Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 03.06.2026
Tomasz Otocki

Drony nie obaliły rządu na Łotwie. Kraj ma nową, w miarę stabilną koalicję

„Rosjanie zadziałali”, „drony obaliły rząd na Łotwie” – takie nagłówki i komentarze mogliśmy ostatnio przeczytać w kontekście upadku centrowego rządu Eviki Siliņi w pierwszej połowie maja. W zeszłym tygodniu zastąpił go gabinet przesunięty o wiele bardziej na prawo, ale mieszczący się w granicach dyskursu politycznego. Nowy gabinet Andrisa Kulbergsa rządzić będzie jednak tylko do jesieni, gdyż na początku października odbędą się na Łotwie wybory do Sejmu.
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!



Politolog Jānis Ikstens, wykładowca Uniwersytetu Łotewskiego w Rydze, irytuje się, gdy pytam go, czy za dymisją ministra obrony z ramienia lewicowych Postępowych Andrisa Sprūdsa i za późniejszą decyzją premierki Eviki Siliņi o dymisji całego gabinetu stał Kreml.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Zacznijmy jednak od początku.

W czwartek, 7 maja, łotewskie media poinformowały o wtargnięciu w przestrzeń powietrzną dwóch dronów, które wleciały z Rosji. Okazało się, że drony są ukraińskie. Uszkodzony został między innymi pusty zbiornik na ropę w Rzeżycy, drugim co do wielkości mieście Łatgalii. Rezygnacji szefa resortu obrony zaczęła się domagać premierka, wskazując, że systemy antydronowe nie zostały uruchomione na czas. Minister ostatecznie do dymisji podał się sam, a Siliņa wyznaczyła na nowego szefa resortu pułkownika Raivisa Melnisa, bezpartyjnego profesjonalistę. Na pewien czas funkcję ministra obrony objęła sama.

Tydzień później, po decyzji Postępowych, by nie dać sobie dmuchać w kaszę i opuścić koalicję, która w Sejmie straciła większość, do dymisji podała się Siliņa. „Obecnie polityczna zazdrość i wąskie interesy partyjne wzięły górę nad odpowiedzialnością. Widząc silnego kandydata na stanowisko ministra obrony, polityczne gaduły wybrały kryzys rządowy. Dlatego ogłaszam swoją rezygnację. To niełatwa decyzja, ale słuszna w tej sytuacji”, powiedziała liderka Nowej Jedności, centroprawicowej partii, która wygrała ostatnie wybory do Sejmu w 2022 roku.

Po dymisji rządu rozpoczęły się konsultacje z udziałem prezydenta Edgarsa Rinkēvičsa, który na nowego premiera wskazał kandydata opozycyjnej Zjednoczonej Listy, ugrupowania składającego się z dwóch partii regionalnych i Łotewskiej Partii Zielonych. Andris Kulbergs, który otrzymał misję od prezydenta, jest politykiem bezpartyjnym, w przeszłości związanym z branżą motoryzacyjną. W Sejmie zasiada pierwszą kadencję.

Po nominacji Kulbergsa rozpoczęły się negocjacje koalicyjne. Do trzech frakcji, które zwarły szeregi w łotewskim Sejmie: Zjednoczonej Listy, nacjonalistów oraz Związku Zielonych i Rolników, dołączyła dotychczasowa partia koalicyjna Nowa Jedność. W ten sposób rząd uzyskał w Sejmie 69 głosów poparcia, a więc większość ponad dwóch trzecich. Do sojuszu nie dołączyli Postępowi, którzy przeszli do opozycji.

Dlaczego Jānis Ikstens żachnął się na moją sugestię, że za sprawą dymisji rządu na Łotwie mógł stać Kreml? Nie, żebym w to wierzył, ale zapytać musiałem, bo tego rodzaju spekulacje pojawiały się w sieci, oczywiście poza granicami Łotwy.

– Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że koalicja, która powstała w 2023 roku, objęła partie różniące się od siebie ideologicznie – powiedział „Nowej Europie Wschodniej” Ikstens. – Po drugie, mieliśmy do czynienia z wyjątkowo niepopularną premierką, która by podreperować swoje sondaże, postanowiła zagrać va banque, czyli zdymisjonować ministra Sprūdsa – dodaje.

Rzeczywiście w 2023 roku, po rozpadzie poprzedniej większości, władze na Łotwie przejęła koalicja oparta na egzotycznym sojuszu umiarkowanie prawicowej Nowej Jedności, centrowego Związku Zielonych i Rolników oraz lewicowych Postępowych. Ta ostatnia partia uzyskała między innymi resort obrony, który objął doświadczony ekspert, były dyrektor Łotewskiego Instytutu Polityki Zagranicznej Andris Sprūds. Funkcję ministerki spraw zagranicznych otrzymała z kolei doświadczona dyplomatka Baiba Braže, reprezentująca partię premierki – Nową Jedność.

Jednak różnice programowe między ugrupowaniami, które w 2023 roku uchwaliły prawo do związków partnerskich i podjęły decyzję o ratyfikacji konwencji stambulskiej (wcześniej Łotwa była wskazywana w międzynarodowych opracowaniach jako kraj, który wyjątkowo ociąga się z „nowinkami obyczajowymi”) nie zmniejszały się, lecz zaczęły narastać. Widać to było choćby podczas głosowania nad wotum nieufności wobec postępowego ministra transportu Atisa Švinki. Dwóch posłów koalicyjnego Związku Zielonych i Rolników opowiedziało się za jego dymisją. To właśnie między tymi dwoma ugrupowaniami, konserwatywnym społecznie Związkiem Zielonych i Rolników i zerkającymi w kierunku rozwiązań skandynawskich Postępowymi iskrzyło w koalicji najczęściej.

Najbardziej jaskrawym przejawem tych napięć była jesienna debata nad wypowiedzeniem konwencji stambulskiej, którą w ostatniej chwili zablokował liberalny prezydent Edgars Rinkēvičs wywodzący się z Nowej Jedności.

Związek Zielonych i Rolników w październiku zeszłego roku zmienił zdanie i wraz z opozycją opowiedział się za wypowiedzeniem konwencji ratyfikowanej ledwie dwa lata wcześniej. Jej przeciwnicy w parlamencie straszyli wówczas „ideologią gender”, demoralizacją, czyli tym wszystkim, co ma – zgodnie z prawicowymi przekonaniami – wiązać się z tym dokumentem Rady Europy. W odpowiedzi na Łotwie wybuchły protesty społeczne, sporą rolę odegrało w nich między innymi środowisko Postępowych.

Kwestia konwencji stambulskiej nie była jedynym źródłem napięć w egzotycznej koalicji, którą kierowała mało doświadczona polityczka Evika Siliņa (zanim w 2023 roku została premierką, zaledwie rok wcześniej weszła do Sejmu i objęła stanowisko ministerki zabezpieczenia społecznego w poprzednim rządzie).

Sondaże nie były łaskawe ani dla Siliņi, ani dla jej ministrów. Nowa Jedność spadła na dalekie miejsce, a na prowadzenie wysunęła się populistyczna, trumpowska partia Ainārsa Šlesersa Łotwa na Pierwszym Miejscu, adresująca swój program między innymi do żyjących nad Dźwiną Rosjan. Dobre sondaże zachowali także Postępowi. Na początku maja wydawało się, że Siliņa nie ma szans na reelekcję w wyborach zaplanowanych na 3 października.

– Powiedzmy sobie wprost. Rząd był już całkowicie dysfunkcjonalny; dron był jedynie impulsem, a Nowa Jedność wykorzystała tę sprawę, ale się przeliczyła. Nie spodziewała się, że kandydat na premiera, Andris Kulbergs, otrzyma tak silne poparcie prezydenta i będzie w stanie utworzyć rząd w tak krótkim czasie – mówi „Nowej Europie Wschodniej” politolog Filips Rajevskis.

Gdy pytam, gdzie leżał największy problem z koalicją i czy przypadkiem nie był to brak koherencji wśród ugrupowań, które jeszcze w wyborach w 2022 roku deklarowały, że nie będą ze sobą współpracować (tak przynajmniej twierdziła Nowa Jedność w odniesieniu do Związku Zielonych i Rolników), Rajevskis odpowiada:

– Nic ich nie łączyło. Ewidentnie mogliśmy być świadkami narastających konfliktów i w efekcie całkowicie dysfunkcyjnej dynamiki relacji w koalicji i rządzie.

W nieco delikatniejszym tonie wypowiada się Jānis Ikstens, który podkreśla, że słabym elementem koalicji byli także Postępowi. Ugrupowanie to weszło do rządu po raz pierwszy w 2023 roku, tuż po swoim debiucie parlamentarnym, i według wielu komentatorów nie sprostało oczekiwaniom.

– Nie jestem specjalistą od polityki obronnej, ale wiem, że lokalny przemysł obronny narzekał na współpracę z resortem obrony. W dodatku w trakcie kadencji ministra Sprūdsa odeszło dwóch wiceministrów obrony. Rozumiem, gdyby do dymisji podał się jeden, ale dwóch? Tutaj coś nie grało w sferze komunikacji – mówi Ikstens.

Być może premierka miała rację, przygotowując grunt pod dymisję szefa resortu obrony?

Bartosz Chmielewski, specjalista ds. krajów bałtyckich z Ośrodka Studiów Wschodnich, jest innego zdania. – Czynnik polityczny odegrał tu o wiele silniejszą rolę niż kwestia merytorycznej oceny pracy ministra. Zaostrzony spór między partiami koalicyjnymi na Łotwie trwał od grudnia ubiegłego roku. Premierka Siliņa, widząc krytyczne stanowisko opinii publicznej wobec ministra Sprūdsa po incydencie z 7 maja, postanowiła się go pozbyć. W ten sposób liczyła na osłabienie polityczne koalicjanta i poprawienie swojego wizerunku w oczach społeczeństwa – twierdzi Chmielewski.

Ostatecznie Postępowi zostali wykluczeni z rozmów koalicyjnych i za kandydaturą premiera Kulbergsa głosowała w Sejmie nowo sformowana „czwórka” – Zjednoczona Lista, narodowcy, Związek Zielonych i Rolników oraz Nowa Jedność. Choć waga głosu tych ugrupowań jest w Sejmie różna, każde z nich otrzymało taką samą liczbę tek. Daiga Mieriņa ze Związku Zielonych i Rolników pozostała marszałkinią Sejmu, Baiba Braže szefową MSZ, zaś na stanowisko ministra obrony wysunięto pułkownika Raivisa Melnisa (tego samego, którego chciała powołać Siliņa) – ta nominacja stanowi pewien ewenement w skali NATO, ale także samej Łotwy, ponieważ dotąd resortem obrony kierowali tam wyłącznie politycy.

Pytam Chmielewskiego, czego możemy oczekiwać od nowego ministra obrony, także w kontekście trwającej wojny w Ukrainie. Analityk OSW studzi oczekiwania: – Okres pracy przyszłego ministra wydaje się dość krótki. Następne wybory parlamentarne są zaplanowane na październik. Nowy minister będzie miał pięć miesięcy, żeby się wykazać. Przy czym od połowy czerwca do końca sierpnia łotewski parlament będzie miał przerwę wakacyjną. Wiele wskazuje na to, że Raivis Melnis będzie ministrem technicznym.

Ikstens podkreśla, że nowy rząd będzie kontynuował politykę zagraniczną i obronną gabinetu Siliņi. – Między partiami łotewskimi istnieje w tej sprawie konsensus – mówi „Nowej Europie Wschodniej”. Nie ma mowy o porzuceniu wsparcia dla Ukrainy, liberalizacji polityki wobec Rosji czy zepsuciu stosunków z Unią Europejską i USA.

Być może zmian można oczekiwać od nowego szefa MSW, nacjonalisty Jānisa Dombravy, który zapowiada prowadzenie twardszej niż dotychczas polityki imigracyjnej. Ma także inne priorytety. Już wydał pierwsze zarządzenie, zgodnie z którym pracownicy instytucji państwowych w kontakcie z petentami i między sobą mają używać wyłącznie języka łotewskiego. Jego zastępcą zostanie z kolei historyk i polityk o poglądach proukraińskich Edvīns Šnore, który kiedyś nazwał łotewskich Rosjan „wszami”.

W skład rządu nie wejdą ani przedstawiciele ugrupowań prorosyjskich, ani partii reprezentujących mniejszości narodowe, co wpisuje się w utrwalony od lat wzorzec. Pewnym wyjątkiem może być Libańczyk Hosams Abu Meri, który ponownie obejmie tekę ministra zdrowia z ramienia Nowej Jedności. Polityką zagraniczną pokieruje Baiba Braže, doświadczona dyplomatka, której niektórzy nawet prorokują karierę przyszłej premierki. Na razie Nowa Jedność nie ma jednak większych szans na resort spraw zagranicznych po październikowych wyborach.

Czy Andris Kulbergs, 47-letni przedstawiciel młodego pokolenia, przedsiębiorca i menedżer, dobrze poprowadzi nowy rząd? Ma na to spore szanse, cieszy się dużą popularnością w społeczeństwie. Będzie się jednak musiał wykazać przed wyborami parlamentarnymi, które zbliżają się wielkimi krokami. Czy ma szansę na reelekcję? Nie można tego wykluczyć, jeśli cztery ugrupowania, które powołały teraz jego gabinet, zdecydują się kontynuować współpracę.

W łotewskiej polityce nie byłby to zresztą precedens. Gdy w 2013 roku premier Valdis Dombrovskis, także przedstawiciel Nowej Jedności, podawał się do dymisji po katastrofie budowlanej supermarketu w dzielnicy Zolitūde, na kilka miesięcy przed wyborami do Sejmu zastąpiła go technokratka Laimdota Straujuma.
Tomasz Otocki – zastępca redaktora naczelnego „Przeglądu Bałtyckiego”. O krajach bałtyckich pisze od 2010 roku, związany m.in. z Programem Bałtyckim Radia Wnet, NEW, „Tygodnikiem Powszechnym”, a także polskimi portalami na Litwie i publicznymi mediami na Łotwie. Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

Inne artykuły Tomasza Otockiego
Okazało się, że potrafiła w 2014 roku wywalczyć reelekcję na stanowisko premierki.

Może uda się to również Kulbergsowi? Dopóki żaden rosyjski czy ukraiński dron nie wleci na teren Łatgalii.

To oczywiście żart. Nie drony kierują polityką Łotwy, lecz ludzie.