Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 07.04.2026
Maciej Malinowski

Mitrowica pozostaje podzielona. Mieszkańcy wciąż nie odnajdują wspólnego języka

Mitrowica była dosyć spokojnym miastem, ale do gry wkroczyła wielka polityka i podzieliła je na dwie części. Może jednak jest szansa, by coś się zmieniło. Świat zajmują podobno poważniejsze konflikty, a ludzie potrzebują impulsu gospodarczego.
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



WZAJEMNY BRAK ZROZUMIENIA


Głównym deptakiem Mitrowicy Północnej, ulicą Piotra I, spaceruje Sergian z kilkuletnim synkiem. Nad nimi zwisają podarte serbskie flagi – zniszczone dekoracje. Wokół życie toczy się normalnie, ludzie siedzą w ogródkach kawiarnianych i robią zakupy.

Sergian to Serb, pracownik administracyjny po czterdziestce.

– Czy bywam na południu? Właśnie stamtąd przyszedłem. Natomiast myślę, że Albańczycy lepiej czują się w północnym mieście niż my, Serbowie, w południowym. Przed wojną, gdy byłem młodszy, mieszkałem z wieloma Albańczykami na osiedlu. Znaliśmy się z ulicy czy bloku, graliśmy razem w piłkę. Mam z częścią kontakt, ale tylko zdalny, bo emigrowali za granicę lub do Prisztiny. Rok temu spotkaliśmy się nawet na kawę z tymi, którzy na stałe mieszkają w USA. Teraz już nie gramy wspólnie w piłkę. Nie wiem czemu. Może przez wzajemny brak zrozumienia? – Zastanawia się i dodaje: – Czuć, że jesteśmy z Bałkanów. Elsa to Albanka, ma może dwadzieścia pięć lat i długie, ciemne włosy. Razem z koleżanką ubraną w hidżab odpoczywa na ławce, blisko pomnika serbskiego cara. Zanim odpowie na pytanie, rozgląda się wokół z dużą ostrożnością – tak jakby czuła zagrożenie i była gotowa do ataku.

Kilkanaście metrów od niej na murku znajduje się napis: „Owo je Srbija” („Tu jest Serbia”), a po drugiej stronie ronda – „Jer odawdje, ne ma nazad” („Stąd nie ma powrotu”), z tłem z serbskimi orłami.

Dziewczynę denerwuje narracja, że tylko Serbowie żyją w północnym mieście.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Od zakończenia wojny w 1999 roku Mitrowica jest podzielona na dwie części: południową i północną. Granicę stanowi rzeka Ibar. W południowym mieście mieszka niemal 65 tysięcy osób, w północnym – niecałe 8 tysięcy. Na południu są to prawie wyłącznie Albańczycy. Na północy sytuacja jest bardziej złożona, choć dominują Serbowie.

– Do prowokacji Serbowie wykorzystują ludzi niewyedukowanych i przestępców – mówi z widoczną pewnością siebie Elsa. – Ich władze rozsyłają wiadomości z treścią zniechęcającą do głosowania w wyborach. Ludzie kupują domy, z których wynieśli się Albańczycy, demolują je i budują nowe – dodaje.

Opinia Elsy opiera się na krążących wśród Albańczyków przekręconych informacjach. Owszem, na północy dominuje Lista Serbska – obecna w kosowskim parlamencie partia serbskiej mniejszości. Jej przedstawiciele otwarcie namawiali do bojkotu głośnego referendum z wiosny 2024 roku. Ale choć istnieją silne dowody na powiązania tej partii z mafią i wspieranie przez Belgrad, to na proceder masowej rozsyłki SMS-ów – już nie. Podobnie jak na to, by Serbowie celowo wykupywali i niszczyli albańskie nieruchomości. Problemem jest natomiast tworzenie się wysypisk śmieci w miejscach po ruinach dawnych albańskich domostw.

Deptak „północny” prowadzi wprost do mostu. Jeżeli kawałek skręcić, można dojść do „samotnych wież”, znanych jako ostoja albańskich mieszkańców. Jednym z nich jest Ferid. Często przesiaduje na południowym (przeciwnym) brzegu, wpatrując się w płynącą rzekę i swoje osiedle. W Feridzie buzuje wiele trudnych emocji. W kopalni na co dzień pracuje z Serbami. Ma z nimi dobry kontakt i jako człowiek nie żywi do nich pretensji. Natomiast nie może zaakceptować zła, które jako naród wyrządzili Albańczykom. Ferid pokazuje film zmontowany z archiwalnych materiałów. Na początku – zima 1985 roku. Uśmiechające się do kamery dzieci. Witryny pawilonów sklepowych. Wystający minaret – wieża usytuowanego poniżej meczetu. Dalej – 1999 rok, pustka wojennej pożogi. Meczetu już nie ma. – Tak wyglądał. Niewielki. Spalili go w całości – nie kryje żalu Ferid.


DZIURA W PAMIĘCI

Jeton jest dzieckiem, gdy jego tata wyjeżdża na delegacje za granicę, między innymi do ZSRR czy Polski. Podobno ma tam za zadanie rozpoznawać surowce podczas selekcji w fabrykach. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Jugosławia prowadzi intensywną wymianę gospodarczą zarówno z krajami Europy Zachodniej, jak i bloku sowieckiego. Współpraca obejmuje również dzielenie się wiedzą ekspercką. Kompleks górniczo-hutniczy „ Trepça”, w którym pracuje ojciec Jetona, jest jednym z największych w całej federacji, daje zatrudnienie tysiącom ludzi i napędza lokalną gospodarkę.

W pewnym momencie wyjazdy się kończą, a zaczyna trudny okres.

Slobodan Milošević, nowy szef serbskiej partii komunistycznej, zapowiada likwidację prowincji Kosowo oraz Wojwodina. Państwo ma być scentralizowane.

O poranku 17 listopada 1988 roku albańscy górnicy z „Trepçy” spotykają się pod siedzibą kopalni. Tego dnia nie pracują, ale protestują przeciwko degradacji Kosowa. W kierunku Prisztiny, stolicy prowincji, pieszo wyrusza 1260 osób. Do przejścia mają 50 kilometrów. Na miejscu meldują się przed 17.00. Przedstawicielka władz ma dla nich piętnaście minut. Przekazują jej swoje postulaty, wracają tą samą drogą.

Pokojowy marsz nie przynosi rezultatów. W lutym 1989 roku górnicy organizują więc tygodniową głodówkę. Podobno (jak donosił korespondent „Los Angeles Times”) dyrektor kopalni przekazuje w ich imieniu władzom, że „mogą ich wyciągnąć tylko w trumnach”.

Kilka tygodni później kosowscy komuniści podają się do dymisji, ale Belgrad przyklepuje zapowiedziane zmiany. W ciągu kolejnych trzech lat większość z protestujących traci pracę.

W kompleksie przemysłowym znacznie spada produkcja. Nasilają się represje, a konflikt albańsko-serbski nabiera tempa. Serbowie dokonują masowych czystek etnicznych na Albańczykach. Albańscy partyzanci z UCK (Armii Wyzwolenia Kosowa) rozpoczynają walkę sabotażowo-dywersyjną o niepodległość, co również wiąże się z morderstwami cywilów, ale na dużo mniejszą skalę. Walki intensyfikują się w lutym 1998 roku. Wtedy to już pełnoprawna wojna.

Dla Jetona ten okres to dziura w pamięci. Pamięta lepiej to, co było przed, oraz to, co działo się po. Od czasu strajków aż do wojny Albańczycy byli wykluczeni z życia publicznego. – Nie mogliśmy się uczyć normalnie, szkoły były zamknięte, nauczanie prowadzono konspiracyjnie w domach. Albańczycy nie mieli pracy, zastąpili ich Serbowie – wspomina.

Po bombardowaniu Belgradu i podpisaniu porozumień wojna się kończy. Jej bilans to od 13 do 15 tysięcy ofiar. W tym okresie część UCK w odwecie dokonuje zabójstw i porwań. Do Kosowa przybywają żołnierze NATO, by pilnować pokoju. 10 czerwca 1999 roku ONZ ustanawia Misję Tymczasową (UNMIK) z zadaniem administrowania Kosowa. Napięcie jednak pozostało – nawet po 2008 roku, gdy Kosowo ogłosiło niepodległość.


PÓŁNOC, POŁUDNIE I PREMIER


Choć w mieście znajduje się kilka przepraw przez Ibar, to „stary most” w centrum jest najważniejszy – zarówno ze względu na jego położenie, jak i symbolikę. Strzegą go po obu stronach żołnierze misji NATO – KFOR, bo był miejscem wielu niepokojów. Od 2018 roku wolno po nim jedynie przejść – nie można przejechać autem. To efekt negocjacji.

Nie może się z tym pogodzić Albin Kurti, premier Kosowa. W lipcu 2024 roku spotkał się z ambasadorami państw zachodnich, by przedstawić plan otwarcia. Ambasadorzy odmówili poparcia inicjatywy. Temat na jakiś czas wyciszono, a zbiegło się to z czasem, gdy Prisztinę odwiedził… szef CIA. Amerykańscy dygnitarze regularnie przylatują do Kosowa, politycy z Prisztiny chętnie odwiedzają stary most w Mitrowicy.

Most, miasto i mieszkańcy są statystami wielkiej polityki, choćby tej stołecznej.

Kurti to zwolennik działań, które określa jako walkę o suwerenność. Podczas studiów w latach dziewięćdziesiątych aktywnie udzielał się w ruchach niepodległościowych, szefował głównej organizacji studenckiej, był aresztowany. W 2005 roku założył ruch „Samostanowienie” (LVV), sprzeciwiający się narracji dotychczasowych elit. Zaliczył do nich przedstawicieli rządzących przez wiele lat Kosowem partii PDK i LDK. To po nich LVV przejęło władzę kilka lat temu.

Kurti stawia się za wszelką cenę partnerom zachodnim, podobnie też traktuje skomplikowane negocjacje z Serbią. Za to jest krytykowany przez opozycję, a państwo od ponad roku trwa w kryzysie politycznym.


PRZYSZŁOŚĆ NIE ISTNIEJE


Tichomir to łysiejący mężczyzna koło siedemdziesiątki, ochroniarz w hotelu North City w Mitrowicy Północnej. Rano, po skończeniu zmiany, częstuje rakiją. I opowiada o tym, jak się żyje w mieście.

– Niedobrze. Sytuacja jest napięta. „Svedska kryza”: nie ma pracy i pieniędzy. Potrzebne są inwestycje. Jak się wydobywa rudy, to działają fabryki. A tak to przyszłość nie istnieje. Naród serbski nie ma przyszłości – żali się, nawiązując zapewne do kryzysu finansowego w Szwecji z początku lat dziewięćdziesiątych. Wtedy to pękła bańka spekulacyjna i państwo musiało interweniować, by wesprzeć banki.

Jeśli w tej analogii w roli państwa występuje Serbia, to formą interwencji jest działanie alternatywnego systemu ubezpieczeń. Do zarządzania nim Belgrad zatrudnia mieszkańców północnego Kosowa. To jednak sztuczne narzędzie. Dla Tihomira prawdziwa praca to ta w przemyśle wydobywczym.

Wydawać by się mogło, że kluczowy dla tożsamości regionu sektor gospodarki złote czasy ma już za sobą. W położonej 9 kilometrów od centrum Mitrowicy kopalni „Stanterg” wydobycie nie przekraczało jeszcze niedawno 125 tysięcy ton (dane za rok 2024). Dla porównania, w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wydobywano tam nawet 500–600 tysięcy ton rocznie. Tymczasem trwa walka o zwiększenie efektywności produkcji. Trepça Sh.A. – dawniej ogromny kombinat – to dziś spółka, która zarządza zespołami trzech kopalni oraz kilkoma mniejszymi fabrykami i laboratoriami. Wytwarza głównie koncentraty ołowiu i cynku, produkuje też akumulatory. W lipcu 2025 roku pochwaliła się na swoim facebookowym profilu zwiększeniem produkcji o ponad 100 procent względem pierwszego półrocza 2024 roku.

W tym optymistycznym rozdziale są i ciemne strony. Bo wydobycie cynku i ołowiu ma bardzo negatywny wpływ na środowisko i stanowi niebezpieczeństwo dla ludzi. Radio Wolna Europa w reportażu na swoim portalu pisze o ofiarach zatrucia ołowiem. Przytacza analizę z 2000 roku, przygotowaną dla UNMIK (misji ONZ w Kosowie) oraz KFOR (misji NATO). Stwierdzono w niej wysoki poziom skażenia w obozach tymczasowych dla uchodźców, zlokalizowanych na północ od Mitrowicy, blisko składowisk odpadów z „Trepçy”. UNMIK nie podjęła wtedy realnych działań. Obozów już nie ma, jednak badania naukowe z ostatnich kilkunastu lat potwierdzają, że stężenia nadal są obecne w tutejszej glebie i wodzie.


MAŁOMIASTECZKOWE ŻYCIE


Z hotelowego holu świetnie widać górujący nad miastem spomenik, czyli monumentalny pomnik. Ten poświęcony jest poległym albańskim i serbskim partyzantom, którzy walczyli przeciwko nazistom w czasie drugiej wojny światowej. Składa się z dwóch grubych, stożkowatych kolumn, które przykrywa figura w kształcie wagonika górniczego. Całość przypomina trochę wielką literę „Pi”.

Pod spomenikiem stoi cerkiew. Wokół niej spaceruje razem z siostrą Emilia. Na co dzień studiuje informatykę w Belgradzie. Dziewczyny próbują wrócić do miasta, przedzierając się przez krzaki i pustostan. To krótsza droga.

– Jest trochę niestabilnie. Boimy się, że nasi rodzice w każdej chwili mogą stracić pracę. Są nauczycielami i odmówili wykonywania obowiązków. Rzeczy zostawili w biurze. Poza tym jest w porządku. Nie jest tak niebezpiecznie, jak ludzie opowiadają. Takie małomiasteczkowe życie. Nic nadzwyczajnego.

Czy Emilia ma znajomych Albańczyków zza rzeki?

– Z ludźmi z południa nie mam kontaktu – odpowiada.

Obawy o utratę pracy są efektem spirali strachu, napędzanej przez probelgradzkich propagandystów. Uaktywnili się w listopadzie 2022 roku. Wtedy rząd w Prisztinie uznał za nielegalne korzystanie z tablic rejestracyjnych z oznaczeniami serbskiej „prowincji”. Konflikt się zaostrzył, co spowodowało efekt domina: z pracy, oprócz nauczycieli, zrezygnowało wielu serbskich urzędników, sędziów, prokuratorów. Ze służby odeszli wszyscy serbscy policjanci. Podobnie było z burmistrzami północnych gmin. Na stanowiskach zastąpili ich Albańczycy.

Podział obowiązków ze względu na narodowość to wynik zawieranych między Kosowem a Serbią porozumień. Nie wszystkie ich punkty są przestrzegane przez obie strony konfliktu. Sytuacja zaogniła się jeszcze, gdy rząd Kurtiego zamknął serbskie placówki pocztowe na północy oraz zakazał korzystania z serbskich dinarów (na terenie Kosowa oficjalną walutą jest euro). Policję zaangażowano w siłową likwidację alternatywnych, nielegalnych urzędów gmin.

Decyzje rządu Kurtiego mogą być oceniane jako kontrowersyjne. Natomiast w zamyśle dotyczyły przetrwania państwa i miały na celu stłumić panującą anarchię. Dlatego w Kosowie to bardzo wrażliwy temat.


Z DOBRYM SERBEM NAPIŁBYM SIĘ KAWY


Isa Boletini, albański partyzant i dowódca wojskowy z przełomu XIX i XX wieku, spogląda z wielkiej płachty na Mitrowicę Południową. W zaułkach znajdziemy murale oraz tablice poświęcone albańskim bohaterom z czasu wojny z lat dziewięćdziesiątych. Gdzieś indziej – informację, że remont fasady sfinansował rząd Niderlandów.

Obok, na deptaku Rruga Agim Hajrizi, ruch jest zwykle większy niż w północnym mieście. Wieczorową porą Abdullah siedzi w kawiarni z kolegą.

– Dobrze się tu mieszka, ludzie są przyjaźni. Ale życie jest ciężkie, zarobki kiepskie. I to niezależnie od tego, czym się zajmujesz. Mamy nadzieję, że niedługo to się zmieni.

Czy gdyby teraz przysiadł się do niego Serb, napiłby się z nim kawy?

– Oczywiście, z dobrym Serbem tak. Jeśli okazałby szacunek i traktował nas miło, to dlaczego nie? Niezależnie od tego, czy są Serbami, Grekami, czy jakąkolwiek inną nacją. Jeśli szanują mnie, ja szanuję ich. Taka jest zasada życia.

W lokalu obok na zamówienie czeka Rosa z koleżanką. Jest nieco zmieszana, bo kelner podał niewłaściwe danie. Knajpa nie różni się wiele od podobnych w Berlinie czy Wiedniu, może oprócz niższej ceny.

– Myślę, że my, jako młodzi ludzie, nie jesteśmy na co dzień aż tak dotknięci tą sytuacją. Dopiero gdy dzieje się coś poważniejszego lub niebezpiecznego, ma to znaczenie. Wtedy wpływa to na nas: na nasze studia lub nasz styl życia. Ale może jest to bardziej sprawa polityczna? – zastanawia się Rosa i zauważa inny problem: – Nie ma tu tylu miejsc pracy, ile było przed wojną, Mitrowica nie ma już takiej reputacji.

Faktycznie, wraz ze stopniowym ograniczaniem działalności kombinatu „Trepça” w rejonie Mitrowicy liczba miejsc pracy znacznie się zmniejszyła. Po wojnie w całym Kosowie panowało wysokie bezrobocie, dochodzące nawet do 50 procent (według niektórych danych). Jeszcze w okresie pandemii różne badania wskazywały na przedział między 20 a 40 procent. Teraz, według Kosowskiej Agencji Statystycznej, średnia utrzymuje się na poziomie 10,9 procent (dane za rok 2024). Wartości te są wyższe wśród osób młodych (grupy wiekowe 15–24 lata i 25–34 lata) oraz wśród kobiet, ale też wyższe w Mitrowicy względem innych miejsc w kraju. Duże znaczenie ma tu bliskość Prisztiny, w której możliwości pracy jest znacznie więcej.

W podobnym wieku do Abdullaha i Rosy jest Sali. Ma dwadzieścia pięć lat, z czego pięć spędził w Finlandii jako kierowca. Wrócił, bo tutaj jest u siebie. Niedawno się ożenił. – Wiesz, co jest najtrudniejsze w pracy kierowcy? Nigdy nie masz wystarczająco czasu dla bliskich. Ludzie myślą, że nic nie robisz, tylko kierujesz. A ty cały czas myślisz o rodzinie. Najpierw pracował u ojca, potem założył własną firmę przewozową. Teraz też siada za kółkiem, jeździ jednak głównie po Bałkanach. Z dumą pokazuje slogan reklamowy: „Transporto me ne!” („Wybierz nasz transport!”). Ciężarówek ma tyle samo, co lat spędzonych za granicą (pięć).

Zarabia mniej, niż by chciał, ale daje radę utrzymać siebie i żonę. Nie zmieniłby pracy na inną – bardzo lubi samochody i kierowanie nimi.

Czasami tęskni za Finlandią. Ale tak naprawdę jej nie lubi. Zdarza mu się tam pojechać, kupić auto i sprzedać je w Kosowie.

– Tam jest chłodno. I ludzie też są chłodni. Pojechałbym tam z powrotem tylko wtedy, jeśli tu zdarzyłoby się coś złego.


BAWIĄ SIĘ POKOJEM JAK PARKIEM


Skender Sadiku wygląda tak, jakby przed chwilą wyszedł z treningu piłkarskiego. To były sportowiec i wiceprzewodniczący rady gminy Północna Mitrowica. Jest Albańczykiem, ale przede wszystkim Mitrowiczaninem.

– Mitrowica była dawniej najbardziej zróżnicowanym etnicznie miastem Kosowa. Nadal te społeczności istnieją i napawa nas to dumą. Dzięki temu jesteśmy bardziej otwarci na innych. Problem zaczyna się, gdy do gry wkracza polityka – twierdzi.

Jest dumny ze swojego miasta, a szczególnie ze sportowców i muzyków jazzowych, którzy wywodzą się z okolicy. Nie ukrywa, że są wśród nich Serbowie, jak Novak Djoković. Oni stanowią większość w północnym mieście. Na drugim miejscu są Albańczycy, a dalej Romowie, Aszkalanowie, Egipcjanie, Bośniacy czy Turcy. On ma konstytucyjny obowiązek bronić ich praw jako lokalnej mniejszości.

Sadiku ma swoją subiektywną teorię polityczną: w jego ocenie narracja opcji rządzących w dwóch sąsiadujących ze sobą krajach opiera się na podobnych schematach siły.

– Doszło do takiego absurdu, że Vučić i Kurti mają podobną bazę elektoratu i podobną agendę, skierowaną do wyborców. W obu krajach opowiada się o wielkości. Przegranym jest tutaj zwykły obywatel. Na tym tracą mieszkańcy Mitrowicy – twierdzi.

Czemu więc tak się dzieje, że nie można się zrozumieć w ludzkim wymiarze? Radny wyjaśnia: źródłem problemu jest język. I to dosłownie. W jego młodości prawie wszyscy znali zarówno albański, jak i serbski. Dziś młodzi z obu stron rzeki nie znają języka sąsiadów, a tylko angielski. Jak więc mogą się integrować, skoro nie mają jak się dogadać?

Sadiku jest za otwarciem mostu dla aut. Irytuje się, gdy opowiada o inicjatywie sprzed lat, gdy Serbowie zaproponowali utworzenie „parku pokoju” z drzew w donicach, w miejsce stawianych wtedy barykad. Projekt zrealizowano.

– To były kpiny. Sadzić na środku mostu rośliny, podczas gdy Ibar był bardzo brudny? Lepiej by było, gdyby posprzątali miasto i rzekę. Bawią się pokojem tak, jak parkiem.


STARE I NOWE


W sierpniu 2025 roku oddano do użytku nowy most przez Ibar. Położony kilkadziesiąt metrów na wschód od głównego, przeznaczony tylko do ruchu samochodowego. W grudniu 2025 roku – kolejny, dla ruchu pieszego, po stronie zachodniej.

Skender Sadiku w lipcowym wywiadzie z portalem Demokracia stwierdził, że nikt nie konsultował z radnymi tego pomysłu. – Kwestia mostów powinna zostać rozwiązana między obiema gminami, nie było żadnej debaty, żadnego dłuższego dialogu – stwierdził i zaznaczył, że nie sprzeciwia się budowie nowych mostów, natomiast proces ten powinien wyglądać inaczej. – Cała energia powinna być skierowana ku wartościom uniwersalnym. Nowe mosty nie gwarantują, że główny most, który przez lata był symbolem podziału, zostanie otwarty – dodał.

W październikowych wyborach samorządowych Lista Serbska wystawiła swoich kandydatów w całym regionie. Burmistrzem Mitrowicy Północnej został Milan Radojević, który piastował to stanowisko już wcześniej, ale zrezygnował z urzędu. Na południu burmistrza z PDK zastąpił kandydat popierany przez LVV, partię Kurtiego.

To zmiany ważne, ale formalne. Problemy nie zniknęły jak za machnięciem magiczną, polityczną różdżką. Wciąż coś nie gra.

Skender Sadiku nie ma wątpliwości: musi się poprawić lokalna ekonomia.

Sergian, Serb z północnego deptaku, też o tym wspomina: – Trzeba poprawić sytuację ekonomiczną! To jest warunek konieczny, by coś się zmieniło.

Po chwili namysłu dodaje: – Potrzebujemy więcej czasu. Nie jestem pewien ile. Emocje są wciąż świeże.

Rosa, Albanka spotkana w kawiarni południowego miasta: – Młodym zależy przede wszystkim na pokoju. Nie chcemy powrotu do wojny, do tragedii, która się wydarzyła, to bezdyskusyjne. Nie jestem za tym, by otwierać most, jeżeli miałoby to, w sensie metaforycznym, zniszczyć inne mosty.
Maciej Malinowski - reporter, psycholog. Interesuje się tematyką bałkańską i środkowoeuropejską. Pasjonują go relacje między ludźmi a miejscami w wielu wymiarach. Autor bloga "Chłopak z przestrzeni- a guy from space"

Elsa, Albanka z północnego miasta zmienionym tonem oświadcza: – My chcemy tylko pokoju.

Na razie pewne jest tylko to, że rzeki Ibar i Sitnica – drugoplanowa, ale też ważna dla podzielonego miasta – będą płynąć dalej.

Niektóre imiona w tekście zostały zmienione.