Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Ukraina / 28.09.2026
Igor Krawetz

Polska traci swój wyjątkowy status w Ukrainie. Resentyment zaczyna wypierać bliskość

W Ukrainie po raz pierwszy tak mocno ucierpiał wizerunek Polski jako państwa nowoczesnego, europejskiego, a przede wszystkim – przyjaznego. Jak z ukraińskiej perspektywy odbierane są polskа polityka historyczna, antyukraińska retoryka i bezprecedensowe rozczarowanie Polską?
Foto tytułowe
(Shutterstock)



Posłuchaj słowa wstępnego siódmego wydania magazynu online!



Triumf rozczarowania


Po 2022 roku o Polsce mówiło się w Ukrainie niemal wyłącznie językiem wdzięczności. Otwarta granica, dach nad głową dla uchodźców, broń, wsparcie polityczne i rola Warszawy jako adwokata Kijowa w Europie utrwaliły obraz najbliższego sojusznika – państwa, z którym Ukraina wreszcie zostawiła przeszłość za sobą. Było to tym bardziej odczuwalne, że w pierwszym okresie pełnoskalowej wojny Polska uchodziła także za „głos desperackiej prawdy” na Zachodzie, który wciąż irracjonalnie wierzył może już nie Rosji, ale nadal w Rosję.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


Jednak wkrótce język ukraińskiej debaty zaczął się zmieniać. Po blokadzie granicy i wysypywaniu zboża w 2024 r., podbijaniu stawki wokół zbrodni wołyńskiej, odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego oraz doniesieniach o atakach na Ukraińców nie chodzi już o kolejny spór dyplomatyczny. Ukraińscy autorzy piszą o utracie złudzeń, politycznym cynizmie i zagrożeniu, które z retoryki przenosi się na ulicę. „Nadmiernie idealizowaliśmy i przecenialiśmy polską przyjaźń. Polska ostatecznie utraciła status adwokata Ukrainy” – podkreśla Petro Herasymenko na portalu zaxid.net. Paradoksalnie – podkreśla – romantyczne złudzenie z 2022 roku przetrwało nawet blokadę granicy, lecz nie przetrwało historii z Orderem Orła Białego.

„Ataki na Ukraińców zostały faktycznie zalegalizowane” – bez ogródek pisze Jurij Panczenko, publicysta od lat zajmujący się sprawami polsko-ukraińskimi, w serwisie European Pravda. Rozczarowanie polityką zagraniczną przeradza się w lęk o fizyczne bezpieczeństwo Ukraińców w Polsce. Panczenko podkreśla, że antyukraińskie nastroje wykorzystywali politycy różnych obozów, w tym środowisko Donalda Tuska.

Znany publicysta i dziennikarz Witalij Portnikow wskazuje na ryzyko „scenariusza macedońskiego”: państwo członkowskie UE wykorzystuje integrację europejską sąsiada jako narzędzie nacisku na jego pamięć historyczną i tożsamość. „Już widzę, jak polscy politycy nie potrafią oprzeć się tej pokusie. Jak wytłumaczyć sąsiadom, że ten scenariusz jest niebezpieczny – nie wiem” – pisze dziennikarz. Racjonalny argument o wspólnym rosyjskim zagrożeniu nie gwarantuje już porozumienia. „Wygląda to na świadomą próbę pogorszenia stosunków, mimo że przyszłość Polski zależy od powodzenia Ukrainy w wojnie” – dodaje Portnikow.

Faktem jest, że w Ukrainie – po raz pierwszy na taką skalę – rozpada się symboliczny obraz Polski jako najbliższego partnera, a rodzi się obraz Polski politycznego cynizmu. Dlaczego do tego doszło i dlaczego właśnie teraz?


U nas trwa wojna, a wy mówicie o naszych bohaterach


Z Romanem Kulczyńskim, dziennikarzem i redaktorem naczelnym portalu danych texty.org.ua, oraz Wiktorem Puszkarzem, psychologiem społecznym i wykładowcą Narodowego Uniwersytetu Transportu, rozmawiam wieczorem 29 lipca. Za kilka godzin Rosja rozpocznie kolejny zmasowany ostrzał Ukrainy, w którym śmierć poniosą dziesiątki ludzi.

Ukraińcy każdego dnia czują front – w syrenach, wybuchach i wiadomościach o ofiarach. Właśnie z tej perspektywy patrzą na polskie spory o UPA, żądania zmiany nazwy ukraińskiej jednostki wojskowej, odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego czy doniesienia o pobiciach Ukraińców w Polsce.

Dla nich wiadomości z Polski coraz częściej brzmią jak irracjonalne pretensje, a na dodatek przypominają rosyjską narrację – o niewłaściwej historii, niewłaściwych bohaterach i niedostatecznej wdzięczności. Treść może być inna. Ton pozostaje boleśnie znajomy.

Kulczyński zaczyna od prostego wyjaśnienia, dlaczego Polska na ogół nie zajmuje w ukraińskich mediach wiele miejsca: dla kraju żyjącego pod ostrzałem polska polityka jest ważna, ale nie najważniejsza. W centrum są wojna, zabici, front, energetyka i broń. „Ludzie nadal traktują Polaków jak przyjaciół, jak sojuszników. A tu dzieje się coś, co Ukraińcy odbierają jako cios w plecy. I nie każdy potrafi zrozumieć, skąd to się bierze” – mówi dziennikarz.

Historia z Orderem Orła Białego stała się właśnie takim momentem: pojawiło się poczucie utraty empatii. Kulczyński ujmuje to bezpośrednio: słuchając polskich polityków, można by pomyśleć, że w Ukrainie „coś tam się dzieje”, ale zasadniczo trwa spokojne życie i jest czas na kolejny spór o przeszłość. Tymczasem nie ma ani czasu, ani sił, czasem nawet na myślenie o sobie. „Ludzie w Ukrainie żyją w ciągłym stresie. Naprawdę nie mamy teraz głowy do Polaków. Ale kiedy jesteś w stresie, na wszystko reagujesz ostrzej: tutaj pocisk spada prosto na ciebie” – mówi redaktor.

Dlatego polskie pretensje nie trafiają do gabinetu historyka, ale do społeczeństwa, które czwarty rok z rzędu żyje w warunkach pełnoskalowego konfliktu, a od ponad dekady – wojny z Rosją. Kiedy takiemu społeczeństwu tłumaczy się, kogo wolno mu nazywać bohaterem, dotyka to nie tylko pamięci, ale przede wszystkim podmiotowości – prawa Ukrainy do autonomii.


Estetyka, którą Ukraina już zna


Podobieństwo polskiej i rosyjskiej retoryki nie oznacza utożsamiania Polski z Rosją. Polska jest państwem demokratycznym, sojusznikiem Ukrainy, członkiem UE i NATO; przyjęła miliony ludzi i przekazywała broń. Jednak straumatyzowana wojną świadomość reaguje nie tylko na polityczne intencje – rozpoznaje też ton wypowiadanych słów.

Rosja od lat neguje prawo Ukrainy do odrębnej historii, żąda denazyfikacji, wskazuje, kto może być ukraińskim bohaterem, a kto ma zostać wymazany z pamięci. Kiedy z Polski pada ultimatum w sprawie nazwy ukraińskiej jednostki wojskowej albo groźba uzależnienia integracji europejskiej od ukraińskiej polityki pamięci, Ukraińcy rozpoznają w tym znajomy schemat: uznamy waszą suwerenność, pod warunkiem że wyrzekniecie się części samych siebie.

Wiktor Puszkar nazywa ten odruch reaktywnym: „Obrażają się na nas – to my też się obraźmy”. Nie jest to już racjonalna rozmowa o faktach, odpowiedzialności i pamięci ofiar, ale niemal reakcja zwrotna. Jedna strona reaguje rozdrażnieniem, druga odpowiada tym samym. „Kiedy zamiast wspólnego, racjonalnego interesu kierujemy się wzajemnymi urazami, znów może nas czekać nieszczęście” – podkreśla.

Psycholog podkreśla, że trauma zbiorowa nie jest w społeczeństwie niezmiennym archiwum. Jedne traumy zostają przemilczane, inne są na nowo interpretowane – często w ramach świadomie prowadzonego procesu politycznego. Wspomina własną rodzinę, milczenie wokół Hołodomoru i lęk ludzi, którzy wiedzieli, że za pamięć można było zapłacić wolnością albo życiem. Podobnie tragedia wołyńska przestała być wyłącznie tematem historycznym, a stała się narzędziem politycznej mobilizacji.

Gdy trauma staje się zbiorową urazą, racjonalne argumenty przestają działać. Puszkar określa ten mechanizm najpierw jako neurotyczne przeżywanie traumy, a następnie – psychotyczną nadkompensację. Jedna ze stron widzi siebie wyłącznie jako niewinną ofiarę, a każdą odpowiedź na rzeczywistą lub wyobrażoną krzywdę uznaje za naturalną i w pełni usprawiedliwioną. „To irracjonalna uraza zbiorowa: dlaczego czcicie człowieka, którego my nie szanujemy i uważamy za zbrodniarza?” – mówi.


Antypolskich nastrojów nie było. Właśnie dlatego dziś boli tak bardzo


Obaj rozmówcy osobno podkreślają: w Ukrainie nie istniały zauważalne, masowe nastroje antypolskie. Puszkar przywołuje badania ilościowe, w których Polska konsekwentnie trafiała do pierwszej trójki państw przyjaznych. Kulczyński opisuje przestrzeń informacyjną: nie było w niej wezwań do odwetu na Polsce za pacyfikację, akcję „Wisła”, politykę międzywojenną czy dawne granice. „W swoim otoczeniu w ogóle nie widziałem antypolskich nastrojów. Ludzie podchodzili do samochodów z polskimi numerami i dziękowali za pomoc” – mówi.

Dziennikarz dostrzega jednak zmianę. Każde nowe żądanie z Warszawy wywołuje oburzenie. Dawny, utrwalany przez propagandę sowiecką obraz „polskiego pana”, który po rozpadzie ZSRR stracił wiarygodność, znów dostaje pożywkę. Rosyjskie operacje informacyjne mogą jedynie przyłożyć do tego zapałkę: historycznych przykładów, wokół których można rozpalać wzajemną urazę, wystarczy na całe stulecia. „Nawet jeśli Ukraińcy sami się powstrzymają i powiedzą: teraz nie czas, nie potrzebujemy nowej kłótni – przyjdą Rosjanie, napiszą swoje i wszystko zapłonie” – podkreśla.

Puszkar nie wyklucza pojawienia się antypolskiej propagandy. „Jest się czego uczepić” – mówi. Nie ma to jednak racjonalnego uzasadnienia, bo Ukraina i Polska mają wspólnego przeciwnika. Odległość od granicy białoruskiej do Warszawy nie jest większa niż do Kijowa. Jeśli Ukraina upadnie – przypomina psycholog – drogą do Warszawy pojadą już nie tylko ciężarówki.

Niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy, gdy chwilowe emocje zamieniają się w trwały resentyment. Dziś ukraińskie rozczarowanie pozostaje głównie reaktywne: odpowiada na polską narrację i nie ma własnej rozbudowanej infrastruktury politycznej. Powtarzalność konfliktów może jednak taką infrastrukturę stworzyć.


Im bliższy partner, tym głębsze rozczarowanie


Moi rozmówcy są przekonani, że Polska boli Ukrainę bardziej nie dlatego, że jest najbardziej wroga, ale dlatego, że była jednym z najbliższych państw. Przez 30 lat niepodległości stała się dla wielu Ukraińców wzorem do naśladowania. „Solidarność”, polscy intelektualiści, kino, reformy, wejście do UE i poparcie dla obu Majdanów – wszystko to składało się na obraz kulturowo bliskiego kraju, który przeszedł drogę dostępną również Ukrainie.

W 2022 roku to poczucie bliskości jeszcze się umocniło. „Polska zyskała bardzo pozytywny wizerunek. Dlatego niespodziewane rzeczy są odbierane bardzo emocjonalnie – jak zdrada” – podkreśla Kulczyński. Za pierwsze wielkie pęknięcie uznaje on blokadę granicy, a zwłaszcza wysypywanie ukraińskiego zboża. Dla społeczeństwa pamiętającego Hołodomor zboże nie jest neutralnym towarem: wyrosło pod ostrzałem, a zdjęcia, na których wysypywano je na ziemię, wywoływały niemal fizyczną reakcję. Jeszcze boleśniejsze było milczenie znacznej części polskiego społeczeństwa.

Najgłębsza różnica pojawia się tam, gdzie polska pamięć widzi przede wszystkim zbrodnię przeciwko ludności cywilnej, a ukraińska – jeden z symboli oporu wobec sowieckiego imperium. Uznanie zbrodni i szacunek dla ofiar nie niwelują tej różnicy.

Dla Kulczyńskiego żądanie odrzucenia UPA oznacza wyrwanie z ukraińskiej historii części doświadczenia państwowotwórczego. Setki tysięcy rodzin były deportowane, więzione lub prześladowane przez władze sowieckie z powodu związku – rzeczywistego albo przypisanego – z podziemiem. Pamięć o UPA stała się pamięcią o tych, którzy odmówili uznania władzy sowieckiej za ostateczną. „UPA to ogromna część ukraińskiej historii. Polski w tym sposobie myślenia po prostu nie ma. Nikt nie robił tego ani po to, by Polskę poniżyć, ani po to, by ją pochwalić” – podkreśla dziennikarz.

Na moje pytanie, czym byłaby Ukraina bez UPA, odpowiada: Białorusią – państwem, które nie dostało dostatecznego impulsu do oporu przeciw imperialnej asymilacji.

Puszkar formułuje to podobnie. Aleja Bandery w Kijowie była, według niego, „wielkim gestem sprzeciwu wobec Moskwy”, a nie wobec Polski. W polskim odczytaniu Bandera pozostaje przede wszystkim postacią antypolską, w ukraińskim – przede wszystkim antysowiecką. Gdy nie rozróżnia się tych znaczeń, każde ukraińskie upamiętnienie zaczyna wyglądać jak świadoma obraza Polski.

Właśnie w ten sposób w Polsce zrodziła się teoria, jakoby Zełenski celowo nadał jednostce imię Bohaterów UPA, aby poniżyć Warszawę. Kulczyński kwituje ją śmiechem: decyzja była elementem wewnętrznej ukraińskiej polityki pamięci, a o Polsce w tym momencie po prostu nie myślano.

Co zrobić z irracjonalną urazą zbiorową? Puszkar odpowiada paradoksalnie: jedną histerię czasem można zagłuszyć inną. Nie chodzi o symetryczną kampanię upokorzeń ani o poszukiwanie ukraińskiej listy polskich zbrodni. Taka symetria jedynie utrwaliłaby role ofiary i kata. „Właściwie skonstruowana” odpowiedź powinna przywrócić rozmowę do tego, co łączy obie strony: bezpieczeństwa, gospodarki, zachowania ukraińskiej państwowości i ochrony Polski przed Rosją. „Trzeba szukać wspólnego interesu: co Polacy zyskują dzięki temu, że Ukraińcy walczą, i co Ukraina zyskuje dzięki polskiemu wsparciu” – podkreśla psycholog.

Sama racjonalność nie leczy upokorzenia. Potrzebna jest także wzajemność: uznanie polskiego bólu nie może oznaczać zanegowania ukraińskiej podmiotowości; uznanie ukraińskiego doświadczenia antyimperialnego nie może oznaczać milczenia o polskich ofiarach cywilnych. Pamięć może być wspólna tylko wtedy, gdy żadna ze stron nie rości sobie prawa do moralnej wyłączności.


Czy to punkt bez powrotu?


Mimo ostrych ocen obaj rozmówcy nie widzą w obecnym kryzysie końca polsko-ukraińskiej bliskości. Z ukraińskiej perspektywy w nasileniu antyukraińskiej retoryki w Polsce widać przede wszystkim cykle polityczne, a ukraińska polityka jest urządzona tak, że koniunktury politycznej nie traktuje zbyt serio. W kraju, który każdego dnia zależy od pocisków do obrony powietrznej, danych wywiadowczych i broni, konflikt z Warszawą nie jest odbierany jako egzystencjalny. „To nieprzyjemne, to emocjonalnie bolesne. Ale w Ukrainie nikt nie dochodzi do wniosku, że mosty zostały spalone na zawsze. Cykle wyborcze mijają, a sojusz pozostaje potrzebny” – podsumowuje Roman Kulczyński.

Wiktor Puszkar wskazuje również na „optymalny dystans społeczny”: Ukraińcy i Polacy mają wspólny los i wspólne interesy, ale pozostają odrębnymi społeczeństwami. Nadmierne oczekiwanie braterstwa może być równie niebezpieczne jak otwarta wrogość. Po fali idealizacji nieuchronnie przychodzi rozczarowanie tym, że bliski partner nie odpowiada stworzonemu obrazowi.
Igor Krawetz – dziennikarz, bloger, prowadzi fanpage Ukrainiec w Polsce. Współpracował z Gazetą Wyborczą, Polityką, Wirtualną Polską i Resetem Obywatelskim, z szeregiem mediów ukraińskich. Od 2015 razem ze Związkiem Ukraińców w Polsce zwalcza antyukraińską mowę nienawiści. Uczestnik ruchu Obywatele RP, absolwent Studium Europy Wschodniej UW.

Inne artykuły Igora Krawetza

Być może dojrzewanie tych relacji nie polega na powrocie do romantyzmu 2022 roku, lecz na jednoczesnym porzuceniu dwóch złudzeń: że Polska zawsze i bezwarunkowo będzie bronić Ukrainy oraz że Ukraina wyrzeknie się części własnej pamięci na rzecz polskiej aprobaty. Tymczasem resentyment, którego jeszcze niedawno prawie nie było w ukraińskiej przestrzeni publicznej, zyskuje język, przykłady i odbiorców.

Rankiem po naszych rozmowach rosyjski Ch-101, który nadleciał od strony Wołynia, spada na polskie pole w pobliżu Tarnawy-Kolonii w województwie lubelskim. Na polu pozostał 10-metrowy lej. Realne zagrożenie przekracza granicę wtedy, gdy oba społeczeństwa znów spierają się o zagrożenia z przeszłości, a Rosja wyraźnie podbija stawkę eskalacji.