Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Ukraina / 21.09.2026
Aleksander Palikot, Jerzy Sobotta

Drony zmieniły ukraińską armię. „Azow” pokazuje, jak wygląda wojna przyszłości

Ukraina w ciągu kilku lat zmieniła drony z improwizowanego narzędzia w jeden z fundamentów prowadzenia wojny. W brygadzie „Azow” widać, jak doświadczenia operatorów, warsztatów i dowódców trafiają do systemu, który coraz szybciej łączy front, producentów i państwo – ale wraz z technologiczną rewolucją pojawiają się nowe problemy, od braku standaryzacji po konflikty wokół wojskowych zamówień.
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego siódmego wydania magazynu online!



W punkcie dowodzenia wciąż słychać warkot wiertarek i stukanie młotków. Batalion przeprowadził się tu niedawno; część pomieszczeń wciąż nie jest urządzona. Poprzednią siedzibę żołnierze nazywali „wabikiem na Shahedy”. Tutaj ma być bezpieczniej, choć pół godziny wcześniej niedaleko stąd uderzył rosyjski odrzutowy dron.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Dowódca batalionu Stepan „Bud” Witkowski wygląda na rozluźnionego. To typowy dzień w sztabie batalionu systemów bezzałogowych brygady „Azow”.

Centralny ekran pokazuje spis załóg dronów FPV, ciężkich dronów bombowych, dronów rozpoznawczych i naziemnych pojazdów bezzałogowych. Przed kilkudziesięcioma monitorami siedzą żołnierze odpowiedzialni za łączność, logistykę, rozpoznanie i operacje. Informacje spływają do dwóch stanowisk dowodzenia. Ich obsada musi wiedzieć, który dron doleci do celu i która załoga w polu najlepiej wykona zadanie.

– Dowódcy załóg pełnią tu dyżury, aby później na pozycji rozumieli, dlaczego dostali taki, a nie inny rozkaz – mówi Bud.

Podczas rozmowy na monitorze pojawia się rosyjska piechota w pasie drzew. Bud pyta, czy ktoś już do niej leci. Dwie załogi są w drodze. Po chwili zerka na ekran.

– Dron doleciał nad cel. Zaraz zaatakuje – mówi.

Bud porównuje batalion do firmy, którą trzeba sprawnie zarządzać. Wyniki mierzy się liczbami.

– Cyfry nie kłamią – mówi.

Brygada „Azow” broni 16,5 kilometra frontu na południowym wschodzie Ukrainy. W pierwszej linii stoi piechota, w drugiej jednostka Buda. Według niego drony odpowiadają za 92 proc. strat przeciwnika – to ponad stu rosyjskich żołnierzy miesięcznie.


„Azow 2.0”


Trudno uwierzyć, że batalion istnieje od niedawna, a sposób walki, który dziś stosuje, jeszcze w 2022 roku wydawał się abstrakcją.

Bud, trzydziestotrzyletni strażak z wykształcenia, nie jest zawodowym wojskowym. Przed pełnoskalową inwazją pracował w Danii; do Ukrainy wrócił w marcu 2022 roku. Służył w piechocie i rozpoznaniu w innej jednostce, potem został tam operatorem drona. W „Azowie” znów zaczynał jako zwykły pilot, a następnie dowodził coraz większymi zespołami.

W ciągu czterech lat przeszedł drogę od cywila-ochotnika do dowódcy batalionu, co zawdzięcza – jak mówi – „bezwzględnej merytokracji”, którą szczyci się „Azow”. Dzisiejszą, odbudowaną po stratach pierwszego roku wojny formację nazywa „Azowem 2.0”.

Bud nie przedstawia historii swojej jednostki jako pasma sukcesów. Gdy trzon „Azowa” bronił Mariupola w 2022 roku, inne ukraińskie formacje rozwijały już drony FPV.

– Byliśmy mocno zapóźnieni technologicznie – przyznaje Bud. – Jeździliśmy do innych jednostek, podglądaliśmy ich rozwiązania, pytaliśmy i dzieliliśmy się własnym doświadczeniem.

Z czasem doszedł do wniosku, że różne jednostki, bez odgórnego planu, niezależnie wypracowują podobne struktury. Wymusza je pole walki: rozpoznanie, identyfikacja celu, atak, potwierdzenie wyniku, analiza i modyfikacje dronów muszą tworzyć jeden obieg.


W warsztacie dronów


Ten obieg innowacji najlepiej widać w pobliskim warsztacie. W podziemnych salach obitych sklejką i oświetlonych białym światłem pracuje kilkadziesiąt osób. Formalnie gotowe do użycia drony są tu rozbierane i przerabiane: żołnierze wymieniają nadajniki i odbiorniki, dostosowują częstotliwości, wgrywają oprogramowanie, sprawdzają silniki, lutują układy inicjowania ładunku i przygotowują baterie.

Kierownik warsztatu Skill mówi, że zespół przygotowuje około stu dronów dziennie. Im mniej fabryczna konfiguracja odpowiada warunkom na froncie, tym więcej pracy wymaga.

Przy jednym ze stołów siedzi Mat. Montażu dronów nauczył się sam: po pracy skręcał je w domu i wysyłał znajomym wojskowym. W końcu wstąpił do armii. Pokazuje maszynę dostarczoną jako gotowy produkt. Jej nadajnik wideo i odbiornik sterowania nie pasują do zadania, więc wymontowuje części, a później zmienia ustawienia oprogramowania.

– Nasze zadanie jest proste: zrobić to możliwie szybko i tanio, dać chłopcom na froncie, a potem równie szybko wprowadzić poprawki – mówi.

Technicy ujednolicają sprzęt, by ułatwić obsługę i naprawę. Pełna standaryzacja jest jednak niemożliwa: przeciwnik modyfikuje sposoby zakłócania łączności, zmieniają się też częstotliwości pracy i zadania dronów.

Ukraińska rewolucja technologiczna nie polega na jednej przełomowej technologii, lecz na skróceniu drogi od wykrycia problemu na froncie do wdrożenia rozwiązania. Z czasem oddolna kultura majsterkowania i improwizacji stworzyła nowy sposób prowadzenia wojny i nowe struktury wojskowe.


Operatorzy


Może jeden z dronem, drugi z lornetką, trzeci z karabinem? Piloci ustawiają się do zdjęcia. Wyglądają jak z filmu Wesa Andersona. Potem testują nowe drony z warsztatu. Pierwszy wzbija się i… traci łączność. Żołnierze pochylają się nad aparaturą, odczytują parametry sygnału i sprawdzają, czy zawiódł nadajnik. Nikt nie jest zaskoczony.

– Na pozycji bardzo często właśnie tym się zajmujemy: problemami technicznymi – mówi Kodak.

Ma dwadzieścia sześć lat. Przed wojną był grafikiem i tworzył modele 3D. Przez ponad rok wahał się przed wstąpieniem do wojska: początkowo uważał, że walczyć powinna zawodowa armia, później uznał, że ludzi gotowych do walki jest za mało. Siedzący obok dwudziestodwuletni Iks skończył studia trenerskie i miał pracować z piłkarzami. Dwudziestosześcioletni Sabo przez siedem lat zajmował się marketingiem cyfrowym.

Wszyscy trzej mówią, że wybierali jednostkę ze względu na sposób dowodzenia i ludzi, z którymi mieli walczyć; korzenie „Azowa” w środowiskach radykalnej prawicy nie miały dla nich znaczenia. Sabo opisuje wybór jednostki jak zmianę pracy.

– Jeżeli w firmie kierownictwo jest słabe, zadania bezsensowne, a koledzy zawodzą, nie chcesz tam pracować. W wojsku działa to podobnie – tłumaczy. – Chciałem trafić do ludzi, którym mogę ufać. W „Azowie” miałem znajomych, więc wiedziałem, czego oczekiwać, i jestem zadowolony.

Cała trójka kilka dni temu wróciła z pozycji na froncie. Według Kodaka kluczem do przetrwania jest spokój.

– Zdenerwowanie nie naprawi drona. Trzeba mieć chłodną głowę – mówi.

Potem operatorzy znów próbują uruchomić maszynę.

Typowy zespół FPV liczy trzy – cztery osoby, często łączące funkcje. Operator steruje dronem i atakuje, nawigator śledzi trasę i obraz z rozpoznania, wskazuje kurs i koryguje lot. Kolejny żołnierz przygotowuje maszynę, montuje głowicę bojową i wynosi ją z ukrycia na miejsce startu. Jeśli misja wymaga zwiększenia zasięgu łączności, pomaga dodatkowy operator z dronem-retransmiterem.

Zespoły spędzają na stanowiskach tydzień lub dłużej. Praca zaczyna się na długo przed założeniem gogli. Czekając na zadanie, analizują cel, planują trasę i uzbrajają drona.

Latem rosyjska piechota porusza się pojedynczo lub parami pod osłoną roślinności. Małe grupy przenikają przez pasy drzew i łączą się dopiero przed atakiem. Operatorzy muszą więc wykonywać więcej lotów, a cele pojawiają się coraz bliżej ukraińskich stanowisk.

Na część stanowisk zespół dociera pojazdem opancerzonym, do innych idzie pieszo z całym sprzętem. Rosjanie ciągle szukają pozycji operatorów FPV, więc wykryte stanowisko trzeba porzucić i urządzić nowe.


Strefa śmierci


Wspominając służbę w piechocie, Bud mówi, że dawniej żołnierz nasłuchiwał pojedynczego drona.

– Teraz bzyczenie trwa niemal bez przerwy. Piechur nie zawsze wie, czy nad nim wisi własny retransmiter, czy rosyjski dron. Zdarza się, że ze strachu strzela do własnego bezzałogowca – mówi.

Dronów zaczęto używać masowo w 2023 roku, a w latach 2024–2025 ich wpływ na pole walki stał się fundamentalny. Nie zastąpiły artylerii, czołgów ani lotnictwa, lecz zasadniczo zmieniły sposób ich wykorzystania. Artylerię maskuje się i odsuwa od frontu, a jej ogień coraz częściej korygują drony. Czołgi rzadziej ruszają do otwartych natarć; pozostają w ukryciu i wyjeżdżają do konkretnych zadań. Zamiast transporterów opancerzonych używa się niekiedy quadów i motocykli. Wzrosło znaczenie walki radioelektronicznej, obrony przed dronami i minowania; stałym zagrożeniem są także rosyjskie bomby szybujące.

Po obu stronach frontu powstała strefa niemal ciągłej obserwacji i rażenia – kill zone. Skupiska ludzi i sprzętu są szybko wykrywane, więc ciągłe linie okopów miejscami ustępują rozproszonym, zamaskowanym stanowiskom i głębokim schronom, zwanym „norami”. Drony zmieniły logistykę, rotacje oraz sposób prowadzenia natarć i obrony.

Strefa rażenia sięga jednak daleko poza bezpośrednie zaplecze frontu. W kwietniu 2026 roku korpus „Azow” poinformował, że za pomocą dronów obserwuje rosyjskie szlaki zaopatrzeniowe wokół okupowanego Doniecka. To tzw. middle strike – uderzenia dronowe w cele oddalone o 20–150 kilometrów: transporty, składy, sztaby, węzły kolejowe i obronę powietrzną.

W czerwcu 2026 roku ukraińskie Ministerstwo Obrony podało, że drony odpowiadają za ponad 90 proc. zarejestrowanych rażeń przeciwnika. Bud zastrzega: systemy bezzałogowe niszczą, ale nie zajmują ani nie utrzymują terenu.

– Kluczową rolę w utrzymaniu pozycji nadal odgrywa piechota. Wszystko, co robimy, robimy dla piechoty.

Paradoksalnie stanowiska obsług dronów uderzeniowych krótkiego zasięgu są dziś niemal tak samo narażone na atak jak pozycje piechoty. Dojazd bywa bardziej niebezpieczny niż pobyt na stanowisku; ryzykują też żołnierze dowożący amunicję, wodę i akumulatory.


Naziemne roboty


Wraz z rozwojem technologii przetrwanie ludzi w strefie śmierci staje się coraz trudniejsze. I coraz mniej osób gotowych jest dobrowolnie służyć w piechocie. Dlatego Ukraina pokłada coraz większe nadzieje w bezzałogowych pojazdach lądowych.

Na poligonie łotewski Natrix – niewielki czterokołowy dron lądowy przeznaczony do transportu zaopatrzenia i ewakuacji rannych – wiezie po nierównym terenie około 200 kilogramów cegieł. Żołnierze sprawdzają zużycie energii i zachowanie pojazdu pod obciążeniem. Bez nawigacji satelitarnej operator prowadzi maszynę na podstawie obrazu z kamer i punktów orientacyjnych. Łączność zapewnia Starlink.

Junker, dwudziestotrzyletni zastępca dowódcy kompanii robotów lądowych, wylicza, co mogłoby zastąpić cegły na froncie: amunicja, woda, żywność, paliwo, drony FPV i Mavic, szpule światłowodu, akumulatory, nawet lodówka z krwią. Robot może dowieźć ją załodze ciężkiego drona transportowego, który przeniesie ładunek bliżej rannych. Inne platformy żołnierze przerabiają do ewakuacji rannych, wydłużając je i dodając materac, koc termiczny oraz plecak medyczny.

Bezzałogowe pojazdy lądowe są na razie najskuteczniejsze w logistyce. Według Buda w jego batalionie przewożą około 40 ton zaopatrzenia miesięcznie i wykonują około 80 proc. zadań logistycznych. Jednostka traci przy tym 8–10 platform miesięcznie, ale ogranicza niebezpieczne przejazdy ludzi.

Robot nie działa jednak sam. W kompanii Junkera są operatorzy, żołnierze obsługujący pojazdy na wysuniętych pozycjach, zespoły odzyskujące uszkodzony sprzęt, mechanicy i elektronicy. Trasa może stać się nieprzejezdna już podczas misji: pojawiają się miny, drogę obserwują rosyjskie drony, zmienia się pogoda. Gdy jeden szlak zablokowały przewrócone drzewa, kompania wysłała dron wywiadowczy, by znaleźć objazd.

– Jeżeli spłonie robot za milion hrywien [100 tys. złotych], jest to nieprzyjemne – mówi Junker. – Ale to nie człowiek.


Armia dronów


O świcie 24 sierpnia na Chreszczatyku odbyła się pierwsza na świecie parada wojskowa poświęcona wyłącznie systemom bezzałogowym. Przez centrum Kijowa przejechały roboty bojowe, rozpoznawcze, transportowe i ewakuacyjne. Dnieprem płynęły Magury i Sea Baby – bezzałogowe łodzie, dzięki którym Ukraina ograniczyła swobodę działania rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, choć sama nie dysponuje porównywalną flotą klasyczną. Nad stolicą leciały drony rozpoznawcze, uderzeniowe i przechwytujące. Łącznie pokazano 99 maszyn – przekrój ukraińskich systemów bezzałogowych na lądzie, wodzie i w powietrzu.

Parada pokazała skalę przemiany, jaka zaszła przez cztery i pół roku pełnoskalowej wojny. Ukraina stopniowo przekuła oddolną rewolucję dronową w system, nie tracąc jej zdecentralizowanego i konkurencyjnego charakteru.

Instytucjonalizacja zaczęła się w 2022 roku od Armii Dronów, programu zakupu bezzałogowców i szkolenia operatorów. Rok później powstał klaster technologii obronnych Brave1, a w 2024 roku utworzono Siły Systemów Bezzałogowych – pierwszy na świecie odrębny rodzaj sił zbrojnych poświęcony systemom bezzałogowym.

System ma skrócić drogę od producenta do frontu. Brave1 pomaga producentom testować nowe rozwiązania razem z wojskiem i szybko wprowadzać je na front. Przez platformę DOT-Chain Defence jednostki mogą same wybierać potrzebny sprzęt z dostępnej oferty. Następnie Państwowa Agencja Zamówień Obronnych kupuje go od producentów i organizuje dostawę do żołnierzy.

Jednostki za pomocą systemu DELTA rejestrują potwierdzone nagraniami rażenia, za które otrzymują punkty na dodatkowy sprzęt w Brave1 Market. W czerwcu 2026 roku system odnotował ponad 200 tys. rażeń dronami – średnio ponad 6600 dziennie. Dane o skuteczności konstrukcji wracają do systemu zakupów, domykając obieg między frontem, producentami i państwem.

Produkcja i zakupy osiągnęły skalę przemysłową. Według Ministerstwa Obrony w 2025 roku wojsko otrzymało około 3 mln dronów FPV i ponad 15 tys. naziemnych systemów robotycznych. W czerwcu 2026 roku 95 proc. bezzałogowców kupowanych przez Agencję Zamówień Obronnych pochodziło od ukraińskich producentów. Nową konstrukcję można skodyfikować w ciągu dziesięciu dni.

Ukraina nadal nie jest technologicznie niezależna. W warsztacie Skilla wykorzystuje się ukraińskie ramy i silniki, ale wiele podzespołów pochodzi z Chin – szczególnie ogniwa litowo-jonowe i mikrobolometry do kamer termowizyjnych.

Ta sama decentralizacja jest źródłem przewagi i słabości: setki producentów i ich bliski kontakt z frontem pozwalają szybko poprawiać konstrukcje, ale utrudniają standaryzację.

– Mogę postawić przed wami trzy drony FPV. Dla was będą wyglądały tak samo, ale technicznie każdy będzie inny – mówi Bud. – Jeżeli operator musi żonglować czterema albo pięcioma systemami, odbija się to na jakości pracy.

Według Buda rosyjski model, oparty na mniejszej liczbie ujednoliconych konstrukcji, ułatwia seryjną produkcję i obsługę. Ukraina szybciej eksperymentuje, lecz jej przewaga trwa tylko do chwili, gdy Rosja skopiuje rozwiązanie albo znajdzie na nie odpowiedź.

Rosnący zasięg dronów nadał rewolucji wymiar strategiczny. Siły Systemów Bezzałogowych, dowodzone od czerwca 2025 roku przez Roberta „Madziara” Browdiego, nasiliły uderzenia dalekiego zasięgu (deep strike) w rosyjskie rafinerie i zaplecze logistyczne. Na okupowanym południu prowadzą kampanię mającą odciąć Krym od dostaw z Rosji.

Wraz z operacjami rosły budżety i ryzyko nadużyć. W sierpniu 2026 roku Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) oszacowało straty w jednej ze spraw dotyczących zakupów dronów na 254 mln hrywien. Wśród pięciu podejrzanych znaleźli się urzędnicy Państwowej Służby Łączności Specjalnej i przedstawiciele prywatnych firm.

Tego lata spór wokół Mychajła Fedorowa pokazał, że dronowa rewolucja stała się także czynnikiem politycznym. Po objęciu stanowiska ministra obrony w styczniu 2026 roku Fedorow zaczął wprowadzać przetargi i przebudowywać system zakupów. Pół roku później został odwołany. Dymisję tłumaczył oporem wobec reform; Zełenski – konfliktem Fedorowa z naczelnym dowódcą Ołeksandrem Syrskim. Odwołanie wywołało protesty, a Fedorow wkrótce wezwał do zorganizowania wyborów podczas wojny.
Aleksander Palikot jest reporterem i korespondentem mieszkającym w Kijowie.

Ukraina przeprowadziła dronową rewolucję, zmieniając improwizację w nowy sposób prowadzenia wojny. Nowa dynamika zarówno stworzyła taktyczne i strategiczne możliwości, jak i wywołała wewnętrzne konflikty, które mogą współdecydować o wyniku wojny i przyszłości bezpieczeństwa regionu.

Po zakończeniu pracy nad tekstem, 14 sierpnia, dwudziestosześcioletni Sabo zaginął podczas walki.