Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Ukraina / 05.08.2026
Siarhiej Sałaujou

Łukaszenka szuka korytarza do Kijowa. Przywódca Białorusi przeprasza Zełenskiego

Białoruś znów przyciągnęła uwagę, choć może nie światowych mediów, ale na pewno mediów społecznościowych. W czerwcu dwa wydarzenia szczególnie rozgrzały komentatorów: Łukaszenka przepraszający Wołodymyra Zełenskiego w telewizji Al Arabiya English oraz atak dronów na autobus z białoruskimi dziećmi w obwodzie briańskim. Przyjrzymy się uważniej obu tym sprawom.
Foto tytułowe
(inbusiness.kz)



Posłuchaj słowa wstępnego siódmego wydania magazynu online!



W wywiadzie dla telewizji Al Arabiya English białoruski przywódca, który zwykle stawia się w pozycji autorytetu i polityka bez skazy, dokonał czegoś zadziwiającego. Nagle oświadczył: – Być może w czymś przesadziłem, ale to była odpowiedź na jego bezpodstawne oświadczenia: „Tak, mamy 500 celów, tak, wiemy, gdzie znajduje się Łukaszenka. Jutro zaatakujemy rakietami i dronami”. Nic nie mówiłem. Wszyscy wokół dziwili się, że milczę. Rozumiałem: człowiek znajduje się pod taką presją, młody człowiek, niedoświadczony, nie jest też wojskowym. Może coś mu tam w głowie się pomieszało z nerwów. (…) Jeśli Władimir Aleksandrowicz się obraził, przepraszam go za te słowa. Może nie powinienem był, biorąc pod uwagę, że on przecież walczy. Być może nie powinienem był mówić o tym tak ostro. Ale z drugiej strony, on to powinien rozumieć, bo jak się u nas mówi: „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Wielu uważa, że Łukaszenka przeprosił za swoją reakcję na oświadczenie dowódcy Sił Systemów Bezzałogowych Ukrainy Roberta „Madiara” Browdiego, że Ukraina zidentyfikowała już 500 celów na terytorium Białorusi. Białoruski przywódca powiedział wówczas: „Może i zidentyfikowali 500 celów. (…) Ale my mamy jeden cel, bardzo poważny, o precyzyjnych współrzędnych. Cel bardzo blisko Białorusi”. Komentator polityczny Alaksandr Kłaskouski zauważył, że w tej samej tyradzie Łukaszenka nazwał też wypowiedzi Zełenskiego „bzdurami”, „gadką”, a także wyraził przypuszczenie, że ukraiński prezydent wcześniej „coś palił albo wciągał” – tym samym zwierzchnik Białorusi powielił narrację rosyjskiej propagandy, która przypisuje prezydentowi Ukrainy narkomanię. W tym miejscu należałoby zgodzić się z Kłaskouskim – najprawdopodobniej Łukaszenka przeprosił właśnie za to. Retoryka „rywalizacji pod względem liczby celów” jest dopuszczalna w ostrych rozmach. Kiedy jednak rozmowa schodzi na osobiste przytyki, Łukaszenka reaguje na nie emocjonalnie i bierze do siebie.

Powszechnie wiadomo, że Łukaszenka jest egocentrykiem, człowiekiem, który uważa, że wszechświat kręci się wokół niego. Osobista zniewaga to najbardziej bolesny cios, który można mu wymierzyć. Białoruski przywódca sądzi też, że wszyscy pozostali, w tym również Zełenski, odczuwają podobnie i osobiste przytyki także dla nich są najbardziej dotkliwe. Dlaczego jednak Łukaszenka przeprasza? Czy chodzi tylko o osobiste urazy? Jego gest można uważać nawet za próbę ponownego nawiązania relacji z przywódcą Ukrainy. Sytuacja staje się bardziej zrozumiała, gdy wyjdziemy poza wąski krąg oderwanych cytatów. Lektura całego wywiadu obfituje w interesujące wątki – Łukaszenka powtarza częściowo prorosyjskie narracje, na przykład że rosyjska armia „powoli, lecz posuwa się naprzód” na ukraińskim froncie. Przebija się jednak wyraźnie przekaz innego rodzaju: NATO nie miesza się do tej wojny, Białoruś również nie powinna się mieszać, sprawy związane z wojną to czuły punkt Białorusi, nie chcemy ginąć w imię cudzych interesów, a także: „to absolutnie niedopuszczalne, by wojna Ukrainy z Rosją przeniosła się na terytorium Białorusi”. Zwierzchnik Białorusi stwierdził również, że wojnę w Ukrainie można zakończyć jeszcze w tym roku.

Raczej nie robiąc sobie wielkich nadziei, zaproponował nawet swój udział w tym procesie: „Musimy przetrwać ten konflikt, usiąść za stołem negocjacyjnym we trzech – Łukaszenka, Putin i Zełenski – i dogadać się, w jaki sposób będziemy przezwyciężać konsekwencje tego konfliktu”. We trzech, ponieważ „ta wojna toczy się na naszym podwórku”. Faktycznie toczy się też na „podwórku” Polski, Rumunii, Mołdawii, Węgier… Dlaczego by ich nie zaprosić? Niewątpliwie najbardziej istotne jest jego stwierdzenie, że wojna może skończyć się w tym roku. Nawet jednak gdyby tak się stało, to w żadnym razie nie zakończy się po myśli Rosji. Trzeba by było wtedy wyjaśnić Rosjanom, w imię czego zginęło pół milion rosyjskich żołnierzy (a milion zostało rannych) albo…


Od dawna mówi się o tym, że Białoruś może posłużyć Putinowi w charakterze „kompensacji” w obliczu przegranej wojny. Na zasadzie, że „z Ukrainą nie wyszło”, ale w Białorusi można natychmiast przeprowadzić referendum, a system zbudowany przez Łukaszenkę (sic!) gwarantuje „pokojowe przyłączenie” RB do Federacji Rosyjskiej. Na tle tak znaczącego „zwycięstwa” porażka w Ukrainie zostałaby błyskawicznie zapomniana.


Taki zwrot akcji w żaden sposób nie uwzględnia roli Łukaszenki. Nawet samo jego istnienie w tym scenariuszu stoi pod znakiem zapytania. Łukaszenka zdaje sobie z tego sprawę i próbuje znaleźć sojuszników. Nieprzypadkowo w wywiadzie dla anglojęzycznego kanału telewizyjnego nie pozwolił sobie na żadne uszczypliwości wobec USA i NATO, niecieszących się, mówiąc delikatnie, popularnością w świecie arabskim.

Stany Zjednoczone mogą być sojusznikiem, zwłaszcza w trybie obecnego „ocieplenia”. To, że Łukaszenka nie ma im nic do zaoferowania poza więźniami politycznymi, to inna sprawa. Najważniejsze, że Stany Zjednoczone nieustannie podkreślają swoje przywiązanie do niepodległości i suwerenności Białorusi (ten warunek, nawiasem mówiąc, powtarza się w tak niemiłym Łukaszence „Akcie o demokracji na Białorusi”). Tyle że Stany Zjednoczone są daleko i walczyć z Rosją nie będą, a Ukraina w każdym wariancie porozumienia pokojowego będzie zabezpieczać się przed trzecią z kolei rosyjską agresją w tym stuleciu…

Dlatego właśnie musimy przeprosić Zełenskiego i na wszelkie sposoby podkreślać, że nie jesteśmy wrogami Ukrainy oraz (uchowaj, Boże!) nie wplątać się ponownie w awanturę z napaścią na Ukrainę z naszego terytorium. Bo może nagle Zełenski będzie kalkulował w taki sposób, że w razie przeprowadzenia niesankcjonowanego przez Łukaszenkę referendum w sprawie przyłączenia do Rosji wprowadzi na Białoruś pułk im. Konstantego Kalinowskiego wraz z pułkiem Pahonia? Te formacje można postarać się przekonać, że „obrona suwerenności i niepodległości Białorusi” jest ważniejsza niż obalenie Łukaszenki (takie poglądy pojawiają się w białoruskiej przestrzeni informacyjnej od dawna).


Oczywiście wprowadzenie wojsk do Białorusi z Ukrainy brzmi jak political fiction, ale w najgorszym razie Ukraina może zapewnić „bezpieczny korytarz” do ewakuacji Łukaszenki z Republiki Białoruś…


Wkrótce po wspomnianym wywiadzie z Łukaszenką w autobus z białoruskimi dziećmi, które podróżowały przez obwód briański na wakacje do Gelendżyka, trafił dron. Jedna osoba zginęła, a osiem zostało rannych, w tym sześcioro dzieci. Gubernator obwodu briańskiego i rosyjski Komitet Śledczy natychmiast podali do wiadomości, że dron był „ukraiński”. Pozostało wiele niejasności. Po pierwsze, szybkość, z jaką uznano, że dron był „ukraiński”: czy przeprowadzono ekspertyzę? Jakiego typu był ten dron? Jeśli ukraiński, to jaki dokładnie model? Po drugie, czy w obwodzie briańskim nie latają rosyjskie drony? Przecież latają nawet w Białorusi. Po trzecie, wiele słyszeliśmy o trafieniach rosyjskich dronów w mikrobusy, autobusy, prywatne pojazdy, pociągi osobowe... Ukraińskich bezzałogowców raczej nie notuje się w tym kontekście, przynajmniej nie w sposób systemowy. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy zaprzeczył, jakoby wysyłał samoloty bezzałogowe do obwodu briańskiego w czasie, gdy doszło do ataku na autobus.

Reakcja władz białoruskich na ten incydent również była, delikatnie mówiąc, nieco dziwna. Nasze MSZ oczywiście wyraziło oburzenie, ale poprzestało na żądaniu od strony ukraińskiej „wyczerpujących wyjaśnień”.

Znacznie więcej uwagi białoruskie MSZ poświęciło „konieczności surowego przestrzegania regulaminu organizacji wyjazdów grupowych obywateli, w szczególności dzieci, na leczenie i wypoczynek zagraniczny” i „konieczność bezwzględnego wykluczenia wyjazdów zorganizowanych obywateli do stref konfliktów, działań wojennych i regionów z nimi graniczących”.

Władze lokalne, a zwłaszcza zastępca przewodniczącego Homelskiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego Dzmitryj Alejnikau w telewizji Belarus 1 obarczył winą przewoźnika – ze względu na wybór niebezpiecznej trasy. Dodał, że „w Białorusi nie brakuje infrastruktury sportowej, są szerokie możliwości. Po co zatem jeździć po niebezpiecznych strefach?”.


Tu warto postawić pytanie: dlaczego dron tak „pomyślnie” trafił w białoruski autobus, akurat po „pokojowym” apelu Łukaszenki? Dlaczego białoruskie władze dążą do wyciszenia i uspokojenia tej sytuacji?


Może z ich wiedzy wynika, że w rzeczywistości nie było tam ukraińskich dronów, za to nastąpiła swego rodzaju „reakcja Putina” na wywiad Łukaszenki? Putin jest wszak mistrzem „asymetrycznych odpowiedzi”.

Przeł. Joanna Bernatowicz

Artykuł został opublikowany w portalu novychas.online