Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Transatlantyk / 23.03.2026
Anna Gzubicka

USA zwiększają zaangażowanie na Kaukazie Południowym. Region ma strategiczne znaczenie

W dniach 9–11 lutego wiceprezydent USA złożył oficjalne wizyty w Armenii i Azerbejdżanie. W pierwszej kolejności odwiedził Erywań, a następnie udał się do Baku. W obu stolicach podpisał z głowami państw dokumenty zacieśniające współpracę. Była to pierwsza na tak wysokim szczeblu wizyta ze strony amerykańskiej w obu wymienionych republikach od czasu uzyskania przez nie niepodległości. To pokazuje, że Waszyngton postrzega Kaukaz Południowy jako region o szczególnym znaczeniu strategicznym.
Foto tytułowe
Waszyngton, 8 sierpnia 2025 r. - Prezydent Donald Trump podpisuje trójstronną wspólną deklarację z prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem i premierem Armenii Nikolem Paszynianem (Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Wizyta Vance’a była kulminacją serii wydarzeń, które rozpoczęło podpisanie w Waszyngtonie 8 sierpnia 2025 r. deklaracji pokojowej przez Nikola Pasziniana i Ilhama Alijewa. Ową deklarację – jeszcze nie porozumienie – parafowali oni pod auspicjami amerykańskiego prezydenta. Dokument stanowi swoisty projekt traktatu pokojowego. Mimo że na jego podstawie zaprzestano walk, nie jest on równoznaczny z całkowitą normalizacją stosunków. Aby do niej doszło, Azerbejdżan wciąż stawia dwa wymagania. Pierwsze, natury politycznej, odnosi się do preambuły konstytucji Armenii, która według władz Azerbejdżanu zagraża jego integralności terytorialnej, drugie zaś ma naturę ekonomiczno-logistyczną i dotyczy korytarza transportowego łączącego Azerbejdżan z jego eksklawą w Nachiczewanie. Pomimo kwestii, które pozostają do uregulowania, Armenia i Azerbejdżan od czasu rozpoczęcia konfliktu ponad trzydzieści lat temu nigdy nie były bliżej faktycznego porozumienia.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Trump godzi odwiecznych wrogów


Relacje Stanów Zjednoczonych z Armenią i Azerbejdżanem dodatkowo zacieśniły się podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w dniach 19–23 stycznia 2026 r. Zarówno Armenia, jak i Azerbejdżan podpisały kartę założycielską Rady Pokoju – nowej organizacji międzynarodowej, zrzeszonej wokół osoby Donalda Trumpa. 22 stycznia prezydent USA osobiście spotkał się z Ilhamem Alijewem w Davos. Głowy państw rozmawiały o kontynuowaniu współpracy na wielu różnych płaszczyznach. 19 lutego trzej przywódcy spotkali się ponownie na pierwszym szczycie Rady Pokoju. Podczas inauguracji, na prośbę prezydenta USA, Alijew i Paszinian uścisnęli sobie ręce, a Trump „mianował” ich odtąd przyjaciółmi.

9 lutego J.D. Vance przyleciał do Erywania, gdzie następnie podpisał wraz z Paszinianem memorandum o współpracy w dziedzinie pokojowego wykorzystania energii jądrowej, zakładające amerykańską inwestycję w modernizację bloku elektrowni atomowej. Następnie, podczas konferencji prasowej, podsumowano wyniki rozmów. W związku z zawarciem porozumienia „123 Civic Nuclear Cooperation Agreement” Vance zapowiedział „5 miliardów dolarów we wstępnym eksporcie z USA” oraz dodatkowe 4 miliardy dolarów wsparcia na kontrakty paliwowe i konserwację projektu nuklearnego. Ogłoszono także kooperację w sektorze high-tech i sztucznej inteligencji. Na jej podstawie amerykańska firma Firebird ma wybudować w Armenii centrum sztucznej inteligencji i danych. Rozszerzenie współpracy obejmuje również sferę militarną i obronną. Armenia m.in. nabyła od USA bezzałogowce „V-BAT” oraz amerykańskie drony.

Vance dużą część swojego wystąpienia poświęcił projektowi TRIPP (Trump Route for International Peace and Prosperity). To droga, która ma połączyć Azerbejdżan z jego eksklawą w Nachiczewanie przez terytorium Armenii i dzięki temu przyczynić się do rozwoju handlu w regionie. W październiku 2025 r. Alijew ogłosił w Kazachstanie zakończenie handlowej blokady Armenii, trwającej od momentu proklamowania niepodległości przez obie republiki. TRIPP ma być fizyczną odpowiedzią na wykorzystanie tych nowych możliwości prawnych. Operatorem około czterdziestokilometrowego szlaku przez dziewięćdziesiąt dziewięć lat zostanie amerykańsko-armeńska spółka.

Paszinian nazwał wizytę i jej kontekst historycznymi oraz podkreślił, że bilateralna relacja między państwami nigdy nie była silniejsza. J.D. Vance natomiast otwarcie poparł kandydaturę Pasziniana w czerwcowych wyborach jako gwaranta stabilności i dobrobytu.


Strategiczne partnerstwo w przededniu wojny


Podczas swojej wizyty w Azerbejdżanie amerykański wiceprezydent podpisał z liderem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem porozumienie o partnerstwie strategicznym. Podobne porozumienie sojusznicze w 2022 r. Baku zawarło z Rosją na kilka dni przed jej agresją na Ukrainę. Sygnowanie paralelnego dokumentu to w dużej mierze gest polityczny ze strony Azerbejdżanu i pokaz wielowektorowej polityki Alijewa. Kooperacja USA z Azerbejdżanem w dużej mierze ma opierać się na szlakach komunikacyjnych, handlu i wzmożonej wymianie gospodarczej.

W oświadczeniu obu stron nie padło wiele szczegółów, ale powołano serię grup roboczych, m.in. do spraw bezpieczeństwa, łączności czy zwalczania terroryzmu. J.D. Vance zapowiedział wsparcie morskiej granicy Azerbejdżanu poprzez wysłanie jednostek, a także przypomniał, że azerbejdżańscy żołnierze, wspierający misję NATO w Afganistanie, byli jednymi z ostatnich, którzy opuścili go po podpisaniu porozumienia z Dohy między USA a talibami. Wiceprezydent USA ponownie podkreślał wagę projektu szlaku transportowego TRIPP dla utrzymania pokoju i dobrobytu. „Po co mielibyśmy walczyć ze sobą, skoro możemy prowadzić ze sobą handel?” – mówił w Baku. Prezydent Azerbejdżanu przyznał, że w trakcie wizyty J.D. Vance poruszył kwestię ewentualnej amnestii dla byłych przywódców separatystycznej republiki Górskiego Karabachu, jednak wyrażane przez Ormian prośby, wraz z amerykańskim pośrednictwem, zostały odrzucone.

Dodatkowe kontrowersje wzbudził post na platformie X, opublikowany przez wiceprezydenta USA. Podczas wizyty w Armenii Vance oddał hołd ofiarom rzezi Ormian z lat 1915–1917, co odnotowano we wpisie z użyciem słowa „ludobójstwo”. Treść ta jednak została szybko edytowana przez sztab polityka i z nowej wersji usunięto to określenie.

Naturalnie rodzi się pytanie, skąd takie zainteresowanie regionem. Jeszcze niedawno prezydent Trump z trudem wypowiadał nazwę „Azerbejdżan” i mylił Armenię z Albanią. Zwiększone zaangażowanie USA w regionie wynika z szeregu czynników. Wśród nich istotne jest strategiczne z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych położenie Armenii i Azerbejdżanu. Oba te kraje graniczą z Iranem; jeśli udałoby się otworzyć trasę transportową przy południowej granicy Armenii, byłby to kolejny krok do geopolitycznego „uduszenia” Iranu poprzez odcięcie mu dostępu nie tylko do Kaukazu Południowego, ale też do rynków Rosji i Europy. Obecność Amerykanów na północnej granicy Iranu nasilałaby wywieraną przez Waszyngton presję.

28 lutego USA zaatakowały Iran. Nie ma podstaw, by zakładać bezpośredni związek między wizytą Vance’a a rozpoczęciem agresji na Teheran, ale poprawa relacji z Baku i Erywaniem jest zdecydowanym atutem dla USA. Po rozpoczęciu konfliktu z kierunku Iranu wystrzelono drony, które uderzyły w lotnisko w azerbejdżańskiej eksklawie Nachiczewan. Alijew zwołał specjalne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa, podczas którego zażądał wyjaśnień od strony irańskiej i określił atak mianem aktu terrorystycznego. Jednocześnie Azerbejdżan oświadczył, że nie udostępni żadnym obcym wojskom swojego terytorium. Reakcje ze strony armeńskiej były bardzo ograniczone, szczególnie w porównaniu z ostrą krytyką, której dopuścił się Erywań, gdy Izrael zaatakował Iran w czerwcu 2025 r. Zarówno Baku, jak i Erywań wysłały także szczere kondolencje ludowi Iranu w związku ze śmiercią Chomeiniego.

Mimo że obywatele Azerbejdżanu i Iranu w większości wyznają islam szyicki, relacja między tymi państwami jest nadzwyczaj szorstka. Azerbejdżan należy również do nielicznych państw z większością muzułmańską utrzymujących dobre relacje z Izraelem, z którym współpracuje m.in. na polu militarnym, a Izrael jest współagresorem w konflikcie. Mimo zapowiedzi, że Azerbejdżan nie udostępni swojego terytorium w celach wojskowych, na prośbę USA mógłby podjąć inne działania, np. zablokować przepływ towarów do Iranu. Ponieważ Iran jest importerem żywności, taki krok stanowiłby kolosalny problem, uderzający przede wszystkim w ludność cywilną.

Poza strategicznym położeniem Armenii i Azerbejdżanu inaugurowanie projektów takich jak TRIPP wiąże się dla USA z korzyściami finansowymi. Otwarcie tego szlaku transportowego umożliwiłoby otwarcie dostępu do bogatych rynków centralno-azjatyckich. Pojawia się też czynnik personalny. Prezydent Trump kreuje się na inicjatora pokoju i otwarcie wyraża chęć dołączenia do grona noblistów. Twierdzi, że w ciągu ośmiu miesięcy swojej prezydentury zakończył osiem wojen, w tym między innymi konflikt między Azerbejdżanem a Armenią. Poza Benjaminem Netanjahu, premierem Izraela, to właśnie Alijew i Paszinian nominowali Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla.


Szansa na normalizację stosunków


Zacieśnienie relacji to również szansa dla Armenii i Azerbejdżanu. Armenia militarnie przegrała wojnę o Górski Karabach z Azerbejdżanem ze względu na jej niższy potencjał militarny i brak oczekiwanego wsparcia ze strony Rosji. Dla Erywania włączenie się USA w rozmowy pokojowe i podpisanie porozumienia w Waszyngtonie to szansa na stabilizacje. Moskwa zawiodła, więc jako nowy gwarant pokoju wkroczyło państwo amerykańskie. Dodatkowo rodzi to dla Armenii szansę na pobudzenie gospodarcze ze względu na szereg projektów zapowiedzianych we współpracy z USA. Jest to też okazja dla premiera Pasziniana, który został oficjalnie wsparty przez administrację republikanów, co może przełożyć się na jego wynik w czerwcowych wyborach. Dla Azerbejdżanu jako wygranego w wojnie ważniejsze wydają się korzyści finansowe. Już teraz Baku zaopatruje w gaz i ropę ponad 20 państw, a połowa z nich należy do tzw. kolektywnego Zachodu. Pozycja Azerbejdżanu sprawia, że jest on państwem tranzytowym dla korytarza północ-południe, a dzięki projektowi TRIPP – również dla korytarza wschód–zachód. Otwarcie rynków bogatej w złoża Azji Centralnej to możliwości intratnych kontraktów dla Baku.

Trudno mówić o Kaukazie Południowym w kontekście geopolitycznym bez Rosji. Relacje azerbejdżańsko-rosyjskie są napięte od czasu katastrofy lotu azerbejdżańskich linii lotniczych Airlines 8243. Do zdarzenia doszło w grudniu 2024 r. w Kazachstanie, gdzie samolot lądował awaryjnie wskutek trafienia przez system Pancyr-S1 rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Rosja bardzo długo nie brała odpowiedzialności za to wydarzenie. W październiku zeszłego roku, podczas szczytu pokojowego w Duszanbe, Putin przyznał wreszcie, że wina za katastrofę leży po stronie rosyjskiej, i zaoferował zadośćuczynienie. Azerbejdżan jednak zdążył w międzyczasie zdystansować się od Rosji, co umożliwiły mu bliska relacja z Turcją oraz fakt, że kraj w ubiegłych latach znacznie wzbogacił się na eksporcie własnych złóż. Ten czynnik osłabił rosyjskie finansowe instrumenty wpływu, a zakończenie de facto działań zbrojnych w Górskim Karabachu to kolejny cios, ponieważ Rosja umiejętnie rozgrywała, a nawet prowokowała konflikt, by utrzymywać swoją pozycję sił pokojowych w regionie.

Rosja długo wykorzystywała status kluczowego partnera handlowego Armenii. Jednak bierność Moskwy wobec azerbejdżańskiej ofensywy w Górskim Karabachu sprawiła, że Ormianie poczuli się zdradzeni. Kreml postrzegano dotąd jako gwaranta bezpieczeństwa, ale ostatecznie nie wywiązał się on ze swoich obietnic. W rezultacie Erywań zawiesił swoje członkostwo w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym – strukturze zbiorowego bezpieczeństwa pod nieformalnym przewodnictwem Rosji. To demonstracyjny gest, zwłaszcza że Armenia zawsze była najbardziej prorosyjskim krajem w regionie. W orbitę wpływów Moskwy weszła ponad dwieście lat temu, zacieśniając relacje szczególnie po ludobójstwie Ormian w 1915 r. Wydaje się, że nigdy wcześniej jej stosunki ze „starszą siostrą” nie były tak napięte jak dzisiaj. Pomimo że na Kremlu Paszinian uchodzi za polityka antyrosyjskiego, premier stara się unikać pogorszenia stosunków z Moskwą i utrzymuje stały kontakt z jej przedstawicielami. Nawet jego ewentualne zwycięstwo w wyborach nie musi jednak oznaczać definitywnego kresu tych bliskich powiązań, ponieważ Rosja wciąż utrzymuje w Armenii bazę wojskową i kontroluje strategiczne segmenty armeńskiej gospodarki.


Gruzja wyrzucona na pobocze


Pozostaje pytanie: co z Gruzją? Państwo to, szczególnie w trakcie dwóch kadencji Micheila Saakaszwilego (2004–2012), utrzymywało bardzo bliskie relacje z USA. Efektem wygranych wyborów prozachodniego kandydata była wizyta prezydenta George’a W. Busha w Tbilisi w 2005 r. Z kolei w 2008 r., na szczycie NATO w Bukareszcie, Gruzji zagwarantowano przyszłe członkostwo w Sojuszu, czego konsekwencją była rosyjska agresja. Mimo wojny w tym samym roku nie zmieniły się ani polityczny wektor zwrócony na Zachód, ani proamerykańskie nastroje społeczne.

Ostatnia wizyta amerykańskiej administracji wysokiego szczebla w regionie miała miejsce w 2017 r. Kaukaz Południowy odwiedził wówczas wiceprezydent Mike Pence. Jego wizyta ograniczyła się jednak tylko do Tbilisi, pomijając Erywań i Baku. Jeszcze kilka lat temu pominięcie Gruzji – tak jak zrobił to Vance – podczas oficjalnej wizyty wysoko postawionego urzędnika USA byłoby niemal niewyobrażalne. Tbilisi przez lata uważano za kotwicę dla amerykańskich projektów w regionie. Pogorszenie relacji na linii USA – Gruzja nastąpiło po przejęciu władzy przez partię Gruzińskie Marzenie. Jej założyciel, Bidzina Iwaniszwili, dorobił się fortuny w Rosji, a prowadzona przez jego środowisko polityka stopniowo oddalała kraj od Zachodu i zbliżała go do Moskwy. Państwo, określane niegdyś przez Busha „latarnią wolności w regionie”, zaczęło tracić punkty w indeksach demokracji i wolności słowa.

Administracja Joe Bidena nie pozostała obojętna na te zmiany. W 2023 r. nałożono restrykcje wizowe na wybranych przedstawicieli gruzińskiego sądownictwa. Rok później Gruzińskie Marzenie przyjęło inspirowaną rosyjskim prawem tzw. ustawę o zagranicznych agentach. Zobowiązuje ona media i NGO do rejestrowania się jako podmioty realizujące interesy obcej potęgi, umożliwia monitoring ich działań oraz nakładanie kar finansowych, co osłabia społeczeństwo obywatelskie. W kraju wybuchły wtedy trwające do dziś protesty.

Sytuację zaogniły zarzuty fałszerstw wyborczych oraz deklaracja premiera Irakliego Kobachidze o zawieszeniu starań o zbliżenie z Unią Europejską do 2028 r. W odpowiedzi USA nałożyły sankcje na kolejnych oficjeli, w tym Iwaniszwilego, oraz zawiesiły strategiczne partnerstwo obowiązujące od 2009 r.

Gruziński rząd liczył na wygraną Donalda Trumpa w wyborach w 2024 r. Po jego zaprzysiężeniu w kwietniu 2025 r. Kobachidze otwarcie wyraził chęć resetu w relacjach z Waszyngtonem i poparł proponowaną przez Trumpa politykę zmierzającą do zakończenia wojny w Ukrainie, USA nie wykazały jednak większego zainteresowania nowym otwarciem. Izba Reprezentantów rozpoczęła prace nad aktem MEGOBARI, wymierzonym w gruzińskich urzędników i wspierającym euroatlantyckie aspiracje regionu. Postawę USA tłumaczyć można zarówno względami politycznymi, jak i ekonomicznymi – Waszyngton nie akceptuje regresu demokratycznego oraz rosnących wpływów Chin i Iranu w regionie. Jednocześnie wraz z implementacją TRIPP Gruzja traci dotychczasowy monopol tranzytowy, czego konsekwencją była m.in. nieobecność gruzińskich przedstawicieli w Davos oraz pominięcie kraju podczas wizyty w regionie przez wiceprezydenta J.D. Vance’a.


Rosja zachowuje milczenie


Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa z przekąsem komentowała podpisanie przez Armenię i Azerbejdżan deklaracji pokojowej w Waszyngtonie jako ich porażkę, pomijając fakt, że trzydzieści lat rosyjskiej mediacji nie przyniosło trwałych rezultatów. Propagandysta Władimir Sołowjow, mówiąc o utracie przez Rosję wpływów na Kaukazie, sugerował nawet, że „specjalna operacja wojskowa” w Ukrainie nie powinna być jedynym rosyjskim wysiłkiem militarnym na obszarze byłego ZSRR.

Jednak w praktyce Rosja nie zdecydowała się na ostrą krytykę wizyty J.D. Vance’a ani twardą reakcję wobec rosnącej aktywności USA w regionie. Wynika to przede wszystkim z koncentracji na wojnie w Ukrainie, która pochłania zasoby militarne i polityczne oraz osłabia pozycję Moskwy w przestrzeni postsowieckiej. Podobne procesy widać także w Azji Centralnej – w listopadzie ubiegłego roku prezydent USA spotkał się w Białym Domu z liderami państw regionu i podpisał z nimi umowy inwestycyjne, co pokazuje, że proces ograniczania rosyjskich wpływów nie dotyczy wyłącznie Kaukazu.
Anna Gzubicka - absolwentka rosjoznawstwa i turystyki historycznej na Uniwersytecie Gdańskim. Na co dzień pracuje jako przewodniczka za kołem podbiegunowym. Krótsze wolne chwile spędza aktywnie na świeżym powietrzu, w czasie tych dłuższych wraca do Azji Centralnej lub na Kaukaz.

W przypadku Armenii kluczowe będą czerwcowe wybory – to one pokażą, w jakim kierunku podąży państwo. Obecnie wydaje się, że to Stany Zjednoczone zaczynają zyskiwać na znaczeniu na Kaukazie Południowym. Nie oznacza to jednak, że rosyjskie wpływy definitywnie przepadły. Wiele zależy od tego, jak zakończy się wojna w Ukrainie – czy Rosja wyjdzie z niej osłabiona, czy będzie w stanie się odbudować i ponownie wzmocnić swoją pozycję w regionie.