Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Międzymorze / 04.10.2026
Aneta Ananicz i Jan Buziewski
Liban dał im schronienie. Polscy wygnańcy zbudowali tam namiastkę ojczyzny
Historia polskich uchodźców w powojennym Libanie wciąż żyje we wspomnieniach tych, którzy znaleźli tam schronienie po zesłaniu i wojennej tułaczce. Maria Gordziejko opowiada o dzieciństwie w Ghazirze, polskich szkołach i społeczności, która tysiące kilometrów od kraju próbowała stworzyć namiastkę utraconej ojczyzny.
Zdjęcie panoramy Ghaziru z późnego okresu imperium osmańskiego - rok 1893 (Wiki Commons)
Posłuchaj podcastu:
Polacy w Ghazirze
Ghazir w Libanie jest miejscem wyjątkowym dla polskiej kultury. W lutym 1837 roku Juliusz Słowacki przybył tam do klasztoru św. Antoniego. Podczas swojego pobytu pracował nad poematem Anhelli, a z zasłyszanych z ust mnichów legend stworzył jedną z postaci utworu – anioła Eloe. Ponad sto lat później w tej miejscowości osiedlili się polscy wygnańcy, a o ich codziennym życiu opowiada Maria Gordziejko – była polska uchodźczyni – w rozmowie z Anetą Ananicz, konsulem RP.
Po II wojnie światowej, w latach 1945–1950, Ghazir stał się jednym z największych skupisk polskich uchodźców w Libanie. Polacy uciekali ze Związku Radzieckiego przez Iran, a stamtąd trafiali na Bliski Wschód. Pierwszy transport zabrał ze sobą 500 osób, drugi – 700. Ghazir oraz miasto Zuk Mikajil były głównymi ośrodkami polskiej diaspory. Polacy często wynajmowali kwatery gościnne u miejscowych gospodarzy, a koszt ich utrzymania był pokrywany przez rząd Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. Jak wspomina Gordziejko, otrzymywali również kieszonkowe od rządu.
Liban oczami przeszłości
W jej pamięci jednak najbardziej utrwalił się krajobraz pełen niewielkich domów z czerwonymi dachami, które na tle górskiej scenerii przypominały rozsiane po zboczach grzyby. Jak przyznaje, w porównaniu z tamtejszym Libanem ten współczesny wypada znacznie gorzej. Wspomina, że zabudowa była wtedy rzadsza, a górskie miejscowości miały zupełnie inny charakter niż obecnie.
Jednym z miejsc, które w szczególności zapamiętała, była Harisa. Lubiła tam wędrować pieszo, choć dziś przyznaje, że nie wszystkie szczegóły tych wypraw potrafi odtworzyć. Czas zatarł wspomnienia, ale emocje pozostały.
Przyznaje też, że serdeczność i gościnność, z jaką się spotkała zarówno w Iranie, jak i w Libanie, sprawiły, że oba te kraje stały się dla niej drugą ojczyzną.
Namiastka ojczyzny
Jak wspomina Maria Gordziejko, środowiska polonijne w Ghazirze, Zuk Mikajilu i innych okolicznych miejscowościach tworzyły oazę, a życie społeczności było tam dobrze zorganizowane. Funkcjonowały szkoły, w których naukę prowadzono w języku ojczystym, a kadra nauczycieli i pedagogów składała się przede wszystkim z Polaków, którzy mimo doświadczeń syberyjskiego zesłania starali się przekazać dzieciom wiedzę i dać im w ten sposób namiastkę normalności. Dzięki temu dzieci i młodzież miały możliwość uczenia się w swoim języku. Nauczano polskiego, geografii, przyrody, łaciny, a także języków obcych – początkowo arabskiego i francuskiego, później głównie angielskiego.
Jednak życie rodaków w Libanie nie ograniczało się wyłącznie do szkolnictwa. Działały również organizacje społeczne, harcerskie, a także polskie duszpasterstwo. Wszyscy Polacy starali się, mimo tysięcy kilometrów dzielących ich od domu, zachować swoją tożsamość, język i poczucie więzi z ojczyzną.
Ku nowej przyszłości
Po ukończeniu szkoły średniej wielu młodych Polaków kontynuowało naukę na uczelniach. Wybierali przede wszystkim kierunki związane z medycyną, stomatologią oraz architekturą.
Wśród młodych Polek były również dziewczęta, które później wyjechały z Libanu i zrobiły kariery w różnych częściach świata. Pokolenie to mimo wojennej tułaczki nie zrezygnowało z nauki. Jak opowiada rozmówczyni, jedna z jej koleżanek ukończyła architekturę, a później odniosła sukces zawodowy w Wielkiej Brytanii, przyczyniając się do rozwoju Anglii. Inne z kolei postanowiły wybrać medycynę, działalność społeczną i harcerstwo. Dla wielu Polaków Liban z chwilowego przystanku stał się początkiem zupełnie nowego życia.
Rozproszeni po świecie
Z czasem polska diaspora na Bliskim Wschodzie zaczęła się kurczyć. W pewnym momencie coraz więcej rodaków zaczęło wyjeżdżać, aż w końcu sama wraz z matką i dwiema siostrami odpłynęła statkiem z Bejrutu. Wielu Polaków nie wracało jednak do kraju, wybierało dalszą emigrację, szukając nowego miejsca do życia.
Maria Gordziejko szacuje, że spośród 4 tysięcy Polaków rozsianych po Libanie około 600 wróciło do Polski. Reszta rozproszyła się po świecie.
Miłość ponad granice
Oprócz wielkich wydarzeń historii zachowały się również drobne, osobiste opowieści. Jedna z nich dotyczy Irki, Polki mieszkającej w Libanie, oraz libańskiego taksówkarza Antoine’a.
– Była taka Irka Krajewska. Z UKU kursował taksówkarz Antoine. Zawsze wykrzykiwał „taksówka polska, Antoine, Antoine”. Myśmy myśleli, że on się zaleca do jej matki, która w sąsiedztwie naszym mieszkała, bo ona była atrakcyjna, w wieku mojej siostry. I w dniu wyjazdu na okręcie, który wypływał z Bejrutu do Londynu, matka czeka na Irkę, a Irki nie ma. W końcu kapitan okrętu mówi tak: „jedziemy, nie będziemy czekać”, ale matka czeka. Potem okazało się, że ten Antoine kochał się nie w matce, tylko w Irce. Widocznie mieli sekretny układ, że jak będzie jechała do Londynu, to ucieknie. I została z Antoine’em. Osiedlili się w Dżuniji, gdzie założyli rodzinę i prowadzili kawiarnię – opowiada Gordziejko.
Śladami wspomnień
Po latach od opuszczenia Libanu Gordziejko wracała tam kilkukrotnie. Organizowano spotkania dawnej polskiej społeczności, a także pielgrzymki. Jednym z ważniejszych wydarzeń było upamiętnienie rocznicy opuszczenia Iranu i Libanu przez Polaków.
Szczególne znaczenie miał powrót do Zuk Mikajilu, jednego z najważniejszych miejsc jej dzieciństwa, i Ghaziru, gdzie spotkała dawnych znajomych. Jak przyznaje, choć nie była to jej ojczyzna w sensie formalnym, na zawsze pozostanie częścią jej życia.
– Do Libanu wracam jak do kraju swojego dzieciństwa, tak samo jak do Iranu – mówi.
Przyznaje też, że nie interesują jej dyplomatyczne definicje ani formalne podziały. Dla niej liczy się doświadczenie ludzi, którzy zostali wyciągnięci ze swojego kraju i znaleźli azyl w miejscu, w którym nigdy nie spodziewaliby się go znaleźć.
– Kraj, który pierwszy nas przyjął, a wszyscy się od nas odwrócili, to był Iran, i o tym musimy pamiętać. Oni przyjęli nas bezinteresownie, wyciągnęli do nas pomocną dłoń. Kraj, który był nam zupełnie obcy kulturowo, religijnie. Nie pytali się o naszą religię ani o to, skąd pochodzimy. Liban również przyjął nas bezinteresownie, wynajmując nam u Libańczyków kwatery.
Dla Gordziejko ważne jest, aby pamiętać, że ludzie, którzy opuścili Związek Radziecki i trafili przez Iran na Bliski Wschód, nie byli zwykłymi emigrantami.
– Nie byliśmy uciekinierami ani emigrantami, byliśmy wygnańcami – podkreśla.
Historia, która łączy
Z biegiem lat Liban zapisał się w polskiej pamięci na wiele sposobów. Stał się miejscem bliskim sercu zarówno Polaków, którzy znaleźli tam schronienie, jak i – znacznie wcześniej – Juliusza Słowackiego. Poeta przybył do Libanu w 1837 roku, gdzie spędził kilka tygodni, zatrzymując się między innymi w Bejrucie i klasztorze św. Antoniego – pracował tam nad swoim poematem Anhelli. Krajobrazy Libanu, jego historia i otwartość Wschodu stały się jednym z motywów przewodnich w jego twórczości. W ten sposób kraj ten połączył historie Polaków z różnych epok – romantycznego poety i tych, którzy ponad sto lat później szukali tu bezpiecznego miejsca po wojennej zawierusze.
W imię pamięci
Dla Marii Gordziejko wspomnienie Libanu pozostaje czymś, czego, jak sama przyznaje, nie sposób w pełni oddać nawet najbogatszym językiem polskim.
Czuje potrzebę i odpowiedzialność, aby przekazywać tę historię dalej; aby świat usłyszał o dzieciach, które z Syberii trafiły do Iranu, o rodzinach, które znalazły azyl w Libanie, o nauczycielach, księżach, zakonnicach i harcerzach, którzy próbowali stworzyć dla dzieci namiastkę normalnego świata, a przede wszystkim o tych, którzy nie zrezygnowali z ambicji, choć ich ojczyzna znajdowała się tysiące kilometrów dalej.
Dziś, gdy wydarzenia minionych lat zacierają się coraz bardziej, relacje ostatnich świadków nabierają szczególnego znaczenia. To dzięki nim historia polskich uchodźców w Libanie nie pozostaje jedynie wspomnieniem, ale opowieścią o ludziach i ich zmaganiach.
Artykuł został opracowany na podstawie podcastu Byliśmy wygnańcami, nie emigrantami. Polka opowiada o życiu w Libanie w cyklu Polacy Światu prowadzonym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP.