2025 roku, funkcjonowanie wznowiło lotnisko w Chartumie, nazywane także „cmentarzyskiem samolotów”. Był to sukces nie tylko symboliczny, ale też strategiczny – umożliwia to bowiem łatwiejsze zaopatrywanie sił lojalistów i dostarczanie pomocy cywilom. Na dzień przed ponownym otwarciem bojownicy RSF dali o sobie znać, atakując port lotniczy dronami. Drony generała Dagalo atakują również Port Sudan – morskie okno kraju na świat, przez które rząd otrzymuje wsparcie. Co ciekawe, RSF używają do tych ataków bezzałogowców produkcji chińskiej, co wiązane jest z faktem, iż ZEA importuje i używa dronów właśnie z Chin, choć Pekin, pomijając zwyczajowe komunikaty wyrażające zaniepokojenie i utrzymane w tonie pojednawczym, dystansuje się od wojny w Sudanie, równocześnie kontynuując wydobycie ropy naftowej w tym kraju.
Michał Hunicz - doktorant Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, absolwent stosunków międzynarodowych. Stypendysta Link Campus University w Rzymie. Specjalizuje się w międzynarodowych stosunkach politycznych i militarnych na Bliskim Wschodzie, ze szczególnym uwzględnieniem Libanu i Syrii. Obecnie bada zjawisko upadania państw w regionie jako efekt rywalizacji mocarstw.

W ciągu ostatnich ponad dwóch i pół roku Sudan przeistoczył się z niestabilnego państwa Afryki w piekło na ziemi. Nic nie wskazuje na rychłe zakończenie wojny, której motywami są władza i pieniądze. W toczonym ze zmiennym powodzeniem starciu watażków reżim Burhana zdaje się tracić inicjatywę po raz kolejny na rzecz RSF. Jednym z możliwych scenariuszy jest zastój na froncie i nieformalny, kolejny już podział państwa, tym razem na część zachodnią i wschodnią. Jednocześnie koszmar ludności cywilnej, największa katastrofa humanitarna na świecie, trwa i nie ustaje.