Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Rosja / 17.08.2026
Tomasz Otocki

„Zdejmijcie te afisze”. W Rydze trwa konflikt o rosyjski teatr

Od czasu wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie w łotewskiej stolicy trwa intensywny proces desowietyzacji i derusyfikacji. Runął pomnik radzieckich „wyzwolicieli” z 1944 roku, Moskiewskie Przedmieście zmieniło nazwę na Łatgalskie, zaś pomnik Puszkina, zdobiący Park Kronvalda, przeniesiono do muzeum. W końcu przyszedł czas na Teatr Rosyjski im. Michaiła Czechowa, co do którego afiszy ma wątpliwości nowy minister kultury Łotwy.
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego siódmego wydania magazynu online!



Głupota albo prowokacja


– Wszelkie emocje wokół tej sprawy to albo prowokacja, albo głupota – mówi mi jedna z moich ryskich znajomych, Beata Surgoft, której polska rodzina od pokoleń mieszka na Łotwie. – Teatr prezentuje wysoki poziom artystyczny i ma znakomity zespół aktorski. Współpracuje z aktorami łotewskojęzycznych teatrów, realizuje także projekty z wybitnym krajowym kompozytorem Raimondsem Paulsem – wylicza Surgoft. Jednocześnie podkreśla, że teatr ma dobry repertuar oraz pozostaje lojalny wobec państwa łotewskiego.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


„Lojalność” to słowo klucz na Łotwie, zwłaszcza po 24 lutego 2022 roku. Kieruje się je w stronę mniejszości rosyjskojęzycznej, która niejako z automatu jest podejrzana o prokremlowskie sympatie po tym, jak Władimir Putin zdecydował się zaatakować Ukrainę. Stosunek mniejszości rosyjskojęzycznej do wojny czy do samego państwa rosyjskiego jest jednak o wiele bardziej skomplikowany, niż by się wydawało. Dobrze obrazuje to historia rosyjskiego teatru w Rydze.

Teatr im. Michaiła Czechowa w Rydze powstał w 1883 roku, gdy miasto należało do carskiej Rosji, a Ryga była miastem wielu narodów. Teatr, który jest najstarszym teatrem rosyjskim poza granicami Federacji Rosyjskiej, przetrwał Łotwę demokratyczną, ulmanisowską, później zaznaczył swoją obecność w krajobrazie kulturalnym Łotewskiej SRR, gdzie wszystko, przynajmniej w teorii, odbywało się w dwóch językach: łotewskim i rosyjskim.

Teatr utrzymał swoją renomę także po 1989 roku. Dziś chodzą do niego Rosjanie, Łotysze i przedstawiciele innych narodowości. W repertuarze ma zarówno rosyjską klasykę, jak i nowsze sztuki. Wielokrotnie oglądałem wystawiane w nim spektakle, ostatni raz w 2024 roku, gdy grali W baletkach na syberyjskim śniegu na podstawie książki łotewskiej polityczki Sandry Kalniete. Z teatrem współpracuje maestro Raimonds Pauls, artysta szanowany, co dosyć rzadkie, w obu społecznościach zamieszkujących Łotwę.


Poszło o afisze


Na razie żaden z polityków nie nawołuje do zamknięcia teatru, choć niektórzy krewcy internauci od dawna piszą, że łotewski podatnik nie powinien utrzymywać kultury rosyjskiej. Wskazuje się, że teatr musi przejść na prywatne utrzymanie, skoro nie prowadzi działalności w języku państwowym. Ktoś inny pisze w internecie, że instytucję trzeba przekształcić w teatr polski albo ukraiński. Czyli coś, co jakiś czas temu bez większego powodzenia próbowano zrobić z mediami, gdzie materiały w języku rosyjskim zastępowano materiałami w językach ukraińskim, białoruskim czy polskim. Przynajmniej w przypadku dwóch ostatnich języków zakończyło się to klapą w wydaniu publicznego nadawcy LSM.

Spór wokół teatru zaczął się na początku czerwca od wniosku wicemera Rygi Edvardsa Ratnieksa do nowego szefa resortu kultury Naurisa Puntulisa. Wicemer, reprezentujący – podobnie jak minister – łotewskich nacjonalistów, od maja 2026 roku wchodzących w skład koalicji rządzącej, poprosił o wykładnię, czy afisze i plakaty teatralne powinny być drukowane w rosyjskim i czy jest to zgodne z ustawą o języku państwowym. Według narodowców należy drukować wyłącznie w języku łotewskim, a w przestrzeni publicznej Rygi nie ma miejsca na „język dawnego okupanta”. „Grajcie sobie, w jakim języku chcecie, przynajmniej na razie, ale na ulicy ma być tego nie widać”, tak można streścić stanowisko Ratnieksa. Zaskoczenia nie było: minister kultury podzielił jego punkt widzenia, zaś resortowi, podległym mu instytucjom oraz przedsiębiorstwom państwowym polecił zakazać używania języka rosyjskiego w sytuacjach związanych z wykonywaniem ich funkcji.

Pojechał także do Dyneburga, gdzie spotkał się z lokalnym dyrektorem teatru miejskiego, który część sztuk wystawia w języku rosyjskim. Minister kultury potwierdził, że nowe zarządzenie nie wpływa na repertuar teatru. A więc na razie można grać w języku Puszkina, tutaj nic się nie zmienia.


Politycy w obronie teatru


Cała dyskusja wywołała jednak oburzenie w sieci. „To absurdalne, że teatr rosyjski nie może wieszać afiszy w swoim języku”, pisali internauci. 7 lipca pod Teatrem im. Michaiła Czechowa odbyła się demonstracja zorganizowana przez opozycyjną partię Łotwa na Pierwszym Miejscu (LPV). Na pikiecie stawiła się około setka osób, przyszli ludzie z plakatami w dwóch językach, przez megafon przemawiał lider partii Ainārs Šlesers, były wicepremier i wicemer Rygi. Od lat adresuje on swój program m.in. do mieszkających nad Dźwiną Rosjan.

Wśród uczestników znalazła się artystka Jolanta Gulbe-Paškeviča, związana z partią Šlesersa.

– Wzięliśmy z mężem udział w proteście nie po to, by sprzeciwiać się jakiemukolwiek językowi czy grupie etnicznej, lecz by wesprzeć dziedzictwo kulturowe i historyczne Łotwy. Naszym zdaniem profesjonalny teatr z ponad 140-letnią historią stanowi istotny element łotewskiego krajobrazu kulturowego, niezależnie od języka, w jakim wystawia swoje spektakle. Uważamy, że dziedzictwo kulturowe powinno być chronione i powinno stanowić przedmiot dyskusji ze względu na swoją wartość, a nie stawać się zarzewiem sporów politycznych – mówi artystka.

Teatr rosyjski w Rydze to dla niej kwestia osobista. – Mój mąż Denis Paškevičs wywodzi się z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach teatralnych. Jego dziadek, Michaił Preizner, pracował jako dyrygent orkiestry w teatrze w Dyneburgu, a po jego zamknięciu w 1963 roku rodzina przeniosła się do Rygi, gdzie objął stanowisko kierownika działu muzycznego w teatrze rosyjskim.


Zamkną teatr na amen?


Mam wrażenie, że Aleksander Kraśnicki, dziennikarz zajmujący się m.in. polityką krajową, niegdyś pracujący w państwowym portalu LSM, ostatnio nie czuje się komfortowo w swoim kraju. Czasem w gorzki sposób opisuje rzeczywistość na Łotwie, z goryczą mówi także o sporze wokół Teatru Czechowa.

– To najprawdopodobniej ostatnie miejsce w Rydze o wyraźnym „rosyjskim akcencie” – w obliczu likwidacji szkół dla mniejszości, zmiany nazw ulic, a nawet niedawnego zamalowania na znakach drogowych strzałek wskazujących kierunek do rosyjskich miast. Proces ten trwa od dawna, jednak, jak wielokrotnie bywało w trakcie kolejnych kadencji parlamentu, ulega on gwałtownemu nasileniu w miesiącach poprzedzających wybory – zaczyna swoją opowieść Kraśnicki, który wróży bardzo nieciekawy koniec funkcjonowania społeczności rosyjskiej nad Dźwiną. – Odczuwam atmosferę, która doprowadziła kiedyś do Umsiedlungu – mówi szeptem. Trudno mi uwierzyć w to, co słyszę.

Umsiedlung to przesiedlenie Niemców bałtyckich do III Rzeszy w 1939 roku, które zakończyło kilkaset lat trwania niemieckiej kultury nad Dźwiną. Choć w podobne działania trudno dziś uwierzyć, to wydarzenia minionych lat pokazują, że wszystko jest możliwe. Tym bardziej że radną Rygi – miasta zamieszkiwanego przez dużą rosyjskojęzyczną społeczność – została „wielka derusyfikatorka Łotwy”, poetka Liana Langa, która wszędzie tropi obecność języka rosyjskiego, a miastem rządzi koalicja, w której drugie skrzypce grają narodowcy, wystawiający wicemera Ratnieksa.

– Można powiedzieć, że teatr od kilku lat znajdował się w stanie oblężenia. Władze miasta odmawiały na przykład zatwierdzenia plakatów w języku rosyjskim, a teraz – by użyć słów Międzynarodówki: „C’est la lutte finale” – przypuszczono na niego decydujący szturm – kontynuuje Kraśnicki, który ma poważne obawy co do przyszłości teatru. Nie wyklucza jego zamknięcia za parę lat.

Faktem jest, że w łotewskich mediach w ciągu kilku miesięcy pojawiały się nawoływania do likwidacji teatru. Profesor i „zemessargs” [członek obrony terytorialnej – red.] Juris Ulmanis pytał publicznie: czy w Rydze naprawdę potrzebny jest teatr wystawiający sztuki w języku rosyjskim?

Na razie te głosy nie są w mainstreamie, ale kilka lat temu także mało kto przewidziałby usunięcie pomnika Puszkina z Parku Kronvalda albo przemianowanie jednej z głównych ulic Rygi: Moskiewskiej na ulicę Łatgalską.


Teatr solidarności z Ukrainą


Dana Bjork, dyrektorka teatru, opowiada, jak to, co politycy mówią o teatrze, wpływa na codzienne funkcjonowanie instytucji i jej zespołu.

– Trudno uznać „aferę afiszową” za nową, to raczej zjawisko stałe, wręcz tradycyjne – mówi Bjork. – Kwestia używania języka rosyjskiego na Łotwie jest często przedmiotem dyskusji, przy czym okresy wzmożonego zainteresowania tym tematem zazwyczaj zbiegają się z kampaniami wyborczymi.

Dyrektorka przypomina, że jesienią 2026 roku odbędą się kolejne wybory do łotewskiego Sejmu.

– Nie możemy ignorować zarzutów, jakoby Teatr Czechowa naruszał ustawę o języku państwowym, i przedstawiamy rzeczowe argumenty dowodzące, że oskarżenia te są bezpodstawne – wskazuje Bjork, która niedawno spotkała się z ministrem Puntulisem.

Zarzuty wobec teatru dotyczą łamania ustawy o języku państwowym, natomiast nikt nie jest w stanie zarzucić tej instytucji wsparcia dla polityki Władimira Putina, czy antyukraińskości, tym bardziej działania wymierzonego w łotewską państwowość. Wręcz przeciwnie, teatr już na samym początku wojny w 2022 roku jednoznacznie opowiedział się przeciwko rosyjskiej agresji.

– Warto odnotować, że każdy spektakl poprzedza antywojenne przemówienie dyrektora teatru skierowane do widzów. Ponadto pracownicy instytucji niosą pomoc uchodźcom, a teatr oferuje bezpłatne bilety na przedstawienia. Zatrudniliśmy także kilka osób z Ukrainy – wylicza Bjork. – Niestety, w części społeczeństwa utrwala się tendencja do utożsamiania pojęcia „Rosjanin” z „Federacją Rosyjską” lub „agresorem”, co prowadzi do negatywnego postrzegania Teatru Czechowa, bez wiedzy o działalności, wartościach i zasadach, jakimi kieruje się ta instytucja – dodaje.


Kultura rosyjska, nie Federacji Rosyjskiej]


Spór wokół afiszy Teatru Czechowa to kolejna odsłona dyskusji o miejscu kultury rosyjskiej w krajobrazie Rygi po tym, jak zniknęły bilingwalne szkoły, przemianowano ulice, usunięto pomniki. Wielu Łotyszy wciąż twierdzi, że derusyfikacja nie została jeszcze dokończona.

– Kultura rosyjska od dawna stanowi integralną część kultury łotewskiej – tłumaczy Dana Bjork. – Podkreślam: „rosyjska”, a nie kultura Federacji Rosyjskiej. Niestety, niuans ten („russkaja” versus „rossijskaja”) często umyka w przekładzie na inne języki, a jest on kluczowy. Tutaj, na Łotwie, od dawna istnieje odrębna kultura rosyjska („russkaja”, nie „rossijskaja”). Choć z pewnością nie jest ona odizolowana od kultury rosyjskiej w innych krajach, pozostaje unikalna, gdyż ukształtowała się w specyficznych warunkach, a proces ten trwa do dziś.

Według dyrektorki Teatru Czechowa miejsca kultury rosyjskiej w społeczeństwie nie da się zadekretować, ono kształtuje się w sposób naturalny. Rosyjski teatr może jednak przyczynić się do tego, że rosyjska kultura pozostanie interesująca zarówno dla osób rosyjskojęzycznych, jak i przedstawicieli innych kultur.

– Może służyć za kanał komunikacji z tymi grupami społecznymi, które z różnych przyczyn nie otrzymują informacji w języku łotewskim – mówi. Swój teatr określa jako łotewski teatr rosyjskojęzyczny. – Warto zauważyć, że już dawniej programy i plakaty tego teatru drukowano w dwóch językach: rosyjskim i łotewskim. Nie jest to jedynie symboliczny fakt historyczny, lecz namacalny dowód na to, że teatr ten od zawsze stanowił harmonijną część łotewskiego krajobrazu kulturowego – wskazuje Bjork.

W środowisku inteligenckim Łotwy trudno szukać przeciwników funkcjonowania teatru, nawet moja przyjaciółka Beata Surgoft, która nie kryje swojej niechęci do Rosji, jest gotowa teatru bronić.


Trzeba zdecydować, czy teatr jest w ogóle potrzebny


Uwagi ma za to były poseł do Rady Najwyższej Łotwy, która w 1990 roku głosowała za niepodległością kraju. Literaturoznawca Aleksejs Grigorjevs po ojcu jest rosyjskojęzyczny, po matce świetnie zna język łotewski i od lat funkcjonuje pomiędzy tymi dwoma kulturami. Ma jednak krytyczny stosunek do rosyjskiego życia kulturalnego na Łotwie. W 2025 roku wsparł m.in. likwidację 4 kanału radia łotewskiego, nadającego w języku rosyjskim.

Grigorjevs przez lata angażował się na rzecz Ukrainy. Uważa, że teatr, którego przez lata był widzem, powinien się zreformować, a nie zastygać w tej formie, w której działał dotychczas.

– Większość widzów tego teatru zawsze była łotewska – wyjaśnia swoje stanowisko Grigorjevs. – Obecna dyskusja tak naprawdę nie dotyczy plakatów ani afiszy, tylko pozycji tego teatru na mapie kulturalnej Łotwy. Wszystko, co rosyjskie na Łotwie, po 50 latach rusyfikacji prowadzonej przez Związek Radziecki w sposób zrozumiały budzi podejrzliwość. Łotysze w wielu miejscach czują się wręcz zmuszeni, by rozmawiać po rosyjsku, gdy napotkani Rosjanie odmówią rozmawiania w języku państwowym. Kwestia ta stała się szczególnie drażliwa po wybuchu wojny.

Według byłego posła do parlamentu, po jesiennych wyborach rząd i Sejm będą musiały zdecydować, czy taki teatr na Łotwie jest w ogóle potrzebny. Chodzi o publiczne finansowanie: albo należy je zachować, albo z niego zrezygnować.

– Jeśli wybierzemy tę pierwszą opcję, trzeba zadecydować także o warunkach funkcjonowania teatru, wśród nich języku afiszy i plakatów. Ale jest jasne, że to nie może być po prostu kolejny rosyjski teatr, jak w Moskwie czy Woroneżu. Nie może nieść rosyjskiej flagi na Łotwie. Musi być zdecydowanie łotewski, ma być miejscem, gdzie rozmawia się o Łotwie i jej sprawach. Może trzeba zmienić dyrekcję teatru? – zastanawia się Grigorjevs.

Pytam go o to samo, o co zapytałem Danę Bjork: czy Teatr Michaiła Czechowa w Rydze może przejść podobną ewolucję jak Rosyjski Teatr Dramatyczny w Wilnie, nazywany obecnie Teatrem Starym, a więc stać się miejscem dla wszystkich mniejszości narodowych Łotwy: Ukraińców, Żydów, Polaków czy Białorusinów.

– Absolutnie tak – odpowiada Grigorjevs. – Według literaturoznawcy i działacza społecznego wymagałoby to oczywiście redefinicji funkcjonowania teatru, powołania wielonarodowościowej rady doradczej itd. Chętnie poszedłby jednak do tego teatru na spektakl polski, żydowski lub ukraiński.


Język nie jest celem samym w sobie


Ze stanowiskiem Grigorjevsa nie zgadza się mieszkający w Rydze Polak – Edmund Kaszewski.

– Zastanówmy się, kto by chodził na polskie spektakle w Rydze? – pyta. – Polacy na Łotwie po 1945 roku faktycznie zatracili umiejętność posługiwania się językiem polskim. Nawet polska wersja LSM nie była tutaj czytana, gdy powstała w 2022 roku, bo znajomość polskiego nad Dźwiną wciąż jest niska. To samo można powiedzieć o jidysz czy białoruskim. Takie były po prostu efekty sowietyzacji, która nastąpiła w Łotewskiej SRR po II wojnie światowej.

Kaszewski należy akurat do stałych widzów Teatru Czechowa i staje w jego obronie, nazywając ostatnie awantury polityczne „głupotą” i „populizmem”.

– Jednoznacznie potępiam agresję rosyjską na Ukrainę, ale nie należy walczyć z kulturą rosyjską. Język czy kultura nie są niczemu winne.

Pytam Danę Bjork o ewolucję teatru w kierunku, jaki wskazał Grigorjevs. Czy większy komponent „polski”, „łotewski” czy „ukraiński” miałby sens?

– Teatr Czechowa prezentuje i nadal będzie prezentować projekty dwujęzyczne, a nawet trójjęzyczne – podkreśla dyrektorka. – W czasach, gdy skuteczna i elastyczna komunikacja stanowi kluczową wartość, lekceważenie współczesnego krajobrazu językowego, czy raczej krajobrazu wielu języków, byłoby nierozsądne. Wszak Łotwa, a w szczególności Ryga, ze względu na swoje położenie geograficzne zawsze znajdowała się na kulturowym rozdrożu, co stanowi naturalne źródło inspiracji dla wszelkich form sztuki, w tym teatru.
Tomasz Otocki – zastępca redaktora naczelnego „Przeglądu Bałtyckiego”. O krajach bałtyckich pisze od 2010 roku, związany m.in. z Programem Bałtyckim Radia Wnet, NEW, „Tygodnikiem Powszechnym”, a także polskimi portalami na Litwie i publicznymi mediami na Łotwie. Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

Inne artykuły Tomasza Otockiego

Według Bjork zasadniczo błędne jest twierdzenie, że dany teatr jest przypisany do konkretnego języka: język to kod, narzędzie, paleta, ale nie cel sam w sobie. Jest przekonana, że tak należy, a teatr ma przed sobą jeszcze wiele lat. Więcej na ten temat dowiemy się pewnie w kolejnej kadencji Sejmu, który może być bardziej rozdrobniony niż obecnie. Znajdą się w nim i zwolennicy teatru rosyjskiego, jak Ainārs Šlesers, i przeciwnicy nadmiernej ich zdaniem obecności kultury rosyjskiej na Łotwie ze Zjednoczenia Narodowego, jak Ratnieks i Puntulis. Która strona przeważy, pozostaje zagadką.