Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Kaukaz / 05.07.2026
Stasia Budzisz
Rosja potrzebuje w Armenii słabego Paszyniana i silnej opozycji. To właśnie dostała
Nikol Paszynian wygrał wybory parlamentarne, ale nie zdobył większości, która pozwoliłaby mu samodzielnie zmienić konstytucję i przyspieszyć proces pokojowy z Azerbejdżanem. Ilgar Velizade przekonuje, że taki wynik odpowiada Rosji, ponieważ słaby premier i silna prorosyjska opozycja pozwalają Moskwie zachować wpływy w Armenii. Z Ilgarem Velizade, szefem Klubu Politologów Kaukazu Południowego, rozmawia Stasia Budzisz
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!
7 czerwca odbyły się w Armenii wybory parlamentarne. Wygrał je Nikol Paszynian i jego Umowa Społeczna, zdobywając prawie 50 procent głosów. W skład nowego parlamentu weszły dwie prorosyjskie siły – Silna Armenia, oligarchy Samwela Karapetiana, oraz Blok Armenia Roberta Koczariana, byłego prezydenta związanego z klanem karabachskim, który rządził Armenią przez dwie dekady. W zachodnich mediach te wybory przedstawiano jako wybór Armenii między Zachodem a Rosją, co nie jest ani tak proste, ani tak jednoznaczne. Azerbejdżan zapewne pilnie przyglądał się całemu procesowi. Co o tym myślisz?
Dziwi mnie to, że Europa okrzyknęła to wydarzenie jako wybór między Zachodem a Rosją. Muszę przyznać, że takie postawienie sprawy graniczy z absurdem. Przede wszystkim dlatego, że Rosja donikąd się z Armenii nie wybiera. Sam wynik wyborów też nie jest dla Paszyniana całkowicie wygodny, bo de facto 44 miejsca przypadły posłom z bloków uważanych za prorosyjskie. Mówiąc obrazowo, wielu z nich ze względu na swoje przekonania mogłoby bez trudu zasiadać w rosyjskiej Dumie. Dzisiejsza armeńska opozycja to ludzie, którzy w pierwszej kolejności będą odpowiadać i dbać o interesy Rosji. A ta ma potrzebę istnienia i wpływania na politykę Armenii.
Z zaciekawieniem obserwowałem też, w jaki sposób Europa podchodziła do oceny tych wyborów. Nie zwróciła szczególnej uwagi na to, że premier Paszynian wykorzystał do swoich celów sektor administracyjny, który w większości na niego zagłosował i zapewnił mu zwycięstwo. W Gruzji, kiedy Gruzińskie Marzenie w 2024 roku zrobiło podobnie, Europie i jej obserwatorom to się nie spodobało i zostało skrupulatnie odnotowane.
Nie uważam, by te wybory były całkowicie przejrzyste. Rozumiem, że moje słowa mogą się komuś nie spodobać, a ktoś może nawet skrytykować praktyki wyborcze w moim kraju, jednak muszę zaznaczyć, że Azerbejdżan nie rości sobie prawa do bycia wzorem dla kogokolwiek i nie zajmuje się moralizowaniem. Zaskakujące jest jednak to, że Europa przyjmuje moralizatorską postawę, oceniając te wybory jako dobre i zgodne ze standardami, choć wszyscy wiemy, że nie do końca tak było. Powstaje więc pytanie: czy można powiedzieć, że europejskie standardy są podwójne, skoro w Armenii pewne rzeczy nie budzą zastrzeżeń, a w Gruzji już tak?
Paszynian może stworzyć rząd, ale nie zdobył większości konstytucyjnej. Mało prawdopodobne jest, że przy takiej opozycji będzie w stanie przeprowadzić referendum dotyczące zmiany konstytucji. Jednym z warunków podpisania pokoju z Armenią stawianych przez Azerbejdżan jest wykreślenie z preambuły konstytucji odniesienia do Deklaracji Niepodległości z 1990 roku. W dokumencie jest bowiem mowa o zjednoczeniu Armenii z Arcachem. Jakie są szanse, że Azerbejdżan pójdzie na ustępstwa w tej kwestii?
W zasadzie żadne. Z naszej perspektywy dopiero usunięcie tego zapisu może zlikwidować źródło konfliktu. To jak we Władcy pierścieni: dopóki istnieje pierścień władzy, pokój pozostaje niemożliwy. Trzeba go więc zniszczyć. Możemy zakładać, że przez najbliższe pięć lat rządów Paszyniana będzie między nami spokój i Armenia nie wystąpi z roszczeniami, ale przecież potem może przyjść do władzy ktoś inny i podnieść ten temat na nowo. Może zakwestionować decyzje Paszyniana, uznać, że zignorował konstytucję, i podjąć walkę na nowo. Zawsze znajdą się też zewnętrzne siły, którym taka sytuacja będzie na rękę.
Nie widzę szansy na podpisanie traktatu pokojowego bez wykreślenia roszczeń wobec Karabachu z preambuły. Zresztą nie tylko dla nas ta zmiana jest ważna. Dla Paszyniana też. I to dotyczy jego bezpieczeństwa. Likwidując ten zapis, pozbawi legitymacji opozycję. Jeśli tego nie zrobi, ta cały czas będzie mogła go oskarżać o antykonstytucyjnie działanie.
Część ekspertów w Armenii uważa, że Paszynian mógł i miał szansę (kiedy w 2018 roku doszedł do władzy) uniknąć wojny, w wyniku której Azerbejdżan odbił Karabach i siedem okupowanych przez Armenię prowincji. To prawda?
Zdecydowanie można było uniknąć wojny w 2020 roku. Proponowaliśmy najwyższy poziom autonomii dla Ormian Karabachu, w której mogli mieć pewne elementy państwowości, takie jak konstytucja czy parlament. Autonomia ta zakładała, że na terenie Karabachu zamieszkają także wypędzeni z niego na początku lat 90. Azerbejdżanie. Warunkiem było, że Armenia uzna nasze terytorium wraz z Karabachem. Strona armeńska całkowicie odrzuciła tę możliwość. Chcieli niezależności Karabachu.
Paszynian był pewien, że Rosja nigdy nie dopuści do tego, by Ormianie stracili Karabach?
Na to wygląda. Myślę, że był przekonany, że tej czerwonej linii Moskwa nie przekroczy w żadnym wypadku. Władimir Putin może nie darzyć Paszyniana sympatią, ale oddanie Karabachu Azerbejdżanowi, jego zdaniem, absolutnie nie leżało w jej interesach. Okazało się, że stał się zakładnikiem takiego myślenia, i w tej mylnej projekcji żył wiele lat. Armenia okazała się domkiem z kart, zresztą nie tylko ona. Cały Zachód powtarzał armeńską narrację. Również na Zachodzie panowało silne przekonanie, że Rosja nie dopuści do zwrócenia Karabachu Azerbejdżanowi.
W więzieniu w Baku przebywają byli przywódcy nieuznanej przez nikogo Republiki Górskiego Karabachu. Wśród nich znajduje się rosyjsko-armeński oligarcha, Ruben Wardanian. Mówiło się, że Moskwa przygotowuje go do zastąpienia Paszyniana w fotelu premiera Armenii. Dostał 25 lat, reszta odsiaduje wyroki dożywocia. Azerbejdżan ma plan, by te kary skrócić?
Absolutnie nie. Gdybyśmy ich wypuścili, to wyszłoby na to, że przez 30 lat nic złego nie zrobili i nie działali przeciwko prawu ani naszemu, ani międzynarodowemu. A to przecież nieprawda. Jeśli na przykład w Polsce nielegalnie zbudujesz dom, to państwo cię za to ukarze albo nawet wsadzi do więzienia. To będzie działanie straszne, ale zgodne z prawem. Ci panowie nie tyle, że zbudowali nielegalnie dom, oni zbudowali sobie państwo na cudzym terenie, które eksploatowali i na którym utrzymywali uzbrojoną armię. To nie jest drobna bandyterka, to prawdziwi przestępcy. I muszą to zrozumieć. Mają dużo czasu, by sobie to uświadomić.
W czasie kampanii wyborczej Silna Armenia Samwela Karapetiana usilnie powtarzała, że Paszynian zamierza przesiedlić do Armenii 300 tysięcy Azerbejdżan i, co za tym idzie, rozpocząć proces „podporządkowywania kraju Turkom”. Oczywiście nie wszyscy w to uwierzyli, ale ta informacja znalazła podatny grunt. Była przekazywana tak szeroko, że chyba nie było osoby w tym kraju, do której by nie dotarła. Pojawiła się nawet teoria, że Ilham Alijew, prezydent Azerbejdżanu, chce wysłać do Armenii zwolnionych z więzień przestępców, by destabilizować sytuację w Armenii. Ktoś w Azerbejdżanie rozważał takie plany?
Nie jestem nawet pewien, czy Azerbejdżan ma tylu kryminalistów za kratkami. Szczerze wątpię. Może uda mi się uspokoić tę część Ormian, która uwierzyła w tę propagandę, kiedy powiem, że nie ma takich planów. Żeby w ogóle podejmować tego typu temat, należałoby najpierw stworzyć pod to ramy prawne i polityczne, no i dogadać się w sprawie bezpieczeństwa tych ludzi, którzy mieliby się tam przenieść. Poza tym musieliby oni otrzymać armeńskie obywatelstwo i zacząć integrować się ze społeczeństwem. Do tego wszystkiego potrzebny jest czas, zbudowanie wzajemnego zaufania i w ogóle szeroko pojęta transformacja naszych relacji.
Na tę chwilę nikt o tym nawet nie myśli. Nie mówię, że to niemożliwe w przyszłości. Jeszcze pięć lat temu fantastyką wydawałoby się, że Chankendi znów będzie Chankendi, a jednak to się wydarzyło. Nie ma więc rzeczy niemożliwych. Na tę chwilę to tak samo nierealny koncept jak ten o Kaukazie bez granic. Być może jednak nadejdzie czas, kiedy stanie się rzeczywistością. Kiedyś nikt nie mógł sobie nawet wyobrazić, że granice Niemiec i Polski będą przezroczyste, a teraz mało kto pamięta, jak wyglądała sytuacja stosunkowo nie tak dawno temu.
A czy Azerbejdżan jest zadowolony z wyników wyborów w Armenii?
Generalnie tak. Jasne było, że Paszynian wybory wygra. Wszyscy to wiedzieli, Rosja też. Putin nigdy nie poświęciłby mu tyle czasu na rozmowę na początku kwietnia, gdyby nie był pewien jego wygranej. Dla Azerbejdżanu byłoby wygodniej, gdyby Paszynian zdobył większość konstytucyjną i zamknął tym samym proces pokojowy. Teraz nie jest to możliwe, więc cały proces przeciągnie się w czasie.
Pozostałe sprawy pozostają dla nas bez zmian. Nadal będziemy pracować nad delimitacją i demarkacją granic, bo do tego nie potrzeba zgody parlamentu i decyzje leżą w prerogatywach rządu. Pozostaje jeszcze TRIPP, czyli Trump Route for International Peace and Prosperity (Szlak Trumpa na rzecz Międzynarodowego Pokoju i Dobrobytu), ale w zasadzie podpisaliśmy już wszystkie niezbędne dokumenty. Należy go tylko ratyfikować i mam nadzieję, że opozycja nie będzie sprawiała kłopotów. Jeśli będzie, to myślę, że Trump bardzo szybko znajdzie możliwość, by poprzez armeńską diasporę w Ameryce wpłynąć na jej decyzje.
Rosji nie jest na rękę, że korytarz zangezurski, który ma połączyć Azerbejdżan z Nachiczewanem i stać się szlakiem tranzytowym między Europą a Azją Centralną, będą kontrolować Stany Zjednoczone. Zwłaszcza że to one do czasów Trumpa były w grze. FSB pozostaje w strefie przy granicy Armenii z Iranem, choć z granicy udało się ich pozbyć. Jak na to patrzy Azerbejdżan? Dla was wygodniejszym partnerem byłaby Rosja czy może jednak USA?
Jest nam wszystko jedno, kto będzie gwarantem bezpieczeństwa i swobodnego ruchu. Obiektywnie rzecz biorąc, ze względu na zyski wygodniejsza dla nas byłaby Rosja, z którą do tej pory rozmawialiśmy na ten temat. Ona jest w regionie, więc mogłaby wpłynąć na zwiększenie wolumenu przewozów. W takim układzie, jaki jest teraz, nie umiem powiedzieć, czy Rosja będzie korzystać z TRIPP-a czy nie.
Myślisz, że będzie na to spokojnie patrzeć?
A co innego jej pozostaje? Tak naprawdę jedyną rzeczą, którą mogłaby zrobić, żeby ten proces skutecznie zatrzymać, byłoby obalenie Paszyniana. Ale tego nie zrobi. Musimy jednak pamiętać, że TRIPP to projekt nie tyle amerykański, co trumpowski. Kiedy w USA pojawi się nowa administracja, wszystko może się zmienić. TRIPP to inicjatywa przede wszystkim biznesowa, która jest osobistym pomysłem Donalda Trumpa. To on albo jego ludzie będą zajmować się jego realizacją i decydować o tym, czy jest opłacalna, czy nie. Jeśli po kilku latach okaże się, że nie przynosi mu zysków, to przecież całkiem możliwe, że dogada się z Rosją, i to ona przejmie kontrolę nad TRIPP-em.
A co Armenia będzie miała ze „szlaku Trumpa”?
Pokój z Azerbejdżanem, a to już sporo. Jednym z elementów TRIPP-a jest połączenie kolejowe, a linie kolejowe w Armenii należą do Rosji. Powstanie więc paradoksalna sytuacja, w której TRIPP znajdzie się faktycznie pod zarządem USA, a rosyjski operator nie będzie przewoził armeńskich towarów w ramach TRIPP-u. Jedyną możliwością będzie więc realizacja przewozów przez Azerbejdżan. W ten sposób na terytorium Armenii będą mogły funkcjonować dwie równoległe trasy, warunkowo nazwane „amerykańską” i „rosyjską”. Armenia będzie mogła w ten sposób zdywersyfikować swoją logistykę, a Azerbejdżan – dodatkowo wzmocnić swój potencjał tranzytowy. W każdym razie obie strony mogą być zainteresowane realizacją takich projektów, które ostatecznie umocnią pokój.
Powiedziałeś, że Rosja nie chce się pozbyć Paszyniana. Dlaczego?
Bo teraz jest dla niej wygodny. Na tę chwilę woli mieć u steru słabego Paszyniana i swoją silną opozycję, by cały czas czuł, że jest na krótkiej smyczy i niewiele może zrobić. Do tego potrzebni są swoi ludzie w parlamencie. Mają mieć wpływy, ale nie mają go zastąpić. Zadaniem opozycji będzie więc podgrzewanie kwestii spornych: powrotu Ormian do Karabachu pod międzynarodowymi gwarancjami, procesu pokojowego itd. Jeśli oni znaleźliby się u władzy, doszłoby do zaostrzenia konfliktu między Azerbejdżanem i Turcją z jednej strony, a Armenią z drugiej. Wtedy Armenia, jak ma to w zwyczaju, poprosiłaby Rosję o pomoc w mediacjach, ale wówczas my moglibyśmy stanąć przeciwko niej. A to jest Rosji na tę chwilę do niczego niepotrzebne.
To w jakim celu rosyjska propaganda przed wyborami wieszała na Paszynianie psy, straszyła wojną, nakładała sankcje? Nawet Putin 9 maja podczas konferencji prasowej z okazji Dnia Zwycięstwa powiedział, że Erywań kroczy podobną drogą co Kijów 12 lat temu i zbyt intensywnie zbliża się do Europy.
To czysta propaganda. Puszczanie dymu, tworzenie iluzji i gra pod publikę. Robili wszystko, by prorosyjska opozycja była jak najsilniejsza. I częściowo im się to udało. Pokazali Paszynianowi, że mają wpływy i w Armenii, i na Armenię. I że ma się mieć na baczności. On zaś doskonale wie, że Rosja dysponuje instrumentami, którymi może na niego skutecznie wpływać.
W 2025 roku na rosyjski rynek trafiało blisko 40 procent armeńskiego eksportu, a Rosja odpowiadała za 35 procent całego zagranicznego handlu tego kraju. W 2025 roku z Rosji do Armenii dokonano 3,9 miliarda dolarów przelewów bankowych, to około 65 procent wszystkich zagranicznych wpływów. Prawie 82 procent zużytego w tym kraju gazu pochodzi z Rosji, a jego dystrybucją zajmuje się Gazprom. 30 procent energii elektrycznej wytwarza elektrownia jądrowa Metsamor, której reaktor jest konstrukcji radzieckiej i jego funkcjonowanie zależy od rosyjskiego paliwa jądrowego, technologii i części – przyp. S.B.
Co w tej sytuacji powinien zrobić Paszynian?
Negocjować z Rosją, bo to od niej zależy najbardziej. Myślę, że to rozumie. W poprzednim parlamencie opozycja nie była tak radykalna. Dzisiaj jest nie tylko bardziej radykalna, ale i bardziej zależna od Moskwy. Owszem, Paszynian dzięki temu, że opozycja jest silna, zyskał możliwość lawirowania. W szczególności, jeśli nie zadowolą go te czy inne propozycje ze strony Zachodu, będzie mógł spokojnie powołać się na prorosyjską opozycję, która hamuje prozachodnie inicjatywy. A Rosja? Nigdzie się nie wybiera z Armenii. Wystarczy spojrzeć na liczby.
A można się Rosji pozbyć?
Zależy, co się przez to sformułowanie rozumie. Jeśli chodzi o wpływy wojskowo-polityczne, to Azerbejdżan doprowadził do przedterminowego wycofania rosyjskich sił pokojowych z Karabachu. Wyprosił rosyjskich mirotworcow z Karabachu przed upływem mandatu. To pokazuje, że można.
Czy da się przywrócić stosunki dyplomatyczne z Armenią bez podpisania i ratyfikacji traktatu pokojowego w ciągu następnych pięciu lat?
Stasia Budzisz – reporterka, tłumaczka języka rosyjskiego i dziennikarka współpracująca z "Przekrojem" i "Krytyką Polityczną". Specjalizuje się w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest autorką książki reporterskiej Pokazucha. Na gruzińskich zasadach.
Musimy pamiętać, że ten dokument nosi tytuł „Porozumienie o ustanowieniu pokoju i stosunków międzypaństwowych między Republiką Azerbejdżanu a Republiką Armenii”. Stosunki dyplomatyczne wrócą więc tylko wtedy, kiedy podpiszemy traktat pokojowy.