Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Ukraina / 05.01.2026
Nedim Useinow

Generał w cieniu prezydenta. Kim naprawdę jest Kyryło Budanow

Ku nieukrywanemu zaskoczeniu opinii publicznej w piątek, 2 stycznia, prezydent Ukrainy ogłosił, że zaproponował objęcie funkcji szefa swojej kancelarii (w nomenklaturze ukraińskiej – Biura Prezydenta) Kyryłowi Budanowowi, który dotychczas kierował agencją wywiadu wojskowego przy Ministerstwie Obrony, na Zachodzie lepiej znaną pod skrótem „HUR”. Zarówno społecznościowe, jak i tradycyjne media niemal natychmiast podjęły intensywną debatę, w której komentatorzy analizowali motywy tej decyzji oraz jej potencjalne konsekwencje polityczne i instytucjonalne.
Foto tytułowe
Kijów, Ukraina, 25 lutego 2024 r. Kyryło Budanow podczas konferencji „Ukraina. Rok 2024”, w trakcie rosyjskiej agresji na Ukrainę. (Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Najbardziej popularne były spekulacje, czy objęcie roli „wiceprezydenta” – bo do takiej rangi de facto urosła ta funkcja w czasie wojny – nie otwiera przed Budanowem perspektywy pozbycia się przedrostka „wice”. Inni obserwatorzy krytykowali tę decyzję jako osłabiającą agencję wywiadu, która traci charyzmatycznego przywódcę, przechodzącego z roli wojskowego do świata polityki. Sam Zełenski uzasadniał transfer potrzebą silniejszego skupienia prezydenckiego centrum decyzyjnego na kwestiach bezpieczeństwa i obronności, wskazując na konieczność ścisłej koordynacji działań wojskowych, wywiadowczych i politycznych w warunkach trwającej wojny.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Tytułowe pytanie niniejszego artykułu tylko z pozoru wydaje się oczywiste – wszak, jak mogłoby się zdawać, nazwisko Budanowa wybrzmiało na Zachodzie niemal na równi z samym Zełenskim. Wszystko za sprawą brawurowych, a zarazem konsekwentnie prowadzonych operacji kierowanej przez niego agencji, które – od uderzeń na Krymie, przez neutralizowanie Floty Czarnomorskiej i rażenie celów w głębi Rosji, po eliminację kolaborantów oraz operacje informacyjno-psychologiczne – systematycznie podważały rosyjską przewagę militarną i poczucie bezpieczeństwa.

Jednak bliższe przyjrzenie się osobie szefa HUR – jego dotychczasowej karierze, deklarowanym poglądom, zapleczu oraz ambicjom politycznym – jawi się jako ćwiczenie nie tylko analityczne, lecz także politycznie znaczące, zdolne rzucić światło na pytanie, które dziś coraz wyraźniej nurtuje wielu Ukraińców: jaką drogą będzie on podążał w nowej roli i czy nie wejdzie w buty swojego niesławnego poprzednika?


Z kamaszy pod krawat


Kyryło Budanow należy do tej generacji ukraińskich oficerów, których kariera w znacznym stopniu ukształtowała się już po 2014 roku (walczył w Donbasie i dwukrotnie został ranny) – w realiach wojny i permanentnego kryzysu bezpieczeństwa. Wykształcony głównie, choć niewyłącznie, wojskowo – najpierw ukończył Odeski Instytut Wojsk Lądowych, by następnie w Akademii Ostrogskiej odbyć studia doktoranckie z zakresu politologii – od początku związany z wywiadem wojskowym, przeszedł klasyczną, wewnętrzną ścieżkę awansu w strukturach, które po aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie znalazły się w centrum państwowego wysiłku obronnego. W odróżnieniu od wielu postaci życia publicznego Ukrainy nie wywodzi się ani z klasycznie rozumianej polityki, ani z biznesu – jego zaplecze jest stricte instytucjonalne i służbowe, co z czasem stało się jednym z elementów wiarygodności szefa HUR.

Przełomem w jego karierze było objęcie w 2020 roku kierownictwa służby wywiadu wojskowego, a następnie sposób, w jaki agencja funkcjonowała po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji w 2022 roku. Pod sterami Kyryła Oleksijowycza – tak dla podkreślenia respektu zwracają się do niego dziennikarze – HUR stał się jedną z najbardziej aktywnych i widocznych instytucji ukraińskiego państwa, a jego sukcesy miały nie tylko wymiar militarny, lecz także psychologiczny i polityczny, gdyż podważały rosyjską narrację o tym, że „operacja wojskowa postępuje zgodnie z planami”, oraz wzmacniały pozycję Ukrainy w oczach zachodnich partnerów. Symbolicznym domknięciem tego etapu kariery było nadanie Budanowowi przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego stopnia generała porucznika.

Równolegle Budanow urósł do rangi jednej z kluczowych postaci ukraińskiego aparatu bezpieczeństwa, w którym wywiad wojskowy, obok sił zbrojnych i służb specjalnych, stał się jednym z głównych instrumentów prowadzenia wojny. Kierując HUR, Budanow łączył operacyjną skuteczność z rosnącą widocznością publiczną, a oszczędne w formie i często kategoryczne wypowiedzi, szybko podchwytywane poza Ukrainą, wzmacniały ich polityczną wagę. Ta kumulacja sprawczości instytucjonalnej, sukcesów operacyjnych i międzynarodowej rozpoznawalności sprawiła, że przestał być postrzegany wyłącznie jako szef wywiadu, a zaczął funkcjonować jako kluczowy aktor państwa z potencjałem wykraczającym poza ramy stricte wojskowe, po czym trwale zagościł w rankingach wiodących krajowych sondażowni. Szybko dostrzegli to dziennikarze, którzy zaczęli typować go na potencjalnego następcę Zełenskiego.

Lecz to nie oszczędny styl wypowiedzi ani nawet fakt, że w listopadzie 2021 roku szczegółowo opisał w mediach – na podstawie danych wywiadowczych – plany rosyjskiej inwazji, zaskarbiły mu zaufanie Zełenskiego. Szef HUR od początku deklarował swoją lojalność wobec ukraińskiego prezydenta, nie ujawniając najmniejszych ambicji politycznych. Na liczne pytania mediów zawsze odpowiadał, że zamierza kontynuować to, co robi na obecnym stanowisku, i nie interesuje go zmiana gabinetu. Drogę do sukcesu i uznania torował błyskotliwie zaplanowanymi, a następnie zrealizowanymi operacjami na zapleczu wroga, w niektórych z nich biorąc osobisty udział. Dał dowód prawdziwego oddania powierzonej mu misji: nie upaćkał rąk w żadnej aferze korupcyjnej, natomiast tak zalazł Rosjanom za skórę, że – jak pisał w 2023 roku „The Washington Post” – dotychczas podjęto co najmniej dziewięć prób zamachu na jego życie.

Budanow nie wydaje się takim toksycznym partnerem w relacjach z Zachodem, jakim okazał się jego poprzednik, Andrij Jermak. Tego ostatniego poważnie obciążyły ujawnione przez niezależne instytucje antykorupcyjne, NABU i SAP, szczegóły afery łapówkowej wokół państwowej agencji jądrowej Enerhoatom. Sprawa znana jako „Mindichgate”, dotycząca defraudacji środków publicznych o równowartości około 100 mln dolarów przez Timura Mindicza, w połączeniu z narastającymi problemami ukraińskiej armii w pewnym momencie realnie zagroziła prezydenturze Zełenskiego oraz dostarczyła paliwa antyukraińskiej retoryce zarówno w Europie, jak i Stanach Zjednoczonych.

Wszystko to zmusiło prezydenta do przeprowadzenia rewolucyjnych zmian w swoim otoczeniu, a przy okazji zakończenia – przynajmniej częściowo i symbolicznie – trwającego od 2019 roku okresu, w którym rządzić krajem pomagali mu przyjaciele i partnerzy biznesowi wywodzący się ze środowiska show-biznesu i telewizyjnego „Studio Kwartał 95”. Według różnych analiz osób z tego kręgu, które objęły wysokie stanowiska parlamentarne i wykonawcze, było około trzydziestu. Do najbardziej prominentnych postaci, jeśli pominąć wspominanego już Jermaka, należeli m.in.: Andrij Bohdan, z wykształcenia adwokat (pracował m.in. dla oligarchy Kołomojskiego), a następnie szef administracji Zełenskiego, której nazwę wkrótce zmieniono na Biuro Prezydenta; Serhij Szefir, współzałożyciel „Studia”, pełniący od 2019 roku funkcję starszego asystenta prezydenta Ukrainy; oraz Iwan Bakanow, przedsiębiorca i adwokat, który po zwycięstwie Zełenskiego objął stanowisko szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i sprawował je do lipca 2022 roku.

Jak pośrednio wynika z ostatnich wypowiedzi Zełenskiego, istnieje jednak także inny, równie znaczący powód planowanych na szeroką skalę przetasowań w strukturach władzy, ściśle związany z oczekiwaniami wobec amerykańskiego zaangażowania w negocjacje pokojowe. Jesteśmy bowiem świadkami drugiej próby Donalda Trumpa, by doprowadzić Rosjan i Ukraińców do stołu rozmów i dopiąć porozumienie – „deal”, używając języka, który w ostatnim czasie stał się szczególnie popularny w Waszyngtonie. Wiele wskazuje na to, że kolejne podejście okaże się równie bezowocne jak pierwsze, a wówczas nie ma żadnej gwarancji, że Stany Zjednoczone utrzymają choćby dotychczasowe, i tak już mocno ograniczone w porównaniu z okresem prezydentury Joe Bidena, zaangażowanie w pomoc Kijowowi. Kto wie, czy nie z takim właśnie przeświadczeniem ukraiński prezydent wracał ze spotkania ze swoim amerykańskim odpowiednikiem w jego luksusowej rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie. Taki zwrot rzucałby więcej światła na okoliczności wzmacniania przez Zełenskiego militarnego pionu własnej administracji i stanowiłby dość wyraźną zapowiedź przestawiania całej ukraińskiej gospodarki na tory wojenne. A to oznaczałoby jedno: wojna w 2026 roku będzie kontynuowana.

Budanow znalazłby się w swoim żywiole, dysponując większymi (choć nie nominalnie) kompetencjami i szerszym zakresem odpowiedzialności, a tym samym realną możliwością koordynowania działań na wielu frontach jednocześnie oraz krótszą ścieżką decyzyjną, ponieważ swoje pomysły musiałby konsultować tylko z jedną osobą w państwie. Biorąc pod uwagę dość manualny styl zarządzania, jaki ukształtował Andrij Jermak, jego następca nie musiałby niczego tworzyć od podstaw, a jedynie podążać już utorowanymi ścieżkami niemal absolutnej władzy. Chyba że pan generał wolałby przywrócić temu stanowisku jego pierwotną, stricte kancelaryjną funkcję – lecz któż byłby na tyle naiwny, by uwierzyć w taką możliwość?


Nie ograć samego siebie


Nie ulega wątpliwości, że Zełenski przygotowuje się na ewentualną klęskę rozmów pokojowych oraz całkowite wycofanie się Amerykanów – przynajmniej na jakiś czas – z bezwarunkowego wspierania Kijowa. Nie dziwi więc, że z ust rodzimych polityków opozycji i niektórych komentatorów zaczęły padać przypuszczenia, że Trump potajemnie porozumiał się z Putinem i de facto „odpuszcza” Ukrainę. Głosy te ożywiła niemrawa reakcja Moskwy na amerykańską „operację specjalną” w Wenezueli oraz błyskawiczną detronizację i uwięzienie jej prezydenta Nicolása Maduro – gwoli przypomnienia, coś podobnego Kreml próbował zrealizować, atakując Kijów w lutym 2022 roku, lecz skompromitował się i ugrzązł na lata w wojnie, która jak dotąd pozostaje niemożliwa do wygrania. W rzeczywistości cała ta sytuacja jedynie obnażyła słabość Rosji i pokazała, że mimo wszelkich pozorów, jakie próbuje stwarzać, nie gra ona w tej samej lidze co Amerykanie. Nie sądzę więc, by USA, planując bombardowania Caracas, zakładały jakąkolwiek reakcję inną niż szablonowe wypowiedzi rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Ławrowa, stanowczo domagającego się poszanowania Karty ONZ. A zatem nie warto nadinterpretować działań Waszyngtonu, doszukując się w nich na siłę teorii spiskowych. Rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej prozaiczna, choć dla Kijowa dość przykra: sprawiający problemy autokrata z bezpośredniego sąsiedztwa jest dla Stanów Zjednoczonych większym utrapieniem niż wojna tocząca się gdzieś za oceanem. Kontynuując ten brutalnie „realpolityczny” ton, trzeba przypuszczać, że głównym powodem, dla którego Trump może nie chcieć dopuścić do pełnego zwycięstwa najeźdźcy, nie jest wcale perspektywa wzmocnienia Moskwy, lecz Pekinu, postrzeganego jako najgroźniejszy beneficjent takiego scenariusza.

Wracając na ukraińskie podwórko, oparcie znowelizowanego pionu władzy prezydenckiej na osobie wojskowego generała, do tego ekstremalnie popularnego w znacznej części społeczeństwa, niekoniecznie przypadnie do gustu Europejczykom. Wiąże się bowiem z podwójnym ryzykiem. Pierwszym z nich jest groźba powtórzenia scenariusza związanego z rosnącymi notowaniami byłego dowódcy ukraińskiej armii, Walerija Załużnego, którego Zełenski dwa lata temu „zesłał” do Londynu w roli ambasadora po tym, gdy poczuł się zagrożony jego – notabene również publicznie niemanifestowanymi – ambicjami politycznymi. Kolejna taka konfrontacja mogłaby zakończyć się o wiele mniej polubownym rozwiązaniem. Budanow może wprawdzie na początku obrastać w polityczne pióra na stanowisku szefa kancelarii, lecz jak długo rola numeru dwa w kraju pogrążonym w wojnie będzie wystarczać tak ambitnemu i pewnemu siebie oraz swojej dziejowej misji politykowi?
Nedim Useinow - jest członkiem Rady Koordynacyjnej Światowego Kongresu Tatarów Krymskich w Polsce. Od 2003 roku związany z sektorem pozarządowym, działa na rzecz praw człowieka. Przygotowuje na Uniwersytecie Warszawskim doktorat o kształtowaniu się współczesnej tożsamości Tatarów krymskich. Interesuje się kulturą i polityką narodów Azji Centralnej.

Inne artykuły Nedima Useinowa
Na koniec: czy Zełenski, chcąc wzmocnić swoją pozycję w kręgach wojskowych taką nominacją, nie wystawia w sposób niezamierzony sztabowców, poirytowanych nieudolnością „zawodowych” polityków (notoryczne skandale korupcyjne, brak woli w kwestii powszechnej mobilizacji), na pokusę władzy? Nie jestem pewien, czy wśród europejskich sojuszników Kijowa panuje zgodne przekonanie, że ukraiński prezydent dysponuje wystarczającym politycznym sprytem, by nie ograć się przypadkiem samemu – nie tylko w grze o własną karierę polityczną, lecz przede wszystkim w zawsze do pewnego stopnia ryzykownej w warunkach wojny rozgrywce o utrzymanie cywilnego modelu sprawowania władzy państwowej.