Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Kaukaz / 20.01.2026
Paweł Jędral

Gruzja przypomina Węgry. Dla Europy gruzińskie protesty nie są priorytetem

Od ponad roku László Róbert Mézes, węgierski dziennikarz, uczestniczy codziennie w protestach, które odbywają się w stolicy Gruzji, Tbilisi. Można go poznać po charakterystycznej odblaskowej kamizelce z napisem „PRESS” – nie uchroniło go to jednak przed pobiciem jesienią 2025 roku. W wywiadzie udzielonym Pawłowi Jędralowi Mézes opowiada o manifestacjach i podobieństwach między jego ojczyzną a Gruzją.
Foto tytułowe
(Schutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego piątego wydania magazynu online!



Paweł Jędral: Bierzesz udział w protestach od samego początku, od listopada 2024 roku?

László Róbert Mézes: W Gruzji mieszkam od sierpnia 2024 roku. Wcześniej całe życie mieszkałem na Węgrzech, więc Gruzja to mój drugi kraj zamieszkania. Śledzę wydarzenia i protesty od momentu przeprowadzki do Tbilisi, przed „oficjalnym” rozpoczęciem manifestacji w listopadzie. Obserwowałem zarówno kampanię przed wyborami parlamentarnymi, jak i same wybory.

Czy mógłbyś podsumować dla czytelników, którzy nie znają tych wydarzeń, co wywołało protesty w listopadzie 2024 roku?

Protesty wymierzone przeciwko rządowi Gruzińskiego Marzenia trwają z przerwami od 2019 roku. Nasiliły się ponownie w 2023 i 2024 roku wokół ustawy o agentach zagranicznych, podobnej do rosyjskiej ustawy o tej samej nazwie. Latem 2024 roku, kiedy przyjechałem, opozycja i demonstranci skupili się na nadchodzących wyborach parlamentarnych, w październiku. Zamysł był taki, że skoro nie udało im się powstrzymać ustawy protestami, spróbują odsunąć Gruzińskie Marzenie od władzy przy urnie. W dniu wyborów i po nich zaobserwowaliśmy wiele nieprawidłowości. Panował konsensus, że wybory zostały przeprowadzone niesprawiedliwie. Unia Europejska nigdy wprost nie odrzuciła ich wyniku, ale domagała się ich powtórzenia i wciąż podkreśla problem z legitymacją obecnego rządu. Na przykład ambasada Francji nadal publikuje w oświadczeniach, że spotkali się z „przedstawicielką Gruzińskiego Marzenia Maką Bochoriszwili”, zamiast formalnie nazywać ją gruzińską ministrą spraw zagranicznych. 28 listopada 2024 roku premier Gruzińskiego Marzenia, Irakli Kobachidze, ogłosił, że Gruzja zawiesza rozmowy akcesyjne z UE do 2028 roku. (Gruzja otrzymała status kandydata w grudniu 2023 roku.) Wywołało to nową falę protestów, trwającą do dziś. Oficjalnie celem państwa pozostaje członkostwo w Unii Europejskiej do 2030 roku, ale odroczenie formalnych rozmów akcesyjnych do 2028 roku sprawia, że realizacja tego celu wydaje się nierealna. Dla wielu jest to jasny sygnał, że rząd wycofuje się z drogi ku UE.

Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite

Czy w ciągu minionego roku zdarzyła się choć jedna noc, kiedy ludzie nie protestowali?

Protestujemy dosłownie codziennie. To globalny ewenement. Do początku listopada tego roku Aleja Rustawelego – główny bulwar, przy którym stoją parlament i inne kluczowe budynki – była blokowana każdego wieczora. Na początku listopada 2025 roku to się zmieniło: władze zaczęły rozstawiać duże siły policji na alei, uniemożliwiając manifestantom zablokowanie drogi. Zaostrzono przepisy i ich egzekwowanie. Okazało się, że większość naruszeń podczas protestów przestała być wykroczeniami, a zaczęła być klasyfikowana jako przestępstwa. Początkowo karali demonstrantów mniejszymi grzywnami (w grudniu i styczniu), potem znacznie je podwyższyli. Za blokowanie drogi zidentyfikowana osoba może otrzymać grzywnę w wysokości 5 tys. lari (około 6600 zł) – co było bardzo wysoką kwotą, biorąc pod uwagę lokalne dochody. Zakazano też niektórych „narzędzi” protestu, jak fajerwerki czy petardy, oraz masek zakrywających twarze. Wiele osób otrzymało grzywny za zasłanianie twarzy – kwoty rzędu około tysiąca lari. Ktoś mógł być wielokrotnie karany za blokowanie drogi w różnych dniach, plus dodatkowe grzywny za maski lub fajerwerki, co dawało zawrotne sumy.

Jakie jest typowe lub średnie wynagrodzenie [w Gruzji od dwóch dekad nie obowiązują przepisy o płacy minimalnej z wyjątkiem wybranych sektorów – przyp. red.] w Tbilisi?

Na przykład osoba pracująca na kasie w sklepie może zarabiać około 800 lari miesięcznie. Grzywna za blokowanie drogi to dla wielu osób wielokrotność miesięcznej pensji. Gdy ludzie otrzymywali grzywny, ich historie były udostępniane w mediach społecznościowych. Organizowano wtedy zbiórki. W większości przypadków to się udawało.

W większości krajów, jeśli uważasz, że grzywna jest nielegalna lub nieproporcjonalna, możesz odwołać się do decyzji sądu. Jak to działa w Gruzji?

USA nałożyły sankcje na niektórych gruzińskich sędziów w ostatnich latach. Istnieją „klany sędziowskie” kontrolujące dużą część systemu sądowniczego. Stronniczość gruzińskich sądów jest uznana przez Zachód za problem [podobne sankcje nałożyły państwa europejskie, m.in. Wielka Brytania – przyp. red.]. Można oczywiście odwoływać się od grzywien do sądu i niektórzy próbują. Ale z perspektywy protestujących i opozycji sądy nie są niezależne. Sędziowie co do zasady nie są uważani za bezstronnych czy uczciwych. Zdarzały się przypadki tak absurdalne, że niemal komiczne. Jeden przykład dotyczył ośmiu zatrzymanych demonstrantów oskarżonych o „przemoc w powiązaniu z grupą przestępczą” [częsty zarzut wobec protestujących, którzy są sądzeni na podstawie przepisów o udziale w grupie przestępczej – przyp. red.]. Podczas procesu wezwano policjanta na świadka, aby zidentyfikował jednego demonstranta. Gdy prawnik poprosił go o wskazanie osoby z nagrania wśród obecnych w sali sądowej, policjant zidentyfikował osobę, która tego dnia w ogóle nie była obecna na marszu. To idealna ilustracja problemów z niezależnością sądownictwa. Świadek zeznawał w sprawie niewłaściwej osoby, sąd o tym wiedział, ale nie przerwał procedowania. Ludzie po stronie NGO-sów, opozycji i protestujących często nazywają takie osoby „fałszywymi świadkami”, ponieważ zeznają to, czego się od nich wymaga.

Jesienią odbyły się wybory samorządowe, które dodały paliwa protestom.

Większość opozycji bojkotowała wybory samorządowe, ponieważ nie uznawała wyborów parlamentarnych i nie miała żadnych gwarancji, że Gruzińskie Marzenie zreformuje centralną komisję wyborczą. Dodatkowo wielu liderów opozycji zostało uwięzionych. Kluczowe pytanie strategiczne dla opozycji brzmiało: brać udział w wyborach czy je bojkotować. W praktyce większość bojkotowała, ale część uczestniczyła, przez co same wybory były dalekie od normalności. Gruzińskie Marzenie wygrało je przytłaczającą większością głosów. Wielu protestujących uznało te partie, które mimo bojkotu wzięły udział w wyborach, za „opozycję systemową” lub zdrajców współpracujących z reżimem Iwaniszwilego.
4 października znane osoby, w tym śpiewak operowy Paata Burczuladze, wezwały do „pokojowej rewolucji”. Wezwali ludzi do wyjścia na ulice, przedstawiając rząd jako nielegalny i prorosyjski. Protestowano przeciwko ustawionym wyborom i partyjnemu prezydentowi. Aleja Rustawelego i Plac Wolności były wypełnione manifestującymi, a część z nich w końcu ruszyła w kierunku pałacu prezydenckiego, który nie jest już zajmowany przez Salome Zurabiszwili. Jej kadencja oficjalnie dobiegła końca w grudniu 2024 roku, a parlament składający się wyłącznie z członków Gruzińskiego Marzenia wybrał na nowego prezydenta swojego własnego kandydata, byłego piłkarza Micheila Kawelaszwilego.

Ten protest również zakończył się brutalnymi represjami.

Od zeszłej jesieni wielu demonstrantów zostało zatrzymanych [w ciągu roku trwania protestów aresztowano – na okres od kilku godzin do wielu miesięcy – tysiące osób – przyp. red.] i osadzonych w więzieniu. Obecnie ponad sto osób związanych z protestami, w tym liderzy opozycji, pozostaje w więzieniu. Wiele zarzutów wydaje się sfabrykowanych, jak oskarżenia o „udział w zorganizowanych grupach przestępczych” przeciwko ludziom, którzy nigdy wcześniej się nie spotkali. Z czasem dla wielu centrum uwagi przesunęło się z wyborów na odsunięcie Gruzińskiego Marzenia od władzy i uwolnienie więźniów.

Czy Gruzińskie Marzenie jest postrzegane jako partia prorosyjska? Protesty mają silny komponent antyrosyjski.

Tak, protesty są antyrosyjskie i proukraińskie. Ukraińskie flagi są wszędzie na protestach, na ulicach i balkonach. W Gruzji panuje solidarność z Ukrainą, ze względu na wspólne doświadczenia rosyjskiej agresji. Oba kraje były ofiarami agresji militarnej Rosji i oba utraciły część terytorium z powodu inspirowanych przez Rosję ruchów separatystycznych. Z kolei Gruzińskie Marzenie używa narracji antyukraińskich w swoim przekazie, mówi o tym, że Ukraina chce nas wciągnąć w wojnę. Publicznie jednak żadna większa partia w Gruzji nie może otwarcie deklarować prorosyjskich stanowisk. Gruzińskie Marzenie stara się ignorować Rosję w oficjalnych wypowiedziach albo po prostu koncentruje się na wzmacnianiu strachu przed wojną z Rosją. Przedstawia sytuację jako złą, ale stabilną, którą tylko Marzenie potrafi utrzymać pod kontrolą i zapobiec kolejnej wojnie. Nasza współpraca i wymiana handlowa z Rosją rosną, mimo braku oficjalnych relacji dyplomatycznych. Bidzina Iwaniszwili, założyciel partii i obecnie honorowy przewodniczący, jest centralną postacią Gruzińskiego Marzenia. Były premier Irakli Garibaszwili swego czasu otwarcie przyznał, że konsultują z Iwaniszwilim każdą kluczową decyzję. W praktyce to on jest prawdziwym liderem partii. Iwaniszwili zbudował swój majątek w Rosji w latach 90., posiadał udziały w Gazpromie. Bardzo niewiele osób prywatnych miało takie możliwości, co pokazuje jego silne powiązania i wpływy.

Kiedy byłem w Gruzji w lutym, protesty miały wspólnotowy charakter – występy, sztuka, dzielenie się jedzeniem, gra w warcaby. Pamiętam licealistów siedzących w grupie i odrabiających lekcje; śpiewano, sprzedawano gorące kasztany. Nawet kiedy służby biły i zabierały ludzi, protestujący wspierali się nawzajem. Czy dalej tak jest, czy teraz, wraz z zaostrzeniem represji, zmienił się charakter protestów?

Duch pozostał, ale charakter protestów się zmienił. W okresie największej aktywności, zwłaszcza w grudniu 2024 roku, w Tbilisi odbywało się 20–30 marszów dziennie z różnych grup – nauczycieli, alpinistów i innych. Społeczność protestujących organizowała kreatywne aktywności – występy, wydarzenia – a nawet obchodziła Nowy Rok na Alei Rustawelego, z suprą i dzieleniem się jedzeniem z mieszkańcami i cudzoziemcami. Oficjalne obchody Nowego Roku, zorganizowane przez burmistrza Tbilisi, Kachę Kaladzego, zostały przyćmione. To pokazało, że marsze stały się czymś więcej niż samymi demonstracjami. Pojawiły się nowe elementy, jak czwartkowe modlitwy przed parlamentem, prowadzone przez prawosławnych księży. Są symboliczne, ale pokazują, jak demonstracje się dostosowują, tworząc przestrzeń także dla innych grup, np. religijnych, czy osób starszych. Liczebność manifestantów zaczęła spadać latem, częściowo z powodu wakacji i mniejszej liczby konkretnych działań protestacyjnych. Ale aktywność znów wzrosła przy okazji wyborów samorządowych 4 października. Koszty udziału w protestach wzrosły: aresztowania, grzywny, nękanie przez policję – i po roku stało się jasne, że to będzie raczej maraton, nie sprint.

Czy możesz powiedzieć więcej o aresztowaniach?

Ostatnio, w listopadzie, podczas kilku pechowych dni aresztowano prawie 40 osób, w tym liderów marszów. Kary wahają się od kilku dni do nawet roku pozbawienia wolności, plus grzywny liczone w tysiącach gruzińskich lari. Na przykład 61-letniego mężczyznę skazano na rok więzienia po tym, jak dwukrotnie przyłapano go na blokowaniu Alei Rustawelego. Policja nęka też zatrzymanych – każe im się rozbierać, traktuje ich w sposób obraźliwy.

Czy ciebie również aresztowano?

Nie, ale kilku dziennikarzy zostało zatrzymanych mimo posiadania wyraźnych oznaczeń. Większość zwolniono, a policja powoływała się na „pomyłki”, ale jest to sygnał ostrzegawczy dla dziennikarzy, by byli ostrożni.

W Gruzji doszło w tym roku do ponad 600 ataków na media, a ty byłeś jedną z ofiar. Czy możesz opisać, co się stało?

Najpoważniejszy incydent miał miejsce na początku września przed sztabem wyborczym Gruzińskiego Marzenia na ulicy Melikiszwili. Wielu napastników to byli ludzie związani z partią – kandydaci, młodzieżówka, kierowcy posłów – atakujący demonstrantów i dziennikarzy, zabierających nam telefony. Przedstawiłem się jako dziennikarz, miałem kamizelkę i identyfikator prasowy, ale napastnicy i tak mnie pobili. Rzuciło się na mnie około 20–30 osób; nie mogłem się obronić. Byłem wielokrotnie uderzany, kopany, bity różnymi przedmiotami, w efekcie miałem rany, obrzęki i złamany palec. Niektóre blizny na twarzy zostaną ze mną na zawsze. Napastnicy zostali zidentyfikowani przez niezależne media.

Czyli sprawcy są znani, ale sprawa jest w sądzie?

Prokuratura ma dowody, również przekazane przez nas, ale żaden z napastników oficjalnie nie usłyszał zarzutów, a nas nie uznano za poszkodowanych [Laszlo Mezes ostatecznie otrzymał status poszkodowanego w tej sprawie, już po udzieleniu tego wywiadu - red.]

Na początku lata odwołano Zwiada Charaziszwilego, znanego z brutalności szefa jednostek specjalnych MSW. W zeszłym roku i na początku kolejnego był on znienawidzoną postacią, widziałem nagrania, na których osobiście bił i wyzywał protestujących. Sprawa twojego pobicia pokazuje, że nawet po jego odwołaniu nic się realnie nie zmieniło?

Oddziały specjalne, zamaskowane, ubrane na czarno, nadal zastraszają, biją i zatrzymują ludzi. Systemowe podejście nie zmieniło się wraz z wymianą kierownictwa. Może jedyna różnica jest taka, że te oddziały specjalne są używane rzadziej. Wciąż krytycznym obszarem pozostają sądy miejskie. Ludzie często urządzają protesty solidarnościowe z zatrzymanymi przed sądami. Funkcjonariusze sądowi (mandatowi) zachowują się brutalnie i też stosują przemoc wobec demonstrantów. W czerwcu, podczas jednej ze spraw, wykręcili mi rękę, powodując uszkodzenie więzadeł, i próbowali zerwać mi kamizelkę prasową. Lokalnym dziennikarzom grożono, konfiskowano im telefony.

Chciałam też zapytać o pewne kody protestu, które zauważyłem. Wizualne symbole i język nie zawsze są oczywiste dla osób z zewnątrz – np. połączenia między Bidziną Iwaniszwilim, znakami zodiaku, baobabami i memem o „męskim mleku”. Mógłbyś to wyjaśnić?

Gruzińskie grupy protestacyjne często zamieniają memy w performanse. Żart o „męskim mleku” wziął się z wypowiedzi Iwaniszwilego z zeszłej jesieni: zasugerował, że na Zachodzie ideologia woke sprawiła, że nie ma już granic między płciami, że mężczyźni dają mleko i używają podpasek. To było absurdalne, więc stało się memem. Ekscentryczność Iwaniszwilego i jego zainteresowanie astrologią czynią go łatwym celem satyry. Ale równocześnie propaganda Gruzińskiego Marzenia używa tych nawiązujących do okultyzmu memów, by przedstawiać demonstrantów i opozycję jako satanistów i przeciwników Kościoła. Wielu księży wspierających manifestacje zostało ukaranych: niektórzy stracili status duchownego, innym zakazano odprawiania modlitw w cerkwiach. Propaganda działa bez przerwy i wykorzystuje niektóre odłamy Cerkwi jako swoje narzędzia – w stylu rosyjskim, jak na Węgrzech, Ukrainie i w innych reżimach.

Jakie jeszcze podobieństwa widzisz dziś między Gruzją a Węgrami?

Podobieństwa między Fideszem a Gruzińskim Marzeniem są uderzające. Obie partie współpracują ze sobą i używają antyzachodniej, antyeuropejskiej retoryki, twierdzą, że bronią „tradycyjnych wartości chrześcijańskich”. Wewnętrznie obie centralizują władzę, wydrążają kompetencje władz lokalnych i manipulują instytucjami publicznymi, używając ich jako narzędzi opresji. Oba reżimy są silnie anty-LGBT+, np. twierdząc, że UE chce „zmieniać dzieciom płeć” lub promować dewiacje seksualne. Oba stygmatyzują opozycję jako „agentów zagranicy” opłacanych przez zewnętrzne podmioty, takie jak Bruksela, globaliści, środowiska prowojenne itd.
Paweł Jędral – reporter, publicysta i analityk. Absolwent Międzydziedzinowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracował z trzecim sektorem, sektorem naukowym oraz doradczym. Zajmuje się tematami konfliktów międzynarodowych, ochrony zdrowia, prawa międzynarodowego i ochrony środowiska.
Dla obu z nich główną narracją stało się w ostatnich latach „utrzymanie pokoju”: twierdzą, że zagraniczne siły chcą wciągnąć ich kraje w wojnę z Rosją, a tylko oni u władzy mogą zachować pokój. W polityce zagranicznej przedstawiają się jako aktorzy balansujący, utrzymujący relacje z wieloma siłami. Próbują sprzedać swoim wyborcom wizję, że są pragmatycznymi, racjonalnymi politykami. Finansowo i politycznie oba reżimy opierają się na sieciach oligarchicznych. Iwaniszwili jest najpierw oligarchą, a dopiero potem politykiem. Korupcja i interesy biznesowe stanowią kręgosłup tych partii.

Protestujący prosili kraje europejskie o sankcje. Jak skuteczna jest interwencja UE i co będzie dalej z protestami oraz opozycją?

Protestujący i opozycja proszą UE i USA o sankcje celowane w członków Gruzińskiego Marzenia i ich bliskich, a nie wobec całego kraju. W USA w Senacie oczekuje na rozpatrzenie ustawy, która nałożyłaby sankcje na partię i jednoznacznie stwierdziła, że USA nie uznają tego reżimu za legalny. Unia Europejska napotyka przeszkody: Viktor Orbán blokuje sankcje, czasem przy wsparciu Słowacji. Jednak różne sondaże pokazują dwucyfrową przewagę opozycji na Węgrzech, co daje rzadką szansę na zakończenie reżimu Orbána. To mogłoby zakończyć niekończące się weta wobec działań UE w polityce zagranicznej.

Jak widzisz przyszłość protestów?

Postęp zależy zarówno od dynamiki wewnętrznej, jak i aktorów zewnętrznych. USA są nieprzewidywalne pod prezydenturą Trumpa, choć istnieje ponadpartyjne poparcie dla sankcji. Zmiany strategiczne w regionie, takie jak porozumienie pokojowe między Armenią a Azerbejdżanem, mogą sprawić, że Gruzja stanie się dla Zachodu mniej priorytetowa. Europa koncentruje się na Ukrainie i własnych problemach wewnętrznych; Gruzja nie jest priorytetem. Wewnątrz kraju protesty będą trwały, bo obie strony mają twarde, nieustępliwe zaplecza. Aktywność może się wahać, ale nic nie zmieni się natychmiast. Fragmentacja opozycji zmniejsza szanse na wiarygodną alternatywę, co osłabia gotowość Zachodu do interwencji. Jeśli chodzi o organizację polityczną: z protestów wyłoniły się dwie nowe formacje. Jedna to Ruch na rzecz Socjaldemokracji, utworzony przez uczestników codziennych marszów; powstają też mniejsze grupy. Ale to nie jest wciąż zjednoczona opozycja. Wreszcie, protesty są silnie skoncentrowane w miastach.
László Róbert Mézes - węgierski dziennikarz, który przyjechał do Gruzji w 2024 roku, by śledzić tamtejsze protesty przeciwko polityce Gruzińskiego Marzenia
Wieś jest w dużej mierze niezaangażowana lub wspiera Gruzińskie Marzenie, które dominuje na obszarach wiejskich. Opozycja nie zmobilizowała skutecznie mieszkańców wsi ani nie odniosła się do ich codziennych i ekonomicznych problemów. Niektóre kontrowersyjne projekty inwestycyjne zdobyły ograniczone poparcie, ale ogólnie protesty pozostają przede wszystkim antyreżimowe, a nie skierowane na szersze kwestie społeczne.