Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 20.12.2020
Krasimir Krumov

Premier Bojko Borisow. Kim jest "starszy brat" Bułgarii?

Bułgarzy darzą sympatią niewielu polityków. Kiedy jednak Bojko Borisow doszedł do władzy, mówiono do niego bate lub bat’. Bat’ Bojko. W języku bułgarskim używamy określenia bate, by zwrócić się do starszego brata albo niewiele starszego od siebie mężczyzny. W ten sposób okazujemy respekt i szacunek.
Foto tytułowe
Demonstranci protestujący przeciwko korupcji w Sofii latem 2020 r. (Shutterstock)

"Dostaliśmy władzę od ludzi i dzisiaj ludziom ją oddajemy" – w tak patetycznych słowach podawał swój rząd do dymisji premier Bułgarii Bojko Borisow w lutym 2013 roku. "Nie będę stał i przyglądał się, jak most Orłów [most i skrzyżowanie w Sofii, od roku 1989 częste miejsce demonstracji – przyp. red.] zalewa się krwią. Każda kropla krwi to nasza hańba" – kontynuował.

Ulica, która buntowała się przeciwko wysokim cenom monopolistów energetycznych, wierzyła wtedy, że Bojko i jego konserwatywna partia GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii) odchodzą na dobre. Mało kto wtedy pomyślał, że były strażak i karateka z miejscowości Bankja wróci niczym car Borys II czy później Borys III i że siedem lat później ci sami demonstranci będą znów zmuszeni krzyczeć: "Precz!".

Sześćdziesięciojednoletni dziś polityk rozpoczynał karierę zawodową jako strażak. Straż pożarna w Bułgarii jest częścią Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych XX wieku niełatwo było dostać się do Akademii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w stolicy. Bojko miał jednak dobry rodowód – pochodził z przyzwoitej socjalistycznej rodziny: jego ojciec pracował w komendzie miejskiej milicji. W klasie licealnej Bojko był sekretarzem Związku Młodzieży Komunistycznej. Później "znajdzie" jeszcze w życiorysie pradziadka zabitego przez komunistów w 1944 roku. Wykorzystując ten fakt, zbuduje swój nowy wizerunek polityczny.

Premier Bułgarii Bojko Borisow (Shutterstock)
"Mutra", czyli brzydka twarz

Borisow skończył studia inżynierskie jako strażak. Otrzymał stopień porucznika (lejtenanta). Wtedy każdy kadet Akademii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wstępował do Bułgarskiej Partii Komunistycznej i Bojko Borisow nie stanowił wyjątku. Na początku lat osiemdziesiątych był strażakiem, w połowie dekady został wykładowcą Akademii. Co więcej, obronił pracę doktorską pod tytułem Szkolenie psychofizyczne personelu operacyjnego Straży Pożarnej do działań w ekstremalnej sytuacji pożarowej. A często zarzuca się mu "analfabetyzm", niektórzy mówią, że przeczytał w życiu jedną książkę: Winnetou Karola Maya. W bliższym kontakcie Borisow sprawia wrażenie osoby oczytanej, posiadającej wiele zainteresowań. Niektórzy mówią o wrodzonej inteligencji. On sam się nie wywyższa. Wręcz przeciwnie. "Wy jesteście prości i ja też jestem prosty, dlatego się dogadujemy" – powiedział podczas spotkania ze strajkującymi hutnikami z Kyrdżali (2012 rok). Otrzymał gromkie brawa.

Gdyby nie demokratyczne przemiany w 1989 roku, Borisow wciąż robiłby karierę w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Być może zostałby profesorem albo generałem straży pożarnej. Los chciał inaczej. W 1990 roku w Bułgarii przeprowadzono depolityzację akademii. Wojskowi, milicjanci i bezpieka musieli wybierać: albo przynależność do partii politycznej, albo mundur. Borisow wybrał wierność Bułgarskiej Partii Komunistycznej, wolał pozostać w jej szeregach i tym samym wystąpić z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Postępowali tak młodzi oficerowie, którzy po zakończeniu szkoły mundurowej powinni byli przepracować w systemie kilka lat. Depolityzacja dała im de facto wolność. W 1978 roku obecny premier Bułgarii został mistrzem karate (dziś posiada 7 DAN, czyli czarny pas z siedmioma złotymi medalami). W 2019 roku podczas wizyty w Korei Południowej otrzymał honorowy 9 (przedostatni) DAN.

Po upadku systemu w urzędach wciąż rządzili komuniści, w kantorach świeżo urodzeni kapitaliści, a na ulicy byli obecni sportowcy: zapaśnicy, bokserzy, karatecy. Nazwano ich "mutrami", czyli dresiarzami, od słowa "mutra" – brzydka twarz. To oni szybko przejęli biznes ochroniarski i ubezpieczeniowy. Karateka Borisow też odnalazł się na wolnym rynku. W 1991 roku założył istniejącą do dziś agencję ochrony IPON-1. Zajmował się ochroną wykupionej przez Rosjan rafinerii Łukoil.
W Krajowym Rejestrze Firm znaleziono informacje, że Borisow prowadził przedsiębiorstwa z postaciami kojarzonymi ze światem przestępczym lat dziewięćdziesiątych. Jego wspólnikami na różnych etapach były legendy bułgarskiego podziemia: Rumen "Pasza" Nikołow, Mładen "Madżo" Michalew oraz Aleksej "Traktor" Petrow.

Czy Borisow był jednym z "niebezpiecznych chłopców"? Czy może służby specjalne "zainstalowały go" w tym środowisku? W 2013 roku pojawiły się dokumenty mówiące, że 9 grudnia 1996 roku (kiedy rozkwitał światek przestępczy) zarejestrowano Bojko Borisowa w kartotece Centralnego Urzędu do Walki z Przestępczością Zorganizowaną. Był informatorem. Posiadał kontakty z ludźmi podziemia będącymi w kręgu zainteresowań służb. Miał mieć ksywkę operacyjną "Budda".

Awatar

Bojko znalazł się w centrum zainteresowania mediów. Kierowana przez niego firma IPON-1 ochraniała zdegradowanego i oskarżonego o popełnienie szeregu przestępstw (w tym defraudacji pieniędzy) byłego bułgarskiego dyktatora Todora Żiwkowa. W 1990 roku Żiwkow przebywał w areszcie domowym, Bojko spędzał z nim dużo czasu. Wielu Bułgarów zadaje sobie pytanie, czy były sekretarz generalny Bułgarskiej Partii Komunistycznej, choć sam nie sprawował już władzy, zdradził swojemu ochroniarzowi tajemnice urzędowania.

Wieloletniego przywódcę Ludowej Republiki Bułgarii Todora Żiwkowa darzono sporą sympatią, dobrze o nim mówiono, miał pseudonim "Tato". Nic więc dziwnego, że po upadku dyktatora naród poczuł smutek – stracili ojca. Kiedy Borisow doszedł do władzy, nazywano go bate lub bat’. Bat’ Bojko. Określenia "bate" w języku bułgarskim używa się w odniesieniu do starszego brata albo niewiele starszego od siebie mężczyzny, okazując mu w ten sposób szacunek. Podczas ostatniego półwiecza takim intymnym, wręcz rodzinnym uczuciem Bułgarzy darzyli niewielu polityków. Był wśród nich Bojko. Kariera polityczna byłego strażaka przyśpieszyła wraz z powrotem do Bułgarii żyjącego na wygnaniu cara Symeona Sakskoburggotskiego (w 1996 roku, po blisko pięćdziesięciu latach nieobecności spowodowanej obaleniem monarchii). Car był ciepło przyjmowany przez tłumy: każdy chciał go dotknąć, oddać mu hołd. Potrzebował ochrony. I wtedy Bojko Borisow został cieniem byłego monarchy. Zaprzyjaźnił się z nim i z jego rodziną.

W 2001 roku Symeon II wygrał wybory parlamentarne. Obiecał, że w osiemset dni postawi Bułgarię na nogi. Osobisty ochroniarz cara – Bojko Borisow – stracił pracę. Ochroną cara-premiera zajęło się Biuro Ochrony Rządu. Symeon II zaproponował, by Borisow został sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, czyli objął najwyższe stanowisko w MSW. Borisow przystał na tę propozycję. Nowy sekretarz stanu robił furorę. Kiedy tylko doszło do zabójstwa, napadu, porwania, pierwszy zjawiał się na miejscu. Tylko on mógł udzielać komentarza mediom, ponieważ czekali wyłącznie na Borisowa. Został głosem i pięścią Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Szybko awansował ze stanowiska podpułkownika na generała. Ubrany w czarny długi płaszcz, niczym bohater serialu kryminalnego, stał się ulubieńcem na dworze cara-premiera. Szacunkiem darzyli go także obywatele. Kiedy przyjeżdżał do któregoś z miast obwodowych, przed salą, w której miał występować, ustawiała się kolejka złożona głównie z kobiet. Dość powiedzieć, że jednа z reporterek chciała dotknąć jego mięśni. A on pozwalał się dotykać, kochać i fotografować.

W wyborach w 2005 roku Borisow ubiegał się o miejsce w parlamencie, startował z list partii Symeona II. Bułgarskie prawo wyborcze pozwala na ubieganie się o mandat z dwóch różnych okręgów wyborczych. Bojko skorzystał z tej możliwości i wygrał w obu okręgach. Musiał wybrać, z którym się zwiąże. Ostatecznie jednak zrezygnował z obu. Wolał zostać w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, ale niedługo po wyborach musiał odejść z resortu z powodu kłótni wśród członków zespołu. Zgłosił kandydaturę w wyborach na stanowisko burmistrza miasta stołecznego Sofii. Wygrał je z wynikiem 68,5 procent głosów. Praktycznie nie miał konkurencji. Ratuszem rządził tak, jakby wciąż pracował w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Skórzany płaszcz, skórzana kamizelka, granat i kajdanki na biurku. To robiło wrażenie. W 2006 roku dzięki bliskim i wiernym ludziom stworzył ruch obywatelski GERB, którego został nieformalnym liderem (prawo zakazywało mu piastowania tego urzędu). W grudniu ruch przekształcił się w partię polityczną, na której czele stanął niejaki Cwetan Cwetanow, później szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i przez wiele lat prawa ręka Borisowa. De facto Cwetanow był awaterem Bojki. Ten przejął stery dopiero w roku 2010, nie piastował już funkcji burmistrza, nic więc nie stało na przeszkodzie. W 2009 roku partia GERB wygrała wybory, zaś Borisow większością głosów (162 z 240) został po raz pierwszy premierem kraju.

Czaszka

Moc, władza, charyzma. Wszystko to cechowało Borisowa. Do tego czasu rządzili dawni komuniści w koalicji z carem i z liberalną partią Ruch na Rzecz Praw i Wolności, reprezentującą mniejszość Turków bułgarskich. Z powodu nieprawidłowości w dysponowaniu funduszami europejskimi Unia zamroziła środki w ramach programu operacyjnego SAPARD [unijny program finansowego wspierania programów dostosowywania rolnictwa do gospodarki rynkowej w krajach stowarzyszonych – przyp. red.]. Przyczyną tej decyzji stały się podejrzenia rzekomego konfliktu interesów rządu koalicyjnego. Podczas kontroli przyjętych funduszy europejskich okazało się, że szef Głównej Agencji Dróg Weselin Georgiew zlecił budowanie obiektów o wartości 60 milionów euro firmie kierowanej przez swojego brata. Dopiero osiem lat później sprawa zakończyła się uniewinnieniem, ale podejrzenia pozostały, a w życiu politycznym ta sprawa znana jest jako Batko i bratko ("Starszy brat i młodszy brat"). Afera drogowa była tylko kroplą w morzu. Bruksela widziała w działaniach Sofii niezdolność władzy do walki z korupcją – te same oskarżenia jedenaście lat później członkowie byłych obozów rządzących wysuną pod adresem rządu Borisowa. Po zaprzysiężeniu Bojki i po jego pierwszej wizycie w Brukseli środki uruchomiono ponownie. Później Borisow dumnie przypominał, że "kiedy komuniści są u władzy, Europa blokuje nam środki, kiedy my rządzimy – Europa je odblokowuje".

Po pierwszym roku sprawowania władzy przez GERB mimo różnych afer ekipa rządząca cieszyła się poparciem. Notowania samego Borisowa pozostawały na najwyższym poziomie. Wciąż rozdawał autografy, robił selfie z fanami. Cieszył się sympatią wśród kolegów z Europy, ba!, był podobno nawet ulubieńcem Angeli Merkel. Bułgarski premier wydawał się dyplomatyczny i elastyczny w stosunkach z Zachodem i Rosją, licząc się z faktem, że spora część bułgarskiego społeczeństwa pozostaje nastawiona prorosyjsko.

Manewr z dymisją w 2013 roku był przemyślanym ruchem. Otóż Borisow rozwiązał własny rząd, choć jego ekipa i on sam mieli bardzo dobre notowania. Oddał władzę lewicy, która rządziła nieco ponad rok. Ulica obaliła rząd, stało się tak nie bez pomocy partii mniejszości tureckiej, która wyszła z centrolewicowej koalicji. W przedterminowych wyborach Bojko znów triumfował. 7 listopada 2014 roku został ponownie zaprzysiężony, uzyskał większość głosów (149 z 240).

Trzy lata później, kiedy GERB przegrała wybory prezydenckie, Borisow znowu podał się do dymisji, bo wcześniej obiecał przedterminowe wybory parlamentarne, jeśli partia straci fotel prezydencki. Wygląda na to, że była to kolejna "ustawka", podobnie zresztą jak prognozowana wcześniej przegrana fasadowej kandydatki na prezydenta – szefowej parlamentu Cecki Caczewej. Bułgarzy ponownie poszli do urn, aby wybrać nowy parlament. Notowania lewicy (głównego rywala GERB) były słabsze, Borisow był pewien zwycięstwa, gdyż system elekcji prezydenta różni się od systemu wyboru posłów. GERB znowu ogłoszono pierwszą siłą polityczną w kraju. W ten sposób prezes Borisow zapewnił sobie władzę na kolejne cztery lata.

Trzeci rząd Borisowa miał utrzymać się pełną kadencję. Tak to przynajmniej wyglądało jeszcze kilka miesięcy temu – aż do momentu banalnego wydarzenia na bułgarskiej prowincji. Polityk z marginesu, były minister sprawiedliwości z drugiego rządu Borisowa Christo Iwanow opublikował na Facebooku swój happening u brzegu Morza Czarnego. Iwanow "dokonywał" desantu gumową łodzią w nadmorskiej posiadłości Achmeda Dogana, honorowego lidera Ruchu na rzecz Praw i Wolności (DPS). Opozycja zarzucała Borisowowi, że rządzi w potajemnej koalicji z mniejszością turecką. Pokazanie opinii publicznej, że część linii brzegowej została bezprawnie zajęta przez Dogana, oznaczało, że władza rozłożyła nad nim opiekuńczy parasol. Iwanow i jego koledzy przy brzegu zostali przywitani przez Biuro Ochrony Rządu asystujące tureckiemu liderowi, który od lat nie pełni funkcji publicznych (dlatego właśnie korzystanie z usług Biura Ochrony Rządu wzbudzało kontrowersje). Streaming z wydarzenia doprowadził do wybuchu masowych protestów w Sofii i innych większych miastach Bułgarii.

Krasimir Krumov od 1998 roku jest korespondentem gazety "Monitor". Komentator i analityk spraw bieżących dla "Gazety Wyborczej", TVN24 i Polsat News. Ukończył bułgarystykę i rusycystykę na Uniwersytecie im. Konstantyna Presławskiego w Szumenie (Bułgaria), pisze rozprawę doktorską poświęconą stosunkom bułgarsko-polskim w dwudziestoleciu międzywojennym.
Sytuacja Borisowa się pogorszyła. Wśród jego przeciwników znaleźli się uciekający przed prawem i prokuraturą właściciel salonów gier i prywatnych loterii Wasyl "Czaszka" Bożkow, "król bułgarskiego hazardu". Bożkow ukrywał się w Abu Dabi, ale upublicznił prywatną korespondencję z szefem rządu. „Czaszka” stworzył ruch społeczny przeciwko Borisowowi. Istnieją podejrzenia, że sponsoruje częściowo protesty w stolicy. Niedługo po tym ataku, w lipcu 2020 roku, pojawiły się anonimowe nagrania z sypialni premiera, na których widać szafkę przy łóżku wypełnioną banknotami o nominale 500 euro. Gdyby założyć, że pieniądze są prawdziwe, dałyby sumę około półtora miliona euro. Do scenerii dochodzą jeszcze sztabki złota i pistolet. Kto się włamał do mieszkania Borisowa w strzeżonej willi rządowego kompleksu? Nie wiadomo. Ale jedno ze zdjęć pokazuje śpiącego półnagiego premiera. Pierwotnie Borisow oskarżył o nagrania Biuro Ochrony Rządu i prezydenta Bułgarii Rumena Radewa. Borisow twierdził, że prezydent, który miesza w sąsiedztwie, a jest pilotem wojskowym, dostał w prezencie z Chin drona i szpieguje szefa rządu. Podobno Borisow chciał zestrzelić drona, ale donieśli mu, że to zabawka prezydenta. Radew długo nie czekał z reakcją. Wyszedł z gabinetu do protestujących na ulicy i powiedział, że mafii powinno się położyć kres. Podniósł wysoko pięść i krzyknął: "Precz z mafią! Precz z dresiarzami!". I tak oto zaczęła się wojna na górze, która może skrócić życie politycznie premiera Bułgarii.