Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 08.04.2026
Mateusz Chudziak

Rożawa miała być alternatywą dla państwa. Upadła w starciu z realną polityką

Na początku stycznia 2026 r. armia syryjska rozpoczęła Blitzkrieg wymierzony w jednostki wojskowe syryjskich Kurdów, których siły i administracja w szczytowym momencie (lata 2017-2018) kontrolowały około 25 proc. terytorium kraju. W ciągu kolejnych trzech tygodni zbudowane na komunitariańsko-anarchistycznych fundamentach parapaństwo kurdyjskie, wcześniej wsławione skuteczną walką z Państwem Islamskim i cieszące się protekcją amerykańską, w praktyce przestało istnieć. Tym samym zakończył się trwający od 2012 r. epizod Rożawy, w którym realizowano jeden z najbardziej szalonych projektów politycznych nie tylko w dziejach Bliskiego Wschodu, ale i być może całej najnowszej historii powszechnej.
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Kronika upadku


Czarne chmury zbierały się nad syryjskimi Kurdami już od upadku reżimu Baszara al-Asada 8 grudnia 2024 r. Władzę w Damaszku przejęła opozycja, wówczas występująca pod szyldem islamistycznej organizacji Hajat Tahrir asz-Szam, na czele której stał Ahmad asz-Szara – dzisiejszy tymczasowy prezydent kraju. Jeszcze przed ostatecznym zwycięstwem Szara i jego otoczenie głównego protektora politycznego znaleźli w Turcji, a ta nigdy nie godziła się na powstanie w północnej Syrii czegokolwiek, co przypominałoby kurdyjskie państwo. Nowy syryjski przywódca, który w przeddzień zwycięskiej ofensywy na Damaszek opowiadał o utworzeniu inkluzywnych instytucji w odbudowywanym państwie, początkowo podchodził do kwestii kurdyjskiej ostrożnie i zapowiadał rozwiązanie polityczne, które satysfakcjonowałoby wszystkie strony. Już 10 marca 2025 r. zawarł z Mazlumem Abdim, liderem Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) – parasolowej organizacji militarnej, której rdzeniem były złożone z kurdyjskch bojowników Ludowe Jednostki Obrony (YPG) oraz ich żeńskie oddziały (YPJ) – wstępne porozumienie o integracji z armią syryjską. Zakończyło się jednak na samej deklaracji, bez konkretów ani planu. Podobnie też było z ewentualnym zachowaniem autonomii administracyjnej, którą Kurdowie wywalczyli sobie w krwawej walce w czasie wojny domowej.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Rozmowy o tym, jak miałaby przebiec integracja, zaczęły się przeciągać. Z jednej strony Abdi mówił o zachowaniu struktur administracyjnych i włączeniu do państwowej armii całych jednostek SDF (a więc zachowaniu całego dorobku politycznego autonomicznej Rożawy). Z drugiej – Szara i jego rząd nie chcieli przystać na rozwiązanie, które nadal niepokoiłoby ich tureckiego protektora, a tym niewątpliwie byłoby zachowanie autonomii, nawet przy usunięciu jej oficjalnego szyldu. Niecierpliwić zaczęli się też Amerykanie, gdyż SDF były dla nich kluczowym sojusznikiem w walce z Państwem Islamskim. Wprowadzało to napięcie w relacjach z Ankarą, ale było skuteczne. Jednak nowa Syria z nowym przywództwem szybko wyszła na pozycję docelowego i naturalnego partnera Waszyngtonu. Najpierw w maju 2025 r. doszło do spotkania Szary z Donaldem Trumpem w Rijadzie, następnie zniesiono sankcje nałożone jeszcze za rządów Asada, Szarę – byłego dżihadystę Al-Kaidy – „zalegalizowano” jako politycznego partnera (anulując list gończy), a w końcu ugoszczono go w listopadzie 2025 r. w Białym Domu. Trump chwalił byłego islamistycznego warlorda jako „twardego faceta”, pochwalił jego aparycję i ostatecznie uznał za głównego partnera USA w Syrii. W spotkaniu uczestniczył też szef tureckiej dyplomacji Hakan Fidan.

Gdy na początku 2026 r. kolejna runda rozmów między rządem a Kurdami przyniosła fiasko, Damaszek przeszedł do ofensywy. W ciągu trzech dni, między 7 a 10 stycznia, rozprawiono się z eksklawami autonomii w kurdyjskich dzielnicach Aleppo (dzielnice Aszrafijja i Szajch Maksud), trzy dni później zaś wojska rządowe rozpoczęły ofensywę i gładko zajęły 80 proc. terytorium Rożawy z miastami Rakka i Deir ez-Zor oraz roponośnymi terenami. Do 18 stycznia SDF wypchnięto na pozycje większościowego osadnictwa kurdyjskiego – okolice miast Kobane oraz północno-wschodni skrawek wokół miast Hasaka i Kamiszli. Abdi i jego współpracownicy jeszcze wierzyli, że przy tej utracie stanu posiadania być może uda się zachować efektywną administrację i włączyć do armii całe jednostki SDF, lecz negocjacje i dalsze działania zbrojne w ciągu kolejnych dwóch tygodni rozwiały te złudzenia. Kurdowie wprawdzie po raz pierwszy w historii niepodległej Syrii otrzymali dekretem prawo do używania własnego języka i obchodzenia Nouruzu – panirańskiego Nowego Roku – jako święta państwowego, ale rząd zmusił członków SDF do wejścia w szeregi armii na zasadzie indywidualnej, a w Kobane, Hasace i Kamiszli rozlokowano oddziały wierne Damaszkowi. Więzienia i obozy, w których przetrzymywano bojowników Państwa Islamskiego (około 35 tys. wraz z rodzinami), przeszły pod rządową pieczę. Wcześniej USA włączyły Syrię w Globalną Koalicję zwalczającą Państwo Islamskie. Wobec tego ustalono również, że 7 tys. islamistów zostanie przewiezionych do Iraku, a wraz z nimi eskortujący ich amerykańscy żołnierze, którzy wcześniej stacjonowali w Rożawie w liczbie około 800–1000, dając jej amerykański parasol polityczny. Jednocześnie Turcja przedłużyła do 2028 r. mandat polityczny dla obecności swoich wojsk na obszarach zajętych w trakcie trzech operacji wojskowych wymierzonych w kurdyjską autonomię w latach 2016, 2018 i 2019, czyli tereny dawnego kantonu Afrin na zachodnim skraju Syrii oraz pas lądu od miasta Tall Abjad po Ras al-Ajn na północnych wschodzie. W efekcie 4 lutego budowany od 2012 r. radykalny projekt demokratycznego konfederalizmu praktycznie przestał istnieć.

Wzlot i upadek Rożawy to znacznie więcej aniżeli epizod w najnowszych dziejach Syrii i Bliskiego Wschodu. To historia szalonego projektu politycznego, którego losy mówią bardzo wiele o współczesnej kondycji politycznej regionu oraz aktywnie współkształtującym ją międzynarodowym klimacie.


„Widziałem przyszłość. To działa!”


Projekt demokratycznego konfederalizmu, szalony w samych swoich podstawach, został wypracowany przez osadzonego na tureckiej wyspie İmralı Abdullaha Öcalana. Wieloletni lider Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) po swoim uwięzieniu w 1999 r. porzucił marksizm-leninizm, pod którego sztandarami walczyła jego organizacja, i zwrócił się ku ekoanarchizmowi, wywiedzionemu z pism radykalnego amerykańskiego myśliciela Murraya Bookchina. Ten zwrot wynikał tyleż z dewaluacji idei radykalnej lewicy osieroconej po upadku ZSRR, co z naturalnych skłonności do poszukiwań samego lidera ruchu kurdyjskiego. Jeszcze przed powstaniem PKK Öcalan nie zamykał się tylko w obrębie ortodoksji marksistowsko-leninowskiej, ale chcąc dostosować ideologię do lokalnego kontekstu, czerpał z maoizmu i antykolonialnej myśli Frantza Fanona – szczególnie poręcznych w kontekście rolniczego i wiejskiego charakteru obszarów kurdyjskich w Turcji, a także przemocowego asymilacjonizmu, jakiemu poddawani byli jego rodacy przez narodowe państwa, w których do dziś żyją.

Öcalan szczególną wagę przywiązywał zawsze do feminizmu. Niewykluczone, że wynika to z wątków biograficznych. Aliza Marcus – dziennikarka i autorka pracy Blood and Belief. The PKK and the Kurdish Fight for Independence – napisała, że na jego poglądy szczególnie wpłynęło przymusowe małżeństwo siostry. Öcalan uznawał takie praktyki za nieludzkie i wysnuwał stąd wniosek, że żadne społeczeństwo nie może funkcjonować na zdrowych podstawach, jeśli unieszczęśliwia całą kobiecą połowę swojej populacji. W PKK od wczesnych etapów jej istnienia walczyły kobiety, jednak dopiero podczas uwięzienia przywódca ruchu dokonał syntezy różnych nurtów radykalnej myśli politycznej i feminizmu.

Dla Öcalana droga do wyzwolenia wiodła wyłącznie przez odrzucenie przemocy państwowej, ściśle powiązanej ze strukturami patriarchalnymi. Wzorem Marksa i Engelsa, piszących o „komunizmie pierwotnym”, wypracował własną mitologię, w której dawne społeczności Bliskiego Wschodu żyły w harmonii i egalitarnych wspólnotowych stosunkach. Ten idylliczny porządek zniszczyło państwo, oparte na strukturach patriarchalnych i stanowiące ich odbicie. Stosując przemoc, wprowadziło niezbędną dla istnienia władzy hierarchię, a w erze nowożytnej – już jako państwo narodowe – wraz z nastaniem kapitalizmu pogłębiło ucisk i zniszczenie natury. Idealne społeczeństwo musi więc odrzucić to, co prowadzi do wszelkiego ucisku i zniszczenia. Kluczem do zniesienia przemocowych i zniewalających człowieka instytucji jest więc wyzwolenie kobiet – flagowy postulat nowej ideologii. Na tej bazie można przystąpić do zniesienia państwa. Porzucenie hierarchii i przymusu oraz przeniesienie procesu decyzyjnego na poziom małych lokalnych wspólnot, od nich zaś – w górę, tworzy warunki, w których mogą zaistnieć instytucje, ale zawsze jako przedstawicielstwa demokratycznej woli oddolnej. Natomiast przekroczenie kapitalizmu, niszczycielskiego dla środowiska, jest niezbędne dla przetrwania ludzkości.

Öcalan nigdy nie był szczególnie głębokim myślicielem, jednak z lektur i osobistych przekonań utkał projekt polityczny, który szybko zaadaptowała partia, a także działające poza Turcją jej lokalne ekspozytury – w tym założona w 2003 r. Partia Unii Demokratycznej (PYD). Gdy więc w 2011 r. wybuchło w Syrii antyasadowskie powstanie, a następnie przerodziło się w wojnę domową, tamtejsi Kurdowie dysponowali planem, którego co prawda nikt dotąd nigdzie nie próbował wdrożyć, ale za to zawierającego gotowy zestaw wskazówek, jak ukształtować idealne społeczeństwo.

Już w 2012 r. na terenach z większością kurdyjską w Syrii pod egidą PYD funkcjonowały struktury zorganizowane wokół lokalnych komun, delegujące zadania na wyższy poziom, gdy trzeba było zarządzać miastami, a później – całymi kantonami (odpowiadającymi całym prowincjom – Afrin, zlikwidowany w 2018 r. po wtargnięciu tureckich wojsk, Kobane i Dżazira). W radach i instytucjach istniał parytet – 40 proc. stanowisk musiały zajmować kobiety. Dla nich też powstały osobne rady i na przykład sądy. Po dwóch latach ogłoszono pełnoprawnie istniejącą autonomię, z systemem niezależnych kantonów. Jesienią 2014 r., gdy odizolowany od innych obszarów Rożawy kanton Kobane bronił się otoczony przez Państwo Islamskie, milicje YPG i szczególnie kobiece YPJ stały się przedmiotem międzynarodowego zainteresowania i sympatii publiczności dalece szerszej niż tylko środowiska anarchistycznej lewicy. Oto bowiem kurdyjscy bojownicy i bojowniczki skutecznie stawiali czoła dżihadystom, dowodząc, że w jednym z najbardziej patriarchalnych i autorytarnych obszarów świata może zaistnieć utopijna, świecka i oddolna demokracja, w dodatku odnosząca militarne sukcesy w walce z ekstremistycznym barbarzyństwem.

Ankara od samego początku widziała w tym niebezpieczny precedens – za jej miedzą rodziło się polityczne laboratorium wywrotowych idei, grożące rozlaniem się na kurdyjskie obszary Turcji. Wobec tego aktywnie lub biernie sprzyjała dżihadystom różnej proweniencji, budząc podejrzenia o wspieranie Państwa Islamskiego (w istocie przymykała na nich oko, co doprowadziło do niewidzianej wcześniej w tureckich miastach fali terroru). Takich dylematów nie miał Waszyngton, zmęczony krnąbrnością tureckiego sojusznika z NATO i nieudolnością zbrojnej opozycji syryjskiej (niektórzy przeszkoleni przez Amerykanów bojownicy poddawali się ugrupowaniom, które mieli zwalczać, bądź przechodzili na ich stronę wraz z otrzymanym uzbrojeniem). Już w 2015 r. Amerykanie zaczęli szkolić kurdyjskie oddziały, a potem powołane na ich bazie SDF, w skład których weszły też arabskie milicje plemienne i pomniejsze organizacje zbrojne. Ta współpraca przyniosła wymierny efekt w postaci likwidacji Państwa Islamskiego (w jego polityczno-terytorialnym wcieleniu), a kurdyjska autonomia rozciągnęła się również na zajmowane przez nie wcześniej terytoria, zamieszkałe głównie przez arabskie plemienne społeczności. Tam już relacje polityczne nie były łatwe. Plemiona weszły w sojusz z SDF i Kurdami, ale nie zanosiło się na upowszechnienie utopijnej ideologii. Krytycy Rożawy, nawet ci lewicowi, zaczęli wskazywać na niedemokratyczne praktyki. W 2017 r. Roy Gutman na łamach „The Nation” sporządził całą listę „wypaczeń”: przymusowy pobór, przesiedlenia, niszczenie domów, ściganie tych, którzy nie podzielali entuzjazmu dla budowy nowego społeczeństwa. Nawet i te zarzuty nie mogły jednak równać się z bestialstwami dokonywanymi przez Państwo Islamskie czy Dżabhat an-Nusra, z której później wyrósł Hajat Tahrir asz-Szam – ostateczny zwycięzca w syryjskiej wojnie domowej.

Mimo wszystkich kontrowersji i trudności Rożawę należy uznać za projekt absolutnie wyjątkowy. Kurdowie stworzyli bowiem realizującą się utopię – w sensie, jaki wyłożył niegdyś filozof Andrzej W. Nowak w swoim wstępie do Utopistyki Immanuela Wallersteina. Starożytni Grecy wyróżniali bowiem outopos – „miejsce, którego nie ma”, i eutopos – „lepsze miejsce”. Rożawa miała być właśnie takim lepszym miejscem. Na Bliskim Wschodzie, gdzie polityka i życie publiczne są sprawami męskimi, powstała feministyczna awangarda – z własnymi milicjami, samorganizacją i sądami. Tam, gdzie od dawna domyślną formą rządów jest dyktatura, a od jeszcze dawniejszych czasów stosunek do państwa określa czołobitne posłuszeństwo, ustanowiono oddolne, spółdzielcze i delibaratywne struktury, w których władza biegła od dołu ku koniecznym strukturom wyższego szczebla. Nawet biorąc pod uwagę, że wszystko to wydarzyło się dzięki wojennej zawierusze i implozji asadowskiej dyktatury, nie sposób przejść obojętnie nad tym, że po raz pierwszy od hiszpańskiej wojny domowej, gdy przez niecały rok Katalonią rządzili anarchiści (opisani z pasją i entuzjazmem przez George’a Orwella w słynnym W hołdzie Katalonii), coś podobnego zaistniało ponownie, i to w wyjątkowo nieprzyjaznym otoczeniu. Nie dziwi więc, że do Rożawy zaczęli pielgrzymować rozmaici koneserzy radykalnej polityki (w tym antropolog David Graeber) i przywozili stamtąd relacje o dziejącej się rewolucji, przypominające słynne słowa Lincolna Steffensa o bolszewickiej Rosji: „Widziałem przyszłość. To działa!”. Różnica polegała na tym, że bolszewizm szybko ujawnił swoje aberracje, Rożawa zaś – co najwyżej braki.

Jednym z takich braków było to, na co wskazał sam Graeber: oprócz wątpliwości względem uporczywego trzymania się demokracji deliberatywnej, czasochłonnej i wydłużającej procesy decyzyjne nawet on – nieprzejednany anarchista – doradzał pogodzenie się z jakimś minimum państwa. Bez tej formy organizacji niemożliwy byłby handel z zagranicą, ustanowienie stosunków z innymi krajami, czy obsługa zagranicznych połączeń lotniczych. Autonomia nie mogła przecież wypracować gospodarczej autarkii. Otwarcie na świat to jedno, ale czym innym jest możliwość dostarczenia ludności leków, żywności i innych podstawowych produktów, których nie da się wyprodukować na miejscu. W tym sensie projekt nie-państwa okazał się outopos – czymś, co zaistnieć po prostu nie może. Tym samym, w konfrontacji z innymi siłami, z którymi przyszło się mierzyć kurdyjskiej autonomii, pozostawał przedsięwzięciem niewykonalnym.


Inna polityka nie jest możliwa


Takimi siłami były zarówno zastane struktury władzy, jak i logika rządząca polityką – tak państwową, jak i międzynarodową. Pierwszą przeszkodą nie do pokonania okazała się niemożność nagięcia woli ludzi, których cały porządek świata jest dokładną odwrotnością rewolucyjnych ideałów demokratycznego konfederalizmu. Militarny sukces w walce z Państwem Islamskim był możliwy nie tylko dzięki amerykańskiemu wsparciu, ale i współpracy z arabskimi plemionami. Autonomia zaś rozpadła się jak domek z kart, gdy wsparcie to zostało wycofane, a lojalność plemion – wypowiedziana. Dla syryjskich Kurdów jedno i drugie to „zdrada”. Jednak spodziewanie się czegokolwiek innego byłoby naiwnością.

O transakcyjnym charakterze wsparcia Waszyngtonu jeszcze w 2019 r. pisała na łamach „The New York Review of Books” nawet Debbie Bookchin – córka Murraya, która bacznie obserwowała postępy, z jakimi idee jej ojca wdrażane są w życie. Jeśli idzie zaś o lojalność plemion – to zawsze była ona doraźna. W ideologii PKK (a zatem i PYD) struktury plemienne to wewnętrzny wróg, docelowo przeznaczony do unicestwienia. Zatem pomiędzy autonomią a arabskimi plemionami od samego początku istniało napięcie. Polityka plemienna zresztą – i jest to etnologiczny banał – nie uznaje zdrady za coś godnego potępienia, ale rzecz naturalną. Starszyzna w drodze negocjacji wchodzi w sojusz, który ma służyć społeczności, ale gdy zmienią się warunki, może go jednostronnie wypowiedzieć, nie widząc w tym żadnego zagrożenia dla własnego honoru. Tak było z lojalnością względem Państwa Islamskiego, gdy to gwarantowało względną stabilność (lepsze niż anarchia było jakiekolwiek państwo, nawet islamskie), tak też wyglądało to z Rożawą. Gdy przyszli „swoi”, czyli inni Arabowie z Damaszku, nie pozostawało nic innego, jak przejść na ich stronę.

Podobną mrzonką było założenie, że Turcja, która przez czterdzieści lat zwalczała PKK, by ostatecznie wymusić jej samorozwiązanie, pogodzi się z jakąkolwiek formą organizacji opartej na jej ideologii. Republika Turecka to nie tylko modelowe państwo narodowe, ale i państwo potężne. Projektuje ona też założenie o konieczności państwa unitarnego, które jest przez nią postrzegane jako bezalternatywna forma rządów, na całe sąsiedztwo. Wobec tego nowa, wspierana przez nią Syria też musi przyjąć podobny model. Również dla USA docelowym rozwiązaniem jest tradycyjne państwo narodowe, z silnym liderem, który „ogarnie bałagan”. W tym wymiarze lepszy i bardziej pożądany stał się zrehabilitowany dżihadysta niż jakiś amorficzny byt, na dodatek realizujący dziwaczny pomysł oddolnej, deliberatywnej demokracji, wyjętej wprost z anarchistycznej komuny.
Mateusz Chudziak – doktor historii. Non-resident Fellow w Fundacji Pułaskiego. Zajmuje się najnowszymi dziejami Turcji i Bliskiego Wschodu. Pracował w Zakładzie Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (2023–2025) oraz w Ośrodku Studiów Wschodnich (2015–2021).
Dla realizacji takich eksperymentów nigdy nie ma właściwego momentu, ale nie ma go tym bardziej, gdy na całym świecie demokracja, jaką znaliśmy dotąd, przeżywa kryzys, ustępując różnym formułom autorytaryzmu. Wobec tego demokratyczny konfederalizm w Rożawie był pomysłem szalonym w czasie syryjskiej wojny domowej i pozostał nim tym bardziej, gdy ta się skończyła, ale świat skręcił na autokratyczne tory.